Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ceglany ratusz musiał być jednym z większych zabytków tego regionu. Jego wykonane z kamienia dolne partie, świadczyły o średniowiecznym pochodzeniu. Conor dopiero po chwili dostrzegł tabliczkę wmurowaną w ścianę jednego z narożnych wykuszy: "1487", a zaraz obok dojrzał coś, co wywarło na nim nie mniejsze wrażenie. Zakaz palenia i napis "Obowiązuje na całym terenie rynku", bynajmniej nie wprawiały go w dobry humor. Już wiedział, że nie będzie tu częstym gościem.
- Pan Conor Threy? - usłyszał za sobą kobiecy głos. Należał do młodej, niezbyt wysokiej dziewczyny.
- Jestem Vasey Aerwing - uśmiechnęła się, nie czekając na odpowiedź.
- Miło mi Conor spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Pracuję w lokalnej gazecie. Pamięta pan o naszym wywiadzie? Mam nadzieję, że się pan nie rozmyślił? - dziewczyna nie przestawała się uśmiechać.
- Jakim wywiadzie?
- Jak... - zaczęła się jąkać - Rozmawiałam z pana menedżerem... myślałam...
- Zabiję gnoja... - Conor zaśmiał się lekko i pokręcił głową. - Nic mi nie powiedział. Ale gdzie ten wywiad? Kiedy? I dla kogo? Ktoś chce o mnie w ogóle czytać?
- Ja się dostosuję.
- Może wpadłaby pani do mnie... za dwa dni? Mieszkam na Acacia Avenue 22.
- Jak panu pasuje.
- Ja naprawdę lubię moje imię...
- Ja też - uśmiechnęła się promieniście i wyciągnęła dłoń w jego kierunku.
Vasey nie miała może urody fairies, z pewnością jednak nie można było powiedzieć, że jest brzydka. Długie, czarne i lekko kręcone włosy opadały jej na plecy i - podobnie jak orzechowe oczy - mocno kontrastowały z jasną cerą. Mieszkała dwa domy dalej, niż Conor - przy Acacia Avenue 20. Jak na tak drobną osobę, chodziła bardzo szybko, Threy ledwie mógł dotrzymać jej kroku.
- Przyjechałeś tu z Dublina, prawda Conor?
- Prawda.
- Co cię ściągnęło do Olheim? - Vasey odrzuciła z czoła kosmyk włosów. - To piękne miasto, tylko trochę... nudne.
- Spokój. Święty spokój. Wiesz, Grafton Street miało swój urok, jak zresztą i cały Dublin, ale tu mogę usiąść sobie rano z fajką na balkonie, wziąć gitarę, napisać jakiś tekst, czy kawałek...
- Zaczekaj chwilkę - dziewczyna kucnęła i podniosła coś z ziemi. - Shamrock. Czterolistna koniczyna.

Koło dziewiątej zaczęło się ściemniać, na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Conor wyjął z walizki słoik kawy i kilka kanapek, jakie pozostały mu z podróży. W kuchni stała piękna, lśniąca nowością lodówka, jej problem jednak polegał na tym, że była pusta. Przeszukał szafki, po czym z jednej z nich wygrzebał kubek i metalowy garnek. Nastawił wodę, włączył radio i trafił akurat na koniec prognozy pogody. Zdążył jeszcze usłyszeć, że na południowym wschodzie wciąż trwać mają rekordowe upały. Pogoda była co najmniej nietypowa.
Na balkonie było ciepło, mimo późnej pory. Pokrywające podłogę jasne kafelki wciąż były nagrzane. Jednocześnie chwilami zrywał się - stanowiąc dość przyjemną odmianę - lekki, ale przy tym chłodny wietrzyk. Dom przy Acacia Avenue 22 był najbardziej wysuniętą na wschód budowlą Olheim, dalej był już tylko las, który teraz, w nocy zdawał się być czarnym jak smoła, gęstym i nieprzyjaznym miejscem. Drzewa ciągnęły się po horyzont, brakowało tu tylko tabliczki "Sherwood" i Robina z łukiem, przyczajonego gdzieś między gałęziami. Conor łyknął kawy. Ciekawe, ile zajęłoby przejście tego lasu? O ile oczywiście możliwym było, by w nim nie zabłądzić. Okoliczni mieszkańcy powinni coś wiedzieć. Vasey na przykład. Właśnie, Vasey.
Zapalił papierosa. Miał wrażenie, że gdzieś w oddali zagrzmiało, najwidoczniej pogoda zaczynała się psuć, co nie było zresztą niczym dziwnym. Nagle jego uszu dobiegł dziwny odgłos. Nasłuchiwał przez chwilę, dźwięk powtarzał się coraz częściej. Gdyby tylko działo się to o trochę innej porze, Conor mógłby przysiąc, że ktoś ścina drzewo. Wzruszył ramionami i zaciągnął się.

