Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chciałabym złożyć wszystkim panom najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Mężczyzn. Nie obchodzi się go tak hucznie jak święta które odbyło się dwa dni temu, zupełnie nie rozumiem dlaczego. Przecież to równie ważne święto jak tamto.
A więc panowie jeszcze raz wszystkiego najlepszego :)

Opublikowano

przeciez mezczyzni mieli swoje swieto od poczatku swiata. mieli same prawa i wyzyskiwali kobiety. dzien mezczyzny to wymysl na sile - nikt nawet nie wie kiedy on jest. nikt go tak naprawde nie potrzebuje. nie ma co skladac zyczen w koncu dla nich to tylko nagroda pocieszenia - gdyby im zalezalo na tym swiecie to cos by z tym zrobili, jak nie chca to po co sie trudzic.

Opublikowano
nocny motylku czy wyjdziesz za mnie tzn. "dobrowolnnie oddasz sie w moje jarzmo" zatracisz we mnie siebie, oddasz sie niesamowitej sile i przewadze MĘŻCZYZNY(przepraszam za wulgaryzm) i wspólnie zniszczymy ten świat??

ps. to piekne święto, miło że czasami kobiety dostrzegają w nas coś więcej niż dawców spermy i feromonów :)) :D :D
MY TEŻ MAMY UCZUCIA!! :))
Opublikowano

Nocny Motylek ma w sobie jakąś dziką nienawiść, ale - mimo żem męzczyzna - trochę racji jej przyznam. Trochę zaś nie przyznam. Po kolei.

Prawdą jest, że większość społeczeństw naszej planety to społeczeństwa patriarchalne - nieliczne matriarchaty (lud Nakhi w Chinach) to wyjątek potwierdzający regułę. Nie jest jednak prawdą, że taki stan istnieje "od początku świata". Za Wikipedią: "Wielu teoretyków przyjmuje, że społeczności prehistoryczne były skoncentrowane wokół kobiety i prawdopodobnie w tym też okresie panował matriarchat. Badacze wiążą rozwój matriarchatu z powstaniem społeczności kopieniaczych. W społecznościach takich znaczenie przypisywane pierwotnie mężczyznom-żywicielom (myśliwi) przechodziłoby na kobiety-żywicielki, o których sądzi się, że wynalazły pierwsze narzędzia rolnicze."

Prawdą jest, że mężczyźni mieli zawszę pełnię praw. Oczywiście, kobiety też miały prawa, acz już nie tak pełne, tak więc ich sytuacja w stosunku do mężczyzn była upośledzona. Ale słowo "wyzysk" nie jest właściwe: kobiety nie pracowały w kamieniołomach, bo - i to chyba główny ból - niemogły pracować zawodowo. Używałbym raczej terminu "odsunięcie" - bo po prost zabierano im możliwości rozwoju.

Zgadzam się: nikt nie potrzebuje dnia mężczyzn. Skarpetki i tak dostajemy przy każdej mozliwej okazji :)))

Natomiast oskarżanie męzczyzn o całe zło świata to spora przesada :) No bo jeżeli tak już twierdzić, to by wychodziło, że i cały postęp to zasługa mężczyzn - a to już teza poniekąd seksmisyjna :) Zauważ, że wiele kobiet miało znaczący wpływ na to, co się działo na świecie: Kleopatra, Katarzyna II, Margaret Thatcher. Oczywicie, ich wpływ jest mniejszy od wpływu mężczyzn, zgadzam się, to przejaw braku uprawnienia - ale jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za to, co dzieje się z tym światem.

