Arkadiusz Nieśmiertelny Opublikowano 1 Listopada 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 Era Wodnika Było kiedy czterech chłopców. Pasjonowali się muzykš tak bardzo, że sami próbowali w niej swoich sił. Spotkali się kiedy i zagrali razem kilka piosenek. Wyszło im całkiem niele. Ponieważ nie mieli innych pomysłów, postanowili założyć zespół i grać takš muzykę, jakš lubiš. Jeden z nich powiedział: - Jeli się nie uda, spadniemy jak ołowiany sterowiec. Like a led zeppelin.Era Oddechu Po Bezklasowoci Zefir, młody mężczyzna szukał kiedy dla siebie i swej rodziny nowego domu. Ponieważ możliwoci było więcej niż dwie, wybór był trudny. Pewnego dnia, gdy siedział i rozmylał, z zadumy wyrwał go dzwonišcy telefon. Podniósł słuchawkę i powiedział: - Zefir, słucham. - Witam, moje nazwisko Pejto. Dodzwoniłam się do stacji meteorologicznej? - Przykro mi pomyłka. mężczyzna chciał już skończyć rozmowę, lecz nagle co go tknęło Przepraszam, jak pani się nazywa? - Pejto, dlaczego pan pyta? - Czy nie pracowała pani przypadkiem kilka lat temu w sklepie na ulicy Tychowskiej? Był tam przez jaki czas taki wysoki blondyn Przez dłuższš chwilę panowała cisza. Kobieta powoli powiedziała: - Pracowałam - przez moment milczała, w końcu prawie krzyknęła Zefir! To ty? Co u ciebie? - Tak, to ja wiesz urodziła nam się niedawno córeczka, nazwalimy jš N. i teraz szukamy nowego mieszkania, bo tamto było już za małe. - Och westchnęła zaskoczona Pejto wspaniale się składa. Włanie mój brat sprzedaje swój dom. Niedaleko Elizjum, wietna okolica. Dla was obniżyłby cenę. - To miło, ale żona mylała o innym miejscu. - Na pewno dałaby się przekonać. Dom jest duży, w sam raz dla waszej rodzinki. Mówię ci, naprawdę warto! - Skoro tak mówisz, to porozmawiam z niš zaskoczony całš sytuacjš Zefir, zawołał żonę.Era Amerykanokosmopolityzmu Orfeusz, skończywszy naukę w szkole podstawowej stanšł przed wyborem miejsca dalszej edukacji. Ponieważ większoć jego znajomych postanowiła uczyć się w gimnazjum nr 4, ze względu na nich, zdecydował się na to samo. Będšc w drugiej klasie, Orfeusz przechadzał się po wybiegu szkolnym mruczšc melodie swoich ulubionych piosenek. Było póne lato, licie żółkły, a ranki wstawały coraz chłodniejsze. - Theres a lady whos sure all that glitters is gold zaczšł cicho nucić mylšc, że jest sam. Otworzył już usta, by zapiewać dalszy cišg, gdy nagle usłyszał za sobš wyręczajšcy go głos: - and shes buying a stairway to heaven. Zaniemówił. Poczuł się głupio, zastanawiał się chwilę co zrobić. W końcu nie odwracajšc się zanucił kolejne wersy: - When she gets there she knows, if the stores are all closed with a word she can get what she came for - zatrzymał się, chcšc sprawdzić, czy nieznajoma osoba znowu dopiewa koniec. - Ooh, ooh, and shes buying a stairway to heaven. Orfeusz odwrócił się. Zobaczył młodš dziewczynę. Była mniej więcej tego samego wzrostu, co on, miała długie złociste włosy i jasne oczy. Umiechała się i patrzyła na niego przyjacielsko. - Czeć. Słuchasz Zeppelinów? spytała. - Tak. Ty też? - Dopiero ich odkryłam odpowiedziała umiechajšc się jeszcze bardziej masz jakie ich płyty? - Wszystkie. odparł Orfeusz. Dziewczynie rozwietliły się oczy. - Mógłby mi przegrać kilka