Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pokój. Zwykły prostokąt. Dwa na pięć metrów. Na materacu poduszka z kołdrą toczyły bój swoje terytorium. Niby beznogie postacie wisiały przybite do ściany karmazynowo-czarne koszule. Pod malutkim białym stolikiem piętrzyły się stare zeszyty spoglądając pusto na stado metalowych krążków, pochwyconych muzyków. Przez zamknięte żaluzje przebijał się promyk słońca rozświetlając drobinki kurzu, niczym cekiny, osiadłe na bezdomnej gitarze. Na parapecie opróżniona butelka tequili wspominała bezgłośnie lepsze czasy i tylko na półce zamknięci w za ciasnych tomach poeci dumnie stali na baczność jakby przywykli do nonsensu zamkniętego w cztery ściany. Na wprost drzwi tuż pod oknem w oczekiwaniu spoglądali sobie w oczy dwudziestoletnie krzesło i niewiele młodsze biurko z nadzieją, że pojawi się w końcu ten, kto nada sens ich istnieniu i na nowo ogrzeje aromatem drobno mielonej czarnej kawy.
Nikt się nie pojawił. Pokój spowiły szaleńcze nici małych grabarzy. Powietrze nasiąkło
szkarłatnym oddechem zeszłorocznej wiosny nabitym w gliniany wazonik. Półmrok osiadły na dywanie niczym Hades rozłożył nogi i zaciągając się skrętem z liści laurowych z zadowoleniem przyglądał się swojemu dziełu.
Nagle gruby mur ciszy przebił dźwięk delikatnych włoskich tonów, wesoło nastrojonych głosów oraz ocierających się o siebie na wpół pełnych, a może na wpół pustych, kryształowych kufli. Równocześnie do pokoju wdarła się gruba smuga światła koloru brudnej wiśni, a zapach bzu ustąpił kruchym obłokom taniego tytoniu. Miejsce na ścianie tuż naprzeciw poetom, miejsce, w którym niegdyś wisiał średnich rozmiarów obraz, tętniło życiem. Peruwiański wystrój,
melancholia spacerująca po drewnianym blacie, żłobiąca miniaturowe pęknięcia, a w tle poducha napęczniała od myśli, a może z powodu butnie błąkającej się na niej muchy, kto wie. Sam wielki Mefisto na chwilę przysiadł. Z bladoróżowej papierośnicy wyciągnął niezwykle smukłą cygaretkę
oraz zapalniczkę z tylniej kieszeni mocno opiętych skórzanych spodni. Ilekroć jednak starał się ją odpalić ta wydawszy z siebie pierwej pełen żałosnego jęku zgrzyt, puszczała parę iskierek niczym miniaturowe sztuczne ognie by na koniec wyzionąć ducha. Kiedy kilkakrotna próba sztucznej reanimacji nie powiodła się, fizys Mefista przybrała lekko hebanowy odcień, w
oczach wzburzone Morze Czerwone, a duże pełne usta wydęły się znacznie, jakby w
oczekiwaniu na pocałunek, który nigdy nie nadejdzie. Szatański stan nie trwał długo. Nagle blat stołu pokrył się szklanymi kuleczkami z kolorowymi płomykami w środku. Spadając odbijały się głucho parę razy jakby trochę niezdecydowane, a potem w zwartym szeregu, wędrowały co tchu, by na koniec ustawić się na kształt liter tworzących napis: "Non omnis moriar". Blada szeroka dłoń kowala padła tępo na stół rozsypując dokoła szkliste kule. Wyszedł. Trzy z nich wpadły do pokoju kończąc swoją podróż niedaleko sosnowego biurka.
Wykorzystując okazję miejsce Mefista zajęły dwa, niczym z Rafaelowskiego płótna wyjęte, stworzenia. Wymuskane porcelanowe twarze pokrywał miedziany strumień nieokiełznanych loków. U stóp wysokich czół otchłań niekłamanych oczu, pełne opięte poliki, rubaszne usteczka, których jedną parę zasłaniało małe zamyślenie podparte na mięsistym łokciu. Ciała opinały jędrne
silikonowe kombinezony wypchane pędzlem włoskiego malarza. Był to strój dość oryginalny zasługujący nawet na miano ekshibicjonizmu, choć w dużej mierze nosił znamiona elegancji, dzięki dobrze skrojonym, trochę już może staromodnym, skrzydlatym dodatkom. Gdyby nie to, że jedno z nich odruchowo odtrąciło znaną już muchę można by rzec - chłopcy jak malowani.
Pokój obserwował. Niemal materialne napięcie, jakim napęczniał za sprawą dwóch bękartów przygniatało większość zamieszkałych w nim sprzętów. Zatrzeszczały sufity. Ściany nabrały powietrza. Zwiotczałe firanki zbladły momentalnie zatapiając wzrok w tym dziwnym spektaklu. Nawet kwiecista szkatułka ugięła się lekko pod jego ciężarem. Nagle zabrzmiał ciepły, męski
głos. Lecz nikogo nie było. Dźwięk niewyraźnie dochodził od jednego z chłopców. Ale oni dalej obserwowali zawzięcie coś ponad sobą bez żadnego ruchu, tylko melodia przeciskająca się na zewnątrz przez ściany jedwabnego noska posuwała do przodu wskazówki zegara. Okrągła tarcza ubrana w dwanaście metalowych strzałek stała się ofiarą nieznośnych drgań powietrza, które powoli nasiąkało aromatem drobno mielonej czarnej kawy.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Nie jest o wszystkim i o niczym, tylko trzeba się trochę wysilić. A może to kwestia wrażliwości? Gustu na pewno. Nie każdy lubi rzucać kurwami na prawo i lewo - a to takie jazzy teraz jest, nie?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.

       

      Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.   Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.
    • @piąteprzezdziesiąte   A odpowiem w taki sposób: głosowałem przeciwko wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej, także: byłem przeciwko wspieraniu Ukrainy, de facto - współczesnej Chazarii, dalej: stanąłem po stronie ofiar - Liban, Palestyna i Iran, więc: mam czyste sumienie i nie mam żadnego obowiązku brać odpowiedzialności za wybory innych osób.   Nie należę do żadnych państwowych związków literackich - nie jestem na utrzymaniu podatników, nie należę również to tak zwanego salonu: artystów-celebrytów, najpierw wybrałem pracę zawodową - Zakład Pracy Chronionej, Archiwum Akt Nowych i Libertyński Klub Narodowy i nie należę do żadnego towarzystwa wzajemnej adoracji i tyle wystarczy?
    • @Annna2 W takiej przestrzeni zmieści się wszystko  :) Dziękuję, pozdrawiam. 
    • TRWANIE W NADZIEI   Blade szkło Oddech Wiatr Dźwięk   Ćma w słoiku pyli światłem Bije o szkło   Żar papierosa Punkt Czerwony Gasnący Oświetla twarz   Język imienia Echo Kamień Jeszcze cały   Pękło Nie szkło Noc Budzę się
    • @jan_komułzykant Janko , bardzo dziękuję i przepraszam :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...