Opublikowano

dziką nienawiść?? Nocny motylek może zbyt górnolotnie (cóż, motylek ;) ), ale opisała stan rzeczy. same okoliczności ustanowienia Dnia Kobiet za tym przemawiają. notabene święto mężczyzn nie miało żadnych okoliczności powstania (chyba, że ktoś je zna, chętnie się dowiem??) i zostało utworzone sztucznie, bo jak jest kobiet, to niech będzie też mężczyzn. no i bajer, kto chce, niech sobie obchodzi, ale czy facetowi z krwi i kości naprawdę coś takiego jest potrzebne? postępująca moda na metroseksualizm mnie przeraża (nie kieruję tego do nikogo tutaj, żeby nie było, to taka ogólna refleksja).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A czy kobiecie z krwi i kości potrzebny jest dzień kobiet? :)
Myślę, że zamiast dnia kobiet/mężczyzn przydałby się raczej dzień równouprawnienia płci.

PS. Swoją drogą: czy metroseksualizm u mężczyzn nie jest właśnie jej przejawem? Skoro kobieta ma (w teorii, bo praktyka często niestety to neguj) prawo być niepodległą, ma prawo nie posiadać instynktów macierzyńskie, ma prawo zajmnować się pracą, a dom pozostawiać mężowi - to może i mężczyzna ma prawo do metroseksualizmu?
Opublikowano

kobieta z krwi i kości to prawdopodobnie zatwardziała feministka, ktora owszem, nie potrzebuje święta Kobiet ;)

jeśli chodzi o jednostki to dzień jednego czy drugiego w ogóle nie jest w sumie potrzebny. tu raczej chodzi o populację, o wszystkie kobiety (które historia traktowała tak, a nie inaczej) i o wszystkich mężczyzn, a ogólneie rzecz biorąc, w życiu publicznym kobiety sa raczej na niższej pozycji niż mężczyźni (może troszkę się to zmienia, ale moim zdaniem zawsze mniej więcej tak pozostanie)

zdecydowanie nie chcę, żeby z kobiet porobiły się babochłopy, a z mężczyzn chłopconiewiasty!! to, do czego kto ma prawo to inna sprawa, a to, co kto chce i co powinien (w moim mniemaniu) to co innego. prawo to masz nawet do zmiany płci (nie wiem, czy u nas, ale w oóle jest takie prawo), ale czy to znaczy, że musisz z niego korzystać? jest moda na chude laski i majtki na wierzchu, ale to nie znaczy, ze ja musze z niej korzystać. moda i prawo a własny rozum.

Opublikowano

No tak, ale takie traktowanie dnia kobiet, jako święta będącego nie podziękowaniem, a zadościuczynieniem wobec płci (z powodu, jak piszesz, "historii" i "niższej pozycji"), powoduje, że święto nabiera jakiegoś charakteru martylologicznego. I kwiatek przestaje być symbolem podziękowania, a raczej - jeśli tak to święto pojmować - litości czy poczucia winy. To dość upokarzająca interpretacja; nie tylko dla kobiety czy mężczyzny, ale dla człowieka "z krwi i kości", czyli takiego, który jest samodzielny i nie boi się wyzwań.

Rzecz jasna w rzeczywistości kwiatek nie jest symbolem litości, bo nie jest symbolem czegokolwiek. To tak naprawdę pusty gest, tak jak pozbawione głębszych treści jest już to święto. Ot, sztuczne jest: kwiatek, czekoladki, bo tak wypada. Jest, w moim odczuciu, mniej przepełnione treścią, niż nawet walentynki. Mówię to z perspektywy mężczyzny, który - z przykrością stwierdzam - nie czuje nic, składając w tym dniu życzenia kobietom. I mam wrażenie, że nie jest to jedynie moje zdanie, a wpisuję się tu w jakąś większą całość.

Dlatego myślę, że lepszym pomysłem, byłoby świętowanie dnia równouprawnienia płci; dzień niósłby za sobą jakieś treści, mówiłby o problemach, a nie ograniczałby się do jakiś okolicznościowych, domowych akademii.

