Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Głęboko, jak bardzo głęboko wsadzą w nas kije? -
Ktoś przepchnie moje ciarki, ciarki moje zamilkną,
lubieżność wskoczy na ręce nieba. Na niebie będzie
główka i szyjka macierzy świata. Tak się posiądą na

dywanie chmur dwa zła. A po macierzy skakać będą anioły
pokwarkowe, polodowcowe, powojenne, pokomunistyczne
anioły płóciennej historii. My tam zrobimy oczy jak balony
i z palców kapnie deszcz potu. My tam nie chcemy zostawiać

śladów, bo ślady to kilkakrotne powroty i nudne uściski. Ciepło
już jest w domu, cieplej już nie będzie w ziemskich miasteczkach.
Ani w muzeum zórz polarnych, ani w hektolitrze kosmosu, ani w
poczwarce grawitacji. To nie strach, nie wygoda powstrzymuje

moje nogi od latania, nie mgliste widmo tunelu, obce jak bóg.
To się we mnie śmieją bunty i rozszerzają posejdony płynów.
We mnie miasteczka liliputy budują miasta giganty, nie ma
już paciorków i głupich ciotek. W zamian więcej niewiadomych.

Opublikowano

bezsensowne przerzutnie, jak ta:
(...)Tak się posiądą na

dywanie chmur dwa zła.
(...)
zrymowana w dodatku
oraz np. posejdony płynów zamazują to
co tekst mógłby powiedzieć
bo miejscami mocny i ciekawy

pozdrawiam

ps. wers rozpoczynający - fatalny

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


"Zaawansowanej poetce" potrzebne aż takie uzasadnienia?
Albo się jest zaawansowanym i świadomym swoich błędów (chociaż częściowo), albo udaje się zaawansowanego i wtedy robi się nieciekawie, bo taki osobnik jest przekonany o swojej nieomylności i swoim geniuszu.
"Głęboko, jak bardzo głęboko wsadzą w nas kije?" - najprostrzy przykład.
Albo:
"Głęboko, bardzo głęboko wsadzą w nas kije -"
Albo:
Głęboko, jak głęboko wsadzą w nas kije? -"
i wtedy można odpowiedzieć: bardzo głęboko.

Jest taka emotka, która nazywa się "kijemgo" i ten wers tak mi się kojarzy. Raczej kabaretowo. Nie wyszło.

"ręce nieba'
"deszcz potu"
"muzeum zórz polarnych"
i tak dalej

Pani poczyta sobie o metaforach i przerzutniach. Do czego służą i jak powinny być konstruowane.

Cody - powstrzymaj się od uszczypliwości, dobrze? nie jesteś w tym dobry.
Opublikowano

Odkąd mi wiadome Polska jest krajem, w którym pokolenie poprzedzające moje, wywalczyło sobie wolność słowa. Czy ja Pana w tym momencie uszczypłem? Nie wydaje mi się. To, że wyraziłem swój pogląd to tylko moja sprawa. I to w jaki sposób, to też jak Pan myśli - moja sprawa. To, że doceniam pisanie Reginy znaczy, że musi mi się podobać, albo po prost jestem tak nieuczony i nieoczytany, jak mnogo osób na tym forum i jeśli tylko ktoś powie, że wiersz się mu nie podoba, nie podając konkretów, to widocznie musi sięgnąć do Pańskiej wiedzy o poezji. Nie wiem dlaczego, od pewnego czasu właśnie to forum, podobnie jak i inne - państwowe, kojarzy mi się z agorą ludzi niewiele wiedzących i piszących słabo. Nie twierdzę, broń Boże, że moje pisanie czy pisanie Reginy nadaje się do druku (bo zazwyczaj, to staje się jakimś wyróżnikiem). Internet pozwala nam jechać po ludziach jak po łysej kobyle. Zatem powracam, do sporu, który już kiedyś wyniknął na tym forum za sprawą mojej skromnej osoby. Czy zadzwoniłby Pan/Pani z tego forum do Wisławy Szymborskiej i powiedział, że w wierszu "Stary profesor", któy znajduje się na stronie którejś tam w tomiku "Dwukropek" napisałbym inaczej? Głęboko w to wątpie, ale skoro nie pozwala się ludziom na swobodny rozwój, oskarżając ich o nadużywanie środków artystycznych, czy nieumiejętność pisania wierszy - z resztą, teraz pisać może każdy - to czemu nie powie się tego ludziom, którzy na polskim poletku jakąś pozycję już osiągnęli?
Zapraszam do rozmowy. Bo jest to problem, który zaczyna mnie powoli irytować. I zastanawiam się też, czym różnią się małe, kameralne fora internetowe, od państwowych, które zalewane są ogromną masą poetyckiej papki, nienadającej się do konsumpcji. Czyżby w kupie siła?

