Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

czyli opowiadanie natchnione
________________________

Leżał w łóżku, i czuł. Powoli nadchodziło pragnienie. Wypełniało najpierw myśli, potem wyobraźnię, następnie robiło gwałtowny przeskok do realności. Wtedy porzucał analizę i zaczynał działać.

Wstał i wyszedł do ... drugiego pomieszczenia. DRUGIEGO POMIESZCZENIA. Siedziała tam dziewczyna. Ładne, szczupłe ciało, opięte obcisłym kostiumem, uwydatniającym, oczywiście, jej kształtne, jędrne piersi i okrywającym oczywiście zgrabne, opalone nogi. Inteligentne, choć bardzo dziewczęco naiwne oczy przypatrywały mu się, oczywiście, z zaciekawieniem. Zaintrygowane. ZDARZENIE z DRUGIEGO POMIESZCZENIA czekało na niego.

Czuł napływające podniecenie. Stał pewnie, spoglądając na dziewczynę wzrokiem, który niektórzy uznaliby za bezczelny, świadomy, a może przeświadczony o swojej przewadze, czuł się silny. Jego wyższość polegała na wiedzy, iż to ON wszedł do DRUGIEGO POMIESZCZENIA, że ZDARZENIE czekało na niego.

Aktualnie napływające odczucia były tak absorbujące, że w jego umyśle nie było miejsca na kiełki podejrzeń, iż to dziewczyna mogła przywołać JEGO, iż to ON może być ZDARZENIEM. Ale czy w ogóle taka ewentualność istniała?

Milczeli oboje. On, przeciągając chwilę swego tryumfu, ona lekko skrępowana, lecz zaciekawiona i przepełniona oczekiwaniem. Milczenie było elementem ZDARZENIA. Całkowicie kontrolowane. Zasięg tej kontroli zdawał się rozciągać w nieskończoność ZDARZENIA. Podszedł do niej powoli, usiadł obok. Wyciągnął rękę i dotknął nagiego ramienia, potem biodra, nogi. Poczuł jej ciepło. Ciepło ciała atrakcyjnej dziewczyny. Słyszał jej cichy oddech i widział poruszające się piersi. Podniecenie rosło. Z początkowego dotknięcia palcami przeszedł do delikatnego przesuwania całej dłoni. Bardzo powoli, Patrzył na ciało, które znikało z jednej strony jego ręki, a pojawiało z drugiej. Było ciepłe i uległe. Nie napierało. Było rozkoszne w swej miękkiej atrakcyjności. Dziewczyna patrzyła na jego ramię. A przynajmniej powinna była patrzeć.

Panował pewien rodzaj absurdalnego, luźnego napięcia. Kontrola zawieszona nad ZDARZENIEM.

Zmienił pozycję: uniósł także drugą rękę i lekko nacisnął na jej barki. Poddała się i odchyliła w tył. W ruchu tym zawarła się esencja ZDARZENIE, mająca swój wyraz w ich spojrzeniach, podwyższających napięcie emanującą namiętnością.

Jego. JEGO pragnienie nadawało kształt ZDARZENIU. Nadawało mu sens i to coś ulotnego, co objawiało się w "kontroli", a było tym czymś, czego nie potrafimy nazwać, lecz, w zasadzie, wszyscy w życiu szukamy, czego pragniemy i czego nam brakuje. Do szczęścia?

Dotykał ją a podniecenie pochłaniało mu umysł. Nie było myśli. Pragnienie wyolbrzymiało się. Rosło i pęczniało. Wraz z podnieceniem i wraz z członkiem, oczywiście. Swoim ciałem dotykał jej ciała. Zawsze fascynowały go kobiece piersi. Jej piersi: duże, twarde brodawki. I brzuch. Płaski, kobiecy brzuch. Skóra opinająca biodra, pośladki. W tej chwili poruszające się. Pośladki, uda, łydki, stopy, brzuch, piersi, ręce, szyja, usta, język, włosy. Poruszające się, zmysłowe ciało kobiece.

To ciało, w pewnej chwili, pełnej napięcia, choć nie napięcia oczekiwania, drgnęło wbrew naturalnemu biegowi ZDARZENIA. Dziewczyna odezwała się. Głos jej - wypełniony pragnieniem "jego", cichy i dobrze brzmiący - niszczył:
- Czy ty jesteś teraz z kimś?
Zastanowił się przez moment, pozwalając ruszyć swemu umysłowi, choć nie za bardzo. Właściwie, przygotowany na to pytanie, mimowolnie posmutniał,
- A czy to ma jakieś znaczenie?

