Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Najpierw widzę oko
i przez moment
nie chcę reszty.

Niech oko
pęcznieje
na cztery strony świata.

Niech przestrzennieje,
wybuchnie kulistością,
obali mit płaszczyzny.

Teraz zapomnę o oku
i zajmę się nogą
w całej jej słomkowatości,
niwelującej guzy kolan.

Potem brzuch
wytłumaczę sobie
sześcianem.

Błahostkę
brwi i palca
pominę
w imię jednorodności,
szkoda bowiem psuć gładzi
aplikacjami.
[sub]Tekst był edytowany przez Izabella_Sendor dnia 27-12-2003 20:19.[/sub]

Opublikowano

Witam Pana. Dziękuję za komentarz. Jeżeli ma Pan ochotę, to może Pan przeczytać moje uwagi- odnośnie tych Pańskich- jeżeli nie-rozumiem- ma Pan prawo nie przejmować się uwagami autora o jego tekście.

Od tego miejsca zaczyna się fragment dla Pana, jesli zdarzyło się i Pan jednak się zainteresował ciagiem dalszym mojej wypowiedzi.
Po pierwsze- może Pan mi nie wierzyć, ale chciało mi się( jednemu Komentatorowi Pana wiersza nie wierzy Pan, że się mu chciało przeczytac Pana wszystkie wiersze, choć deklaruje,że tak jednak zrobił) i przeczytałam wiele publikowanych tutaj tekstów, pod którymi znalazłam sporą ilość Pana komentarzy do nich. Pan ma prawo komentować w Sposób, jaki Pan uzna za własciwy, ja mam prawo sądzić o Pana komentarzach , co uznam za stosowne-sądzę, że to właściwy układ. Zauważyłam pewną prawidłowośc w tych Pana komentarzach( i chyba nie tylko ja;-);-);-)). Pomijając kwestię tego, że są one przeważnie( nie zawsze) "syczące" i zwyczajnie złośliwe(no ale skoro Pan tak lubi je wyrażać-Pana wola), to chcę zwrócić uwagę na fakt, że mają gorszą wadę- stara się Pan(przynajmniej w moim odczuciu, popartym-nie mówię-że dużą, ale przynajmniej pewną wiedzą),żeby brzmiały w pewnym sensie profesjonalnie i to w połączeniu z tym, że tak naprawdę w dużej części( nie mówię, że w całości)opierają się na Pana zupełnie intuicyjnych-i proszę wybaczyć-często zupełnie nie trafionych, albo nieuzasadnionych uwagach do tekstu ,wywołuje wrażenie czegoś w stylu"groteski krytyki"(jeśli Pan uważa, że głupi termin stworzyłam-trudno, liczę się z tym). Oceniając masę tekstów( i to naprawdę niezłych , albo nawet i bardzo dobrych) najczęściej "piłuje " Pan momenty, które właśnie stanowią o wartości danego tekstu. I nie mówię tego z pozycji wielkiego krytyka i znawcy-bo się nie uważam za takiego, ale żeby zauważyć to w Pana wypowiedziach, naprawdę nie trzeba nim być. Tyle o sprawach wychodzących poza ramy tego tekstu.

Teraz odnośnie wiersza.
Jeżeli chodzi o zestawienie kubizmu z motywami części ciała- to proszę Pana- mylnie Pan to pojmuje- jednym z głównych założeń kubizmu (to jest widoczne głównie w literaturze, która nawiązuje do tego kierunku) jest właśnie dzielenie ciała, pokazywanie go fragmentami- stąd tego z kubizmem nie trzeba zestawiać, ponieważ to jest immanentna cecha tego kierunku.

Jeżeli chodzi o" 3 razy oko" to może słyszał Pan o czymś takim, jak pewna symbolika trzykrotnych powtórzeń . Inna sprawa , czy to tutaj akurat spełnia rolę- wg mnie - tak, wg Pana wcale nie musi.

Tu kulistość, tam brzuch, oko-czemu to służy Pan pyta? Przyznam, że dziwne pytanie Pan zadał.

Jeśli chodzi o "nieporozumienie logiczne"- ostatni wers"aplikacje"- to jeśli Pan nie akceptuje palca i brwi pod postacią metafory aplikacji ciała ludzkiego - to ja nie będę Pana do tego przekonywała.

Dziękuję za czas poświęcony na lekturę i komentarz, pozdrawiam.

