Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Anioł, wtłoczony w szarą rzeczywistość,
wierny strażnik, rodzinnego przeznaczenia,
bez cienia nadziei, na świetlaną przyszłość,
płacze cicho, głosem swojego istnienia.

Nićmi serca, kornie ceruje jak może;
w snopie światła wiszącego pod sufitem,
zszywa biedę-dwóch dorosłych stworzeń.
W żrenicach duszy, błyszczą troski ukryte.

Krokwie rąk, ściśnięte losu brzemieniem,
legary stóp, niosą kołyskę poczęcia...
Serce zapomniane, miłości pragnieniem
niesie ciężar życia - nie do udżwignięcia.

Partner aktu, wchłania etyl zapomnienia,
tracąc tożsamość wymiaru, pseudonormalnością
i w swoich stanach - egouniesienia,
zalega dyskomfortem, swą beznadziejnością.

Niebo nad aniołem łzy swoje wylewa,
niosąc ciche żale do Stwórcy Wszechrzeczy...
Już przymierze pryzmatów, jasne słońce olśniewa
z nadzieją jutra, na los lepszy - kobiecy.

Opublikowano

Mniemam, iz autor traktuje swoj utwor powaznie. Wychodzac z takiego zalozenia nalezy sie chyba powazny komentarz. W zasadzie juz od pierwszego wersu widzimy slady powtarzalnosci literackiej, ktore to zjawisko jest wszechobecne, bo mamy sklonnosc do powtorzen potocznych zwrotow. Np. 'wtloczony w szara rzeczywistosc', wystarczy wpisac, drogi autorze do wyszukiwarki internetowej. Patrze dalej, wierny straznik, i zaraz potem, dopelnienia. I mi sie odechcialo. Nieladnie.

Opublikowano

Odpowiedź dla Mari Paz Jimenez Luque

Ja, nie piszę wierszy z wyszukiwarką, lecz staram się zapomnieć, co kiedyś na ten temat zostało napisane. I jeśli nawet okaże się, że ktoś już takich sformułowań w swoich wierszach użył, to mimo wszystko wiem, że utwór jest mój. Można - moim zdaniem - co najwyżej zarzucić mi, że coś tam w moim tekście nie jest zaznaczone pochyłym drukiem. Ja, nie piszę pod presją internetowej wyszukiwarki - co jak widzę - Pani czyni.

Podam taki przykład:
Kobietę, światowego formatu, maluje malarz, ukazując między innymi głębię jej niebieskich oczu. Po nim, inni malarze próbują w tymże temacie swoich sił, wykorzystując wszystkie możliwe odcienie błękitu. Co ma zrobić kolejny malarz, który również spróbuje podjąć się tegoż zadania? Zdaniem takich ludzi jak Pani - być może - nie powinien czynić tego wcale, lub namalować jej postać np z piwnymi oczami. Czy to jest słuszne? Ja, z takim podejściem się nie zgadzam, ale każdy ma prawo mieć swoje zdanie.

Kategoryczne przestrzeganie zasad pisania - o czym Pani mówi - ( to jest moje zdanie ) spowoduje, że za iks lat, przy tak bogatej dotychczasowej twórczości literackiej, już niemalże żaden poeta nie napisze w całości swojego wiersza, by mógł o nim powiedzieć, że to jest jego, gdyż okaże się, ze np takigo zwrotu, już ktoś kiedyś użył w swoim utworze.
Oryginalni poeci, kierując się takimi uwagami, będą pisać coraz bardziej wyszukane
idio-my-tyzmy. W końcu, to komputer będzie pisał za nich wiersze, a za kilkaset lat okaże sie,
że na wiele tematów nie da się napisać coś własnego, bo ludzie takiego pokroju jak Pani,
zarzucą im, że coś takigo już było.

W tej chwili, przyszedł mi do głowy pomysł, napisania wiersza-bajki ( dla dzieci i nie tylko )
w stylu Jana Brzechwy ( i wkrótce zamieszczę go na przedm. Forum ) . I co wówczas od Pani
usłyszę? Już widzę oczami mojej wyobraźni : -Ktoś, już tak pisał.- To znaczy, że nikt nie może napisać podobnie, etc. ?

Zresztą, więcej moich utworów ( poza w.w.) na tymże Forum zamieszczał nie będę, gdyż
zależało mi głównie na poznaniu opinii o wierszach ( nie tylko moich ) , od poetów tegoż Forum.

Ja , nie patrzę na innych. Swoje wiersze, piszę - po prostu - z serca, co podoba się wielu
ludziom ( a poetom , nie musi ) . I wierzę, że kiedyś w przyszłości, moje wiersze w księgarni
( przynajmniej lokalnej ) na półkach zalegać nie będą.

Życzę Pani sukcesów w szukaniu tej oryginalności !

Pozdrawiam !

Z.K.

Opublikowano

Odpowiedź dla Mari Paz Jimenez Luque

O Mari !
Rzeczywiście, ów zwrot ( w moim wierszu ) jest potoczny, ale - jak widzisz - ja nikomu nie
zarzucam używania potocznych zwrotów, czy wyrazów ; nawet Tobie. A teraz - chociaż nie
chcę - zostałem zmuszony by to uczynić. Dla mnie, np. zwrot zastosowany w Twoim wierszu " syntetyczny" : (...) statua wolności, pieprzy ją pan (...) , jest nie mniej potoczny
niż "szara rzeczywistość", a nadanie mu poprzez zbliżenie wyrazu "pieprzyć" ze "statuą wolności" - mniejszej potoczności, może być co najwyżej dyskusyjne.

