Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przez wydmy
skromny przeleciał wiatr
cichy
ledwo piasek musnął
ziarna poprzemieniał
rozkołysał suche trawy

zajączki słoneczne
krople morskiej wody
twoich oczu
odbicia lustrzane

zasłuchany w morza szept
i wiatru crescendo
na mewy skrzydłach
myślami lecisz
za horyzont
układasz słowa
do melodii serca

Opublikowano
Czy pamiętasz? Jak żeśmy czekali...
Jedenaście wyblakłych miesięcy...
Na ten pierwszy niebieski plusk sk..
I na mewy tańczące na wietrze...
(...)
Mówili na nią słońce, Bałtyku szary piach
Zamieniał się w gorący podzwrotnikowy raj
Mówili na nią słońce i wzdychał w tobie blus
Tak jasne były noce jakby zabrakło chmur
Mówili na nią słońce...


Twój wiersz właśnie taki klimat mi zbudował. A musisz wiedzieć, że tę piosenkę powyżej bardzo lubię. Dlaczego ją wstawiłem? Po prostu, twój wiersz można by dokleić do końca jej... i chociaż temat może się wydać trochę... chm, zbyt naciągany... to jednak warto.

Pozdrawiam
seweryn .m
Opublikowano

"przez wydmy
skromny przeleciał wiatr
cichy
ledwo piasek musnął
ziarna poprzemieniał
rozkołysał suche trawy "

Piękny klimat stworzyłas w wierszu, gdzie tęsknote czuje się przez skórę..

a wyrwany przeze mnie fragment jest zwyczajnie śliczny

wiatr..skromny cichy - to niezwykłe..tak pieknie złagodzić..to co wydaje się nieokiełznane.
pozdrawiam bardzo - Mirka

Opublikowano

Wiele powstało wierszy o tej tematyce i mógłbym próbowac się czepiać. Nie umiem jednak bo Twój liryk bardzo mi się spodobał.

Jestem jednak pesymistą, więc po przeczytaniu całości, przed oczami pojawił mi się obraz dziewczyny ze złamanym sercem, która uwierzyła w piękno miłości poznanej na nadmorskim deptaku. Ale to juz temat na odrębny wiersz.

Też dawno nie byłem nad Bałtykiem, dziękuję więc za wiersz, który mi przypomniał spędzone tam chwile.

Opublikowano

Wiersz ma wyrażać tęsknotę!!!

...a jaką, to już każdy sobie może dopowiedzieć...no i oczywiście pojechałam nad morze,tak , jak zapowiedziałam...a potem powstały moje następne wiersze.

Pozdrawiam.
Irena.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...