ich płyt? - A ile? I jakie? chłopaka coraz bardziej bawiła cała sytuacja. - Wiesz, ile chcesz i jakie chcesz. Jeszcze prawie w ogóle ich nie znam. - Dobra, na jutro ci przyniosę powiedział niewiele mylšc. Po chwili zapytał Jak się nazywasz? - N. a ty? - Orfeusz odrzekł i pomylał, że dziewczyna ma piękne imię. - Ładnie to do jutra. Odwróciła się i powoli odeszła. Chłopak patrzył na niš, dopóki nie weszła do szkoły. Tego dnia jedna z nauczycielek była chora, więc Orfeusz skończył wczeniej lekcje. Zdšżył na wczeniejszy autobus i pojechał do sklepu z czystymi płytami. Kupił tyle, na ile było go stać. W domu wybrał kilka najlepszych wg niego albumów Led Zeppelin i przegrał je. Następnego dnia, N. na niego czekała. Dał jej płyty i trochę o nich powiedział. Dowiedział się przy okazji, że dziewczyna jest o rok od niego starsza. Chciał porozmawiać z niš trochę więcej, ale przeszkodziła mu wrodzona niemiałoć. Pożegnał się więc i poszedł na lekcje. Idšc odwrócił się. Zobaczył N. wkładajšcš płyty do plecaka i umiechajšcš się. liczny umiech pomylał. Orfeusz widywał dziewczynę w szkole, nigdy jednak nie odważył się do niej zagadać. Nie mógł jednak o niej zapomnieć, toteż uważnie jš obserwował. Dowiedział się na jakim przystanku autobusowym wysiada - był on po drodze do niego do domu. Czas mijał, nadeszła zima, potem wiosna, upragnione lato i ostatni dzień roku szkolnego. Tego dnia Orfeusz był jednak przygnębiony. Wiedział, że N. kończy gimnazjum i teraz już nawet nie będzie jej widywał. Uznał, że takie jest życie i starał się o tym nie myleć. Kolejny rok minšł szybko. Chłopak spotkał N. jeszcze trzy razy, ona jednak nigdy go nie widziała. Bardzo dużo o niej mylał, wielokrotnie jedził rowerem w okolicy jej przystanku autobusowego w nadziei, że jš zobaczy. Poczštkowe zainteresowanie przerodziło się w obsesję. Wpadł na pomysł odwiedzania każdego domu w okolicy tak, by w końcu trafić na niš. Zaczšłby realizować ów pomysł, gdyby nie to, że nadszedł czas wyboru kolejnej drogi w nauce. Orfeusz stanšł przed dylematem. Większoć jego znajomych wybierała się do liceum im. Sofrozyny. On jednak na tyle nie lubił języka niemieckiego, którego musiałby się tam uczyć, że postanowił za żadne skarby tam nie ić. Zdecydował się na jedyne liceum w okolicy, gdzie mógł uczyć się jakiego innego języka. Mniej więcej w tym czasie założył sobie w domu Internet. Był zachwycony nowymi możliwociami, jakie się przed nim otworzyły. Od razu w jego głowie pojawił się plan. Wyszukał w sieci wszystkie imienniczki N. mieszkajšce w Miecie i majšce tyle lat co ona. Ułożył ich listę i po kolei zagadywał każdš z nich. Miał jeden cel odnaleć dziewczynę, której nagrywał płyty. Nie zrażał się niepowodzeniami, po około miesišcu mylał, że odnalazł N. Opisała siebie jako długowłosš blondynkę. Słuchała Led Zeppelin i mieszkała w odpowiedniej okolicy. Zaczšł z niš rozmawiać. Uznał, że lepiej nie mówić jej na razie kim jest. O swojej pomyłce dowiedział się dopiero, kiedy po dwóch tygodniach internetowej znajomoci, dziewczyna wysłała mu swoje zdjęcie. Gdy jš ujrzał załamał się. To nie była N.. Orfeusz stracił nadzieję. Nie szukał już dalej, przestał wierzyć, że jš odnajdzie. Pogršżył się w beznadziei. Pewnego jesiennego