Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

23 kwietnia 1989 roku
W pracy murarze każą mi śpiewać. Bardzo dziwne, ale mojemu majstrowi podobają się punkowe piosenki. Lecz nawet przy tym dodatkowym zajęciu, jakim jest niepisany etat nadwornego jego pieśniarza, zarabiam mało. Tak mało, że jeszcze przez długi czas nie będę w stanie uzbierać pieniędzy ani na organy, ani na farby olejne, czy choćby inne narzędzia, których posiadanie pozwalałoby się łudzić, że w końcu stanę się artystą wielu środków wyrazu. Niestety, brak pieniędzy ogranicza mnie do pióra. Nie mam nic przeciwko pisaniu, w sumie to nawet lubię rzeźbić zdania. Ale, może istnieje coś, co bardziej odpowiada mojemu charakterowi i zdolnościom? - wszak siedząc w krzakach, a z nudów mieszając w gaciach - czuję, że mógłbym z powodzeniem robić i inne rzeczy, np. w podstawówce nauczycielka od plastyki zachwycona moimi rysunkami, wręcz nalegała, abym po ukończeniu szkoły poszedł do liceum plastycznego.
Powracając jednak do tematu kariery pieśniarza robiącego slalomy taczką, znanego wam Kornela, to trzeba skreślić jeszcze tych kilka słów, z których dowiecie się, że najprawdopodobniej już długo nie popracuję na stanowisku operatora chybotliwego pojazdu. Dlaczego? Wczoraj, w skrzynce na listy zamiast kolejnego miłosnego wyznania od nieznajomej, znalazłem pismo, w którym przedstawiciele władzy usilnie zapraszają mnie do wstąpienia w szranki szeregów wojskowych. – Otóż urzędasy, miały czelność tak literki zredagować, żeby stało z nich, iż spod mojego adresu zalatuje armatnim mięsem!
,,Ale Mości Panowie, ja bardziej mam się za ducha niż mięso!“ – To zdanie kilkakroć wykrzykiwałem w koszmarze. Śniło mi się, że brali mnie do wojska – dwóch za ręce a dwóch za nogi. – Ja krzyczałem, że jestem duchem, oni - że mięsem.
Włosów z głowy, jednak nie wyrywam. Niedawno, na jakiejś alkoholowej imprezie usłyszałem, że weszła w życie nowa ustawa, która dla młodych obywateli, posiadających inne niż ogólnie słuszne przekonania, powołuje w życie coś, co będzie zastępować wojsko.
Postanawiam złożyć wniosek o przydzielenie mi tego czegoś. I pomimo, iż dowiedziałem się, że tego czegoś nie mogą mi dać, a jedynie mogą umożliwić mi wejście w to coś, i to na okres dłuższy niż w przypadku wojska, o rok dłuższy – to moja decyzja była niemalże natychmiastowa. Wystarczyło, że wziąłem pod uwagę swoje zamiłowanie do życia w gromadzie, to usposobienie, któremu przyjrzałem się dokładnie podczas czteroletniego sardynkowania w internatach. Wówczas za każdą większą niesubordynację przenoszono mnie z jednego budynku do drugiego. Ale oprócz wyżej wspomnianej, a tak cenionej przez społeczeństwo cechy charakteru, dochodziły jeszcze czynniki ideowe - oraz, co nie jest bez znaczenia – wyraźne ograniczenie możliwości kontaktowania się z płcią przeciwną! Miałbym przez dwa lata nie widzieć naszych słowiańskich bogiń? Zapomnieć, po co stworzono mnie mężczyzną? Przez tyle czasu dla dobra własnego nie pożądać i nie śnić? O nie! To nie dla mnie!
W pewne popołudnie, jeszcze targany ostatnimi wątpliwościami uklęknąłem w jednym z parków przed dwoma największymi dębami, i zaprzysiągłem uroczyście, iż uczynię wszystko, aby nigdy nie być pośród żołnierskiego potu, krwi i chamstwa!