2
W nocy rozszalała się burza. Conor dwukrotnie wstawał, by zamknąć trzaskające okiennice, najpierw na górze, potem na dole. W końcu zszedł na dół i zaparzył sobie kawy, i tak nie mógł już zasnąć. Zerknął na zegarek - była trzecia w nocy. Wyjrzał przez okno, akurat gdy dość gruby konar, odłamany od jednego z drzew, z hukiem upadł na ulicę. Gdzieś niedaleko uderzył piorun. Conor szybko zgasił światło, nie chciał ryzykować, zwłaszcza że jego dom był drewniany. Usiadł w fotelu. I słuchał. Deszcz zacinał w szyby, mieszając się z trzaskiem łamanych gałęzi, rykiem grzmotów i świstem wiatru. To wszystko tworzyło jakąś dziwną, trudną do opisania muzykę, wszystko zdawało się przemyślane, z góry zaplanowane i idealnie osadzone w czasie.
Obudził go dzwonek komórki. Niechętnie podniósł się z fotela i wszedł na górę. Mike Grabel, menedżer. Czego on, cholera, chce?
- Tak? - mruknął Conor i przetarł oczy.
- Cześć Threy. Słuchaj, mam dwa pytanka.
- Wal - Conor zatkał usta dłonią, tłumiąc ziewnięcie.
- Masz już gotowy materiał? Za dwa miesiące - najdalej - chcę mieć nową płytę The Wizard.
- Spokojnie. Załatw lepiej jakieś dobre studio. Gdzieś tak za miesiąc najwcześniej. Zadzwoń do Pata, niech się ze mną skontaktuje, bo ja jakoś nie mogę go złapać. I - uprzedzając twoje następne pytanie - trasa za trzy miechy. Najszybciej. Mam jeszcze do ciebie prośbę.
- Tak?
- Racz poinformować mnie czasem o wywiadach, dobra? - Conor nie starał się nawet ukryć sarkazmu. - Swoją drogą, jest ze mną aż tak źle, że muszą je drukować w lokalnych gazetkach? Może nie jestem Steve Vai, ale bez przesady. Ok?
- Ok...
- Chciałeś coś jeszcze?
- Nie.
- To na razie.
- Hej.
Mimo nocnej nawałnicy, znów świeciło słońce, pogoda najwyraźniej nie zamierzała tak łatwo ulec zmianie. Przynajmniej nie na dłuższy czas. Na ulicy wciąż leżały połamane gałęzie, kałuże szybko jednak parowały, wszystko wracały do normy, jeśli można było ten upał tak nazwać.
Sklep znalazł na drugim końcu Acacia Avenue, czerwony napis dumnie głosił: "Art. Spożywcze". Obok narysowana byłą uśmiechnięta pomarańcza, z pewnym trudem próbująca zogniskować wzrok, co najprawdopodobniej było wynikiem podobnych problemów jej twórcy. Obok radośnie, choć trochę koślawo szczerzył się ogórek, podobnie jak zezowata cytryna i upośledzona bagietka. Całe dzieło wyglądało na spłodzone w trzy minuty, choć ten akt twórczy mógł trwać nawet dwa - a w porywach i trzy - razy tyle. Szczyt kiczu i paskudztwa. W każdym razie szyld ów na pewno zwracał uwagę, a takie było chyba założenie.