dnia napisał do niego stary znajomy, Hermes. Rozmawiali trochę o starych, dobrych czasach gimnazjalnych. Potem Hermes podał mu szeciocyfrowy numer. I na tym rozmowa się skończyła. Orfeusz sprawdził numer na swej licie N.. Był kolejnym numerem po pomyłkowym, tym, przez który utracił nadzieję na odszukanie znajomej. Wysłał na ten numer wiadomoć, zwykłe przywitanie. Chwilę potem otrzymał odpowied. Zaczšł rozmawiać, bez większych nadziei i bardzo ostrożnie. Już po kilkunastu minutach był pewien, że Gdy po jakim czasie dziewczyna odkryła tożsamoć rozmówcy, nie kryła zaskoczenia. Orfeusz czuł się niezwykle, jakby sięgnšł niebios, jakby dowiadczył cudu. Wszystko wokół nabrało nowego sensu i nowego znaczenia. Czuł w sobie nieznanš mu wczeniej siłę. Odnalezienie N. było celem jego życia, czym do czego dšżył, spełnieniem wszystkiego o czym marzył. Sam nie mógł uwierzyć w to, że się udało. Dzień, w którym narodził się na nowo, zapamiętał na całe życie. Stało się to dla niego więto ważniejsze niż wiele innych, hucznie przez niego wczeniej obchodzonych. Rozmawiali o wszystkim. Okazało się, że N. ma chłopaka. Ale przecież nie o to chodziło Orfeuszowi. Sama znajomoć i możliwoć rozmowy były cudowne. Dowiedział się, że N. mieszka niedaleko niego, w Elizjum, gdzie przeprowadzili się jej rodzice niedługo po jej narodzinach. I że na bierzmowanie wybrała imię Philia. Dziewczyna była dokładnie taka, jakš sobie wyobrażał. Inteligentna, wrażliwa, z artystycznš duszš, lubišca naturę Rozmawiali ze sobš przez Internet długo, poznajšc nawzajem swe wnętrza. Mniej więcej w tym czasie Orfeusz poznał Afrodytę. Postanowił zbliżyć się do niej, bynajmniej nie w sensie przyjacielskim. Lubił z niš przebywać, wydawałoby się, że wszystko toczy się najlepiej jak tylko może. Miał nadzieje, że i tym razem mu się uda. Pewnego zimowego dnia rozmawiali w ten sposób: - Tego roku będę miała bierzmowanie. - Hm mruknšł chłopak jakie imię wybierasz? - Jeszcze nie wiem. Waham się między Temidš a Hybris. - Temida chyba lepiej do ciebie pasuje powiedział niepewnie. - Mylę, że oba imiona wietnie do mnie pasujš. Spojrzał na niš badawczo. Rozmowa toczyła się dalej, była jednak już ich ostatniš. Tego dnia Orfeusz napisał:płaczę nie mów żebym przestał wybrała innego nie mów że nie próbowałem bo robiłem to najlepiej jak potrafiłem ale wybrała innego Chłopak stracił nadzieję i cały wiat rozsypał się na drobne kawałki. Wieczorem siedział w swoim pokoju pytajšc Boga szeptem: dlaczego? dlaczego? dlaczego... Chciał z kim o tym porozmawiać. Próbował z jednym z rówieników, Momosem. Ten znudzony rzekł: - Luz Marian, nie zamulaj. Co to, jest jedna foka na wiecie? Chod, jest melanż dzisiaj, wyrwij jakš laskę i jazda Orfeusz nie odpowiedział. Próbował porozmawiać o tym z kim dorosłym i dowiadczonym. Słowem, z Megajrš. Wyjanił wszystko i usłyszał: - Uczucie przejawiajšce się w relacjach do drugiej osoby płci odmiennej jest tymczasowe i niestałe. Bycie z kim dłużej jest awykonalne. Zajmowanie takimi sprawami centralnej częci orodkowego układu nerwowego jest wprost proporcjonalne do zmniejszenia czynnoci umysłowych dotyczšcych nauki. Lepiej powtórzmy fizykę: dlaczego w teoriach supersymetrycznych nieskończona dodatnia energia