Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Noc. I to jedna z tych, kiedy nawet psy nie wychodzą z domu. Ciemność rozpraszają jedynie nieliczne promienie księżyca – te najodważniejsze, które nie bały się zapuścić w nieprzeniknione otchłanie mgły zalegającej nad lasem. Wiele z nich zaginęło. Czasem tylko pojawiają się w różnych dziwnych miejscach i same nie wiedząc gdzie są, straszą podróżnych. Te jednak, które nie zaginęły, uwypuklają jedynie gęstość unoszących się oparów, przez które nawet własne buty ciężko jest zobaczyć. Niewielu śmiałków odważyłoby się wyjść w taką noc... a już na pewno nie do lasu… nie do TEGO lasu...


- Ej, ale czemu tu jest tak ciemno i mroczno? Do tego cała ta mgła...
- A co ty byś chciał? Żeby opowiadanie fantasy rozgrywało się w miłym, popołudniowym słoneczku na polance w wesołym lesie? I co jeszcze...? różowe zajączki?
- ...no może i racja... ale...
- Nie ma ale. Chcesz być mrocznym bohaterem to zamknij twarz i idź. Został nam ładny kawałek drogi, a tu nigdy nie wiadomo...

-AAUUUUUUUUUAAAAAAAUUUUUUUUUUUUUU WWWWWWWWWWRRRRRRR!

-… co wylezie z tego lasu. – Dokończył mężczyzna w długim czarnym płaszczu, szczelnie owinięty kapturem. Głos prawie mu nie zadrżał.
- To nie był wilk? – Cichy pisk nadziei brzmiał w głosie drugiego mężczyzny, który o dziwo, miał na sobie również czarny płaszcz z kapturem.
Jako odpowiedź musiał mu wystarczyć delikatny, horyzontalny ruch głowy.
- W takim razie – przełknął ślinę - co… co to… było? - Ciemność nie była w stanie ukryć przerażenia w jasnych, niebieskich oczach. Nie. Nie niebieskich. Srebrnoszarych. Idealnie komponujących się ze srebrnym mieczem przewieszonym przez jego plecy.
- Nic przyjemnego. A więcej, zapewniam cię, nie chcemy wiedzieć.
Miał rację. W końcu zdrowie ma się tylko jedno. I dotyczy to również zdrowia psychicznego. Zamilkli więc obaj. I przyspieszyli. Tak na wszelki wypadek.

Korzystając z tej rzadkiej, w tym opowiadaniu, chwili spokoju, postaram się przybliżyć czytelnikowi postacie obu tych panów. I lasu. Las też jest ważny.
Każdy bystry czytelnik za pewne zauważył dwóch bohaterów indywidualnych, ale mamy tu też bohatera zbiorowego. Od niego zacznijmy. Proszę państwa oto LAS. Znany w tych stronach pod, z-germańska-brzmiącym, imieniem – Aviar. (To znaczy, tak go nazywają bogaci letnicy przyjeżdżający tutaj na wakacje, stali mieszkańcy nazywają go po prostu Lasem. Chyba że właśnie straszą letników). Aby podkreślić jego grozę można na końcu dodać jeszcze jedno „r”. Na to już nie ma mocnych. A tak poza tym, to las jak las. W opowiadaniach fantasy mroczne miejsce zamieszkane przez równie mroczne stworzenia, których czytelnik w ciepłym domku wyobrazić sobie nie jest w stanie. Nawet. Zarośnięty tak, że ciężko się przez niego przedrzeć o ile nie jest się żołnierzem Gromu, albo bohaterem opowiadania. Każde inne stworzenie kończy tu w ten sam sposób, a mianowicie gubi się w gąszczu i licząc na to, że ktoś je znajdzie, ginie. Bo takie znalezienie, wbrew pozorom, wcale nie pomaga. Przynajmniej zagubionemu. Znalazca i owszem, odnosi pewne korzyści – przestaje być głodny. Czasem nawet nie trzeba się gubić, można być zjedzonym ot tak, na ścieżce.

