Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

nie trudno minąć się z duszą
szukając nowych wcieleń
w starych obrazach

szkice artysty
zbyt miekkim ołówkiem
by utrwalić wieczność

sztuka jest złudzeniem
interesownym i egoistycznym
dlatego uzależnia

Opublikowano

malutka kosmetyka
poza tym pierwsza strofa pozostaje bardzo...
druga już mniej
a trzecia najmniej
takim stopniowaniem jest dla mnie ten wiersz
no ale jest coś zawarte i tak samo coś się podoba
tylko tymi stopniami...;)


nie trudno minąć się z duszą
szukając nowych wcieleń
w starych obrazach


szkice artysty zbyt miękkie
by charakter ołówka
doczytała wieczność


sztuka jest złudzeniem
wyzwalającym egoizm
dlatego wchłania


oczywiście nie twierdzę że moja wersja jest lepsza
to moja wizja
a czy lepsza czy gorsza to nie mnie oceniać...

Opublikowano

i ja nie bede jej oceniala, bo ona jest o czymś zupełnie innym,
zmieniłeś sens szkiców i nie może być wchłania, bo to nie to samo co uzależnia, nie o to tu chodziło...

dzięki za poświęcony czas :)

pozdr, fr.ashka ;)

Opublikowano

Sztuka bezinteresowna nie jest, co widać. Bo wątpię, by ten wiersz był sztuką dla samej sztuki.!?. :). Bo mało z nią ma wspólnego.
Nie żebym był złośliwy! O nie!:). Ale z tego całego wiersza zostawił bym tylko; nie trudno minąć się z duszą , szukając nowych wcieleń.

Pozdrawiam:)

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

bardzo fajny wiersz . pomysl przeslanie oraz wartosc ok . na tak .
(jak zwykle jestem opozniona heh )

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...