Ja, kierując się światłością minionych epok, wyciągam z bezmiaru nicości, wyrazy - tak małe
dla niewielu, a jednak tak wielkie - dla wielu.

Mimo wszystko uważam, że jesteś konkretną i [uwaga! - tu zwrot potoczny :) ]
odciajną babką.

Pozdrawiam serdecznie!
Z.K.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z calej złożoności Pańskiego wywodu (kunsztownego, a jakże, że aż nieprawdziwego?) ten fragment zwrócił moją ciekawość.
Czy Pan Autor zechciałby jeszcze odpowiedzieć na krótkie pytanie: Jaki jest Pański stosunek do "disco polo".
Byłbym zobowiązany i z góry -
;)
pzdr. b
Opublikowano

Odpowiedź dla Roman Bezet

Akurat, na nieszczęście dla Pana, zwolennikiem muzyki "disco polo" nie jestem.
Niemniej jednak szanuję ludzi, którzy ją lubią.Sądzę z Pana wypowiedzi, że
skoro gardzi Pan kulturą "disco polo", więc gardzi Pan również ludźmi,
którzy są jej zwolennikami, a to nieładnie.
Czytałem ostatnio Pański komentarz do wiersza "Jesień", autor mała mysz.
Dla mnie osobiście, ujmując rzecz ogólnie - poetycki i przemawiający.
Panu - jak widzę - się nie podoba, ponieważ nie reprezentuje on , nowego
odkrywczego ekscentryzmu, jaki Pan reprezentuje. A czepianie się tak
błahych spraw, że teraz jest lato a nie jesień...? To np., jeśli poeta zamieści
w ciągu dnia wiersz o nocy, to taki ktoś jak Pan, powie: -Przecież teraz
jest dzień?! Dla mnie jest to po prostu śmieszne... :)
Powiem Panu na pocieszenie, że jeśli Pan ze swoją poezją nie otrze się o
znaczącą nagrodę literacką ( a o Nobla trudno ), wnioskując po poziomie
Pańskich wierszy szans Pan wielkich nie ma, no może w klubach wzajemnej
adoracji etc. Dopóki tkwił Pan będzie na tym Forum, dopóty pozostanie Pan
znany dla jego Uczestników. A np. za 100 lat, każdy zapytany na ulicy
przechodzeń, usłyszawszy Pańskie Nazwisko, wzruszy ze zdziwieniem
ramionami... I tu akurat mam na myśli tych, którzy wówczas fanami
muzyki typu "disco polo" nie będą.

Pozdrawiam!
Z.K.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




I tutaj by się pan zdziwił. Oczywiście bez urazy, ale funkcja ekspresywna istnieje jako podstawowa, można powiedziec funkcja języka literackiego, a ocena tego kiepściutkiego wiersza o jesieni jest słuszna. A o ile dobrze pamiętam, ostatnio pan gratulował Romanowi Bezetowi pięknego wiersza i ocenił Go jako niepowtarzalnego twórce. Co jest ?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A z czego pan wnosi, że nie szanuję ludzi, którzy lubią to, co lubią?
Bo pan ich lubi, więc ja nie mogę?
A ten cały spicz to na serio? Tłumaczę sobie, że to efekt upałów ;)
I życżę Panu:
1. pomnika - nie tylko w swoim mieście
2. zawędrowania do podręczników (jakiekolwiek by były)
3. sprzedania w niewyobnrażalnych nakładach przynajmniej 3 tomów wierszy
4. wszystkiego, czego pan oczekuje od wielbicieli pana wierszy, aby zaspokoić twórcze ambicje.

Dla mnie jest to poetyckie "disco polo", dlatego pytałem, ale jak widzę - nie poczuwa się pan.
A nie jest to kategoria wartościująca, ale opisowa (pisać-tworzyć od serca i sprzedawać się lokalnie).
Wszystkie historie lietratury, poetyki i izmy - niech sczezną!
:)
pzdr. b
Opublikowano

Odp. dla M.Krzywak

A to jest, że jest On dobry w krytycznych komentarzach, w ripoście.
Ale, to nie ta dziedzina.

Pozdrawiam!
Z.K.



Odp. dla Roman Bezet

:)) Trochę ostatnio nas nosi. Odsyłam do mojego komentarza dla
autora "mała mysz".

Pozdrawiam! :))
Z.K.

Opublikowano

Ja w każdym razie każde kółeczko adoracyjne z góry pieprze i prosze mnie nie utożsamiac z żadnymi poetami trendy czy nie trendy. Ja reprezentuje tylko jedną osobę - czyli siebie :)
A co do komentów - to jest bolesne, ale do czasu, zatem nie zamykac drzwi, tylko przestac się upierac przy stwierdzeniu, że robi się coś nowego i niepowtarzalnego.
A zresztą pal to licho - każdy swoje wie. A tylko wiersz się tak naprawde broni.

Opublikowano

Narazie zamykam drzwi. co nie znaczy, że chcę burzyć mosty.
Pan Roman Bezet powiedział ( w komentarzu - wiersz "Jesień"),
że nie jestem, ani poetą wczorajszym, ani współczesnym.
I z tym , rzeczywiście się zgadzam. Może kiedyś, kiedy podszkolę
swój warsztat pojawię się znowu na tym Forum.
Dziękuję bardzo za komentarze! Jesli kogoś uraziłem, przepraszam!

Wszystkich poetów Forum i jego czytelników, pozdrawiam serdecznie!

Z.K.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...