Tyle o lesie. Mężczyźni w płaszczach... Oj, właśnie zebrało im się na pogaduchy, więc chwilowo odłóżmy kolejną prezentację i przyjrzyjmy się rozwojowi wydarzeń:

- No dobra - powiedział ten z mieczem - Kanony fantasy kanonami fantasy, ale do jasnej...- w taką noc "jasny" było zbyt abstrakcyjnym pojęciem - Jak my te grzyby będziemy zbierać w takich warunkach?
- Cii...- znaczące zniżenie głosu - Nie mów tak głośno! Jak ktoś usłyszy, że my na grzyby idziemy, to ty w życiu nie zostaniesz poważnym bohaterem!
- Hmm...
Beraviren Gandrik zamyślił się. Jako bohater osadzony w mrocznych realiach opowiadania miał do tego absolutne prawo.
Skorzystam z tej chwili zamyślenia, i przybliżę czytelnikowi, tak jak obiecałam, mężczyzn w płaszczach. Imię tego z mieczem już znacie – Beraviren. (No, może nie do końca, ale Janek od Ciepłych nie najlepiej pasuje do bohatera , prawda?) Jego twarz zdobią liczne blizny(i nawet nie wszystkie po ospie wietrznej), a miecz na plecach był kiedyś własnością strasznego rycerza i przekazywano go z pokolenia na pokolenie. Niestety, jeden z praprapra…wnuków strasznego rycerza był sierotą. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto po pijaku gubi tak ważną i chwalebną pamiątkę rodzinną? Jednak, jak mawiają mądrzy ludzie, w przyrodzie nic nie ginie. I takoż stało się w tym przypadku. Miecz ów znalazł drugi z naszych bohaterów - Morfeo Maradaran(Chociaż mogłoby się to wydawać dziwne- było to jego prawdziwe imię. Właściwie miał być Markiem. Ale ojciec tak ucieszył się z narodzin syna, że pił cztery dni i trzy noce i jak w końcu udało mu się dotrzeć do urzędu stanu cywilnego, to nie był już tak całkiem przytomny.)
Morfeo robił we wsi trochę za znachora, trochę za weterynarza, i jeszcze trochę...(zostawię trzy kropki, bo tu nie można sobie zastrzec "czytać tylko po dwudziestej drugiej"). Jego niespełnionym marzeniem zawsze było zostać mrocznym bohaterem opowiadania fantasy. Niestety, miał za ładna buzię. I takie niewinne oczęta. Gdy jednak znalazł ten miecz, schowane głęboko pod kołdrą marzenia wróciły ze zdwojoną siłą. To musiało być przeznaczenie, los, karma, wyrd... cokolwiek. To musiało być TO.
Z wymienionych wyżej powodów(które zapewne każdy roztropny czytelnik uzna za wystarczające) Morfeo bohaterem zostać nie mógł. Postanowił, więc stworzyć sobie jednego na własny użytek. Padło na Janka od Ciepłych. Prawdopodobnie o wyborze przesądziły te blizny i szarostalowe oczy, tak idealnie pasujące do miecza. Albo to, że we wsi praktycznie nie było innych kandydatów w wieku poborowym. A baby przecież nie zrobi bohaterem. Chociażby dlatego, że to później nawet nie wiadomo czy mówić bohater czy bohaterka.
Takim sposobem Janek wszedł w posiadanie miecza. Morfeo zmienił mu też imię, na bardziej mroczne i fantastyczne, dał ciemny płaszcz i zabrał do lasu. Na grzyby. A co tam. Ważne przecież że do lasu. Miecz, Płaszcz i Las. Czy potrzeba czegoś więcej, żeby człowiek stał się bohaterem?
Tak zaczęła się ta historia. Historia w świecie, który właściwie się nie nazywa, ale gdyby się nazywał na pewno w nazwie nie zabrakłoby kilku "r" i ogólnie niewspółmiernie dużej ilości spółgłosek.
A tymczasem na jednej ze ścieżek Aviarru:
Beraviren i Morfeo szli przez las. W każdym razie posuwali się, do przodu. Przez gąszcz i przez mgłę, ale do przodu. Rozmawiać właściwie nie było o czym. Beraviren zastanawiał się czy jakaś wesoła i miła piosenka, dajmy na to o Kaśce, która czeka w gospodzie, oj ta ra ra, nie poprawiłaby im obu samopoczucia. Szybko jednak doszedł do wniosku, że nie byłoby to właściwe. Mroczni bohaterowie przecież nie śpiewają. Może o jakichś podniosłych czynach, zgładzonych wrogach i ocalonych damach. Takie to może. Niestety on takich nie znał. A Kaśka stanowczo wykraczała poza kanony opowiadania fantasy. Szli wiec w ciszy. To znaczy oni byli cicho. Bo w sensie bezwzględnym było głośno. Mieszkańcy Aviaru raczej nie chodzili spać po dobranocce.

Szli tak i szli. I jeszcze trochę szli, bo jak juz ktoś wcześniej zauważył - to było trochę daleko.

