Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Pojedynek IV : „Szachownica - pokuta panny M.”


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pojedynek IV : „Szachownica - pokuta panny M.”

Tali Maciej vs. Amelia Grążel

Reguły:
1. Oceniacie teksty
tekst 1 -ocena, tekst 2 -ocena
mozliwe oceny- punkty 0 lub 1
2. W głosowaniu mogą brać tylko osoby, które mają dwie lub więcej publikacji.
3. Sędzia pojedynku – adam sangreal - podlicza głosy, ogłasza zwycięzce.
4. Wyniki – czwartek, 1 czerwiec, wieczór.

Zapraszamy!!

Pierwsze dwa komentarze wstawiają autorzy

Bardzo proszę o oddawanie swoich głosów!!!!!!

Opublikowano

Dawno, dawno temu, choć jakby popatrzeć z innej perspektywy, to wcale nie aż tak bardzo, na świecie żyły Jeże. Wiodły życie leniwe i rubaszne. Rubaszność w pojęciu Jeży polegała na wchodzeniu w ubłoconych butach do domu oraz klepaniu się po kolanach podczas prysznica. W ich Republice panowała ogólna nuda. I tu mogłaby się zakończyć nasza historia, gdyby nie postać rozwydrzonej Jeżycy - Panny M.
To małe, pyskate stworzonko, gdzie tylko się nie pojawiło, siało zamęt i niepokój. Uosobienie burzy piaskowej połączonej ze sfermentowanym tornado. Jeżyny – to jej sprawka, ucieczka jeżozwierzy również. Panna M. była na pyszczkach wszystkich oraz na listach gończych. Znała ją cała Republika, od małych Jeżątek po najstarsze Dziadostwo Jeżowe. Jedyną rzeczą, której pragnęła Panna M. było pozostać wolnym duchem, męczyło ją ustabilizowane życie dzielone z kimś innym – jakieś śmieszne połówki Jeży.
Pewnego dnia przebrała się miarka, Panna M. posunęła się za daleko. Jej czyn był tak paskudny, że strach opisywać podobne bezeceństwo, toteż i ja tego nie zrobię. Ministrowie wraz z głową państwa – Republikaninem XXXVIII postanowili zająć się sprawą zepsutej Jeżycy. Dostatecznie surowa kara nie przychodziła im do głów. Ustalili, że zwrócą się z prośbą do Największego Tajemniczego Bóstwa Jerzego. Wezwano nadwornego Szamana odpowiedzialnego za kontakty z Bóstwem. Szaman wzniósł modlitwy, odtańczył ulubiony taniec Bóstwa i wpłacił Mu pewną sumkę na prywatne konto. Kiedy przyszło potwierdzenie przelewu, kontakt został nawiązany. Jerzy, jako, że był Wszechwiedzący, znał wszystkie ciemne sprawki (tym bardziej, że ze względu na panującą nudę było ich naprawdę niewiele) i nie musiał długo zastanawiać się nad pokutą dla oskarżonej. Powiedział tylko „Szachownica”, wszyscy wiedzieli, o co biega. Był to pierwszy precedens w krainie i szybko został obwołany Pierwszym Świętym Precedensem oraz przystrojony kwiatami i obłożony podatkiem (przynajmniej z trzech stron).
Szachownica był nieśmiałym Jeżem, przysłowiową ofiarą losu. Wieczny kawaler kolekcjonujący ołówki, nosił okulary – grube jak denko od szklanki i paskudnie pffyfał. Uwielbiał rozwiązywać krzyżówki i od czasu do czasu rozegrać partyjkę szachów.
Właśnie rozgryzał kolejną „jolkę”, gdy pojawił się wysłannik Pałacu.
-Pff, pff... Już mówiłem, że nie brałem żadnych pożyczek bez żyrantów i... – Powiedział wypluwając pozostałości krzyżówki.
-Panie Szachownica, jest Pan pilnie wzywany do naszego Wodza, Republikanina XXXVIII. Chwała i cześć naszemu Strategowi! – Wygłosił posłaniec.
-Chwała! – Wysapał przymulony Jeż do oddalającego się już przybysza. – O Jeżu! Co mam robić?- Zastanawiał się Szachownica, po czym prędko spakował walizkę i ruszył w drogę.
Po kilku dniach dotarł na miejsce. Został przyjęty niczym arcyksiążę. Tłum nieprzeciętnie pięknych Jeżyczek wyraźnie nadskakiwał mu. Oferowano wszystko, nową sokowirówkę, zapas ołówków HB...
-Nowa sokowirówka? – Pomyślał – Ołówki średnio miękkie... Hmm, moje ulubione… – Rozmarzył się. – Ale zaraz zaraz, coś mi tu nie pasuje. Takie ołówki to rarytas, a co dopiero maszynka przy obecnym rynku zbytu. – W Szachownicy odezwał się ekonomista. – A co będę musiał zrobić w zamian? – Powiedział tym razem na głos.
-A nic takiego, bzdury i formalności takie...
-To znaczy?
-No, tego, ten tego... Ożenić się.
-Aaaaaa!!! – Z gardła Szachownicy wydarł się dziki okrzyk rozpaczy, który zawisł nad stołem trzęsąc się ze strachu.
Wreszcie przerażony uciekł i schował się pod krzesło. Próbował też udawać szafkę nocną a także poduszkę do igieł. Ministrowie biegali za nim po całym Pałacu. Kiedy go schwytano, przyprowadzono Pannę M. Nawet jej ponętne kolce nie podziałały na Szachownicę. Uparcie obstawał przy tym, że jest wieszakiem, a te przecież się nie żenią. Oburzona faktem, że jakiś tam okularnik nie chce jej na żonę, Panna M. podeszła do niesfornego Jeża i wymierzyła mu siarczysty policzek. Jego oczy zrobiły się najpierw szkliste a chwilę potem maślane. Wyjął z walizki skórzaną maseczkę i gorset.
Padł przed Panną M. na kolana podając jej bicz i wydyszał.
-Bij mnie, bij mnie Moja Ty Bijeżnio.
Ceremonia zaślubin przebiegła bardzo skrótowo.
-Czy ty?
-Tak.
-Czy ty?
-Tak.
Szachownica i Pani M. (do niedawna Panna) żyli długo i szczęśliwie, i mieli dużą gromadkę małych Jeżątek.
Z tej opowiastki moi mili morał płynie taki, że szczęście w małżeństwie w dużej mierze zależy od masochizmu.

