Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Z ogromnym zaciekawieneim przeczytałam komentarze dotyczące twego wiersza. Dawno się tak nie śmiałam. Wspaniała dyskusja nad wspaniałym wierszem. Czekam na kolejne . Mogą być z jaśminem, różą, a nawet z pokrzywą!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam bardzo gorąco i mam nadzieję, że będę miała dobry humor przez cały dzień. Wczoraj miałam urodziny, a to trochę przgniata. :( :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A bez stał jak słup soli
Z wrażenia cały oniemiał
A potem zalała Alę
Gama zapachów bzu - pełna

Jął zaraz Alę przytulać
I objął ją już bez mała
Ale nic z tego nie wyszło
Jedna gałąź - zesztywniała

Przytulał na wszystkie strony
Kręcił się, naginał wszystko
A gałąź sterczy i sterczy
Zmartwiony bez - biedaczysko

Tu Ala jemu pomogła
Napięła swe mięśnie brzucha
Trach i gałąź z trzaskiem pękła
Bo była to gałąź - sucha
:)

Przepraszam Alu - suche gałęzie zawsze przeszkadzają

Pozdrawiam Jacek
Opublikowano

Ewuś, bardzo się cieszę, że poprawiłam Ci humorek. Pozostań w nim jak najdłużej :)

Jacuś,

No aleś wykombinował
mam uśmiech od ucha do ucha
cóż dla mnie taka gałazka
spojrzę i nie jest już sucha :P

Asieńko, dziękuje i pozdrawiam!

Opublikowano

jeszcze mi tu wiersze
za zbereźnie potną
więcej nic powiem
będę mysz pod miotłą

Pozdrawiam wszystkich, zostałabym dłużej ale wstaję o piątej rano
Nie wiem kto to wymyślił wstawanie o takiej porze, ale pewnikiem nie miał całkiem dobrze w głowie, dobrej nocki życzę :)

  • 4 lata później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...