- Ten..no- względną ciszę przerwał Beraviren- Ja to muszę w krzaki.
- Cały czas jesteśmy w krzakach. – obok delikatnej ironii czuć już było nutkę zwątpienia.
- Tak bardziej w krzaki. – w jego oczach wyraźnie było widać, że tylko krzaki mogą go uratować- I nie obchodzi mnie w tej chwili, że sikanie nie uchodzi bohaterowi opowiadania.
Morfeo zamilkł na chwilę:
- No dobra. Lepiej w krzaki niż w spodnie. Idź – tylko, żeby nikt mi się o tym nie dowiedział.

Beraviren nie zdążył nawet rozpiąć rozporka. Z głębi lasu usłyszał coś dziwnego. To nie był wilk. To nawet nie było to przerażające stworzenie, które słyszeli wcześniej. To było coś gorszego. Odgłosy przypominały trochę ludzka mowę. Spomiędzy UUU, WRU, HMURTMM i innych nieartykułowanych dźwięków, wprawny słuchacz byłby w stanie wyodrębnić kilka „kurew” czy „chujów” i znaczne ilości „pierdolenia”.
Plecy(i nie tylko plecy) obu mężczyzn przebiegł zimny dreszcz. Zesztywnieli nasłuchując. To, kim(czym?)kolwiek było, zbliżało się. Szybko.
Cóż było robić?
- Na drzewo- pomyślał Morfeo
- No- pomyślał Beraviren

Jak pomyśleli, tak zrobili. Żaden z nich jeszcze nigdy nie wchodził na drzewo w takim tempie. Niestety nie każdy umie wchodzić na drzewa. Tuż pod sobą, nasi bohaterowie dostrzegli coś czerwonego. Wytężyli wzrok. Tak, wyglądało na to, że to przyszła-niedoszła(ale nie uprzedzajmy zdarzeń) ofiara stworzenia, przez które Beraviren nie zdążył się wysikać.
Kobieta. Trzeba przyznać, piękna. Czerwona minispódniczka, futerko i kozaczki na wysokim obcasie(niepojęte, jak można w czymś takim w ogóle biegać) nie mogły należeć do nikogo innego.(To znaczy mogły, ale ja chyba wolę sobie tego nie wyobrażać.)
Zaraz za kobietą pojawił się ON. Potwór. Smok. Monstrum.
Wyglądał jakby jego całość składała się z dziesięciu pomniejszych całości. Dziesięć strasznych głów. Głównie w czapkach bejzbolówkach. Dziesięć strasznych głów i ani jednej szyi. Dziesięć par rąk. Co najmniej w połowie wyposażonych w kije bejzbolowe(Nie. To raczej nie był bejzbolista.) lub inny sprzęt, który bez problemu, można by sklasyfikować jako niebezpieczny. Dziesięć par nóg. A na każdej po trzy paski. Przerażający widok.



Nic dziwnego, że Beraviren o mało nie spadł z drzewa. Zakołysał się niepewnie i to wystarczyło. Gałąź, na której siedział, pękła z trzaskiem i nasz bohater z hukiem wpadł w samo centrum potwora. Cóż było robić...
W skutek zderzenia się z Beravirenem stworzenie uległo niewielkiemu rozproszeniu. Jedna z głów, wraz z korpusem i parą rąk, leżała już na ziemi, zwalona z pary nóg. Niestety reszta rozpoczęła okrążenie. Jak się spada w sam środek takiego potwora, to nie wypada sobie wstać przeprosić i wyjść. Beraviren nie potrzebował Morfeo, żeby o tym wiedzieć. Ale i tak by to zrobił, gdyby to tylko było możliwe. Niestety nie było. Cóż wiec robić...? Chuj bombki strzelił, choinki nie będzie…
- A ja już cukierki powiązałam - dodała niewiadomo dlaczego, kobieta w czerwonej minispódniczce.
Gdybyśmy właśnie oglądali Pokemony, w tym momencie oczy wszystkich bohaterów, z lasem włącznie, urosłyby czterokrotnie, a między oczami, niewiadomo skąd, wyskoczyłaby wielka kropla w kształcie łezki.
Wróćmy jednak do naszych bohaterów, gdzie rozgrywają właśnie się krwawe sceny:

