Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chciałabym złożyć wszystkim panom najserdeczniejsze życzenia z okazji Dnia Mężczyzn. Nie obchodzi się go tak hucznie jak święta które odbyło się dwa dni temu, zupełnie nie rozumiem dlaczego. Przecież to równie ważne święto jak tamto.
A więc panowie jeszcze raz wszystkiego najlepszego :)

Opublikowano

przeciez mezczyzni mieli swoje swieto od poczatku swiata. mieli same prawa i wyzyskiwali kobiety. dzien mezczyzny to wymysl na sile - nikt nawet nie wie kiedy on jest. nikt go tak naprawde nie potrzebuje. nie ma co skladac zyczen w koncu dla nich to tylko nagroda pocieszenia - gdyby im zalezalo na tym swiecie to cos by z tym zrobili, jak nie chca to po co sie trudzic.

Opublikowano
nocny motylku czy wyjdziesz za mnie tzn. "dobrowolnnie oddasz sie w moje jarzmo" zatracisz we mnie siebie, oddasz sie niesamowitej sile i przewadze MĘŻCZYZNY(przepraszam za wulgaryzm) i wspólnie zniszczymy ten świat??

ps. to piekne święto, miło że czasami kobiety dostrzegają w nas coś więcej niż dawców spermy i feromonów :)) :D :D
MY TEŻ MAMY UCZUCIA!! :))
Opublikowano

Nocny Motylek ma w sobie jakąś dziką nienawiść, ale - mimo żem męzczyzna - trochę racji jej przyznam. Trochę zaś nie przyznam. Po kolei.

Prawdą jest, że większość społeczeństw naszej planety to społeczeństwa patriarchalne - nieliczne matriarchaty (lud Nakhi w Chinach) to wyjątek potwierdzający regułę. Nie jest jednak prawdą, że taki stan istnieje "od początku świata". Za Wikipedią: "Wielu teoretyków przyjmuje, że społeczności prehistoryczne były skoncentrowane wokół kobiety i prawdopodobnie w tym też okresie panował matriarchat. Badacze wiążą rozwój matriarchatu z powstaniem społeczności kopieniaczych. W społecznościach takich znaczenie przypisywane pierwotnie mężczyznom-żywicielom (myśliwi) przechodziłoby na kobiety-żywicielki, o których sądzi się, że wynalazły pierwsze narzędzia rolnicze."

Prawdą jest, że mężczyźni mieli zawszę pełnię praw. Oczywiście, kobiety też miały prawa, acz już nie tak pełne, tak więc ich sytuacja w stosunku do mężczyzn była upośledzona. Ale słowo "wyzysk" nie jest właściwe: kobiety nie pracowały w kamieniołomach, bo - i to chyba główny ból - niemogły pracować zawodowo. Używałbym raczej terminu "odsunięcie" - bo po prost zabierano im możliwości rozwoju.

Zgadzam się: nikt nie potrzebuje dnia mężczyzn. Skarpetki i tak dostajemy przy każdej mozliwej okazji :)))

Natomiast oskarżanie męzczyzn o całe zło świata to spora przesada :) No bo jeżeli tak już twierdzić, to by wychodziło, że i cały postęp to zasługa mężczyzn - a to już teza poniekąd seksmisyjna :) Zauważ, że wiele kobiet miało znaczący wpływ na to, co się działo na świecie: Kleopatra, Katarzyna II, Margaret Thatcher. Oczywicie, ich wpływ jest mniejszy od wpływu mężczyzn, zgadzam się, to przejaw braku uprawnienia - ale jesteśmy wspólnie odpowiedzialni za to, co dzieje się z tym światem.

Opublikowano

dziką nienawiść?? Nocny motylek może zbyt górnolotnie (cóż, motylek ;) ), ale opisała stan rzeczy. same okoliczności ustanowienia Dnia Kobiet za tym przemawiają. notabene święto mężczyzn nie miało żadnych okoliczności powstania (chyba, że ktoś je zna, chętnie się dowiem??) i zostało utworzone sztucznie, bo jak jest kobiet, to niech będzie też mężczyzn. no i bajer, kto chce, niech sobie obchodzi, ale czy facetowi z krwi i kości naprawdę coś takiego jest potrzebne? postępująca moda na metroseksualizm mnie przeraża (nie kieruję tego do nikogo tutaj, żeby nie było, to taka ogólna refleksja).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A czy kobiecie z krwi i kości potrzebny jest dzień kobiet? :)
Myślę, że zamiast dnia kobiet/mężczyzn przydałby się raczej dzień równouprawnienia płci.