Już, kiedy wypowiadał te słowa, miał świadomość KRACHU. Załamania kontroli, załamania swej wyższości, sensu, podniecenia. Wiedział, jak dziewczyna zrozumie to, co powiedział, wiedział, co pomyśli. Ich krótki dialog wymknął się ZDARZENIU. Myśl ta pojawiła się w jego świadomości. Wstał, wyszedł z DRUGIEGO POMIESZCZENIA i położył na swoim łóżku. Czy to na pewno było JEGO ZDARZENIE?

Nie było czucia i pragnień, nie było niczego "zawieszonego w powietrzu". Nadszedł niepokój i smutek. Pospolitość. A może kolejne ZDARZENIE? Tym razem nie odczuwalne jako JEGO ZDARZENIE? Może wszystkie, otaczające go DRUGIE POMIESZCZENIA są jedynie terminalami ZDARZEŃ innych ludzi? Leżał na łóżku. Dlaczego właściwie? Na co czekał? Leżał. Na pragnienie? Na zew kolejnego zdarzenia? Czyjego? Na świadomość? A może to, co się dzieje jest JEGO kolejnym pragnieniem? Bardziej wyrafinowanym, sięgającym korzeni jego chuci? Pocieszenie? Szukanie samopotwierdzenia, usensownienia świadomości własnego istnienia. Strach przed sterowaniem. Kropki, ale jak zasygnalizować coś pomiędzy pytaniem a stwierdzeniem...

Opublikowano

Takie pomieszanie "filozoficznych" uwag z "erotyką" stworzyło dziwny zbitek, który nie przypadł mi do gustu. Forma, czyli postrzępione kawałki z wytłuszczonymi słowami, także mi się nie podoba. Tekst do mnie nie trafił. Nie wywołał żadnych emocji. Być może to proza nie dla mnie. Ale jeśli to ma być opowiadanie natchnione... :(
Pozdrawiam ;)

Opublikowano

Miło mi, że Twój odbiór był bliski zamierzeniu przy pisaniu (o ile dobrze pamiętam). Emocji nie powinno być, erotyzm jest tylko środkiem do przekazania idei tej powiastki.

Co do słowa "natchnione" to taka nieudolna próba ironizowania w kierunku: natchnione - napuszone - ulotne.

Bardzo dziękuję za opinie.

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97   Bereniko.   metafizyczny obraz zawieszenia chwili !!!!   Twój cudowny wiersz jest jak cichy most między byłam a wiecznoscią, gdzie światło i ból spotykają się w   jednym oddechu.   pokazujesz mi , jak dusza, wobec przemijania i nieuchronności zmian , szuka schronienia w tym, co ulotne i nieoswojone, przypominając, że kaxda chwila jest   zarówno obecna, jak i wieczna .   to jest utwór w którym ja odnajduję swój dom między Twoimi wersami.   to dziwne uczucie ale wiersz jest mi bardzo bliski.   jego piekno leży w Twoim kunszcie poetyckim, ale też w subtelnej jego głębi.   serdecznosci Nika :)    
    • @MigrenaSzczerość i precyzja obrazu. Bierzesz na warsztat coś intymnego, przerażającego i wstydliwego – chorobę, bliskość, wstyd.  Nie boisz się wchodzić w ciemne, niewygodne zakamarki ludzkiej cielesności i systemu. Cały Ty :)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A nie jesteśmy już po?