26 kwietnia 1989 roku
W związku ze znalezieniem wiadomego listu w skrzynce, odbyłem podróż do Gryfic, do mojego ojca. Ten mężczyzna, który jak mówi mama zawsze miał powodzenie u kobiet, już od przeszło dwudziestu lat jest zawodowym żołnierzem. – W 1967 lub 1968 roku został nawet zapisany w jakimś wojskowym rejestrze w poczet ochotników do walki w Wietnamie. Oczywiście gdyby doszło wówczas do wysłania naszych wojsk w tamte rejony Azji, to ten, który w 1969 zasiał urodzajne pole matki, przedtem musiałby stanąć na polach ryżowych przeciwko armii Stanów Zjednoczonych. Wniosek śmiały można wysnuć taki, że o mały włos, a nie byłoby mnie na tym świecie, i że swoje istnienie zawdzięczam jakimś wysoko postawionym decydentom, – kto wie, czy nie radzieckim.
Nieraz zastanawiałem się, jakim jest on człowiekiem? Trudno go rozgryźć, i choć dwadzieścia lat jestem już jego synem, to nie wiem, co tak naprawdę siedzi w jego wnętrzu. Pewnym dla mnie natomiast jest to, że idealnie pasuje na żołnierza. Zawsze ulega masowej propagandzie i obecnemu w danej chwili trendowi. Mój ojciec to egzemplarz dokładnie informujący się, za co dzisiaj należy potępiać, a czym brzydzić się tylko.
W Gryficach, po obiedzie przyrządzonym przez jego nową kobietę, po przejażdżce jego nowym wozem przyszła pora na zasadniczą rozmowę, która była prawdziwym celem mojej wizyty. Powiedziałem mu o liście, i o tym, jakie możliwości daje wchodząca w życie ustawa o powołaniu służby zastępczej..
Oczywiście, mój ojciec nie chciał słyszeć o moim zamiarze uchyleniu się od wojska. Ubierał w inne słowa – słowa mówione mi dawnymi czasy w kuchni, kiedy niemalże wszystkie meble były większe ode mnie, i już z racji tych swoich gabarytów powodowały respekt, do tego dorzućmy moich rodziców, od kiedy pamiętam zawsze większych od mebli. - Wtedy musiałem jeść znienawidzoną kaszkę, żeby za kilkanaście lat mieć siły trzymać karabin. Dzisiaj nie muszę jeść kaszki, ale jeśli dobrze rozumiem, muszę iść do wojska, żeby kaszka nie poszła na marne. - Poza tym, tylko służba w wojsku potrafi młodzieńców przeistoczyć w prawdziwych mężczyzn, którzy będą w stanie sprostać trudom życia.
Ojciec w końcu zrobił poważną minę i poprosił abym nie robił mu wstydu, po czym kazał mi uruchomić wyobraźnię i przy jej pomocy w swoim pustym łbie, wytworzyć sobie obrazek, na którym to, jego koledzy z oficerskiego grona z powodu mego tchórzostwa będą go wyśmiewać. Właśnie, podsumowaniem całego jego wykładu było to, że daję tym facetom pretekst by przestał liczyć się w ich oczach.
Kiedy pomimo tego ponownie poprosiłem go, by użył swych znajomości, i załatwił pozytywne rozpatrzenie mojego wniosku o przydzielenie do służby zastępczej – wówczas już popatrzył na mnie jak na zbrodniarza, a na jego twarzy pojawiła się odraza. Ponowienie i to w sposób błagalny prośby, było dla niego już grubą przesadą, i najwyraźniej czymś niegodnym mężczyzny. Będąc tym wytrącony z równowagi, w jego ruchach było coś takiego jakby przygotowywał ostateczny gest przepędzenia mnie ze swego domu.
Od razu po powrocie z wizyty od tatusia, próbowałem rozmawiać o tym samym z mamą. Niestety, jej rozumowanie było podobne do ojcowskiego, podobne do tego, z jakim spotkałbym się w większości domów, gdybym był tam dwudziestoletnim synem. Dopiero kiedy wybiegłem z mieszkania, by wrócić z pączkami, kiedy na stole zapaliłem świeczkę, i włączyłem muzykę jej ulubionego Jeana Michel Jarre’a - powoli udawało się cokolwiek jej uzmysławiać. – Między innymi przypomniałem jej o wynikających z mojego charakteru nieprzyjemnych historiach, a było ich kilka, jak również gadałem o ideologii surrealistów, o moich najbliższych życiowych planach itd. itd - gadałem tak przez godzinę, aż wreszcie zmęczony zapytałem wprost - czy woli mnie żywym, czy martwym? Rosnąca cisza w wyrazie jej twarzy pozwalała przypuszczać, że daje za wygraną. Jej oczy zachodziły wilgocią, aż w całkowicie już mokrych oczach ujrzałem nie tylko zrozumienie, lecz przede wszystkim matczyną miłość. Chyba w końcu wyobraziła sobie... - bo bardzo nalegałem by wyobraziła sobie, jak zamiast listu ode mnie z załączonym zaproszeniem na przysięgę, dostaje telegram od dowódcy jednostki, w którym prosi się ją o niezwłoczne odebranie zafoliowanych zwłok syna. W końcu powiedziała upragnione: Rób Co Chcesz.