Beraviren jednym zwinnym ruchem zdjął z pleców miecz, machnął nim raz i drugi ścinając z nóg kolejne dwie części bestii. Już tylko siedem. Siedem złych części. Siedem złych części z bejzbolami i łańcuchami w siedmiu parach rąk. A Beraviren właściwie nigdy wcześniej nie miał w reku miecza. I teraz, prawdę powiedziawszy, nie bardzo wiedział co ma dalej robić. Wiedział tylko, że jeżeli nic nie zrobi, to będzie to ostatnie nic w jego krótkim życiu. Ktoś mu kiedyś coś mówił, co prawda, o jakimś życiu po życiu, skrzydełkach, rogach i reinkarnacji, ale nie był do końca przekonany. Nie najlepszy czas na takie rozważania? Może i racja. W sumie, to i towarzystwo też nie to.
Tu trzeba działać. Ostrze znów świsnęło w powietrzu. Raz gdy przecinało czwartą część monstrum, drugi gdy wylatywało Beravierenowi z rąk. Szczęście w nieszczęściu, trafiło piątą część w sam środek czapki bejzolówki powalając ją na grubą ściółkę lasu.
Mimo to, sytuacja naszego bohatera nie wyglądała zbyt wesoło. Pięć do jednego to zawsze lepiej niż dziesięć do jednego, ale czy, dla tego jednego, jest to znowu taka duża różnica? Można by polemizować...

- Stójcie w imieniu prawa!- krzyknął . "Może nie pomoże"- pomyślał od razu - "ale nie zaszkodzi spróbować."
Faktycznie. Nie pomogło. Monstrum nie stanęło, ani w imieniu prawa ani w ogóle.
W tym jednak momencie, zwinnym ruchem, zeskoczył z drzewa Morfeo. Już bez płaszcza. Jego nagi tors przysłaniały tylko dwa skrzyżowane pasy na amunicję. Rozwiane włosy poskramiała jedynie czarna przepaska. Nikt nie wie skąd ani jakim cudem w jego rękach znalazła się broń.(Ponieważ autor, z racji tego że jest kobietą, nie ma zielonego pojęcia o broni palnej, nazwijmy ją po prostu gunem.) Nie ważne jednak skąd ani jak. Morfeo pewną ręką oddał pięć strzałów. Pięć celnych strzałów. Reszta potwora pała na ziemię.

- Moi bohaterowie!!!- wykrzyknęła kobieta w czerwonej minispódniczce, rzucając się na szyje obu jej bohaterom.
- No i widzisz Beraviren. Jesteśmy bohaterami. Uratowaliśmy dziewicę z objęć niecnego potwora...
- Dziewicę...? - kobieta w czerwonej minispódniczce spojrzała na nich w jakiś taki z-jakiej-choinki-ty-się-men-urwałeś sposób.
- No dobra. Nieważne. Jakby nie patrzeć, jesteśmy bohaterami opowiadania. – Morfo, w końcu, spełnił swoje marzenie.
Wszyscy troje stwierdzili, że stanie w środku Aviaru, mimo wszystko, nie jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Wiec poszli dalej.
- A tak właściwie to gdzie pani tak sama przez ten las po nocy…?
- Do babci, która mieszka za lasem.
- Aha.

Opublikowano

Tych niedoskonałości jest znacznie więcej, niż pare. Literówki, deficyt przecinków. Stylistycznie cieżko przebrnąć, a jeszcze w połączeniu z długością, tworzy to tekst poniżej przeciętnej. Wydaje mi się, że chciałaś stworzyć coś zabawnego. Jestem także pewny, że Ci się to nie udało. Mnie sie nie podoba.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Faktem jest, że niedoskonałości pojawiło się sporo. Styl również troszkę nie taki, jaki być powinien. Niemniej jednak... zamysł spodobał mi się. Sądzę, że powinnaś popracować nad tym tekstem. Przerobić to i owo, poszlifować i coś z tego może być.

  • 7 miesięcy temu...
Opublikowano

Nie mam pojęcia, czy mam prawo oceniać twoją pracę. Chyba sporo się namęczyłaś sądząc po długości tego opowiadania. I to widać. Pisanie jest dla ciebie męką. Wyszła ci chińska masówka, osadzona w polskich realiach, gdzie basebol kojarzy się głównie z pałką. Temat dresu potrzebny, lecz zeszedł na drugi plan. Nie wiem co chciałaś przekazać, wydaje mi się, że każda forma twórczości musi być czymś zainspirowana, jednak jak widać nie zawsze. Do tego czerwony kapturek w spódniczce mini, z przestrzeloną dziurką. Słowem groch z kapustom.
p.s.
Telepatia?
„- Na drzewo- pomyślał Morfeo
- No- pomyślał Beraviren”

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...