Po południu nie było już najmniejszego śladu po nocnej nawałnicy, przynajmniej w mieście. W lesie wciąż jednak było wilgotno. Promienie słońca przebijały się przez korony drzew, tnąc powietrze świetlistymi pasami. Conor wyjął z kieszeni papierosy i zapalił. Przed nim rozciągała się zacieniona i przypominająca bagno alejka. Zaklął i zaczął brnąć przed siebie. Ptaki śpiewały ukryte gdzieś wśród liści, wszystko zdawało się być na swoim miejscu, na alejce nie było żadnych śladów, oprócz jego własnych. Przystanął i w zamyśleniu potarł brodę. Obok drogi dostrzegł ścięte pnie, nie miał pojęcia, jakim cudem wcześniej nie zwrócił na nie uwagi. Czyli to jednak musieli być drwale, cóż, dziwną wybrali sobie porę do pracy. Odwrócił się na pięcie, zatrzymał się jednak, wśród szumu liści wyraźnie słyszał drugi, inny szum To z pewnością nie były drzewa. Gdzieś tu musiała być woda. Po kilku minutach przedzierania się na przełaj, stanął na brzegu rzeki, spokojnie płynącej wśród odbijających się w niej drzew. Spojrzał w lewo i zamarł - w wodzie zanurzone stały resztki arkadowego akweduktu, kilka jego przęseł, pozostałości rzymskich czasów. Podszedł w stronę ruin. W jaki sposób ten relikt przetrwał do dzisiejszego dnia? Ceglana budowla odbijała się w leniwej rzece, tak samo zapewne, jak przed dziesięcioma wiekami. Ciekawe, ile mogła mieć lat? Conor miał nadzieję, że w Olheim jest jakaś dobra biblioteka, w przeciwnym razie szybko trzeba będzie zadbać o dostęp do Internetu. Oparł się o akwedukt, z wrażenia zapalił kolejną fajkę i kaszlnął paskudnie.
Cichy pisk przedarł się nagle przez szum wody.
- Co jest? - mruknął Conor i ruszył w kierunku, z którego dochodził odgłos.
Czuł, że serce bije mu szybciej, poczuł pot na dłoniach. Zaciągnął się głęboko i przyspieszył kroku, sucha gałązka trzasnęła pod jego stopą, dźwięk ten przez kilka sekund odbijał się echem między drzewami. Wyszedł na niewielką polankę. Do jednego z pni przywiązany był mały, wychudzony do granic przyzwoitości i ledwie trzymający się na łapach kundelek. Trzasł się ze strachu, Conor poczuł, jak narasta w nim furia, jak gotuje się krew.
- Co za skurwiel cię tak załatwił? - mruknął i podszedł do psa, ten zaś nieśmiało zamerdał ogonem.
Conor wyjął z kieszeni scyzoryk i przeciął sznur.
- W sumie mam dużą chałupę... chodź - gwizdnął na psa, który przez chwilę stał zdezorientowany, w końcu chwiejnym krokiem ruszył za nim.

