Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słońce oświetlało jej półnagie ciało; błądziło między stłuszczonymi włosami, posklejanymi ze sobą w grube kosmyki, Od wczoraj, dokładnie od wczorajszej nocy, ale czy to było naprawdę wczoraj - nie pamiętała... Morze alkoholu... To jednak pamiętała, ten cholerny ból głowy, rozsadzający ją powoli, a jednak bezsilnie niemogący tego zrobić... Błędnym wzrokiem popatrzyła na podłogę, po której to walały się w te i we w te puste flaszki niezbyt markowego wina - odgrzebane spod miliona warstw kurzu - duma dziadka. Teraz to ona mieszkała w jego domu, gdzie, co jakiś czas - hmmm, co jakiś czas? Prawie codziennie - odbywały się jak to określała "tańce, hulanki swawole", nie wiedziała skąd to pamięta, ale brzmiało tak poetycko, a ona kochała poezję, można by uznać ją za poetkę - amatorkę, pisała jak każdy początkujący do szuflady, ale pisała to się dla niej liczyło. Choć miała i drugi nałóg bardziej odważny, bardziej awangardowy, ktoś nawet mógłby go uznać za bardziej życiowy. Wiodła proste życie na dnie opróżnianej z wielkim entuzjazmem butelki wiekowego, dziadkowego wina, pędzonego z zeszłorocznych jabłek kradzionych z sadu sąsiada. Rodzice starali się ją wyciągnąć z tego nałogu, ale gdzie tam, może był spokój na tydzień, dwa z później od nowa, aż do utraty przytomności... Przyjaciele, o ile takowych miała, byli towarzystwem do opróżnienia kolejnej butelki... Gorzej jak zaczynał się oczekiwany z wielkim wstrętem i kompletną rezygnacją okres, gdzie często pokazywała im portfel dziadzia, skórzany, porządny z wieloma przegródkami na pieniądze, których właśnie zabrakło...
Tułała się, więc z kąta w kąt, snując miliony planów i drugi milion, tych które nigdy się nie ziszczą, usypiała w agonii bezsilności. Śniła o pięknym świecie, w którym ona grała tytułową rolę, zasypiała i budziła się z słonym smakiem odeszłych w nieznane miejsca myśli, drżących podobnie jak ona z zimna, lodowatego podmuchu powietrza będącego przystanią dla kończącego się horyzontu - umierającego dzień w dzień jak ona i co poranek budzącego się z nową wolą walki, zależy tylko, na czym miała polegać ta walka, która swoim sposobem bardziej przypominała partyzantkę niż krwawą wojnę... Jej serce nękane wspomnianą walką, odwiedzało stado kruków, będących uosobieniem jej czarnych myśli, czarnych jak noc, która właśnie zmieniła warte z dniem. Światło lampki denerwowało ją, ale nie mogła znaleźć ani odrobiny chęci, aby wstać i ją zgasić, w końcu stwierdziła, że przynajmniej ma, do czego przykuć uwagę, będzie mogła zapomnieć o chęci opróżnienia kolejnej butelki... Coś wołało w niej, nie to napewno nie ból głowy, przestał już dokuczać jakiś czas temu. Wydawało się jej, że ktoś powinien coś zmienić. Ale kto? Ona? Ona - będąca wrakiem ludzkiej egzystencji, opuszczoną przez ostatniego klienta najgorszą knajpą? Śmiech zmieszany ze smutkiem mimowolnie wystąpił na jej usta. Coś zimnego przemknęło jej po policzku i z głuchym jękiem, prawie, że niedosłyszalnym, upadło na ziemie roztrzaskując się na miliony pojedynczych atomów. Pomyślała resztą zdrowego rozsądku, że przynajmniej ta łza ma, co robić - stać się oznaką smutku czy euforią ukrywanej radości... Kiedyś wierzyła, że Bóg ją zbawi, kiedyś poważała tą instytucję, którą ludzi często nazywają Domem Bożym...Pamiętała nawet Jezusa i jego 3 upadki w czasie Drogi Krzyżowej. Wiedziała, że rzeczywistość, w której żyła musiała nie tylko nosić na swoich barkach, ale bardziej znosić... Wiedziała bardzo dobrze, że trudno z Bogiem grać w otwarte karty. Niestety on często oszukiwał patrząc podczas jej krótkich – a może i długich?- chwil nieuwagi w to, co ma akurat na ręce. Cóż wiara, do tego wielka, budzi lęk, dlatego ona nigdy mocno nie wierzyła, zawsze zostawiała otwartą furtkę, nigdy nie przyszedł … kochała jak nikt inny samotność. Często nie mogąc sobie z nią poradzić patrzyła na jego zdjęcie... To zdjęcie, które kiedyś dostała z wielką nadzieją, że coś z tego wyjdzie…Ale on? On miał w dupie miłość, nigdy jej tego nie powiedział, ale Ona była tym typem człowieka, który więcej widział, więcej czuł, więcej słyszał…Była gatunkiem na wymarciu, ale była! To się dla niej liczyło. Pomimo wszystko była i chciała być, ale czy za kilka lat nadal będzie? Dorosłość uderzyła jej do głowy, wbiła się ostrzem niewidzialnego gwoździa w jej umysł i już została … Została i bolała, jak czasem jej zdeptane i potłuczone na tysiące malutkich kawałków serce. Sumienie odzywało się wraz z tym bólem, błądziło w niej, drążącym całe wnętrze głosem, który próbowała stłumić kolejnym łykiem wina. Ale z czasem sumienie było, nieoczekiwanie, silniejsze od alkoholu. Nikło wraz z rozlewającym się ciepłem, by za moment uderzyć ze zdwojoną siłą. Nie można było tak po prostu go zignorować jak czasem człowieka. Widać w nim było działanie jakiejś nadludzkiej mocy. Bardziej przekonanej do swych, wyznaczonych celów, które należy osiągnąć by udało się odnaleźć szczęście, do którego mimowolnie się dąży.
Lubiła czasem patrzeć w znajdujące się nad jej łóżkiem okno. Widziała biegające z radością dzieci i nadchodzącą wraz z końcem, tego uśmiechu jesień (kochała tą porę roku sama nie wiedząc, czemu), złota polska jesień – pełna kolorowych liści wypełniających pobliski park, będący miejscem, dla niektórych, gdzie ktoś czeka na nich w ich marzeniach, snutych między mijanymi drzewami, opierając się o ich korę, marząc, aby ktoś stanął po drugiej stronie i rozciągnął dłonie, aby poczuł to ciepło, które emanowało z wspomnianych marzycieli… Ona też często tak robiła, ale nie starała się, aby to marzenie się ziściło. Nie miała siły, aby kogokolwiek pokochać. Bała się,że czar miłości pryśnie jak mydlana bańka zanim nawet się rozpocznie. Więc, po co ryzykować? Stwierdziła już dawno, że nie ma sensu ingerować w obraz tej rzeczywistości. Lepiej i prościej znosić ją niż walczyć jak z wiatrakami… Mniej bolesne, bardziej widoczne – nie sądzisz? A ona lubiła obrazy, proste, bo czasem niewymagające dużej uwagi i skupienia, czasem skomplikowane do granic możliwości, w których to futurystyczne wizje rzeczywistości mieszają się z bezsilnością pojedynczych jednostek – będące być może wizją, która tak wielu osobom zajrzała prosto w oczy. Przemknęła przed nimi, zwężając jak kot, swoje elektryczne ślepia, będące bramą do być może piękniejszych, być może jeszcze gorszych światów, do których tylko przez głupotę lub wrodzoną ostrożność nie mamy siły wejść. Stoimy, więc między niedorzecznością a okruszkiem piękniejszej tajemnicy, rozrywani tysiącem naboi biegnących niewiadomo skąd i dokąd, z uśmiechem pobłażliwości dla naszej własnej niemożności podjęcia właściwej decyzji.
Mija już rok, od czasu jak jej nie ma … Zginęła całkiem niespodziewanie, od śmierci, jakiej nigdy się nie spodziewała – pod kołami samochodu. Później okazało się, że sama się pod niego rzuciła krzycząc „samobójca” … Może zabrzmi to dla Ciebie zbyt absurdalnie, ale to ja szeptałem jej do ucha to słowo, byłem jej Aniołem Stróżem…Jeśli się nie boisz, wypij czasem za moje i jej zdrowie!