Opublikowano

Wyśmienite.....

ale kilka drobnych uwag....

momentami, na chwilę siada styl.

1) nauczycielka od plastyki...- kompletnie nie pasuje do reszty, a jeśli to istotna myśl, to napisz to tak, żeby pasowało do murarzy każących mu śpiewać. Niewiem np, głupia pinda z akwarelami albo coś takiego ,

2) od tatusia (wczesniej jest Ojcem) wiem, ze to ironiczne ale nie wyszło,

, wróciłem z pączkami (ZGROZA!), puscilem jej ulubionego Jean Micheala Jarra , to nie pasuje do reszty....


KOncowa moja myśl.

Sir Charles powiedział kiedyś coś takiego: Mój ojciec nauczył mnie Literatury, kazał mi cierpieć bez powodu...

Bez cierpienia, potrzeby uczuć, która w nas wszystkich siedzi nei napisalibyśmy nic kolego !

p.s . Zawodowy żołnierz z Gryfic? mam nadzieję, że to fikcja literacka, bo jesli nie , mógłby być przypadkiem moim trepem z syfu....Mrzeżyno 2003/2004 heheheh

Pozdrawiam serdecznie...bardzo mi się podobało...

Opublikowano

Nie pasuje ci Piotrze nauczycielka od plastyki, skoro tak - zmienię ją na zgrabną babeczkę od plastyki (może być?), którą spotkam np w 12 części dziennika na jakichś baletach i z którą... :))

W rzeczywistości mój ojciec był dla mnie zawsze tatusiem, nigdy inaczej nie wolno mi było na niego mówić, tylko w trzeciej osobie: czy tatuś może..., czy tatuś pozwoli... itp. - straszne nieprawdaż, pewnie później o tym również napiszę. Co do twego postulatu w tej sprawie jeszcze pomyślę.

Co do pączków i włączenia mamie jej ulubionej muzyki, to nie rozumiem - co tu jest nie tak? Tym bardziej, że było dokładnie tak, jak to opisałem.

Kiedyś ojciec wspominał o jakimś draniu Rutkowskim, i chyba było to po wizycie w jednostce w Mrzeżynie. Patrz Piotrze jaki ten świat mały :))
Również pozdrawiam

Opublikowano

co jest nie tak z pączkami? hahahahah

No jest słodkie, i cholernie kiczowate, pączki? to jedzą amerykańscy policjanci w kazdym amerykanskim filmie , a w połączeniu z Jarem i spotkaniu z Mamą jest przepierdolone no
( to wogle ma wydzwięk randki)

taki klasyczny przykład spotkania z Ojcem Matką, zbuntowanego, ciekawego bohatera to spotkanie krótkie w pośpiechu, gdzieś na miescie, ... jak mam ci to wytłumaczyć?, nie czujesz tego? prezeczytaj na głos...nie wiem, zrób coś z tym, w koncu jestes pisarzem, piszesz dziennik...