Wieczorem niebo ponownie się zaciągnęło, chmury skutecznie zakryły Księżyc, wiał nieprzyjemny, zimny wiatr. Dom Vasey znajdował się tuż koło sklepu i był trochę mniejszy od domu Conora. Threy zapukał do drzwi, po chwili stanęła w nich młoda dziennikarka.
- Conor? - zdziwiła się na jego widok. - Coś się stało? Nie wiedziałam, że masz psa - wskazała na kundla łaszącego się do jej nóg. - Jak się wabi?
- Jimmy. Jak Hendrix - Threy uśmiechnął się nieznacznie. - Nie przeszkadzam?
- Nie, nie, - była bardzo słabą aktorką - wejdź proszę. Napijesz się czegoś?
- Nie, dzięki, ja tylko na chwilę. Kojarzysz skądś tego psa?
- Nie... Chyba nie. Chociaż... - Vasey zmarszczyła brwi. - Mój sąsiad miał podobnego.
- Podobnego, czy takiego? To ważne.
- Mówił, że uciekł mu dwa dni temu.
Conor zacisnął pięści.
- Chyba złożymy mu wizytę, co Jimmy? - Spojrzał na psa. - Dobra, Vasey, ty mieszkasz tu trochę dłużej, niż ja. Znasz historię Olheim?
- Bardzo pobieżnie... - dziewczyna syknęła z niezadowoleniem.
- A wiesz chociaż, co to za ruiny są w lesie? Co to za rzeka?
- O to chodzi... Za czasów Cesarstwa było tu dość pokaźne i chyba ważne miasto. Tyle wiem. Jeśli potrzebujesz więcej informacji, zajrzyj do biblioteki. Jest w rynku, całkiem nieźle zaopatrzona.
- Dzięki wielkie - Conor wstał z fotela. - No, to ja będę leciał, jeszcze raz dzięki. Aha, pod jakim numerem mieszka ten twój sąsiad?
- Dziesięć.
- Chodź Jimmy - gestem przywołał psa. - Wpadniemy do niego.
- Tylko bądź delikatny. Proszę.
- Oczywiście.

Sąsiad Vasey okazał się wygolonym na łyso abnegatem, z brodą sięgającą prawie do pasa i mrowiem kolczyków, pokrywających znaczną część twarzy. Artysta. Albo świr. Ewentualnie jedno i drugie. Z naciskiem na to drugie.
- Czego? - warknął.
Udawał, że nie widzi wściekle ujadającego Jimmy'ego.
- Ty skurwysynu - wycedził Conor i z całej siły uderzył go w twarz.

Opublikowano

no, są i poprawki. czy teraz jest lepiej? mam nadzieję=). doszedłem do wniosku, że najlepiej zrobię, jeśli umieszczę ten tekst jeszcze raz, zwłaszcza, że owe poprawki - chyba - trochę pozmieniały. drugi powód jest bardziej prozaiczny (pasuje na to forum=): przy każdej zmianie, czy to komentarza, czy tekstu, w miejsce polskich znaków, myślników, cydzysłowi (tak to się odmienia?), wskakują mi kwadraciki, tudzież inne ciekawe znaczki (ktoś orientuje się, o co chodzi?) i potem ręcznie trzeba wszystko zmieniać. a trochę tekstu tu jednak jest=)

Opublikowano

dobra, moje propozycje : Co powiesz na to?

- Pan Conor Threy? – usłyszał za sobą kobiecy głos. Należał do młodej, niezbyt wysokiej dziewczyny.
- Jestem Vasey Aerwing – uśmiechnęła się, nie czekając na odpowiedź.
- Miło mi – Conor spojrzał na nią (ze zdziwieniem.) zaskoczony
- Pracuję w lokalnej gazecie. ( Czy mógłby pan udzielić nam wywiadu? WPROST) - Mam nadzieję, że nie zmienił pan zdania? - uśmiechnęła się - może gdyby znali się wcześniej było by ciekawiej, on jej tylko nie pamieta, dzwoniła jakaś babka kiedyś do niego. jeśli nie proponuję: Czytelnicy pragną dowiedziedzieć się co nieco o wielkim Conorze Threy'u. Co pan na to?
- To ktoś chce jeszcze o mnie czytać? – (Zaśmiał się cicho. ) odwzajemnił uśmiech– Tylko… Teraz? Tutaj?
- (Może umówilibyśmy się jakoś? - Gdzie pan mieszka?) - no to jest tragedia. Nikt tak nie spyta, tylko najwiekszy głąb, mógłby wypowiedzieć takie zdanie. Proponuję:

- Pan decyduje. Ja się dostosuję.

- Acacia Avenue 22. Connor - podał rękę a dziewczyna odwzajemniła uścisk.

- (Dwadzieścia dwa?) - nie jest głucha, to najwazniejszy wywiad w jej życiu...nie może dać dupy. ( Zaraz koło mnie)… i dalej jest źle...Marcin on jest gitarzystą a nie Sześciedziecioletnim Lordem kurwa!

Muszę spadać, jak będe miał chwilę to wrócę do pozostałej części.