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Berenika97   Bereniko.   cóż mam powiedzieć ?   fascynujesz mnie intelektualną głębia swoich analiz.   jesteś wspaniałą interpretatorką dusz wierszy.   to co robisz jest genialne.   a to, że jesteś tak serdecznie życzliwa do moich tekstów......   uśmiecham się z wdziecznością do Ciebie :)))   przepraszam za kolokwializm ale uśmiecham się pełnym pyskiem :)     dzięki Nika :)   ściskam :)        
    • Schodzę do gabinetu wenerologa jak do piwnicy pod sumieniem. Niżej już tylko rury kanalizacyjne, które prowadzą prywatne rozmowy z wiecznością i co jakiś czas płaczą rdzawą łzą. Światło jarzeniówek skonfiskowano tu za długi wobec słońca, więc świeci połowicznie, jak prawda po badaniu histopatologicznym. To nie jest budynek. To punkt skupu zużytej bliskości. Sortownia ciał, gdzie „kocham” zostaje przemielone na procedurę zakaźną nr 4. Ściany obite ceratą w kolorze wyblakłego mięsa pamiętają więcej niż ja. Wszystko da się tu zmyć: krew, pot, złudzenia, metafizykę. Zostaje tylko zapach - chlor, formalina, stara krew i monety trzymane zbyt długo w ustach nieboszczyka. Tak pachnie syfilis. Tak pachnie miłość, kiedy ktoś wreszcie ją wycenił. Siedzę na krześle, które wygląda jak zeznanie wymuszone torturą. Lekarz przede mną nie ma twarzy. Ma maskę przeciwgazową i spokój księgowego Apokalipsy. Jego dłonie są żółte od jodu, palce sękate jak kłącza winorośli, które zbyt często grzebały w cudzej winie. Nie patrzy mi w oczy - oczy są zbyt czystym formatem, nierefundowanym przez NFZ. Patrzy tam, gdzie „ja” przechodzi w „to”, gdzie człowiek staje się dokumentacją zdjęciową. - Proszę to rozpakować, mówi głosem, jakby przełykał żwir zmieszany z wazeliną techniczną. - Ten egzemplarz miłości ma wadę fabryczną. Rozpakowuję się jak paczka z Allegro: ostrożnie, z nadzieją, że może jednak to nie to. Wyciąga wziernik. Zimny, stalowy dziób ptaka padlinożercy, wykuty w hucie imienia "Nieodwołalnego Błędu." Narzędzie rozchyla mnie jak akta sprawy o kradzież tlenu. Moja godność zgrzyta, ale podpisuje zgodę. - O, proszę, mruczy z zachwytem kolekcjonera. - Syfilis. Wersja deluxe. Krętek blady tańczy tu menueta. Każde „tęsknię” to jeden pasażer więcej. To nie choroba. To pieczęć własności. System wreszcie znalazł punkt zaczepienia w mięsie. Słucham i czuję ulgę. Wreszcie coś działa. Wreszcie coś mnie chce. Na biurku leży piła. Nie do ciała - do sensu. Mentalny brzeszczot do amputacji wspomnień, do rżnięcia połączeń synaptycznych odpowiedzialnych za „dlaczego”. - Musimy przeprowadzić amputację ontologiczną, cedzi, dolewając mi do rany kwasu z logo NFZ. -  Dusza jest siedliskiem bakterii metafizycznych. Nie przejdzie przez sito normy. Za dużo treści niecenzuralnych. Tu już nie chodzi o zdrowie. Tu chodzi o formatowanie dysku. Kiwam głową jak dobry pacjent, jak dobry obywatel. Dusza brudziła czymś gęstym, smarem do zawiasów w bramach piekła, żeby nie zgrzytały, gdy wchodzą potulni. Wypisuje receptę na papierze ściernym. Atrament z wywaru z pogardy. Dawkowanie: realizm trzy razy dziennie, dożylnie. Zakaz marzeń o dotyku. Dotyk generuje koszty, powikłania i nieestetyczne skoki w statystykach zgonów. Mam się nie przywiązywać. Przywiązanie sprzyja mutacjom. Za nim archiwum. Słoje z formaliną. W każdym pływa sine „na zawsze” i zdeformowane „obiecuję”. Eksponaty w muzeum wielkiego rozczarowania. Każdy opisany numerem sprawy i ceną biletu: chwila zapomnienia w bramie za trzy złote. - Następny! ryczy, zanim zdążyłem się ubrać. Wychodzę. Moja skóra szeleści jak zużyty papier wartościowy. Jestem numerem PESEL z przypisaną infekcją, chodzącą ulotką o szkodliwości istnienia, użytkownikiem systemu TRUP+ w wersji stabilnej. Na korytarzu cienie trzymają się za krocza i patrzą na mnie z zazdrością. Serce bije mi w rytmie urzędowego zaklęcia: Sy-fi-lis. Sy-fi-lis. Sy-fi-lis. Uśmiecham się bezwargowo. Bo wiem, że teraz jestem kompletny. Jedną, wielką, ropiejącą prawdą. Taką, której żaden system nie dotknie bez gumowej rękawiczki, formularza ZL-17 i krótkiej modlitwy do rejestru zgonów, okienko numer trzy.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...