PS. Swoją drogą: czy metroseksualizm u mężczyzn nie jest właśnie jej przejawem? Skoro kobieta ma (w teorii, bo praktyka często niestety to neguj) prawo być niepodległą, ma prawo nie posiadać instynktów macierzyńskie, ma prawo zajmnować się pracą, a dom pozostawiać mężowi - to może i mężczyzna ma prawo do metroseksualizmu?
Opublikowano

kobieta z krwi i kości to prawdopodobnie zatwardziała feministka, ktora owszem, nie potrzebuje święta Kobiet ;)

jeśli chodzi o jednostki to dzień jednego czy drugiego w ogóle nie jest w sumie potrzebny. tu raczej chodzi o populację, o wszystkie kobiety (które historia traktowała tak, a nie inaczej) i o wszystkich mężczyzn, a ogólneie rzecz biorąc, w życiu publicznym kobiety sa raczej na niższej pozycji niż mężczyźni (może troszkę się to zmienia, ale moim zdaniem zawsze mniej więcej tak pozostanie)

zdecydowanie nie chcę, żeby z kobiet porobiły się babochłopy, a z mężczyzn chłopconiewiasty!! to, do czego kto ma prawo to inna sprawa, a to, co kto chce i co powinien (w moim mniemaniu) to co innego. prawo to masz nawet do zmiany płci (nie wiem, czy u nas, ale w oóle jest takie prawo), ale czy to znaczy, że musisz z niego korzystać? jest moda na chude laski i majtki na wierzchu, ale to nie znaczy, ze ja musze z niej korzystać. moda i prawo a własny rozum.

Opublikowano

No tak, ale takie traktowanie dnia kobiet, jako święta będącego nie podziękowaniem, a zadościuczynieniem wobec płci (z powodu, jak piszesz, "historii" i "niższej pozycji"), powoduje, że święto nabiera jakiegoś charakteru martylologicznego. I kwiatek przestaje być symbolem podziękowania, a raczej - jeśli tak to święto pojmować - litości czy poczucia winy. To dość upokarzająca interpretacja; nie tylko dla kobiety czy mężczyzny, ale dla człowieka "z krwi i kości", czyli takiego, który jest samodzielny i nie boi się wyzwań.

Rzecz jasna w rzeczywistości kwiatek nie jest symbolem litości, bo nie jest symbolem czegokolwiek. To tak naprawdę pusty gest, tak jak pozbawione głębszych treści jest już to święto. Ot, sztuczne jest: kwiatek, czekoladki, bo tak wypada. Jest, w moim odczuciu, mniej przepełnione treścią, niż nawet walentynki. Mówię to z perspektywy mężczyzny, który - z przykrością stwierdzam - nie czuje nic, składając w tym dniu życzenia kobietom. I mam wrażenie, że nie jest to jedynie moje zdanie, a wpisuję się tu w jakąś większą całość.

Dlatego myślę, że lepszym pomysłem, byłoby świętowanie dnia równouprawnienia płci; dzień niósłby za sobą jakieś treści, mówiłby o problemach, a nie ograniczałby się do jakiś okolicznościowych, domowych akademii.

Oczywiście, to że masz prawo do czegoś, nie znaczy, że musisz z niego korzystać. Truizm to; masz też prawo nie akceptować zachowań innych osób. Ważne jednak jest to, że osoby te mają prawo do tych zachowań i nie powinny spotykać się z przejawami dyskryminacji z tego powodu. Przekładając to na ten kazus: każdy ma prawo nie lubić transwestytów czy metroseksualnych mężczyzn i kobiet, ważne jednak, by swym zachowaniem nie powodował sytuacji, w których osoby te mogłyby się poczuć z tego powodu dyskryminowane. Bo tak naprawdę, to wydaje mi się, że metroseksualista nie wybiera tego, że metroseksualistą jest, tak samo jak heteroseksualista nie wybiera swej orientacji, czy (przyszły) transwestyta tego, że jego mózg ma inną płeć niż jego ciało. To po prostu kwestia bycia sobą, a nie kreowania swego imidżu. A to, że etroseksualistów jest więcej niż za socjalizmu spowodowane jest tym, że po prostu przestali być wyśmiewani, wzrosła społeczna akceptacja - więc wyszli z cienia.