Narka

Opublikowano

no nie wiem już... może i masz rację, ale tak z drugiej strony... Conor nie jest jakimś super znanym gitarzystą, ot po prostu coś tam sobie gra, wydał parę płyt... no dobra, jest znany=). nie chcę tylko robić z niego mega gwiazdy, dlatego 'wielki Conor Threy' chyba odpada=). z telefonem też problem, on przecież jest nowy w Olheim. dziennikarka jakiejś gazety po prostu go rozpoznaje i chce przeprowadzić z nim wywiad. może jest trochę stremowana... nie wiem już sam. umówienie faktycznie chyba wyleci.
no fakt. C. jest gitarzystą. ja też co nieco rzempolę oprócz śpiewu, więc już nie nadążam trochę z tym jego mówieniem. teraz wpadł mi do głowy pomysł, ale nie wiem jeszcze czy - i jak - go wykorzystać. no cóż. dialogi będą chyba jeszcze raz. tylko nie wiem, czy umieszczać to jako wersja 3.0, czy tutaj i męczyć się potem z polskimi znakami i kwadratami. chyba się pomęczę, bo dojdziemy tym sposobem do ver 11243.05=). ehhh kurwa...=)

thx za zaangażowanie
pozdr

Opublikowano

jestem:

-- Ja naprawdę lubię moje imię...
- Ja też - uśmiechnęła się promieniście i wyciągnęła dłoń w jego kierunku.

i oto mi chodziło, krótkie, treściwe, inteligentne i zabawne.... Nie wprost. To jest dobry dialog.

Pracuję w lokalnej gazecie. Pamięta pan o naszym wywiadzie? Mam nadzieję, że się pan nie rozmyślił? - dziewczyna nie przestawała się uśmiechać.

a to już jest za długie...i kiepskie....za dużo pytań...wystarczyło: - Mam nadzieję, że się pan nie rozmyślił...

tak jak to:

nic mi nie powiedział. Ale gdzie ten wywiad? Kiedy? I dla kogo? Ktoś chce o mnie w ogóle czytać?


Widzę, czasem warto popracować a efekty przyjdą same...

Nie jestem pewien, ale chyba źle, że od razu wykładasz kawę na ławę i dziewczyna zaczyna opowiadać, ale to twój pomysł...zrobisz co zechcesz,

2 dialog...

wywal tylko mam dwa pytanka- to jest potoczne stwierdzenie, ale brzmi okropnie...


dalej jest ok... Connor nabiera już cech, cos sie zaczyna dziać, pisz, pisz...

p.s. A propos dialogów, wczoraj na jedynce oglądałem, nie pamiętam już który raz - Milczenie Owiec, film pod wieloma wzgledami jest ciekawy, ma swojeminusy ale dialogi ma swietne...

Pamiętam jeden , jak Hanibal rozmawia z Senatorką, od poczatku, konflikt, starcie racji, podteksty, i na koncu, wypowiada taką kwestię, kompletnie nie związaną z fabułą

-Pani Senator, jeszcze jedno.
-Słucham?
-Wyśmienity żakiet.

I oto w tym wszystkim chodzi. To jest potęga dobrych dialogów. Dwa słowa, które podkreślają, postać Hanibala, morderca, Kanibal, zwierze, ale inteligente, Z KLASĄ I WYCZUCIEM DOBREGO GUSTU. Dwa słowa , kończące kwestie.
Oszczędność , podtekst, i treściwość. - najwazniejsze.

Pozdrawiam...

Opublikowano

poprawiłem jeszcze co nieco, ale nie wiem, kiedy naniosę to w wersji na forum. jak pomyślę, że znów mam przez pół godziny zmieniać kwadraciki na polskie znaki, to autentycznie odechciewa mi się=). nie są to jakieś wielkie zmiany, więc wystarczy chyba, jak wypiszę je poniżej, zanim nie pobawię się w odkwadracanie=).

