Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Miałem sen. Byłem w Vegas i grałem przy jednym stoliku z samym Jamesem Woodsem i Benem Afleckiem. Co za przywilej. Wiecie, gwiazdy nie grają z byle kim. Przez kilka godzin byłem milionerem. Grałem dwadziesia – czterdziesci no limit i czułem się swobodnie, jak nigdy dotąd. Potem wziąłem długonogą , eksluzywną kurwę i grzmociłem ją w motelu całą noc.
Chwilę później obudziłem się w mieszkaniu mojej matki, a właściwie to nie w jej mieszkaniu, tylko przez nią wynajętym. Otworzyłem oczy, zastanawiałem się co mnie do niej przywiodło i nie mogłem sobie wiele przypomnieć. Prawdę mówiąc, nie wiele było do przypominania. Chlaliśmy u Turka jak co piątek. Wóda , dżojnty, browar, dżojnty. Kurwa , na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Z chlaniem nie mogę sobie poradzić od piętnastu lat, ale dżojnty odstawiłem dawno temu. Dlaczego znów zapaliłem to ścierwo? Szukałem w głowie odpowiedzi na to pytanie, ale żadna rozsądna nie chciała do mnie przyjść. Ta jedna rzecz oddzielała mnie od tych wszystkich ćpunów z osiedla w przesranych portkach, albo od tych pseudo intelektualistów ledwo po liceum, ale za to z pełnym workiem przygód. Że też musiałem się tak skurwić znów. Nie mogłem sobie tego darować.
Podniosłem zwłoki z kanapy i rozległ się dzwonek do drzwi. Chciałem pójść otworzyć, ale matka wyprzedziła mnie. Zaraz potem weszła do pokoju i oznajmiła:
- Twoja dziewczyna do ciebie.
- , Że kto?
- Mówi, że jest twoją dziewczyną.
- Mamo, ja nie mam żadnej dziewczyny. Spław ją.
- To nie kulturalnie z twojej strony synek. Powinieneś pójść i z nią porozmawiać. To bardzo ładna dziewczyna.

Właściwie, czemu nie? Byłem ciekaw co to za dupa. Podszedłem do drzwi, i faktycznie było z niej kawał dupy. Obcisłe dżinsy, króciutka koszulka odsłaniająca brzuszek, w sam raz cycki i gładka buźka nastolatki. Mogła mieć na pierwszy rzut oka ze dwadzieścia lat. Chociaż ta fryzura trochę jej dodawała. Wyglądała jakby wylazła przed chwilą od fryzjera.

- O co chodzi ? – spytałem na dzień dobry.
- Cześć. – odpowiedziała słodko – Nie przywitasz się nawet?
- Przepraszam bardzo, ale nie kojarzę zbytnio.

Natychmiast wsiadła do windy i ruszyła na dół. Nie zastanawiałem się długo. Nie mogłem przepuścić takiej laseczki, więc migiem ruszyłem w pogoń po schodach, na bosaka. Siedem pięter. Dobrze, że to nie pod górę bo z kacem w głowie, nie dałbym rady. Dogoniłem ją przed blokiem.

- Zaczekaj! – nie chciała mnie słuchać – Stój!, chwyciłem za rękę i dostałem w pysk. Dziewczyna ewidentnie nie miała ochoty ze mną rozmawiać. Powiedz mi tylko czy...my ze sobą...no wiesz, - dostałem ponownie tym razem w drugi policzek i zabolało. Co za bestia – pomyślałem sobie. Zobaczyłem jej ruchy, patrzyłem jak kręci tyłeczkiem i kurwość mnie naszła, że straciłem okazję. Z całego tego zamieszania zapomniałem, że mam na sobie tylko bokserki. Wróciłem do mieszkania. Moja matka uwijała się w kuchni.
- Koleżanka nie zostanie na śniadaniu?
- Mamo, to miłe z twojej strony, ale ja nie wiem kto to jest.
- Co ty mówisz synek? Jak to, nie znasz jej? To skąd ona zna twój adres? Właściwie mój ?
- Sam chciałbym znać odpowiedź.