Pozdrawiam serdecznie,
Michał

Opublikowano

Oj, nie zgrywaj się, przecież oczywista odpowiedź.\. Czy metroseksualista kogoś krzywdzi? Czy heteroseksualista (przyjmując, zę nie jest gwałcicielem) kogoś krzywdzi? Nie. Za to aktywny pedofil i owszem, mordercy gwałciciele także. Narkoman nikogo prócz siebie nie krzywdzi, więc do niczego go zmuszać nie można. A osoby o niskim poziomie intelektu są od zawsze wiodącą grupą społeczną.

Podsumowując: granicą wolności jest krzywda (czy jak chcą filzofowie liberalizmu: wolność) innej jednostki.

Opublikowano

oj proszę, źle mnie zrozumiałeś.

Dzień Kobiet - jest taki, jakim go czynimy. Tylko od Twojego podejścia zalezy, czy będziesz się tego dnia nad kobietkami litował, czy im dziękował, czy je wielbił, czy co tam jeszcze i tlyko od Ciebie zalezy, czy kwiatek będzie pustym gestem, czy symbolem, ale to jest chyba jasne, prawda? Tu chyba mamy jaki taki kompromis.

Co do metroseksualistów - mnie tam nie przeszkadzają, niech se będą, nic mi do tego i w żadnym razie ich nie chcę dyskryminować, ale za nic nie chciałabym żyć z takim "facetem" i tego z kolei mi nikt nie zabroni. Bo dla mnie to nie facet, tylko "facet", przykro mi, to już jest rzecz gustu, co kto lubi, ja na przykład wolę meskich mężczyzn, bo sama jestem (staram się przynajmniej być...) kobiecą kobietką. I nie chciałabym, żeby nagle taka moda na metro zapanowała, ze dla mnie męskich mężczyzn zabraknie :( ale to już żartem. Wiesz, o tyle homoseksualiści ani mnie grzeją, ani ziębią i nic o nich nie mówię, bo mnie to nie dotyczy, o ile irytuje mnie metroseksualizm u niby zwyczajnych panów, bo to juz jest niejako moja sprawa. I boję się, że to nie chodzi o to, że "oni tacy są", tylko, ze to się staje modą... bo jeśli nie będzie moda, to ok, wszystko mi jedno, ale jeśli to ma się zrobić powszechne? ojej...

tak przeczytałam jeszcze raz, chyba inaczej pojmujemy metroseksualizm... chodzi mi o panów, ktorzy chodza do kosmetyczki i używają kremu na zmarszczki pod oczy dla meżczyzn, ale nie o transwestytów, o hetero, tylko takich co to musza być wygoleni co do milimetra i pachnieć chanel no5, miec opaleniznę prosto z solarium i ćwiczyć codziennie biceps na siłowni, nie wiem, depilują sobie brwi, a włosy stawiają na żel. i tak jak wyżej: boję się, że taka jest moda,a dla mnie to już nie są męskie zachowania :( z resztą nie wiem, może przesadzam...

Opublikowano

No cóż: podsumowując chciałbym zawalczyć jedynie o prawo chodzenia do kosmetyczek :) Ja mam trądzik, a nigdy nie pamiętam, żeby się paćkać jakimś mazidłem na niego (ponoć pomaga, ale jednak nei od samego leżenia na półce) - więc wolę iśc raz na trzy miesiące do kosmetyczki i mieć z tym święty spokój. Acz tak po prawdzie to byłem na razie raz póltora roku temu i się jeszcze nie mogę wybrać :)

Ja tam wolę kobiety w glanach, bojówkach, naszywkach, dreadach, ciuchach hippisowskich i ogólnie: "agrawek sześc, badzioli pięć, irokez cud na głowie" - jak śpiewa Patyczak :) Lubię po prostu wyraziste osobowości.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


eh, myślałem że rozmawiamy o winie :)
chodzi o to że jeżeli metrosex nie wybiera i homo też nie wybiera to i narkoman i gwlaciciel i pedofil itp. też NIE WYBIERAJĄ - a jednak za pedofilie chcą karać za homo czy metro już nie... dlaczego? jak może być kara bez winy? (przyjmując założenie "braku wyboru")
"szkodliwość" ma być kryterium? okej ale szkodliwość dla kogo? każdemu szkodzi co innego??
więc co? ogólny konsesnus? ale w takim razie dlaczego homoseksualiści napadają na tych którzy uważaja ich za szkodliwych? skoro to "większość" ma być kryterium?