[sub]Tekst był edytowany przez Izabella_Sendor dnia 27-12-2003 21:58.[/sub]

Opublikowano

Proszę Pana- jeszcze z nikogo tutaj nie kpiłam i jak to długo będzie możliwe- nie zamierzam. Za to Pan to robi nagminnie, może oprócz aluzji do Trójcy Świętej można jeszcze zaproponować trójkę braci Lecha, Czecha i Rusa, aby nie zabrakło nam słowiańskich motywów.
Jeśli chodzi o kamuflowanie błędów- to jakby Pan dokładnie przeczytał moją odpowiedź, zauważyłby Pan, że wcale nie namawiam Pana do uznania zasadności tego powtórzenia.
Jeżeli chodzi o aplikację, to już parę osób jednak się domyśliło o co chodzi- i to"z marszu"-biorę to za dobrą monetę.

I może będzie Pan uprzejmy zauważyć, że nie dyskutuję z Pana ogólnymi uwagami typu"słabiuteńko"- bo uważam,że do tego akurat nie mam prawa,a Pan ma prawo tak sądzić-nic mi do tego, tylko komentuję poszczególne zarzuty, ktore Pan przedstawia, a które wcale nie muszą mieć mocnych podstaw.Do tego mam prawo.

No to jeszcze raz pozdrawiam(powtórzenie-ale dopiero drugie w tym temacie) .

Opublikowano

Proszę Pana- jeśli chodzi o odczytywanie "rysów " mojej wypowiedzi, to chyba trochę Pan "przerysował". Jeżeli chodzi o krótki wyklad na temat mechanizmów retorycznych w tekście- bardzo za niego dziękuję.

Jeżeli chodzi o 3 razy oko- to 3 raz powtarzam- że ja się nie kłócę z Pana poglądem(ale równocześnie mam swój), co do kwestii tego, gdzie się lepiej realizują takie powtórzenia-czy w poezji, czy w prozie- to nie jest to tak jednoznaczna sprawa, jak to Pan przedstawia(choć nie przeczę-częściej stosowana w prozie)- no ale to już może zostawmy.

Jeżeli chodzi o kpinę i kabaret- to chyba niestety Pan postrzega innych przez pryzmat własnej osoby i własnych zachowań( to dość częste zjawisko), nie mówię,że zupełnie udało mi się tego uniknąć w rozmowie z Panem(Pana agresja-niestety jakby programowana w większości przypadków, niestety sprawia,że nie do końca da się tego uniknąć), ale trochę Pan przesadza z dramaturgią . Starałam się rozmawiać z Panem w miarę normalnie- jak na warunki do rozmowy, jakie Pan stworzył- a luksusowe one nie były. Po przywołaniu Trójcy Świętej na Lecha , Czecha i Rusa nie powinien się Pan oburzać. A jeśli chodzi o moje podejście do własnych tekstów-że sama w ten sposób siebie ośmieszam- to może Pan nie uwierzyć(Pana sprawa)-ale często podchodzę do nich z humorem i dystansem , świadoma tego,że nie są doskonałe, a często nie są nawet dobre. Ale gdy przedstawia się im"conajmniej dziwne zarzuty" milczeć też nie będę.
Żegnam Pana najnormalniej w świecie, teraz może mi Pan zarzucić dwulicowość i tanie sztuczki retoryczne-nic na to nie poradzę.
Dobranoc

Opublikowano

Dobranoc Panu. Skoro Pan się uparł, by nie przyjmować do wiadomości prostych rzeczy, które Panu staram się powiedzieć- albo usilnie naciąga ich znaczenie, to Pan pozwoli, że ja sobie podaruję dalsze tłumaczenia.Poza tym -pewnie i tak Pana niewiele one interesują.
Dobranoc.

Opublikowano

Pani Izabelo daleko pani nie zajdzie klucac sie z Oyeyem.Wielu na tym forym juz to przerabialo.Nalezy go zaakceptowac a jego komenatrze brac serio lub nie..Ja wole te droga kwestie..Przynajmniej sie nie denerwuje..

Co do wiersza srednio mi sie podoba..