Opublikowano

hej szlachcice i szlachcianki
wać panienki i panowie
w prozatorskie staję szranki
z oplecionym rymem w słowie
dziś baśniować z wami będę
i historię wam opowiem
więc zasiądźcie w pierwszym rzędzie
i podążcie za mym słowem
my tu gadu i gadamy
czas najwyższy –zaczynamy!

pewna M. damka szlachetna
była smutna gdyż bezdzietna
męża miała dziwacznego
w fizjonomii pokracznego
lecz był królem nad królami
trzymał berło nad państwami
i zawładnął głową panny
wielką górą złotej manny
i tak żyła nasza damka
ni to żona ni kochanka
lecz król skrywał tajemnice
i na schadzki się umawiał
pierwszą lepszą to pannice
w swych pokojach ów zabawiał
i gdy kładł się przy wieczorze
obok ślicznej swojej żony
nie był jurny o tej porze
niczym dętka wymęczony
i tak żyła nasza damka
ni to żona ni kochanka
mija wiosna mija zima
a ich dziecka ciągle ni ma
lecz się sprawy pokręciły
gdyż się damka dowiedziała
uszy w ścianach jej zdradziły
wnet się heca rozpętała...

król raz zdradził ją z królową
która była w odwiedzinach
strojną panną salonową
na królewskich imieninach
miała państwo całkiem znośne
w ciepłych krajach za morzami
lecz obycie bardzo sprośne
flirtowała z tuzinami
nasza Damka była wściekła
i do boju ją wyzwała
wiosną latem ogień z piekła
wielką wojnę rozpętała...

i tak stoją na dwóch wzgórzach
wielkie armie naprzeciwko
wiatr kołyszę gwiżdże w uszach
damka krzyczy –giń ty dziewko
król w te sprawy się nie mieszał
i w namiocie cichcem siedział
z kuchareczką się pocieszał
najgorszego nie przewidział
damka spisek zgotowała
i tak bitwę prowadziła
że specjalnie przegrywała
w duchu z tego się cieszyła

pierwej laufry poświęciła
później pionki i koniki
tak dwie wieże uzbroiła
rozniecając szał paniki
i gdy klęska bliska była
straże króla odwołała
szarża w namiot tak ruszyła
wieża bitwę zmatowała

damka z wojny wyszła cało
gdyż podstępnie czmychła w las
no i teraz nadszedł czas
gdyż sumienie ją wołało
wnet do księdza się udała
w imię ojca- pochwalony
lecz się strasznie tego bała
gdyż ten spisek był szalony
ksiądz wysłuchał ją w milczeniu
ciągle głaszcząc się po nosie
i w duchowym swym skupieniu
rzekł spokojnym tonem w głosie

tu się wkrada ów cenzura
gdyż był Rydzyk księdzem tym
i głoszona w słowach bzdura
lepiej zmilknę bo będzie dym

