Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kobiety umieją czekać
na mężczyzn. z obiadem. nocami.
czy mają coś ważniejszego do zrobienia?
akurat ulubiony serial trwa.

umieją wybaczać
niedotrzymane obietnice. latami.
tego uczyły ich matki
i ponoć to leży w ich naturze.

cztery ściany - cztery strony świata.
ostoja ciepła i spokoju czeka
na pana i władcę. aż zjawi się na włościach
i podaruje ci wymuszony uśmiech.
przytuli gromadkę dzieci.
ile ich masz? już troje?

codzienny trud nie jest niczym wyjątkowym.
raczej obowiązek - podejdź doń z pasją.
a jeśli znajdziesz czas wolny
między obiadem a zmywaniem
możesz realizować swój plan na karierę.

wieczorem wróci książe - jak zawsze
konający ze zmęczenia.
nic dziwnego - w końcu to on
dźwiga na barkach cały wasz świat.

dzięki Bogu, że nie miesiączkuje.



[01.11.2005.]

Opublikowano

Kobiety mówią: zosatałyśmy zapędzone do kuchni. Ja mówię: kobiety dały się tam zapędzić. Taka predestynacja.

W zasadzie nudny wierszyk. Zgadzam się z puentą: dobrze że nie miesiączkujemy.

Strasznie rozlazłe. Nawet jak na proze.

Mam pytanie, czy pozwoliłabyś mi skorzystać z Twojego wiersza? Przerobić go całkiem? Pewnie Ci się nie spodoba, ale i tak bym chciał.

Ktoś mi musi wyjaśnic, o co chodzi z tą interpunkcją?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Przerabiaj, jestem ciekawa co wyjdzie :) Może coś poprawię :)
Przestudiuj historię: żeby się dać gdzieś zapędzić trzepa tam najpierw A: nie być, B: mieć kogoś, kto zapędza :) Kobiety po prostu za długo czekały na dogodny moment kulturowy, by zacząć żyć własnym życiem. A modele idealne płci i wymagania względem nich niestety (albo stety) ciągną się za nami od zawsze. Fakt faktem, że dobrze, że nie miesączkujecie :) Z przyczyn wiadomych :P
pozdr wesoło
  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...