Opublikowano

Mam pytanie- ile Pan jeszcze razy zamierza o tym oku- chyba wyjaśniłam Panu w wiadomości prywatnej tę kwestię. Nie odrzucam Pana argumentu.Możliwe, że ma Pan rację.Z pewnego punktu widzenia (nawet dośc szerokiego)nawet na pewno Pan ją ma.Ale ja w chwili obecnej tego powtórzenia nie zlikwiduję(choć już zdarzyło się,że kilka razy modyfikowałam teksty po zwróceniu mi uwagi przez komentatorów, może i w tym przypadku tak będzie- na razie jednak nie jestem przekonana- i naprawdę nie dlatego, że to od Pana pochodzi ta uwaga- proszę nie próbować mi wmawiać pewnych motywacji mojego postępowania- uważam to za nie w porządku z Pana strony.
Ja szanuję Pana zdanie, choć nie znaczy to, że z każdym się zgadzam.NIe w mojej mocy jest już to, czy mi Pan uwierzy, czy znowu zarzuci jakieś dziwne gierki i jeszcze parę innych rzeczy. Miałam już Panu nie odpowiadać na te kwestie po wczorajszej wymianie informacji w wiadomościach prywatnych-sądzę, że tam sobie zdążyliśmy to wyjaśnić- no ale widzę, że Panu to jeszcze nie wystarczyło- mam nadzieję, że może w tym momencie Panu wystarczy.
Może-skoro i tak pod moim tekstem "urosła dyskusja" to ja już tutaj odpowiem Panu na pytanie(które tkwi pod Pana tekstem- nie chcę Panu zarzucać przestrzeni pod nim dyskusją dotyczącą dość odległej tematyki) dotyczące tego, czy moje zapatrywania na Szymborską zmieniły się po przeczytaniu wiersza, o którym Pan wspomina.
Odpowiem uczciwie- nie cenię tego utworu wysoko, jak jeszcze paru innych jej wierszy,jednak to nie rzutuje na całość mojego odbioru jej poezji. Nie szukam ideału w poezji, nie wierzę w to, że znajdę poetę, który będzie miał w swoim dorobku same świetne(w moim odczuciu) wiersze. A ją uwielbiam i tyle. Lubię jej styl, jej osobowość, jej sposób prezentacji zjawisk, język- potem lubię poszczególne wiersze.
Postaralam się Panu po raz kolejny spróbowac to wyjaśnić. Jeżeli ma Pan jeszcze jakieś uwagi- to może rzeczywiście kontynuujmy to na wiadomościach prywatnych- skoro tam Pan przeniosł dyskusję(wg mnie było to mądre posunięcie). Chociaż myślę, że może tym razem postara się mnie Pan jakoś zrozumieć i chociaż podejmie próbę , by nie traktować moich słów , jako atak na Pana osobę.
Pozdrawiam.
[sub]Tekst był edytowany przez Izabella_Sendor dnia 28-12-2003 12:31.[/sub]
[sub]Tekst był edytowany przez Izabella_Sendor dnia 28-12-2003 12:31.[/sub]

Opublikowano

Jeżeli wskaże mi Pan moment w moich wypowiedziech, gdzie piszę" nie masz racji, bo jesteś Oyey" (lub, gdzie coś takiego sugeruję) to ja to po prostu wymażę i Pana przeproszę- ale chyba nieczego takiego jednak nie napisałam;-);-);-)
O oku już nie napiszę ani jednego słowa. Nie wiem o co ma Pan jeszcze pretensje po ostatnim moim poście, który napisałam.
I myślę, że może w końcu warto zakończyć dyskusję, bo zaczynam to odczuwać jako dręczenie z Pana strony- jakkolwiek inaczej Pan pojmuje Swoje zachowanie. Poza tym-wydaje mi się, że i Panu mogło się już znudzić.
Uprzedzam,ze już nie odpowiem w tym temacie na Pana kolejne wystąpienie- chociaż chciałam z Panem dojśc do porozumienia, stąd proszę nie czuć się urażonym brakiem odpowiedzi na ewentualny Pana kolejny post.

Opublikowano

Wie Pan co...jednak odpowiem raz jeszcze . Teraz to naprawdę mnie Pan rozbawił . Pozostaje mi życzyć dalszego , sprawnego wyciągania wniosków oyeyowych-jak Pan to nazywa. Jeżeli chodzi o komentarz Pani Dormy- to nie składał się on tylko z opisania Jej stosunku względem Pana Osoby.
Teraz już naprawdę do widzenia.

