Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wystarczy dmuchnąć aby wiedzieć
czy to oddech
albo schorowane zrzędy
bliźniaczo obok siebie wychowywane
gdzieś tam serce jak kickboxer

wystarczy coś zjeść z głodu
aby następny głód nie nastąpił
dlatego że kusimy w diecie żołądek
i ciało coraz bardziej jak
suche pestki produktów

tylko jedna dawka która płynie
w żyłach już do końca nas
zostaje rozcieńczona
„we krwi” można łatwo polec
jak porzucony miś

lepiej aby w stanach schizofrenii
stłuc zastawę stołową niż
rzucając własne dziecko o ścianę
żałować że nie było talerzem
najlepiej nie odrzucać lekarstw i pomocy


nie wystarczy nam potrzeba fizjologiczna
aby załatwić problem przyzwyczajeń

może nie starczyć czasu na plan
odzyskania chronologii
wdech

wydech
bez efektów
kroplówek
izolatek

umierajmy jak umieramy
niezdrowo
zabijając przy tym
stanowiska niepotrzebnych chorób

Opublikowano

" wystarczy coś zjeść z głodu
aby następny głód nie nastąpił
dlatego że kusimy w diecie żołądek
i ciało coraz bardziej
jak suche pestki produktów"

...

" lepiej aby w stanach schizofrenii
stłuc zastawę stołową
niż rzucając własne dziecko o ścianę
żałować że nie było talerzem
najlepiej nie odrzucać lekarstw i pomocy"


w tych strofach tylko bym entery pozmieniał. co nie
zmienia faktu, że druga z nich jest palce lizać!
pozdrawiam.
yasioo

Opublikowano
Yasioo Zimiński

dzięki za "podziw"
który to podziw oddaję
swoim "podziwianiem"
twojego komentarza
:]

entery - zawsze się zastanawiam
i myślę że już wystarczy temu tekstowi
zmian "skakankowych"

jeszcze raz dzięki

bywaj

ps. nie "pan" :)


Oscar Dziki

acha

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...