piszesz o kolesiu, który pracuje na budowie a ma artystyczne zdolności, ciekawa postać, ciekawy styl, i nagle moja nauczycielka od plastyki, pączki, tatuś i randka z mamusia przy muzyce z Jarem...no tak nie może być...

argument, że dokładnie tak było w życiu mnie nie przekonuje i wmawiam sobie że tego nie przeczytałem. życie bowiem jest inspiracją każdego pisarza, ale trzeba je afirmować (przekładać na język literatury )
nie można pisać dokładnie tak jak jest, chyba że twoje życie jest dokładnie tak ciekawe, żeby pisać słowo w słowo...ale w to nie wierzę wybacz. Wychodzą potem pączki i randki z mamusią.

Mam nadzieję, że wyraziłem się jasno?

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Postęp

       

      Zaryzykowałbym zdanie, iż wiara w postęp nauki i techniki narodziła się w „epoce renesansu” (choć rozmaite wynalazki ułatwiające życie pojawiały się już w epoce Archimedesa i wcześniej). Wielkie „tuzy”, które ukazały się na firmamencie epoki usiłowały unieść człowieka w powietrze i „przypinały” mu skrzydła. Konstruowały doskonalsze machiny wojenne takie, które zwiększały siłę rażenia i unicestwiania przeciwnika, zabijania drugiego człowieka. W architekturze dokonano przełomowego odkrycia i skonstruowano łukowate sklepienie świątyni (kopułę) we Florencji. Udoskonalano broń palną. Jednocześnie wraz z postępem techniki pojawił się regres dobrych obyczajów ludzi. Wyzwalano się z zbawiennych oków średniowiecznej dyscypliny etyczno-moralnej na rzecz powrotu do pogańskiej swobody obyczajów, co poskutkowało niemal natychmiast wzrostem zachorowań na choroby weneryczne. Następowało „zwyrodnienie” relacji międzyludzkich. Wielkie odkrycia geograficzne jakie miały miejsce w tej epoce, znacznie poszerzyły wiedzę o globie ziemskim i ilości kontynentów. Wraz z odkryciami nowych lądów odnowiły się także takie cechy osobowości ludzkich jak niezmierna chciwość i pazerność na kruszec złota. Kolonizowano nowo odkryte tereny i podporządkowywano sobie miejscową ludność siłą, brutalną przewagą militarną. Gwałcono łatwowiernych tubylców roznosząc jednocześnie nieznane tam wcześniej choroby takie, jak odra czy syfilis. Rola Kościoła została zmarginalizowana i wyparta przez bezpardonowy imperializm świeckiej władzy.

       

      Kolejną epoką, w której dominowała wiara w „ludzki geniusz”, w postęp nauki i techniki było „oświecenie”. Wiara w to, że człowiek samodzielnie, bez Boga i mimo Boga może, a nawet powinien kreować nową rzeczywistość. Zagrabiono i zlikwidowano dobra kościelne w wielu krajach uzyskując ogromny kapitał, który spożytkowano na „nowy” system kształcenia. Powstawały szkoły świeckie, w których kształcono przyszłe „elity” choć metody kształcenia w takich szkołach były, eufemistycznie rzecz ujmując, bardzo surowe. Za złe zachowanie, za nieuctwo karano chłostą. Uczono przeważnie lichwy. Choć nie tylko i wyłącznie. Ubodzy ludzie, którymi do tej pory opiekowało się duchowieństwo w rozmaitych przytułkach i sierocińcach zostali pozbawieni jakiegokolwiek wsparcia. Narastała przestępczość, wzrastał tzw. „margines społeczny”. Sytuację zaostrzał panujący powszechnie głód. Kary za przestępstwa (np. za kradzież chleba) były niewspółmiernie wysokie: ciężkie galery. To rodziło bunt i aprobatę haseł rewolucyjnych. Całą winę za zaistniałą sytuację społeczno-polityczną obarczono króla, arystokrację i duchowieństwo. Wymyślono i skonstruowano gilotynę przez którą „przewinęło” się wiele tysięcy ludzi. „Zgilotynowano” pół Francji. Najbardziej wymownym przykładem były wydarzenia w miejscowości Wandea we Francji. Odkryto siłę powszechnego ciążenia. Wzniesiono się po raz pierwszy w balonie na ogrzane powietrze, w powietrze.