Zjadłem pierwszy posiłek i pomyślałem o niej. Mam swoistą typologię dziewcząt ze względu na ich wrażliwość. Lubię kobiety wrażliwe. Wyróżniam dwa przypadki. Pierwszy z nich to wrażliwość w stylu : „cześć misiu, jak tam w pracy? Daj buziaka„ drugi, ten lepszy to, wrażliwość iście poetycka. To takie kobiety, które lubią czasem popatrzeć przez okno na świat i znaleźć odpowiednie słowo między drzewami. Takie najbardziej lubię. Takie mnie kręcą do bólu. Kim ona jest? Skąd się wzięła w moim życiu? Co robiliśmy wczoraj? Bzyknąłem ją?, a może ssała mnie tylko pod brzuchem? Lubi Stinga? A może zagraliśmy po prostu w scrablle? Te wszystkie pytania nie pozwalały mi o niczym innym myśleć. Postanowiłem ją odnaleźć. Nie było to wcale takie trudne. Wyłączyłem telefon, żeby żaden z moich kumpli nie zawracał mi głowy, poszedłem do Turka i postanowiłem na nią zaczekać. Tak minął pierwszy dzień. Wypiłem kilka piw, pogadałem z Rakosem i poszedłem spać. Następnego dnia to samo. W środę, przyszła bardzo podobna dziewczyna, ale to nie była ona, usiadła nawet koło mnie i powiedziała , że mam zajebistą koszulkę. Spłynęło to mnie, ale zrozumiałem, że moja dziewczyna musi pojawić się w miarę szybko, bo jeszcze trochę i zapomnę jak wyglądała. Co druga nosi obcisłe Wranglery, t-shirciki odsłaniające brzuszek i co trzecia kręci tyłkiem. Jeszcze kilka dni i jej nie rozpoznam. Czwartego dnia, zrobili w knajpie karaoke, więc mogłem trochę pośpiewać. Wszedłem na scenkę, zaśpiewałem Folsom Prison Blues i gdy kończyłem frazę, kątem oka zobaczyłem moją znajomą. Nie miałem najmniejszych wątpliwości.
Podszedłem do niej i przywitałem się.

- Przepuść mnie. – powiedziała i podeszła do baru. Pobiegłem za nią jak pies.
- Słuchaj, zacznijmy wszystko od początku. Jestem Piotrek.
- To już wiem.
- Szukałem cię. Wiem że to głupio zabrzmi, ale czekam tu na ciebie od kilku dni.
- Ale ty jesteś żałosny. Wymyśl coś lepszego.
- Ale ja mówię, poważnie. Od tygodnia nie robię nic innego, tylko siedzę w tej knajpie i czekam na ciebie. Bałem się ,że nie przyjdziesz, że cię nie rozpoznam. Nie mógłbym sobie tego darować.
- Nie mógłbym sobie tego darować? A co było w zeszły piątek?
- No właśnie nie pamiętam, ale czy to takie ważne? Czy to istotne?

Kupiła fajki i wyszła z knajpy. Znów pobiegłem za nią jak pies.

- Daj mi jeszcze jedną szansę.
- Masz dwie minuty. Zamówiłam taksówkę.- Dwie minuty autoprezentacji,
dwie minuty public relations, dwie jebane minuty ściemy, i pustka. – Kim ty właściwie jesteś Piotrze?
- To ty nie wiesz? Jestem marzycielem.
- Dobra, a czym się zajmujesz?
- Jestem scenarzystą.
- Można z tego wyżyć?
- Widzisz...ja żyję marzeniami.
- Aha. Czyli nie masz nic.
- Mam nadzieję.

Wsiadła do taksówki i odjechała. Nigdy więcej jej nie widziałem. To nie była ona. Nie była nawet namiastką tej, o której marzę. Jak to napisała pewna krakowska poetka? Co więcej zostało do zrobienia? Nic, tylko spać i czekać. Poszedłem do matki spać.