Z wyrazami szacunku dla użytkowników skorych do takiej rozmowy,

Sławek

Opublikowano

Gdyby Wisława Szymborska zamieściła swój wiersz na tym forum w dziale takim to a takim, nic nie powstrzymałoby mnie od oceny tego wiersza. Dlaczego? Z prostej przyczyny. To czytelnik ocenia jakość poezji i określa, czy dany wiersz może stać się "jego" wierszem, a przez to mimo woli staje się krytykiem. Poeta zaś pisze po to, aby ludzie o określonej wrażliwości o o określonym zasobie wiedzy mogli sobie poezyję poczytać i albo się nią zachwycić, albo stwierdzić, ze to knot straszliwy.
I nigdy nie jest tak, że wiersz jest dobry tylko dlatego, że napisał go akurat ten, a nie inny człowiek. Wiersz dobry jest dobry i koniec. Jeżeli następny wiersz Reginy będzie dobry według mojego pojmowania poezji i zasobu wiadomości, jakie posiadam, nie omieszkam o tym napisać. Wiedzą o tym ci, którzy mnie znają, że nie mogą liczyć na ocenę dobrą tylko z powodu znajomości i nigdy nie powiedziałem nikomu: "wiesz, podobają mi się Twoje wiersze". Mogłem powiedzieć, że podoba się ten czy tamten.
A Wisława Szymborska nie pisze w mojej estetyce i nie podba mi się ani jako kobieta, ani jako poetka.

Opublikowano

Wierzę głęboko, że za niedługi czas Reginę będzie można przeczytać też na papierze. Nie chodzi teraz tutaj o jakiś wymiar kumoterstwa, czy przyjaźni (owszem znamy się, bywamy na tych samych forach, ale na tym się kończy). Jeszcze jakiś czas temu psioczyłem tu i ówdzie na Jej pisanie. Teraz zakładam wór pokutny i sypie łeb prochem. Tyle, co do Regi jeszcze.

Panie Mirku,
nie wątpie w to, co Pan napisał. Jednak proszę mnie wytłumaczyć jedną rzecz - dlaczego skutecznie ogranicza się rozwój, nazwijmy to dla jakiegoś poszanowania bo nuż coś wyjdzie, "talentów"? Odpowiedział Pan na kwestię Szymborskiej wywijając kota ogonem. Można i tak. Z moich doświadczeń wysnułem jeden wniosek - duże fora, jak to, zalewane są masą ludzi, którzy piszą tylko po to żeby pisać. Są perełki, także tu. Ale na małych, kameralnych forach są wspaniałe warunki do rozwoju. Z resztą o gustach się nie rozmawia. Zatem gusty pozostawiam gustownym, wytwornym damom i panom w melonikach.

Pozdrawiam,

Sławek

Opublikowano

Myślę cody,że chodziło Tobie zapewne o dyskusje z innymi osobami, ale pozwolę się wtrącić.
Ostatnio rozmawiałam z kolegą,który wydał już kilka tomików, i także uważa, że czym innym jest recenzja, a czym innym mówienie : poprawiłabym to, albo tamto.KIEDY kupuję tomik nie wycinam wersów w myślach. Jeśli chodz o moje pisanie i wartość tego wiersza, to wymaga on delikatne korekty, zapewne skrócenia, ścisłego ujęcia myśli, ale wydaję mi się, że zarzuty są pewną nadinterpretacją, ten wiersz obiektywnie do najgorszych nie należy, a już na pewno patrząc relatywnie w stosunku do pozostałych w dziale Z.

p.s Cody, ty już skromny taki nie bądź, bo ciebie już druknęli;> i mnie tylko, że w gazecie mniejszej jakości, ale na swój wieczór autorski zaproszę wkrótcę:)))

Opublikowano

możliwe, że do najgorszych ten wiersz nie należy
ale do najlepszych nigdy bym go nie zaliczyła
ponadto rozwój to nie tylko swoboda w pisaniu
to także, a może przede wszystkim, słuchanie krytki
i głębokie przemyślenia (oparte na tejże)
prowadzące do zmian, na przykład

pozdrawiam

Opublikowano

Swoboda w pisaniu - oczywiście, ale...
Są pewne rzeczy, których warto przestrzegać, jeżeli chce sie pisać przynajmniej przyzwoicie. Odniosę się do malarstwa, bo to obrazowa dziedzina sztuki i chyba łatwiej będzie zrozumieć. Naturszczyków takich jak Nikifor bywa mało i nie każdy jest zachwycony ich artyzmem. Żaden szanujący się malarz nie będzie tworzyl obrazów typu "jelenie na rykowisku", gdzie aż gęsto od błędów i kiczu, ale w swojej swobodzie nieograniczonej nie odejdzie od pewnych zasad, które są w miarę niezmienne. O to samo chodzi w poezji. Dokładnie o to samo i nie jest moim zamiarem ograniczanie niczyjej swobody, ale zwrócenie uwagi na to, co może razić, wprowadza dysonans albo wręcz zahacza o kicz. Oczywiście można sobie nic nie robić z moich ocen i nie mam na to wpływu. Można dalej trwać w przekonaniu, że wydanie tomika albo dwóch automatycznie czyni z piszącego poetę. Gdyby tak było, świat byłby stokroć piękniejszy i większość książeczek z poezją, które w życiu przeczytałem, wzbudziłaby mój zachwyt. Niestety, większości nie doczytałem do połowy.

