Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 50
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bezeciku, a może na moście? - Karola na przykład ;) Tam podobno wszystko się spełnia (marzenia znaczy), choć ja nie potwierdzam.
A może Stafan zna jakiś most, na którym się spełnia (wszystko, oczywiście) ;)

Kiedyś, dawno temu, zaprojektowałem mostek-kladkę dla pieszych-zakochanych w Oławie, nad rzeką Oławą. Miasto nie miało pieniędzy, więc podarowałem ten projekt. Mostek nazywa się "Mostem Stefana", co uwieczniono w pewnej książce, którą Henrietka mi podarowała. Tak to jest, zbudowałem ponad 400 mostów, zaprojektowałem ok. 70, a do historii przeszedłem mostowym limerykiem. Łza się kręci. Tam się spełniają Ewo. Aj będę pod, trudno, taki zwyczaj, projektant pod mostem, w czasie próby, trudnej.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To miała być sprawa poli szynela!!!
Jakoś mi nie idzie natchnienie - ani jednej rewijki nie mogę nawinąć (może więcej pić? ale czego?)
dyg
b
PS. Napisać możesz, ale nic poza tym!!!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To miała być sprawa poli szynela!!!
Jakoś mi nie idzie natchnienie - ani jednej rewijki nie mogę nawinąć (może więcej pić? ale czego?)
dyg
b
PS. Napisać możesz, ale nic poza tym!!!

Dzięki, pij żubrówkę z sokiem jabłkowym, tylko nie dodawaj soku, bo za słabe wychodzi.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Może być nawet na moście!
A wtedy Stefana postawimy pod mostem (niech sobie przynajmniej poogląda ;).
Co do Karola - nie mam zdania (Miłka wie ;)
Więc czekam.......................
b.
;)
Biednego Stefana pod most?A jak sobie co nie co odmrozi?
Pod Mostem Karola (tzn.nizej, ale obok) jest niezła kawiarnia "Marnica", tam się mozna rozgrzać!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie




×
×
  • Dodaj nową pozycję...