Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ptak ma skrzydła – jest wolny
W każdej chwili może unieść się wysoko nad ziemią
I szybować bez pamięci wśród obłoków
Pozbawiając tę istotę skrzydeł
To tak jak być odbierał miłość innej osobie
A człowiek bez miłości nie potrafi normalnie żyć
Tak samo jak ptak bez skrzydeł...

Opublikowano

hej
wiesz, musisz coś wykombinować, żeby zmienić to (bo przeczytaj i zobacz jak to brzmi):

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A tak poza tym, to zgadzam się w 100%. Ptak bez skrzydeł, to istota biedna i skazana na klęskę, tak jak człek pozbawiony miłości.

Pozdrawiam,
s.m.
[sub]Tekst był edytowany przez Seweryn Muszkowski dnia 05-01-2004 17:06.[/sub]
Opublikowano

eh gosienka:
zanim wiersz ci skoemntuje,
to o czyms innym ci w goloce zawiruje,
to ze masz talent to chyba juz kazdy wie,
i do czytania twoich wierszy sie rwie,
ale oprocz tego umiesz poezji oddac sie cala,
i za to cie chwale chociaz artystka jestes jeszcze mala,
bo do prawdziewgo zwycietwa potrzebujesz duzo lat,
lecz mam nadzieje ze przeczytam w gazecie "za malgorzaty poezje niech bedzie jej wiwat!".

nie no to taki wierszyk z humorkiem ale na serio twoja poezja jest suuuper!

Opublikowano

a ja mam nadzieję, że ten wpisik to żart był :)))
bo atrystka chyba jeszcze za mała
żeby już kłamała :))))
ale z tymi skrzydłami na serio trzeba coś zrobić bo na trzech skrzydłach to żaden ptak nie polata :)))

Opublikowano

"Ptak ma skrzydła – jest wolny
W każdej chwili może unieść się wysoko nad ziemią (...)nie potrafi normalnie żyć Tak samo jak ptak bez skrzydeł... "
- przypominam, że są jeszcze na tym świecie nieloty, które radzą sobie doskonale mimo swojej "ułomności"...


Cmok&Cat

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...