"wydaję mi się, że zarzuty są pewną nadinterpretacją, ten wiersz obiektywnie do najgorszych nie należy, a już na pewno patrząc relatywnie w stosunku do pozostałych w dziale Z."

Czyżby to była sugestia, że jeżeli inni zabijają, a ja tylko kradnę, to w świetle powyższego nie można mnie nazwać przestępcą? Doprawdy, dziwne rozumowanie.

Opublikowano

Znów, nie wiadomo dlaczego, wydaje mi się, że odwraca Pan kota ogonem. Nie wiem czy to strach przed odpowiedzią? Nieważne.

Ostatnio miałem w ręku tomik p. Macieja Woźniaka "Obie strony światła". I co? I nic. Dotarłem do 1/4 tomiku. Bywa. Ale odkąd bywam na forach internetowych to zadaje sobie pytanie, czym różnią się piszący TUTAJ od piszących TAM. TUTAJ na forum, TAM na papierze, w pięknej okładce i wogóle. Szczęściem, chyba szczęściem. Niczym poza tym. Owszem należy zwracać uwagę na błędy, ale na błędy stylistyczne, a nie takie, których wydźwięk jest - "napisałbym to tak, patrz". A tak się tutaj, i nie tylko, robi. To, że metafory nie chwytają za gardło i nie rąbią nami po ścianach? Zdarza się. Liczy się to, co w wierszu - przekaz, myśl, wyobraźnia. Reszta? Reszta to jest proszę Państwa ...


Sławek.

Opublikowano

no cody Macka to akurat cenię, bardziej za kunszt..tego co pisze..no nic, więcej kontrowersji budzi twórczość Dehnela.

Panie Mirocki, oczywiście, że nawet wydanie 10 tomików o niczym nie świadczy, ale pewne zaniżanie autorytetów tzw. bieżących, pewne myślenie typu, jestem ponad rozwojowi nie służy.
Jeśli chodzi o nagromadzenie obrazów to tak jak pisałam wcześniej, większość wierszy poprawiam, wracam do nich, ale tych nie publikuję na necie, nie będę się kłóciła i wmawiała, że wiersz to wyjątkowy i inne ego- argumenty. Słucham uważnie krytyki, ale często zauważam na portalach teksty, satysfakcjonujące dla komentujących, pod tym względem, że celowo wyszukuję się nieprawidłowości. Niestety u siebie też takie momenty zauważam, czytam, myślę, co by napisać, co by zmienić, ale jakim prawem? Jakim prawem pisać, słuchaj twój peel się zabił, mnie się wydaję, że to błąd logiczny, kontekstualny ( znam cię), nie trzymasz klimatu, zmień zakończenie. zmień.
Rega

Opublikowano

Jakim prawem? Prawem tego forum i zasad tutaj panujących. Mogę powiedzieć co mi nie pasuje, jakie momenty uważam za słabe itd.
Często z tego korzystam, ponieważ zdaję sobię sprawę, że jako autor nie wszystko zauważam.
Widzę, że Pani wiersze należy chwalić i się zachwycać. Niech i tak zostanie. Napisałem ogólnikowo, że dla mnie nie jest to arcydzieło, więc nie sugerowałem żadnych zmian i wydawało mi się, że tak będzie dobrze, ale wtedy zażądała Pani argumentów. Podałem je, więc Pani sugeruje, że ja sugeruję, żeby Pani zmieniła to czy tamto. Gdzie tutaj logika?
Cody zarzuca mi ciągłe odwracanie kota ogonem, a ja tylko odpowiadam na jego pytania i daję odpowiedzi poparte konkretnymi przykładami. To źle? Myślałem, że na tym polega dyskusja, ale widzę, że w tej sytuacji dyskusja polega na zachwycaniu się i ignorowaniu tego, co złe.
Zaniżanie autorytetów? A czy mówienie, że ceni się twórczość (czyli ogół) jakiegoś autora nie jest przypadkiem takim zaniżaniem i szkodzeniem rozwojowi? Nikt nie jest idealny i nikt nie tworzy wyłącznie arcydzieł, albo przynajmniej rzeczy dobrych i na trym polega konstruktywna krytyka, aby oderwać się od osoby twórcy, aby ocenić konkretne dzieło. Poza tym bezkrytyczne podejście do jakiegokolwiek autorytetu szkodzi obydwu stronom, ale chyba najbardziej odbiorcy.
Dosyć o tym. Wystarczy, że Pani wiersze będę omijał szerokim łukiem. Pani na tym nie straci, bo nie będzie Pani zmuszona do czytania osobnika, który się czepia dla samej zasady czepialstwa, a ja nie będę marnował czasu i energii na pisanie komentarzy, które niczemu nie służą.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...