Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

(Według W. Majakowskiego "Partia")

Słowa nasze są trawą i mową
Toną w powodzi reklam
Jak nie czyniąca wiosny jaskółka
Chcę, by zajaśniało na nowo
Najdonioślejsze ze słów:
Spółka!

Spółka akcyjna, czy osobowa,
Spółka cywilna, znana od dawna,
Spółka akcyjno komandytowa
I spółka cicha lub spółka jawna.

Spółka to nowa forma rozliczeń
Spółka jest klubem ludzi biznesu,
Spółka nadzieją kasy robotniczej!
Spółka jest kluczem do sukcesu.

Spółka to przyszłość znakomita
Kierunek słuszny, cel prosty, jasny
Spółce dziś na nic Marksa „Kapitał”
Spółka posiada kapitał własny!

Spółka to jedno co mnie nie zdradzi,
Bo sukces spółki moim sukcesem
Dzisiaj zasiadam w nadzorczej radzie,
A jutro może będę prezesem!

Spółka to zawsze wynik dodatni,
Który zatwierdzi walne zebranie
Spółka partnerska – związek nasz bratni!
Organy spółki i spółkowanie!

Spółka i dochód, dochód i kasa,
Jak te słowa do siebie pasują wspaniale:
Mówimy dochód - a w domyśle „kasa”
Mówimy: kasa - a w domyśle szmalec!

Opublikowano

Od kiedy to ustala się "z urzędu" tematykę wierszy.
Podobno temat "finansowy" nie jest Ci obcy.
Ostatnio czepialeś się, ze nie sprecyzowalem jaką spółkę zakładam.
Według mnie zamiast pisać bzdurne komentarze powinieneś zacząć się leczyć.

Opublikowano

Szkoda ze panie Fredzie nie umie pan sie pochamowac i trzymac jezyka za zebami..Bardzo podobaly mi sie pana satyry..Jesli to mozliwe prosze o jakis kontakt.Adres maila w moim profilu..

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...