1. "Pracuję w lokalnej gazecie. Pamięta pan o naszym wywiadzie? Mam nadzieję, że się pan nie rozmyślił? - dziewczyna nie przestawała się uśmiechać.

a to już jest za długie...i kiepskie....za dużo pytań...wystarczyło: - Mam nadzieję, że się pan nie rozmyślił..."

no i tu właśnie nie wiem, chyba jednak zostawię, bo jeśli dałbym samo "Pamięta pan o naszym wywiadzie?", zabrzmiałoby to głupio, tak, jakby Vasey sprawdzała, testowała Conor. Jeśli zostawiłbym tylko "Mam nadzieję, że się pan nie rozmyślił", musiałby,m zmieniać cały dalszy dialog, bo następna kwestia Conora to "Jakim wywiadzie?" i potem wszystko się kręci wokół tego.

2. nic mi nie powiedział. Ale gdzie ten wywiad? Kiedy? I dla kogo? Ktoś chce o mnie w ogóle czytać? -> Nic mi nie powiedział. Ale gdzie, kiedy ten wywiad? Ktoś chce o mnie w ogóle czytać?

3. słuchaj, mam dwa pytanka -> Słuchaj, mam pytanie.

fajnie, że jest lepiej=). dzięki za pomoc i wszystkie rady.