       

      „Wiek pary” umożliwił ludziom szybsze i łatwiejsze przemieszczanie się na znaczne odległości w czasie i przestrzeni. Powstały maszyny, które ułatwiły wiele ciężkich prac wymagających do tej pory siły rąk ludzkich. Wymyślono nawet „filozofię pozytywizmu”, w której wychwalano pod niebiosa wiarę w postęp naukowo-techniczny oparty tylko i wyłącznie o doświadczenie. Zaczęto wierzyć w to, że postęp nauki, sam w sobie, przyczyni się do rozwiązania wszelkich problemów trapiących ludzkość. Wiara w Boga została uznana za relikt minionego czasu. Tymczasem „wojny napoleońskie” znów przyniosły opłakane żniwo w postaci śmierci setek tysięcy istnień ludzkich. Czy można tu mówić o postępie? Czy może raczej o regresie człowieczeństwa? Inny myśliciel naukowy (w tym czasie), postępowy zasugerował światu nauki i społeczeństwu, iż człowieka nie stworzył żaden Bóg lecz człowiek po prostu wyewoluował z małpy. Nie byłoby w tym nic niepokojącego (ot jeszcze jedna, nieszkodliwa teoria naukowa) gdyby nie fakt przeniesienia poglądów tego pana do etyki społecznej, a w końcu do moralności poszczególnych osób („darwinizm społeczny”). Doprowadziło to do zwyrodnienia relacji interpersonalnych. Mówiąc kolokwialnie „do zezwierzęcenia” znacznej części społeczeństwa, zaniku empatii. Pokrewny naukowiec do wyżej wymienionego dołożył swoje „trzy grosze” i powstała nauka zwana „eugeniką” co zaowocowało, w późniejszym okresie „rozwoju” ludzkości, katastrofalną w skutkach teorią „naukową” zwaną „higieną ras”. Rewolucja bolszewicka w Rosji na początku XX wieku, oparta o idee „wielkich myślicieli” i „dobroczyńców ludzkości”, gloryfikująca świecki humanizm, miała obalić istniejący, rzekomo skostniały ustrój społeczny przemocą, brutalną siłą. Na czele tej „rewolty” stanęły niedouczone męty społeczne, zbrodniarze rozmaitej konduity, przestępcy pozbawieni jakichkolwiek skrupułów moralnych. W tym to czasie, postęp techniczny „wynalazł” ciężki karabin maszynowy, który zastosowany na polach walki siał spustoszenie pomiędzy walczącymi: zarówno atakującymi, jak i broniącymi dotychczasowego ustroju społecznego (czyli caratu). Podobnie jak to działo się podczas „wielkiej rewolucji francuskiej” z tą różnicą, iż dokonywano rzezi już nie setek tysięcy obywateli ale ponad setkę milionów. Wprowadzono w Rosji terror jakiego przedtem ta ziemia nie znała. Wszystko pod „patronatem” akademii nauk i w imię nauki, i postępu. Wysłano do „łagrów” zarówno osoby duchowne, jak i wykształcone według tradycyjnych wartości takich jak filozofia grecka, hellenizm i cerkiew prawosławna (cywilizacja bizantyńska). Oponentów likwidowano lub w najlepszym razie zmuszano do emigracji. Na czele państwa stanęli psychopaci tłumiący jakiekolwiek ludzkie odruchy w skali społecznej. Wprowadzono ustrój „bez ludzkiej twarzy”.

