Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Na wschód od zachodu
Czujesz ten zapach
Widzisz krew narodu
Na twoich palcach
Cichutko bulgoce
Jak wnętrzności dziecka
Otwórzcie mu oczy
Za naftą do piekła
[sub]Tekst był edytowany przez chmura dnia 29-12-2003 08:45.[/sub]

Opublikowano

naprawde sa okrutnijsze wojny na swiecie, sa bardziej cierpiace narody niz Irakijczycy (nie umniejszajac ich cierpienia) i w innych meijscach świata jest wiecej niesprawiedliwosci

Ja wiem po co przybyli amerykanie do Iraku, wiem co znaczy beczułka ropy ale wiem tez kto jest gorszy oni czy husajn. Najwieksza wina amerykanów wobec swiata nie jest super medialna i modna woja w iraku, bo ona daje przynajmniej mozliwosc wyladowania zlosci frustratów, a to ze usciskaja zakrwawiona w Czeczeni reke putina

no ale irak jest blisko i jest przyjemny przeciwnik-USA a Czeczenia , Tybet sa malo okreslona, daleko, coraz dalej

Opublikowano

Nie znam sie na polityce i uwazam tak jak Mirek ze na tym sie trzeba znac aby sie wypowiadac na ten temat.

Nie przepadam za wierszami politycznymi, ani za historycznymi, ale ten nie jest az taki polityczny.Podoba mi sie bo urzywasz bardzo lkadnych wyszukanych metafor


Moze to glupie pytanie..Tylko dlaczego Stalihn skoro to wiersz o Iraku



[sub]Tekst był edytowany przez Dorma dnia 29-12-2003 13:07.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To pytanie do Mirosława Serockiego. To on skojarzyl wiersz ze Stalinem. Moze dlatego
"(...)Stalin powziął decyzję, aby zagrać syjonistyczną kartą w celu blokowania dostaw nafty na Zachód - a z czasem - zdominowania krajów bogatych w złoża naftowe. W celu doprowadzenia do wojen żydowsko-arabskich, NKWD przeprowadziło szereg brutalnych i morderczych pogromów ludności żydowskiej we wszystkich krajach satelickich w latach 1945-46, a następnie otworzyło specjalne przejścia w żelaznej kurtynie, zastrzeżone wyłącznie dla Żydów. Wypędzonych Żydów Sowiety zbroiły bronią z Czech przed ich wyjazdem do Palestyny."
Jak widac dosyc uniwersalny wiersz. Ale taki wlasnie mial byc. I o Iraku i o Stalinie... Kazdy ma prawo znalezc w nim cos dla siebie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...