podsumowując: wolność nie istnieje :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


znam lepsze spsoby na trądzik ;)

heh, i wg. Ciebie naprawdę to właśnie świadczy o "wyrazistej osobowości" - to dlaczego jest to modne głownie wśród zagubionych nastek?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. Gwałciciel jest tutaj złym przykładem. Zagalopowałeś się.
2.Homoseksualiści nikogo nie krzywdzą.
3.Tak szkodliwość jest kryterium.
4.To znaczy że jak ja lubię wypić 6 kaw dziennie i szkodzi to mojemu zdrowiu, a inni uważają też za szkodliwe dla nich, albo założę jaskrawą bluzeczke i im to na oczy szkodzi to co?
Coś ta Twoja wypowiedź nieciekawa. pozdr
Opublikowano

bo to wypowieź ze tak powiem "meta" :))
chodzi o to że jeżeli przyjmiemy że "człwoiek sobie nie wybiera tego kim jest" (no bo w sumie jak? możesz wybrać czy postępujesz "dobrze" czy źle ale już sumienia (czyli wyznacznika tego co jest dobre/złe) wybrać sobie przeciez nie mozesz (tak samo jak nie mozesz sobie wybrać "płci" swojego mózgu... "geny i wychowanie" decyduja o tym kim jesteśmy - na żadne z nich nie mamy wpływu) czyli jeżeli tak rzeczywiscie jest (determinizm) to jak mozna mówić o czyjejkolwiek winie? owszem można mówic o szkodliwości i o spsoobach zabezpieczania sie przed nią... ale nie można mówić o "winie" jako takiej...
tym samym wszelka "prawda" jest względna - jeżeli ktoś uzna, ze nie życzy sobie czegokolwiek to ma do tego dokładnie takie samo prawo jak murzyn do bycia murzynem (innej opcji nie ma - przyjmując to poczatkowe załozenie) - ale to takie sobie gadanie (z nudów :) )
ps. pijąc 6 kaw dziennie szkodzisz: swoim rodzicom którzy w ciebie "zainwestowali", swoim dzieciom które przez ciebie beda mialy problemy ze zdrowiem... sobie - bo przy takich ilościach masz 90%szans na chorobe psych... i co? uważasz ze wg. tego kryterium (szkodlwiości) ktokolwiek ma prawo mówić Ci co masz robić??

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena De-Tre Dzisiaj w nastroju na blusik, chociaż jazz też bardzo lubię. Chyba, że coś "zmierzłego" dla ucha sobie zapodam...Kurta Weilla może...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Oglądaj, komentuj i krytykuj...zabronić Ci tego przywileju w stanie nie jestem (ale jak będziesz zbyt wredna to Cię odeślę wraz z dedykacją do jednego z moich, specjalnie stworzonych na taką właśnie okazje, dzieł absolutnych z serii "wiem lepiej" ....żebyś tylko mi się na poziom V nie załapała....straszna wulgara...uffff...) Doszedłem do wniosku, że do pracy nad dalszymi rozdziałami muszę się bardziej gruntownie przygotować. Tak więc zacznę od lektury Twoich książek...którą na początek? (tak, żeby się zachęcić, albo nie zniechęcić ) "Ludzie w biegu" czy "Na krańcach klawiatury"? Szczerze mówiąc tytuł pierwszej już mnie drażni...nie lubię pośpiechu, to raz... a dwa, do gatunku ludzkiego nabawiłem się swojego rodzaju alergii ...ale nie oceniamy książki po tytule...czy jakoś tak Zakładam, że jakieś "wystąpienia publiczne", związane chociażby z promowaniem wydanych przez Ciebie książek, już zaliczyłaś...o co Cię głównie ludzie/fani pytają? (muszę się zapytać, żeby nie dublować tematów w mojej biografii ... w sensie Twojej ) Tak to bywa, że na dnie doliny jest znacznie lepiej na samej górze...człowiek nie rzuca się w oczy,co pozwala na zachowanie własnego ja (w miarę możliwości rzecz jasna, trzeba jeszcze brać pod uwagę presje środowiska pozostałych "doliniarzy" ),  doskonale widać co się dzieje na szczycie , a i upadek mniej boli (przewalając się z doliny w dolinę jeszcze nikt chyba krzywdy sobie nie zrobił ). Dobrej nocy P.S. Bodetré i futbol.....???? ...armagedon się iści....
    • Nieruchomieją w apatycznej formie lirycznej i zastygają w obłokach niedomówień tracą powoli barwy tuląc szarość minionych snów na koniec milkną w dokolnej ciszy prosząc zegary o jeszcze jedną chwilę nasączoną szeptem niewypowiedzianych słów.   Autor fotografii: Mirela Lewandowska  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Gosława piękna, zmysłowa liryka o charakterze intymnym, traktująca o głębokim przeżyciu cielesnym i emocjonalnym. Podoba mi się motyw czereśni- ten ich soczysty smak i cudny kolor nadają  ciekawej barwy wersom. Natomist ta zieleń jest dopełnieniem całości obrazu , który tak pięknie pieści wzrokiem...
    • @violetta