3m się
pozdr

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Eros

      Pojęcie erosa znane było starożytnym Grekom. Dotyczyło sfery intymnej człowieka. Przez jednych był on uważany za ducha, przez innych za boga. Niektórzy jednak widzieli w nim moce ciemności. Podzielili erosa na dwa rodzaje: erosa wszetecznego i erosa niebiańskiego. Eros wszeteczny dotyczył wszelkich form współżycia seksualnego: heteroseksualizmu, homoseksualizmu, biseksualizmu, pedofilii, zoofilii, itp. Był uważany za złego ducha, przyczynę wszelkich nieszczęść, chorób wenerycznych, zbrodni, okrucieństwa. Eros wszeteczny był przyczyną erotomanii, uzależnienia od seksu, upadku moralnego wielu, złych skłonności. Zanim został tak nazwany, znany był od początku istnienia ludzkości, jako „tabu”. Niektóre plemiona pierwotne, charakteryzujące się strukturą władzy matryjarchalnej czy patryjarchalnej bały się intymnej sfery człowieka i dlatego określały ją mianem „tabu”. Nie wolno było mówić na tematy erotyczne, gdyż mogło to rozgniewać niepożądane, złe duchy. Eros wszeteczny charakteryzował się pożądaniem najniższych elementów formy ludzkiej egzystencji, tj. ciała. Natomiast eros niebiański, to taki rodzaj popędu, który skierowany był ku jakiejś istocie wyższej, jakiemuś demiurgowi, jakiemuś bogu zamieszkującemu niedostępne człowiekowi niebiosa. On pociągał żywotne siły, żywotne „soki” ku bliżej nieokreślonej sfery niebiańskiej, gdzieś ponad głowami ludzi, ku kosmicznej rzeczywistości. Ludzie chcieli pogodzić się z bogami i uświęcić erosa. Małżeństwo dwojga osób różnej płci było błogosławione przez bogów aby było płodne i dobre, aby było miłe bogom, uświęcone, poświęcone, i przynosiło wszystkim pożytek. Ale byli też tacy ludzie, którzy uważali, że eros (ogólnie) nie ma ani Dobra ani Piękna. Ponieważ nie posiada w/w atrybutów lubi stroić się, przyozdabiać, przypodobać się, ponieważ gdyby miał Dobro i Piękno nie musiałby tego robić. Szuka Dobra i Piękna ponieważ sam go nie posiada. Ludzie podzielili rozkosze na te pozytywne i te negatywne. Rozkosze pozytywne to rozkosze umysłu. Rozmaite zagadki matki nauk jaką jest filozofia są nieustającym poszukiwaniem Prawdy, rozkoszowaniem się takim poszukiwaniem Prawdy. Rozkosze negatywne, rozkosze ciała, przynoszą często cierpienie, chorobę, a nawet śmierć. Cieleśnicy lubują się w takich rozkoszach, nieprawdziwych, pozornych. Miłośnicy ciała nie zaś Ducha. Natura rozmaicie obdarza erosem poszczególnych ludzi. Jednych darzy bogato innych skromnie. Każdy musi rozeznać się indywidualnie czy jego osobę natura obdarzyła płodnością, czy raczej skromnie, tylko zdolnością płodzenia. Ponieważ eros to największy blagier pod Słońcem, trzeba uważać aby nie ulec gloryfikacji i banalizacji erosa, trzeba uważać aby nie przypisać sobie obfitych darów natury w tym względzie, mając w rzeczywistości tylko skromne uposażenie. Rozpoznanie tego stanowi pewną trudność, szczególnie wtedy, gdy ten świat narzuca nam ślepotę w tym względzie z powodów merkantylnych. Zaprzepaszczenie roztropnego rozporządzania własną energią erotyczną może prowadzić do katastrofy życiowej. W chrześcijaństwie mamy dwa sakramenty odnośnie erosa niebiańskiego: sakrament małżeństwa i sakrament kapłaństwa. Nie ma sakramentu dla erosa wszetecznego. Eros wszeteczny jest penalizowany. Biorąc pod uwagę powyższe wydaje się, że słusznie. Istnieją różne sposoby na łagodzenie popędu erotycznego, a nawet jego wyeliminowanie. Jednym ze sposobów jest tzw. „cnota wstrzemięźliwości”. Cnota jest wiedzą. Cnoty można się nauczyć. W cnocie trzeba się nieustannie ćwiczyć. Wystarczy nieustannie obrzydzać sobie pokusy, grzechy wynikające z pożądania erotycznego aby go opanować. Bywa, że eros wszeteczny jest trudny do opanowania poprzez ćwiczenia, umartwienia, posty. Można wtedy sięgnąć po farmakoterapię aby zawładnąć tą niepożądaną energią erotyczną dla poprawy „jakościowej” życia moralnego. Eros wszeteczny ma policzalną liczbę form. Jedną z nich jest polucja (zmaza nocna). Przeważnie towarzyszą jej sny o treści erotycznej. Stanowi to jedyną formę erosa wszetecznego, wolną od wyrzutów sumienia i jest zupełnie nieszkodliwa. Współczesny świat proponuje „uwolnić” człowieka od wszelkich zahamowań w erosie. Chce wmówić człowiekowi, że istnieją związki erosa wszetecznego z cywilizacją łacińską, którą należy odrzucić aby być bliżej natury. Tymczasem wiemy, że najbardziej naturalny to jest nawóz. Współczesny świat nie jest wolny od ideologii w sprawach erotycznych. Jedną z nich stanowi ideologia gender. Wedle tej ideologii człowiek ma do wyboru wiele rodzajów płci, a płeć to przejaw kultury nie zaś biologii. Większego kłamstwa w historii takiej pseudonauki jeszcze nie było.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Piszę te wersy dla Was Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas.  Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza. Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat. To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć.  Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani. Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku) To dla Was Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali  Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was) Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu To jest w nas Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was) Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej  Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj Wszystko ma swój początek w jednym miejscu  Jak od jednego słowa  Jak od jednej liczby  Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach  Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem  Dla nas niezrozumiałym Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym A musiałobyć coś wcześniej przecież I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba  Pod opieką słońca Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy  Pod opieką się miej samego siebie I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze O czym ja pieprze Bluźnię Mieszam Boga z Diabłem Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia  By nie było walki Jezusa z Szatanem Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia szatanie wróć do nieba Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła Zgaś czarny płomień ogniska I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam KONIEC BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ I SIĘ UDAŁO POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO  NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...   PS TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE  I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE JESTEM NIGDZIE NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE
    • świeca która nie boi się nocy... choć przecież czasem drży...  (ale to wina wiatru ;))   spolt - literówka?   Serdeczności     
    • @LessLovemodlę się za pokój, za siebie i za miłość:) pozdrawiam:)
    • @Jacek_Suchowicz pięknie dziekuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Cieple pozdrowienia.
    • @Starzec Przewrotność natury ludzkiej, raczej nie ułomność ale człowieczeństwo. Pzdr
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...