Oczywiście, to że masz prawo do czegoś, nie znaczy, że musisz z niego korzystać. Truizm to; masz też prawo nie akceptować zachowań innych osób. Ważne jednak jest to, że osoby te mają prawo do tych zachowań i nie powinny spotykać się z przejawami dyskryminacji z tego powodu. Przekładając to na ten kazus: każdy ma prawo nie lubić transwestytów czy metroseksualnych mężczyzn i kobiet, ważne jednak, by swym zachowaniem nie powodował sytuacji, w których osoby te mogłyby się poczuć z tego powodu dyskryminowane. Bo tak naprawdę, to wydaje mi się, że metroseksualista nie wybiera tego, że metroseksualistą jest, tak samo jak heteroseksualista nie wybiera swej orientacji, czy (przyszły) transwestyta tego, że jego mózg ma inną płeć niż jego ciało. To po prostu kwestia bycia sobą, a nie kreowania swego imidżu. A to, że etroseksualistów jest więcej niż za socjalizmu spowodowane jest tym, że po prostu przestali być wyśmiewani, wzrosła społeczna akceptacja - więc wyszli z cienia.

Pozdrawiam serdecznie,
Michał

Opublikowano

Oj, nie zgrywaj się, przecież oczywista odpowiedź.\. Czy metroseksualista kogoś krzywdzi? Czy heteroseksualista (przyjmując, zę nie jest gwałcicielem) kogoś krzywdzi? Nie. Za to aktywny pedofil i owszem, mordercy gwałciciele także. Narkoman nikogo prócz siebie nie krzywdzi, więc do niczego go zmuszać nie można. A osoby o niskim poziomie intelektu są od zawsze wiodącą grupą społeczną.

Podsumowując: granicą wolności jest krzywda (czy jak chcą filzofowie liberalizmu: wolność) innej jednostki.

Opublikowano

oj proszę, źle mnie zrozumiałeś.

Dzień Kobiet - jest taki, jakim go czynimy. Tylko od Twojego podejścia zalezy, czy będziesz się tego dnia nad kobietkami litował, czy im dziękował, czy je wielbił, czy co tam jeszcze i tlyko od Ciebie zalezy, czy kwiatek będzie pustym gestem, czy symbolem, ale to jest chyba jasne, prawda? Tu chyba mamy jaki taki kompromis.

Co do metroseksualistów - mnie tam nie przeszkadzają, niech se będą, nic mi do tego i w żadnym razie ich nie chcę dyskryminować, ale za nic nie chciałabym żyć z takim "facetem" i tego z kolei mi nikt nie zabroni. Bo dla mnie to nie facet, tylko "facet", przykro mi, to już jest rzecz gustu, co kto lubi, ja na przykład wolę meskich mężczyzn, bo sama jestem (staram się przynajmniej być...) kobiecą kobietką. I nie chciałabym, żeby nagle taka moda na metro zapanowała, ze dla mnie męskich mężczyzn zabraknie :( ale to już żartem. Wiesz, o tyle homoseksualiści ani mnie grzeją, ani ziębią i nic o nich nie mówię, bo mnie to nie dotyczy, o ile irytuje mnie metroseksualizm u niby zwyczajnych panów, bo to juz jest niejako moja sprawa. I boję się, że to nie chodzi o to, że "oni tacy są", tylko, ze to się staje modą... bo jeśli nie będzie moda, to ok, wszystko mi jedno, ale jeśli to ma się zrobić powszechne? ojej...

tak przeczytałam jeszcze raz, chyba inaczej pojmujemy metroseksualizm... chodzi mi o panów, ktorzy chodza do kosmetyczki i używają kremu na zmarszczki pod oczy dla meżczyzn, ale nie o transwestytów, o hetero, tylko takich co to musza być wygoleni co do milimetra i pachnieć chanel no5, miec opaleniznę prosto z solarium i ćwiczyć codziennie biceps na siłowni, nie wiem, depilują sobie brwi, a włosy stawiają na żel. i tak jak wyżej: boję się, że taka jest moda,a dla mnie to już nie są męskie zachowania :( z resztą nie wiem, może przesadzam...

