Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

sceptycyzm we współczesnej poezji


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Myślałam, że przynajmniej w serwisie POETYCKIM ludzie zachowują jakiś poziom kultury. Widać głupia jestem.

to nie chodzi o poziom kultury,
z jednej strony rozumiem twoją prośbę, szukasz pomocy tutaj i jest to zrozumiałe, a z drugiej strony można powiedzieć że idziesz na łatwiznę, bo przecież są takie instytucje jak biblioteki, jest internet, są uczelnie, na których nie jeden dr bądź prof z chęcią by z tobą porozmawiał na takie tematy

ja poczęści rozumiem Yasia bo co jakiś czas pojawiają się osoby które w ten sam sposób podchodzą do tematu, proszę pomóżcie mi bo mam egz, bądź zaliczenie
i wtedy nasuwa sie pytanie- co się robiło jak jeszcze był na to czas??

pozdrawiam

p.s nie pomogę bo niestety nie zaczytuję się w wierszach Szymborskiej
Opublikowano

A ja rozumiem Yasia, i choć Szymborska nie jest mi obca, to nie poczuwam się do roli instytucji charytatywnej - posiedź sobie na tym portalu pół roku i zobacz, ile jest takich próśb o pomoc. A my jesteśmy serwisem poetyckim, a nie internetowym rozwiązywaczem zadań egzaminacyjnych.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Piękne powitanie nowicjusza. Nie ma co.

nie ma co mówić o nowicjuszu - raszej o kolejnej nietrzeźwej osobie, która uwielbia chodzić na skruty. "moim zadaniem jest" no to jak w końcu? zresztą, ja się tylko zapytałem, gdyby mi odpowiedziała że nie potrafi, to inna sprawa;)
Opublikowano

Podstawowym błędem autorki tematu było myślenie, że na portalu poetyckim odnajdzie ona ludzi skłonnych do rozmowy (dyskusji) na temat poezji. Tutaj nie dyskutuje się o poezji wcale:)
W ogóle ten portal poza nazwą niewiele z poezją ma wspólnego.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...