Opublikowano

Brak argumentu to Pan pokazał w Swoim przedostatnim poście. A czy szkoda? Chyba już po prostu mało ważne. Dwa razy mnie Pan sprowokował do odpowiedzi po pożegnaniu Pana- gratuluję. Postaram się,żeby nie zrobić tego po raz rzeci.
Tak poza tym- zanim zacznie się Pan brać za debaty literackie, to może postara się Pan opanowac podstawowe zasady grzecznościowe- tu i ówdzie wypadałoby wstawić wielką literę, czy coś w tym guście(chyba już kilka Osób mówiło o tym Panu;-) To oczywiście tylko propozycja-Pan zapewne znajdzie argumenty obalające te moje dziwne i wydumane uwagi. Miłej niedzieli i miłego życia w ogóle.

[sub]Tekst był edytowany przez Izabella_Sendor dnia 28-12-2003 14:25.[/sub]

Opublikowano

powiem to tak

ze fakt dokonany

to fakt

potrafie tez tak

skomentowac

na wznak

oyey nijak

o tak



a wracajac do wiersza...?
polemizowalbym nad tym czy potrojna repetycja jest powaznym bledem...(ale jest) choc moglby zastapic je, stosujac zasade analogii wyrazen uzywanych w wierszu...

mysle ze nie jest az tak razaca jak twierdzi




. .... powniewaz autor chcial dosyc obrazowo uswiadomic czytajacego, dajac miozliwosc zrozumienia odczuc, przkazu...

osobiscie bezpluciowo czytam ten wiersz...
normal z kreska...


a co so 3xoko to tego nieslyszalem...

hihi...

pozdrawiam

"innosci dzieła, poszukuje głowa,
czy znajdziesz te wszytkie słowa"

zabawa jezykiem czasem naprawde pomaga...
a tego w tym wierszu potrzeba...



[sub]Tekst był edytowany przez moderator dnia 28-12-2003 16:17.[/sub]

Opublikowano

nie za bardzo przepadam za pisaniem w takim stylu:
"najpierw, teraz, potem,"
z treści powinna wynikać kolejność, można coś tam z domyślnością pobawić się,
bo te słowa i których wspomniałem to chyba każdy uczący się pisać proste opowiadania po polsku lub po angielsku przerabiał w szkole,
przynajmniej ja, i dlatego nie za bardzo mi to wygląda dobrze,

trzecie oczko... ;) ...

gdyby złożyć ten wiersz w przestrzeni w spiralę, to powtórzone oko byłyby dobre, tworzyło by nikłą nić powiązania,
tyle tylko, że jak dla mnie, trzecie użycie tego słowa albo nie w tym miejscu co trzeba, albo po prostu mi nie pasuje,
i może jeszcze tytuł, część w nawiasie... może za zaybko ujawnia o co chodzi, sprawia, że kolejne wersy sa od razu jasne mniej więcej,

Pozdrawiam,
Kai Fist
[sub]Tekst był edytowany przez Kai Fist dnia 28-12-2003 22:51.[/sub]

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
    • (polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)   Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło. Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło. Siedząc na zimnych kamiennych płytach, Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.   Łzy osuszyły się na mojej skórze. Pozostały z nich jedynie brudne ślady. Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel, Odwrócił się ode mnie.   Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei. Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma. Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.   Wtedy pojawiają się oni. Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności. Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy, Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.   Śmieję się histerycznie, ale słychać tylko ból. Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły, Aż braknie mi tchu w piersi, Aż uciszą mnie ponownie.   Nawet Bóg mnie opuścił. Zostawił mnie samą, W walce z demonami mojej głowy I z tymi, znajdującymi są wokół mnie.   Jak mogę myśleć o Bogu, Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi, I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci? Ich już nie da się rozplątać.   Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, Miesiące przechodzą w lata. Jak wygląda tamten świat, który znałam? Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.   Zapomniano o mnie.  Ja również zapomniałam o tym, Kim byłam wcześniej. Mój mózg wypływa mi z uszu.   Postawiłam mur wokół siebie, Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia. Ale on cofa się i przygniata mnie Coraz bardziej, żeby mnie zabić.   Wszystko już dawno straciło swoją wartość. I wolność, I miłość, I szacunek.   @nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 
    • @Waldemar_Talar_Talar Bardzo ładnie napisane:-) Pozdrawiam cieplutko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @Alicja_Wysocka Ja tam im zazdroszczę. Dobrze być gawronem, lepiej, niż człowiekiem.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...