Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Brzozo, ty swe konary ku ziemi nisko naginasz,
Twe liście ku ziemi swoje głowy kierują.
Tyś smukłe swe ciało w wietrze żałobnie uginasz,.
Twoja strzelista korona ziemi się kłania.

W majestacie wyrosłaś w glebie życia, żyznej,
Z nasienia marnego ku niebu ruszyłaś.
W blasku słońca swe korzenie głęboko wpuściłaś,
Silne twe nogi z ziemi moc swą wchłaniają.

Twój pień bielą chmur powolnie sunących przyprószony,
Z powtykanym łagodnie prześwitem nocy .
Wysmukły, wysoki jak lanca dzielnego ułana,
Ku niebu pnący niczym hurmy zew wolności.

Płaczko ma ty brzozo, moja ty historii ostojo,
Liśćmi zwiewnymi ziemię czerwoną głaszcząca.
Szumiącą koroną pieśń prawdziwą odśpiewująca,
Biała brzozo, tej ziemi spokojnej zasłono.

Cień twa korona, na ziemię ukrzyżowaną rzuca,
Na ziemię krzyżem świętym przez słońce pokrytą.
Na braci twych nad wojami wolnymi stojącymi,
W ziemi ich wolnej, w cieniu brzozy śpiących.

Ich krew za tę ziemię niegdyś zniewoloną smakujesz,
Ich dar dla tej ziemi, twą zieleń ożywiła.
Twoi bracia brzozy w krzyże wieczne tu złożeni,
Nad ich grobami spokojnymi straż piastują.

Brzozo, brzozo płaczko, ma tych dziejów smutnych ostojo,
Śpiewaj braciom którzy straż cichą utrzymują.
Przyjmuj pod liście ludzi spokojnych, wolno idących,
Mów o historii tej ziemi, twej matki wolnej.

Tyś mą pamięci powierniczką, jej wierną strażniczką,
Stój ponad braćmi na straży tej oto ziemi.
Ziemi ludzi wolnych, kwitnącej zielenią nadziej,
Stój i pielęgnuj, stój i wspominaj, stój wolna.

Opublikowano

przepraszam, że tak z grubej... ale ta brzoza bardziej płacząca niż biała... i jak lekko zwykle się trzyma, tak u pana melodramatycznie i konająco... przywaliła mnie ta brzoza, jest ciężka i pełna bólu, a przecież tak lekkie są i wietrzne i... kocham brzozy, ale nie takie jak ta. ta bardziej dąb przypomina...
;)
pozdrawiam serdecznie
evka

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...