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Tekst powtórkowy?     Na cholerę tutaj przyszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane nieco. Dobrze chociaż, że las niczego sobie. Żeby jeszcze drzew nie było. Zasłaniają widok. No nic. Muszę wyciągnąć bułkę z wątrobianką. Uwielbiam. Tym bardziej, że zgłodniałam trochę. Coś mnie w to miejsce sprowadziło… ale co? Przeczucie lub jakieś inne pieprzone zjawisko, którego pojąć nie mogę.    Zgryzam. A niech to. Za raptownie przedziałek dupki nadusiłam i część nadzienia, gęsto szybuje na ściółkę leśną. Dziwna jakaś… materiałowa. Wiem, bo dłonią pomacałam. Muszę wytrzeć papierkiem, bo plama będzie. Dobrze, że nie wierzę w krasnoludki, bo jeszcze by łydki pogryzły, gdyby dostały szarą masą po kapeluszach. Durnowata ja. Najlepszy apetyt, poszedł się…    … a to co? Budka z piwem? Chyba nie, gdyż dziwna jakaś. I skąd nagle tu, po oczach daje. Ciekawe, czy pomoże? Słyszę, jakby za mgłą, że niby tak. Co tak? Może ćwierka ptak? Na dodatek najbliższe drzewa wokół, nabierają błękitnego koloru, a drzwi w owym czymś, samoczynnie otwarte na żółto. Czyżby chatka chciała, żebym tam wlazła. Takiego! Nigdy w życiu – nagle wrzeszczę na całe knieje, pokazując wejściu środkowy palec…    … tylko nie mój. Skąd to obrzydlistwo w dłoni. Inny jakiś. Jakby nie z tego świata. Nawet nie wiem, czy to faktycznie palec. Jedno jest raczej pewne… wskazuje kierunek, a ja nie mogę nie chcieć, wbrew sobie. Na dokładkę w drzwiach chatki, widzę moją matkę. Kiwa do mnie uśmiechnięta i zaprasza na ulubiony obiad. Tak jak kiedyś, gdy byłam małą dziewczynką. Oj nieładnie, brzydko wprost. Ktoś mi gra na emocjach. Chce zwabić, bym tam weszła. Znowu pokazuje, tym razem swój i co…    … i wchodzę, do wewnątrz, niczym bydlę na rzeź. Od razu lepiej – stwierdzam sarkastycznie – drzewa nie zasłaniają. A dlaczego – myślę jak umiem – bo ich nie ma. Oddycham z ulgą. Potrafię jako tako logicznie rozpatrywać w tej krainie, w której nagle zaistniałam.. Dobrze, że zapasowa bułka z wątrobianką jest ze mną w potrzebie. Symbol więzi z tamtym lasem, by nie zgłupieć zupełnie. Tak daleko, że już nie ma powrotu. Dopiero teraz popatruje wokół, co jest, a czego nie ma.    Niestety, mózg nieprzystosowany. Widzi wszystko po raz pierwszy w życiu, ale tak naprawdę, łącznie ze składowymi obiektów, czy czegoś tam. Nie potrafi przerobić na rozpoznawalne obrazy. Brakuje mu punktów odniesienia. Jestem jak ten niemowlak. Dostrzegam jakieś zamazane kształty. Widzę po ludzku, tylko żaden z tego pożytek, w tym obcym świecie.    Jedyne co rozpoznaje, to swoją twarz w lusterku – nie pamiętam żebym brała – dalsze ciało, bułkę i wspomnianą wątrobiankę. Dobre i to. Jak to… ciało? Kurdę, jestem naga, do ostatniego szczegółu. Na domiar złego, czuję wokół… obecności. Tylko tak mogę to określić. Najbardziej jedną. W ten sposób, że aż ciało moje, drży i wcale to nie jest, takie znowu nieprzyjemne. Zaczynam iść przed siebie…     … kolejna ciekawostka. Widzę, że idę pod górę… lecz nogi, mówią wyraźnie, że schodzę w dół. Muszę wstrzymywać kroki, by nie zjechać po tyłku. Taka sprzeczność, jest trochę męcząca dla mózgu. Nagle całkiem niespodziewanie, dostrzegam siebie, przy… przystojnym kształcie, w ludzkim pojęciu. Obiekty wokół nabierają jakiegoś sensu, lecz mam dziwne wrażenie, że nie zabawię tu dostatecznie długo, by rozpoznać do końca. Siedzenie, sprawia mi coraz większą trudność. Mam ścierpnięte ciało. Słyszę – odpręż się. To sama wiem. Jakie siedzenie? Gdzie? Przecież chodzę tu, lecz nagle przystaje. Normalnie mnie zatyka...       … i odtyka, gdyż ów przystojny kształt – o matko – urywa mi głowę. Zaczyna pieścić i jakby całować, tylko czym. Zamazany cholerny kształcie, pokaż wreszcie swoje oblicze. Nienawidzę cię. No nie, nie mogę powiedzieć, to całkiem przyjemne nawet. Aż mnie nawiedzają spazmy rozkoszy. Chociaż z drugiej strony, jak on śmie. Bez mojej zgody. Jaki on? Może ona? Pieprzone ufoludki. Co to w ogóle jest?     Czuję dokładnie, jego wyczyny z bliźniaczą głową. A jednak doznania więcej, niż boskie. Teraz wyrywa nogi z tułowia. Tej drugiej ja, oczywiście. Pieści me uda. Najpierw jedno, później drugie. No nie. Tylko nie to, co pomiędzy nimi, proszę. A jednak, wyszarpnął paskud jeden. Coś tam gmera, grzebie, wkłada. Cholernie przyjemnie. Odrywa moje piersi. Czule miętosi… i nagle koniec…       … raczej nie. Kolejna niespodzianka. Tamta druga ja, znika. Czuję teraz na całym ciele, delikatne stukanie. Co to znowu za cuda? I tak samo jak poprzednio, nagle mnie olśniewa. To mowa dotykowa. W zależności od tego, gdzie przypada ukłucie, znaczy inny… wyraz… lub literkę… myśląc po ludzku…     … bo tylko tak mogę myśleć, lecz zaczynam nieco rozumieć, co ów przystojny kształt chce przekazać. Czuję się cholernie… zakochana. A niech to, co za banał na obcej planecie chyba? Kształt… we mnie też zakochany. Zakochany? Co ja pieprzę za farmazony. Doprawdy, fajne tu się kochają, rozczłonkowując ciała, kochanej osoby. Chyba jednak zaczyna mi odwalać w tym pokręconej krainie. Nie mogę usiedzieć na miejscu, muszę pochodzić…    … i na cholerę tutaj przeszłam. Zimno, wietrznie, aż me piersi rozedrgane. Chyba na kogoś czekam. Tylko jak długo? No wreszcie. Idzie do mnie uśmiechnięty i już z daleka wrzeszczy, przepraszając za spóźnienie. Tłumaczy to tym, że dość długo trwało, zanim się upodobnił do męskiego, w każdym aspekcie, niekoniecznie na co dzień widocznym.       Jest coraz bliżej. Wreszcie przy mnie. Przytula mnie, a ja jego. W czasie pocałunku, mamroczę niewyraźnie, dziękując za wspaniały żart słowny, którym mnie obdarzył. Że niby… przerobiony na człowieka. Chichoczę w głos na cały las. On też. Jesteśmy tacy... nieziemsko szczęśliwi. Częstuję go połówką bułki z wątrobianką i po chwili, gnieciemy leśną ściółkę.      Po finalnym zakończeniu, zakładamy odzienia, chociaż nie czujemy się nadzy. Idziemy w kierunku obrzeża lasu. Jesteśmy na skraju. To początek rozłożystej łąki, nakrytej żywym całunem, z różnorodnych kwiatów. Z tyłu promienie słońca, prześwitują przez zielone gałęzie. Widzimy przed sobą nasze wydłużone cienie oraz fruwające na ziemi, ślady ptaków.   A jednak coś zakłóca wspólną sielankę. Zaczyna padać drobny grad. Migoczące drobinki, szybują w naszym kierunku. Czuję stukanie na sobie, w różnych przedziwnych miejscach, a on patrzy na mnie, jakby chciał coś powiedzieć.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...