"to historia niesłychana
pani zabiła pana"

więc puenta jest takowa
aby bacznie ważyć słowa
i nie zdradzać swoich żon
gdyż ci grozi rychły zgon

Opublikowano

Maćku niestety. To wg mnie nie jest proza a dramat. W dodatku ortograf ("zawładnoł"). Fajna historia, ale to nie to i trochę ciężkawo.
Punkt daję Amelii, chociaż tekst jest zbyt rozwleczony i nie chciało mi sie całego czytać, jednak przebrnąłem jakoś.

A więc 1:0 dla Amelii.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @KOBIETA Z uśmiechem słońce się obudzi.   Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • tylko popatrz ulepiłem ci bałwanka z marchewkowym nosem stoi na polu obok plecaka pełnego jacków i placków   kocham babcine śledziowe zupy świąteczne braci marx a charlie chaplin i ja jesteśmy z tej samej gliny takie z nas bratki   to nic że sporo udajemy mamy przecież łyżwy sanki gdzie twoje rękawiczki nie wiem owiniemy więc dłonie szalikiem a może spróbujemy żyć cieplej
    • Wszystko kiedyś się kończy. Odchodzimy, by... Jak noc po dniu i dzień po nocy. W nieskończoności czasu, przestrzeni i możliwości my, kreatorzy. Niedoskonali, a zarazem jakże doskonali bogowie własnych światów. Czy rozumiesz...? Kiedy przestaniesz się bać i otworzysz swoje szeroko zamknięte oczy, zrozumiesz. A wtedy uśmiechniesz się. Wolny. Czy może być coś piękniejszego, niż zrozumienie tego...? :) Uciekałam tak długo przed mrokiem, że zapomniałam kim jestem. Ale kiedy się zatrzymałam i uśmiechnęłam do niego, on uśmiechnął się do mnie. Dwie strony tego samego.  Wszystko kiedyś się kończy, a zarazem nic się nie kończy. Na chwilę zamknę oczy, by znów je otworzyć. A może wtedy zalśnisz w nich Ty? Kto wie...? :)    Wojowniczka   i zdjęła maskę  i odłożyła tarczę i odrzuciła miecz   po raz pierwszy taka bezbronna i tak bezgranicznie wolna   po ostatniej najważniejszej z walk samej z sobą   A.
    • @Florian Konrad Nie ma co się dziwić @vioara stelelor  - to brzmi jak żart, że ten wiersz to żart - nawet jeśli miałeś jak najlepsze intencje, by tak to wyszło :D   Utwór ma charakter groteski, absurdalnej biografii w pigułce, wobec której podmiot próbuje zdystansować się byciem "ponad tym". Czytam z przymrużeniem oka, zwłaszcza że "niewidzialnina" jest dla mnie zdecydowanie najwidzialniniejsza. Brawo za ten neologizm. Nurtuje mnie jednak tytuł "Świecht". Bo dlaczego nie "śmiecht"? :D
    • @vioara stelelor Jest w tym pewna... przewrotność? Autorka pisze wiersz, w którym podmiot - "poeta" - uznaje piedestał za przekleństwo swego życia - po czym... wstawia go na forum, na którym utwór ów zbiera oklaski :D   Próżność to zarówno pięta achillesowa jak i siła napędowa każdego człowieka, zwłaszcza artysty - choć nikt nie jest tak łasy na słowa uznania jak poeta. No... może poza jego krytykiem?   Absolutnie nie jest to przytyk, wręcz przeciwnie - treść wiersza (i jego zamieszczenie na forum) dobitnie obnaża paradoks natury ludzkiej i koegzystencję sprzeczności w niej ukonstytuowanej. W tym kontekście ostatnia strofa nabiera tragicznego wręcz wydźwięku:  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Te słowa to tak bezradna kapitulacja. Zastanawiam się jednak, czy dla peela nie jest za późno?   Choć przypominam sobie, że posągowi Szczęśliwego Księcia pękło ołowiane serce, bo - jak się okazało - był zdolny do miłości. Ten wiersz silniej przywołuje mi właśnie Wilde'a niż Horacego... "Objawić sztukę, ukrywać artystę - oto cel sztuki." - a ostatecznie sztuka okazuje się być punktem "wyjścia", nie "wejścia".    Słowa uznania dla @Berenika97 - świetna analiza. Prawie nic nie zostało mi do napisania... :D
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...