fluktuacji bozonowych w stanie podstawowym kompensuje nieskończonš ujemnš energię fluktuacji fermionowych? Orfeusz ponownie milczał. W końcu o swoim problemie opowiedział N.. Wtedy ona rzekła: - Spotkajmy się jutro i porozmawiajmy, proszę. Na dworcu o 17. Niewiele mylšc zgodził się. Kolejny dzień był mrony. Orfeusz nagle zdał sobie sprawę, że jest rodek zimy. Wszedł na peron i powoli otworzył drzwi prowadzšce do rodka dworca. Zobaczył stojšcš tyłem N.. Odwróciła się. Spojrzeli sobie w oczy. Przypomniał mu się jej wzrok sprzed prawie dwóch lat, gdy umiechała się wkładajšc płyty do plecaka. Podszedł do niej. Przytulili się w milczeniu. Zaczęli rozmawiać. Na poczštku cicho, niemiało. Potem coraz swobodniej. Spacerowali po parku patrzšc na wolno roztapiajšcy się nieg. Chłopak zerwał pierwszy przebinieg i dał N.. Wiedział już, że to było mu potrzebne. I był szczęliwy. W pewnym momencie rozległ się telefon Orfeusza. Dzwonił jego ojciec, Chronos. Chłopak nie odebrał, ale wiedział, że spotkanie dobiegło końca. Na pożegnanie znowu się przytulili. N. wyszeptała: pamiętaj, że jestem. Orfeusz starał się zapomnieć o Afrodycie. Wiedział, że tak naprawdę ona niewiele znaczyła. Doszedł do wniosku, że bycie przy niej nie dawałoby mu tak wiele radoci jak przyjań z N. N. stała się jego najlepszš przyjaciółkš. Jego muzš, jego natchnieniem. W trudnych chwilach wspierali się, w radosnych wspólnie się cieszyli. Pokochali się czystš miłociš. Zaczęli zwracać się do siebie: bracie i siostro. Jednak w każdej przyjani przychodzš chwile niezrozumienia. Pewnego letniego dnia pokłócili się. Trudno nawet powiedzieć o co. Gdy minęła złoć, Orfeusz poczuł żal. Nie mógł zrozumieć dlaczego się tak się stało. Czy w prawdziwej przyjani to się zdarza? A może ich przyjań była tylko złudzeniem? Dręczyło go wiele wštpliwoci. Gdyby nie przyjacielska miłoć, jakš czuł do N., chciałby zakończyć znajomoć. Ale jego uczucie cišgle dawało mu wiarę i nadzieję, że wszystko było pomyłkš, i że wszystko da się jeszcze naprawić. Postanowił przeprosić jš bez względu na to kto bardziej zawinił. Chciał zrobić to w jaki wyjštkowy sposób. Gdy zastanawiał się w jaki, w głowie pojawiła się mu nieznana melodia. Zanucił jš cicho. Nie mógł już wyrzucić jej z głowy. Wtedy wpadł na pomysł stworzenia dla N. piosenki. Wzišł jeden ze swych wierszy, napisanych do N. i zapiewał go na wymylonš melodię. Pasowało idealnie. Kilka dni póniej piosenka była gotowa. N. usłyszała jej słowa, jej melodię i w jednej chwili niezrozumienie zniknęło. Poczuła tylko głębokš, prawdziwš przyjań i szczerš radoć. Wiedziała już, że będš przyjaciółmi na zawsze. Jaki czas potem Orfeusz grał w karty ze swym znajomym Momosem. Wygrał pięć razy z rzędu nie wymieniajšc ani jednej karty. Momos rzekł zniesmaczony: - Albo, kurde kto kantuje, albo, kurde ja jestem George Bush. Pięć razy to się, kurde w pale nie mieci! - Zdarza się - powiedział chłopak. - Kurde, ale przypadek ale dlaczego? Kurde, dlaczego chociaż raz nie mogę wygrać? Orfeusz umiechnšł się. - W chwili, gdy odrzucisz przypadek, na zawsze przestaniesz pytać. rzekł cicho. Wstał od gry i powoli odszedł nucšc: Theres a lady whos sure all that glitters is gold and shes buying a stairway to heaven.