Opublikowano

dwadziesia – czterdziesci - dwadzieścia - czterdzieści
długonogą , eksluzywną - długonogą, eksluzywną
Wóda , dżojnty - Wóda, dżojnty
- , Że kto? - raczej bez przecinka
drzwi, i faktycznie - drzwi, i faktycznie
wrażliwość w stylu : „cześć misiu - wrażliwość w stylu: „cześć misiu
powiedziała , że mam - powiedziała, że mam
Bałem się ,że nie przyjdziesz - Bałem się, że nie przyjdziesz

Prosty tekst i chociaż czyta się w miarę dobrze, jest tylko taki sobie. Nic nadzwyczajnego. Jak zwykle facet co lubi sobie podpić, itp. Zdecydowanie średniak.
Pozdrawiam ;)

Opublikowano

Widząc Twój tekst na forum, wiem że spotkam w nim tego samego bohatera - niby zepsutego, siarczyście klnącego, rozpitego, acz przejawiającego wrażliwość faceta. On stał się spójnikiem Twoich, wielu tutaj opublikowanych, opowiadań. Co za tym idzie na tym forum stałeś się przewidywalny, mniej zaskakujesz - ktoś już kiedyś o tym mówił. Ja, mimowolnie, przyczepiłam Ci już etykietkę "brudnej" pisaniny i jednego bohatera. Nie wiem na czym Ci zależy, jeśli na takim znaku rozpoznawczym to myślę, że osiągnąłeś swój cel.

No i teraz tak: tematyka w zasadzie ta sama, bohater od wielu tekstów też ten sam, ale dobrze wykreowany. Autentyczny. To raz, a dwa - piszesz, może nie zaskakująco, jednak wciągająco na pewno.
Ale do rzeczy: w tym tekście podobał mi się ten podział na kobiety "wrażliwe" i wrażliwe. Podobało mi się zakończenie (tu, przyznam, Twój bohater mnie zaskoczył, bo spodziewałam się, że przeleci panienkę, a tu proszę idea wzięła górę;-) i wartka akcja. Ale nie podoba mi się określenie "dziewcząt" - nacechowane jakąś pruderią, tak się mówiło sto lat temu w żeńskich szkołach. I dialogi - czasem sztuczne.

Opublikowano

czytając miałem nieodparte wrażenie że historia już była
przykładem może być choćby "Pod mocnym aniołem" J.Pilcha gdzie gł. boh wychodzi z bloku widząc kobietę przy bankomacie

strasznie nie lubię wulgaryzmów i tutaj poprostu dostawałem permanentnie policzki w twarz

jedyną dobrą stroną jest tajemniczość i niedopowiedzenia które jednak sprytnie wciągają i aż się ma ochotę szybciej spojrzeć na tą przysłowiową ostatnią stronę

pozdrawiam

Opublikowano

Podpisuję się pod pierwszym akapitem Veggi.
Chociaż taka rozpoznawalnośc to nie koniecznie przewidywalnośc, to ma tez plusy. Piotrek ma swoj styl, Piotrka "sie czuję". Czytam i widze jak idzie wieczorem pustą ulicą, lekko zgarbiony, lekko zblazowany, znudzony, taki jakiś nonszalancko - nostalgiczny, z na wpół przymkniętymi oczami, pali fajke i nuci Englisch men in New York. Nie wiem skąd taka wizja.
W kazdym razie gotowa jestem podpisac sie in blanko pod kazdym Jego tekstem. Bo i tak wiem, ze bedzie dobry. Niestety, ostatnio jest TYLKO dobrze. A przeciez moze byc kapitalnie! Wez sie chłopie do roboty.
Powodzenia.

Opublikowano

Tekst rutkowski - i dobrze. Wiele osób tutaj ma problemy z określeniem własnego Ja w pisaniu, cięgle poszukuje. Jeśli chodzi o mnie, to koniec tylko zbyt płytki. Początek skojarzył mi się z "Mechaniczną pomarańczą", ale to może przypadek. Poza tym wakacyjna flauta dopadła większość uczestników tego forum, a szkoda, bo nawet w pracy nie można czegoś ciekawego przeczytać.

Opublikowano

"potem wziąłem długonogą , eksluzywną kurwę i grzmociłem ją w motelu całą noc. " - pyszny tekscik
potem to nudno raczej, zerknalem na inne texty i sa wszystkie na jedno kopyto - kolo to frustrat, dupczonko tradycyjnie (ja lubie zboczone opki wiec nie skreslam autora) :)i jakies przeklenstwa . Wale nie jest soczyscie. Moze kiedys za pare lat bedzie lepiej,
napisz cos takiego aby po czytaniu mozna bylo pomarszczyc freda

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...