Opublikowano

No cóż: podsumowując chciałbym zawalczyć jedynie o prawo chodzenia do kosmetyczek :) Ja mam trądzik, a nigdy nie pamiętam, żeby się paćkać jakimś mazidłem na niego (ponoć pomaga, ale jednak nei od samego leżenia na półce) - więc wolę iśc raz na trzy miesiące do kosmetyczki i mieć z tym święty spokój. Acz tak po prawdzie to byłem na razie raz póltora roku temu i się jeszcze nie mogę wybrać :)

Ja tam wolę kobiety w glanach, bojówkach, naszywkach, dreadach, ciuchach hippisowskich i ogólnie: "agrawek sześc, badzioli pięć, irokez cud na głowie" - jak śpiewa Patyczak :) Lubię po prostu wyraziste osobowości.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


eh, myślałem że rozmawiamy o winie :)
chodzi o to że jeżeli metrosex nie wybiera i homo też nie wybiera to i narkoman i gwlaciciel i pedofil itp. też NIE WYBIERAJĄ - a jednak za pedofilie chcą karać za homo czy metro już nie... dlaczego? jak może być kara bez winy? (przyjmując założenie "braku wyboru")
"szkodliwość" ma być kryterium? okej ale szkodliwość dla kogo? każdemu szkodzi co innego??
więc co? ogólny konsesnus? ale w takim razie dlaczego homoseksualiści napadają na tych którzy uważaja ich za szkodliwych? skoro to "większość" ma być kryterium?

podsumowując: wolność nie istnieje :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


znam lepsze spsoby na trądzik ;)

heh, i wg. Ciebie naprawdę to właśnie świadczy o "wyrazistej osobowości" - to dlaczego jest to modne głownie wśród zagubionych nastek?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. Gwałciciel jest tutaj złym przykładem. Zagalopowałeś się.
2.Homoseksualiści nikogo nie krzywdzą.
3.Tak szkodliwość jest kryterium.
4.To znaczy że jak ja lubię wypić 6 kaw dziennie i szkodzi to mojemu zdrowiu, a inni uważają też za szkodliwe dla nich, albo założę jaskrawą bluzeczke i im to na oczy szkodzi to co?
Coś ta Twoja wypowiedź nieciekawa. pozdr
Opublikowano

bo to wypowieź ze tak powiem "meta" :))
chodzi o to że jeżeli przyjmiemy że "człwoiek sobie nie wybiera tego kim jest" (no bo w sumie jak? możesz wybrać czy postępujesz "dobrze" czy źle ale już sumienia (czyli wyznacznika tego co jest dobre/złe) wybrać sobie przeciez nie mozesz (tak samo jak nie mozesz sobie wybrać "płci" swojego mózgu... "geny i wychowanie" decyduja o tym kim jesteśmy - na żadne z nich nie mamy wpływu) czyli jeżeli tak rzeczywiscie jest (determinizm) to jak mozna mówić o czyjejkolwiek winie? owszem można mówic o szkodliwości i o spsoobach zabezpieczania sie przed nią... ale nie można mówić o "winie" jako takiej...
tym samym wszelka "prawda" jest względna - jeżeli ktoś uzna, ze nie życzy sobie czegokolwiek to ma do tego dokładnie takie samo prawo jak murzyn do bycia murzynem (innej opcji nie ma - przyjmując to poczatkowe załozenie) - ale to takie sobie gadanie (z nudów :) )
ps. pijąc 6 kaw dziennie szkodzisz: swoim rodzicom którzy w ciebie "zainwestowali", swoim dzieciom które przez ciebie beda mialy problemy ze zdrowiem... sobie - bo przy takich ilościach masz 90%szans na chorobe psych... i co? uważasz ze wg. tego kryterium (szkodlwiości) ktokolwiek ma prawo mówić Ci co masz robić??

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...