Arkadiusz Nieśmiertelny Opublikowano 1 Listopada 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 Dawno temu trochę pisałem, teraz chciałem do tego wrócić. To jest praca domowa z języka polskiego, a ponieważ jestem świadomy swoich braków, proszę o opinie i rady, każda będzie cenna.
melisa Opublikowano 1 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 czytając myślałam sobie: "szkolniackie" :P co najdziwniejsze, nie znalazłam chyba żadnego błędu, pomijając drobiazgi stylistyczne, dozwolone w wypracowaniu szkolnym ;) w mitologi kocham tylko Morfeusza, za to jest + i jeszcze za to, że opowiadanko fajniutkie
Arkadiusz Nieśmiertelny Opublikowano 1 Listopada 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Przeczytam jeszcze kilka razy i popoprawiam. Zapomniałem dodać, że oparte na faktach.
Tali Maciej Opublikowano 1 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 Przyjemna historyjka, fajnie się czytało, chociaż szkoda ,że tylko przyjaciele, aż chciało by się kontynuacji, jakiegoś demonicznego romansu, lub romantycznego.... wole fantazji jak i dezyzji zostawiam autorowi nisko się kłaniam i pozdrawiam
Jay Jay Kapuściński Opublikowano 1 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 przy wytłuszczeniu i kursywie muszą być nawiasy kwadratowe. znam Cię trochę z forum poetyckiego i poznaję tutaj kilka faktów, o których tam pisałeś (N., jęz. niemiecki). więc jeżeli to prawdziwa historia, to spisana bez zarzutu. Era Oddechu Po Bezklasowości - dialog w tym rozdziale wydaje się trochę naciągnięty, popatrz dokłądniej, za szybko się to wsyzstko dzieje. pozdr.
marri huana Opublikowano 1 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 Hmm... a więc to tym byłeś zajęty wczoraj wieczorem? Na tyle, na ile Cię znam, mogę powiedzieć, że rzeczywiście dużo w tym Ciebie... Fajna historia; cieszę się z takiego zakończenia. buzi ps."odrzekł i pomyślał, że dziewczyna ma piękne imię" - piękne, a jakże!:D
Arkadiusz Nieśmiertelny Opublikowano 1 Listopada 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 1 Listopada 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. hehehe... A nad Erą Oddechu Po Bezklasowości faktycznie się zastanowię. Dziękuję wszystkim.
Espena_Sway Opublikowano 2 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 2 Listopada 2005 Arku, widzę że jesteś wszechstronny; zarówno w poezji jak i w prozie sobie dobrze radzisz :). opowiadanko bardzo ciekawe, cóż miałam nadzieję na bardziej optymistyczne zakończenie, ale to chyba efekt czytania zbyt wielu książek o miłości z happy endem. W tym wypadku end jest nadzwyczaj realistyczny; przecież w życiu rzadko mamy do czynienia z idealnymi zakończeniami i odwzajemnioną miłością . duży + pozdrawiam serdecznie Espena Sway :)
Arkadiusz Nieśmiertelny Opublikowano 2 Listopada 2005 Autor Zgłoś Opublikowano 2 Listopada 2005 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Ech, gdyby życie można było pisać tak, jak opowiadanie...
Leszek_Dentman Opublikowano 7 Listopada 2005 Zgłoś Opublikowano 7 Listopada 2005 Próbowałem przeczytać, ale porobiły się krzaki, a zastanawianie się, co się kryje pod jakimś tam kwadracikiem psuje całą przyjemność. Popraw i daj cynk na priva, to wrócę.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się