       

      Pierwsza wojna światowa wraz z postępem naukowo-technicznym kosztowała istnienie wielu milionów ludzi. Usadawiano się w okopach („atak pozycyjny”) i strzelano do siebie „jak do kaczek” z „udoskonalonych” armat ogromnego kalibru, ciężkich karabinów maszynowych, pojawiły się czołgi. Jakby tego było mało wprowadzono do walki chemiczne środki bojowe. Trup słał się gęsto. Po wojnie było bardzo wielu okaleczonych mężczyzn, wymagających stałej opieki medycznej.

       

      Oczywiście byłbym tendencyjny, mało prawdopodobny i niesprawiedliwy, gdybym nie wspomniał tu o pozytywach „postępu” takich, jak wynalazek fotografii, ruchomego filmu, prądu elektrycznego, fal radiowych, penicyliny, samolotów, etc. itp. Te „dobre” wynalazki przysłużyły się „dobrej” stronie tzw. „postępu”. Dały ludziom ogromne możliwości rozwoju indywidualnego i społecznego w wielu dziedzinach nauki. Posunęły ludzkość niewątpliwie „do przodu”. Ludzie zauroczeni nowymi możliwościami zachłysnęli się się „postępem” i zaniechali tego co stanowi i stanowiło podstawy prawdziwego postępu w etyce i moralności, w sferze ducha, duszy, osobowości.

       

      Nadszedł czas przemysłowego ludobójstwa. Ludzi umieszczano w obozach zagłady i robiono z ich tłuszczu kostki mydła. Czas drugiej wojny światowej stanowił, historycznie rzecz ujmując, najmroczniejszy okres w dziejach świata. Eugenika posłużyła za podstawę teorii o wyższości rasowej określonych grup ludzi, o ściśle określonych cechach takich jak kolor oczu, włosów, kształtu czaszki itp. Doświadczenia [pseudo] medyczne na żywych, zdrowych i chorych ludziach miały posłużyć tak zwanemu „postępowi” wyższych rasowo „nadludzi”, znalezieniu „polepszaczy” bytu ludzkiego. Co zaś przyniosły? Ogrom cierpienia, bólu i śmierci. Wynalazcy, w imię obłąkańczej ideologii, wymyślili pocisk o napędzie odrzutowym, który miał zapewnić szybkie zwycięstwo siłom „wielkiej rzeszy niemieckiej”. Paradoksalnie, to odkrycie, znacznie udoskonalone, przyczyniło się do powstania w niedalekiej przyszłości pierwszej rakiety kosmicznej. Zarysowuje się więc dwoisty charakter tak zwanego postępu naukowo-technicznego. Z jednej strony ludzie żyją szybciej, podróżują dalej, a egzystencja ludzka staje się łatwiejsza. Jednak z drugiej, tej mroczniejszej strony, staje się straszniejsza, „nieludzka”. „Ludzie ludziom zgotowali ten los” - powiedziała dwudziestowieczna myślicielka. I co położyło kres temu dwudziestowiecznemu szaleństwu, jakim była druga wojna światowa? Oczywiście nowy, „postępowy” wynalazek jakim okazała się bomba atomowa, zrzucona na dwa wielkie miasta. Zmusiła siły zideologizowanych bojowników o lepsze jutro do bezwarunkowej kapitulacji. Zaczął się w powojennej rzeczywistości nowy wyścig. Wyścig zbrojeń. Każdy kraj, każde państwo chciało i chce posiadać taką broń masowego rażenia [ABC].

