Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Trzmiele! Wy, co miłości nie znacie!
Wy co ponad wszsytkimi latacie,
a każdy kwiat
tylko nędzne miejsce pracy

Trzmiele! Wszystkie podobne,
tysiące was w powietrzu spraw.
Trzmiele!
Wy, ludzie którzy tylko żądlic potraficie!

Opublikowano

Poprawki estetyczno-poprawnościowe:

Trzmiele! Wy, co miłości nie znacie!
Wy[przecinek] co ponad wszsytkimi[literówka] latacie,
a każdy kwiat
tylko nędzne miejsce pracy[kropka? wykrzyknik?]

Trzmiele! Wszystkie podobne,
tysiące was w powietrzu spraw.
Trzmiele!
Wy, ludzie[przecinek] którzy tylko żądlic potraficie!

Konsekwencja w interpunkcji powinna być, a nie takie jakieś.

Porównujesz ludzi do trzmieli, ta? Nie znają miłości, wywyższają się, kwiat(kobieta?) to dla nich "miejsce pracy", podobni do siebie, wiele ich (btw. w "powietrze spraw" nie brzmi tam dobrze - tworzy się niefajny rym "was-spraw"), tylko potrafią żądlić (dokuczać, mścić się, itd.)

Jak widać, trochę banalny jest ten wiersz. To wszystko już o ludziach zostało powiedziane - nieważne czy za pomocą trzmieli czy za pomocą ziarenek piasku. Po prostu nudnawo się zrobiło.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Dzięki za świetny komentarz. Naprawdę fajnie się czyta to, co napisałaś. Zawsze technicznie pisałem trochę gorzej i może teraz będę się musiał dwa razy zastanowic zanim coś tu zamieszczę. Ale nie zgodzę się z tym, że coś już zostało powiedziane i w związku z tym nie należy o tym pisac albo robi się nudnawo. Myślę, że nalezy pisac o tym, o czym w danej chwili się chce pisac. Nawet jeśli już to zostało powiedziane, jesli coś nam nie wyjdzie, to może spoglądając na jeden nieudany wiersz kiedyś napiszemy coś o wiele lepszego. A poza tym - gdyby wszyscy mieli takie podejście nikt by chyba już nic nie pisał - tyle jest antologii poezji ;)

Wielkie dzięki jeszcze raz i pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...