Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

ale czy "skrawek zieleni miejskiego wróbla" w sensie, że miejski wróbel ma w swoim upierzeniu cosik zielonego, czy może "skrawek zieleni (...)" jako miejsce gdzie jest zieleń, boski widok, raj dla owego wróbla...
cudo rzekłabym... mozna sobie pointerpretować dowoli, a moja fantazyja, jakby to powiedziała Dzie wuszka robi turlanke w te i wewte z radości, że ma tyle możliwości:)
heh ale mi sie zrymowało :D
pozdrawiam :)
m.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




To samo jest tutaj==czasami trzeba pozwolić wyciągnąć wnioski czytelnikowi, zostawić coś na deser, poza tym; " boskim widokiem" to nie haikowy wers. Ja pozwole sobie na mała interpretację:

zielone błonie
a wszędzie dookoła
asfalt ulicy

Pozdrawiam
jacek

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • "Podróż wieńca pchniętego" Zaczęło się niewinnie. Dwa koła, chęci, łeb sprany w pomyjach. Poranek wśród pola sytego w  popielatą marchew poprzeczną.  Zamglony horyzont w kolorze tulejki stalowej popychał bez poślizgu do podróży pełnej zagadek życia młodego Łyska,  nie podkuty lecąc z górki podmokłej padliny obrał północny kierunek świata marzeń.  W kilometrach angażu, w przerwach uderzeń serca świni krwiożerczej, łykał kolejne bańki tlenu z plastikowych kanistrów,  rozprawiał z alter psychola z ciemnym blaskiem na ostatnim placku włosia tłustego.  Poganiał się batem z żółtawej trawy, przed siebie do bram morza grzechu, fal skręconych jak cienkie jelito, bezwiednie pochłaniał życiorys stwórcy historii niedoszłej.  W kolekcji zamierzył mieć funtów bezkres patyczaków niemrawych z kulą u nogi by leczyć i opiekę sprawować nad mentalnym wypadkiem czołowym, w śród dźwięków blachy zgnitej, gnącej się na wzór flagi zerwanej    Zamykał pory asfaltu wiejskich terenów nie żyznych, zatrutych pierwiastkiem nieznanym o wzorze wierutnie oddanym, wersetom poddanych, ludzików z kasztanów złączonych iglicą dostojną, dziurawą od spojrzeń miliona widm ludzkich,  Załkanych cwaniactwem stajennym, docierał do celów bez sensu piejąc jak kogut bez płota i świtu licząc na finał solidnie związany węzłami z płótna mistyki zmyślonej, krwią ciemną, parzącą zalany,  Poruszał kołyską z truchłem okrytym ogonem szatanów śliniących wargi sromów dziewiczych,  Zamykał etapy zagadek podłych,  Zawiesił swą misje plugawą, sypiąc kwarc zimny w oczy zawiści bijącej z północy kuli prostackiej,   Odpryskiem wytartym z pachwiny przygody minionej, oślepł jak rewers taśmy z zagadką wspomnianą z początku końca podróży jałowej. Otarł leniwie mlecz z wieńca sączący z powiek zachwianych łajzowstwem swym próżnym, męczącym duszyczki w kole zebrane,  W kole przebitym na dukcie zawiłym, głową żmij bazgranym, z pamięci na opak niechlujnie, jak mańkut bity wiechciem po karku złuszczonym .  Ruszył na wprost wybrzeżem mulistym, anemią podparty u schyłku zamiarów lichych, przez wybój spuchnięty, i wyrwy na sercu dudniącym jak stukot kopyta zdartego na winklach skrótów omylnych  , łaknący,jak susza pod niebem swej pustki, świadomy przynęty i haka ostrego z zadziorem rdzawym u kresu swej walki. wśród tłumu odarty z koloru bladego, obszyty melodią upadłych, nasączał się zmierzchem i bryzą trującą, uśmiercał kawałki swej woli upartej, aż zarył kotwicą w porcie prześmiardłym nadzieją na litość od życia krótkiego, za wodza przymierzył iskre przygasłą, by trwonić ten żywot  jadąc od końca tej drogi na wspólnej już warcie.
    • moje miejsce na ziemi to przestrzeń między światłem a cieniem śmiechem a płaczem słowem a milczeniem   kiedy tu wracam wyczuwa niezmiennie mój oddech i ślady stóp
    • @Proszalny   Podpisuję się pod komentarzem  @vioara stelelor. Ale nie chcę się powtarzać. Więc spojrzałam na Twój utwór inaczej.    To głęboki, kontemplacyjny wiersz o pracy duchowej przebiegającej przez pracę fizyczną. Pierwsza część - narracyjna, płynna, druga – haiku-podobna. To przejście od ego do czystej obecności, od myślenia do bycia. "Rozczochrany Mistrz" - guru, ale ktoś bliski, autentyczny. "Bez niej tzn. pracy - próbuję bawić się w życie" świetne stwierdzenie - bez pracy jesteśmy nieautentyczni.   Ogród to klasyczny symbol duchowego rozwoju (zen, chrześcijaństwo). Praca w ogrodzie to praca nad sobą. W drugiej części - najpiękniejszy wers to - "Kiełkuje samotność". Samotność nie przytłacza, rośnie jak coś żywego, potrzebnego. Zakończenie - "Ziemia z ogrodu , Nie tworzy bóstwa , Rodzi człowieka" - jest najważniejszy. Praca duchowa nie prowadzi do transcendencji, lecz do pełnego człowieczeństwa. To bardzo zen-owskie - oświecenie czyli bycie w pełni sobą. To świetny wiersz!
    • Witam - faktycznie wiosenny i miły -                                                                         Pzdr.serdecznie.
    • @hollow man   Zaintrygował mnie twój wiersz. Jest jak zagadka do rozwiązania. :)    Zestawienie „rozhuśtanego horyzontu” z „nieruchomymi drzewami” tworzy świetne napięcie. Pierwsza strofa sugeruje emocje, może lekkie oszołomienie lub zachwyt (to „rozhuśtanie”), podczas gdy druga sprowadza nas do niemal sakralnej ciszy. To tak, jakby emocje autora spotkały się z niewzruszonością natury.   "dostałaś panoramę , mojego miejsca na ziemi" -  to najmocniejszy punkt wiersza. Pokazanie komuś „swojego miejsca” nie jest zwykłym spacerem. To rodzaj odsłonięcia się, dopuszczenia drugiej osoby do swojej wewnętrznej mapy bezpieczeństwa. Użycie słowa „panorama” sugeruje szeroki gest - autor oddaje adresatce cały widok, bez reszty.   Porównanie drzew do buddów nadaje całości charakteru duchowego, medytacyjnego. Drzewa trwają w trudnych warunkach, ale nie cierpią – one „patrzą”.Nie oceniają tego, co dzieje się między ludźmi na plaży. Po prostu są obecne, co potęguje wrażenie, że ta chwila była ważna, niemal rytualna.   Wiersz ma w sobie coś z japońskiej poezji, skupia się na „tu i teraz”, na konkretnym obrazie, który niesie ze sobą potężny ładunek emocjonalny. Jest w nim chłód (mróz, klif), ale i ogromne ciepło wynikające z bliskości.   Jest jak  krótka, ale bardzo sugestywna lekcja intymności i dzielenia się własnym światem. Podoba mi się  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...