       

      W połowie XX wieku „narodzili” się nowi myśliciele związani z tzw. „szkołą frankfurcką”. W czym upatrzyli sobie postęp ludzkości? M. in. w odrzuceniu cywilizacji łacińskiej i kultury zachodu powiązanej z chrześcijaństwem. Uważali oni, iż współczesnego człowieka trzeba „wyzwolić” z ograniczeń, jakie nakłada na niego ta cywilizacja i kultura. Temu celowi miała posłużyć „rewolucja seksualna”. Dotknęła ona takie dziedziny kultury, jak: modę, film, teatr, muzykę młodzieżową, literaturę, prasę itp. itd. Środkiem prowadzącym do tego celu miał być niczym nieograniczony seks. Ponieważ „bliższa jest koszula ciału”, mówiąc kolokwialnie, ta myśl została bardzo łatwo przyswojona przez młodzież i jej „underground”. Naczelnym hasłem młodzieży „hipisowskiej” stało się powiedzenie „make love, not war”. Z podziemnego nurtu „wolnego rynku” dorzucono do tego ideologicznego kłamstwa narkotyki (LSD). Czym to poskutkowało? Uzależnieniem się ludzi od seksu, pornografii i narkotyków. Ile zgonów miało miejsce pomiędzy „idolami” stworzonymi przez tę ideologię, z powodu przedawkowania narkotyków...? Nie da się ich policzyć na palcach rąk i nóg. Tak wyglądał i wygląda ów „postęp” w odniesieniu do moralności ludzkiej, który sobie założyła „postępowa” część społeczeństwa. Przez cały XX wiek ludzkość borykała się z tą teorią „postępu”.

       

      Jakby tego było mało z w/w pnia myśli człowieczej zrodziła się „nowa” ideologia XXI wieku, popularnie zwana „gender”. Ideologia negująca nie tylko prawa przyrody, logiki, „prawo naturalne” ale także „zdrowy rozsądek”. Każdy normalny człowiek wie, że mamy tylko dwie płcie u ludzi: męską i żeńską. W w/w ideologii („gender”) okazuje się, że mamy setki płci, płci do wyboru, gdyż klasyczny podział płci to ograniczenie narzucone nam przez ową „nieszczęsną” cywilizację i kulturę.

       

      Cóż z tego, że nauka rozwiązała zagadkę kodu genetycznego człowieka (DNA). Że możemy tworzyć genetycznie zmodyfikowaną żywność (GMO), odporną na rozmaite choroby. Dziś nikt nie chce kupować i spożywać takiej żywności, ponieważ nieznane są konsekwencje żywienia się taką żywnością dla organizmu ludzkiego. Znakomitym wynalazkiem okazał się komputer osobisty (laptop, ajfon, smartfon). Tak, jak kiedyś w dziejach postępu znakomitym wynalazkiem okazał się klucz i zamek w drzwiach, tak może on posłużyć zarówno dobrym celom, jak i złym. Tak samo, jak kiedyś ten kto posiadał „wytrych” pośród złodziei, łatwo mógł usunąć przyczynę blokującą go i oddzielającą od skarbu, i otworzyć wszystkie drzwi. Tak samo dziś ten, który przygotował w komputerze fałszywą stronę internetową może wyłudzić fortunę na znaczną skalę. Kto zliczy tych, którzy dali się na to „nabrać” (zaufali oferentowi powodowani domniemaną uczciwością oferenta) i stracili fundusze, zgromadzone oszczędności? Gdzie jest ten właściwy postęp etyczno - moralny dzięki któremu ludzie ludziom mogliby bardziej zaufać? Czy systemy monitoringu wizyjnego rozwiązują problem? Nie! Przestępstwa są coraz bardziej wyrafinowane, a bandyci (hakerzy) coraz lepiej „wyedukowani”. Szkoda tylko, że nie jest to edukacja moralna we właściwym tego słowa znaczeniu. Szkoda tylko, że nie jest to nauka empatii.

       

      Na horyzoncie „postępu naukowo – technicznego” pojawiła się tzw. „sztuczna inteligencja”. Jakie perspektywy zarysowały się dla rozwoju nauki i postępu! Wielu cmoka z zachwytu. A we mnie powstaje niepokój: czy „sztuczna inteligencja” ma serce? To serce, które ma swoje racje, jakich rozum nie zna. Quo vadis homo viator?

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...