Opublikowano

I znowu; wszystko pięknie ładnie, pojawiłeś (aś?) się na forum, chcesz jak najszybciej zamieścić jak najwięcej tekstów, wszyscy rozumiemy. Nie zaśmiecaj zaawansowanego, bo to opowiadanie się tu nie nadaje. Dbajmy o porządek na forum, zwłaszcza w ostatnim miejscu, gdzie jako tako się on ma.

Opublikowano

Cytuje "Nie zaśmiecaj zaawansowanego" - to jest żałosne.
Jeśli chciales mu/jej powiedziec żeby sie wstrzymał/a z zamieszcaniem w dziale Z to mogłes podać jakies sensowne powody a nie tylko taki , że ten ktoś od niedawna jest na forum.
Nie ma to jak komuś dac do zrozumienia , że jego twórczość coś zaśmieca. Sama nie wiem czy to takie modne tutaj tak komus dowalić ...a co niech sie poczuje gorzej skoro tak od niedawna tu jest, czy to może Twoja indywidualna cecha.
Poprostu GRATULACJE...

Opublikowano

Jeszcze tylko niewielkie pytanie gdzie tam jest powiedziane, że powodem jest krótki staż na forum? co to jest, fala? zastanów się dwa razy zanim przypiszesz komuś intencje, których nie ma. Dziękuję.

Opublikowano

Samego Autora przepraszam za niezgrabną wypowiedź. Chodziło mi jedynie o właściwe ocenianie swoich umiejętności - łatwo się zorientować, że to nie tak, że sam błyszczę na forum zaawansowanym i zazdrośnie bronię do niego dostępu.

Co do samego tekstu (proszę bez podejrzeń o złośliwości):
1. pierwsze wrażenie jest wzrokowe: najłatwiejszy sposób na zdenerwowanie czytelnika to uraczenie go toną wielokropków. Wszystki w zbyt dużym stężeniu traci funkcjonalność, podobnie z wielokropkiem; jest sporo innych środków literackich służących zawieszeniu, pokazaniu swobodnego przepływu myśli itd. Wielokropek sam w sobie stał się niestety narzędziem wprowadzania sentymentalnego klimatu, co nie leży w jego właściwych kompetencjach; sugeruję się tego wystrzegać na przyszłość :)
2. garść spraw językowych:
- w pierwszym zdaniu uwagę zwraca rym; nie wiem czy jest on zamierzony czy nie, przy cichym odczytaniu czasem tego nie widać. Nic nie wnosi, a jest pretensjonalny. Można przeobrazić.
- w te i we w te - po pierwsze: tę. Po drugie, spotykałem się raczej z łączną pisownią: w tę i wewtę, ale czy jest jakaś kanoniczna wersja, tego nie wiem. Pozostaje zatem w zawieszeniu.
- odbywały się jak to określała "tańce, hulanki swawole" - interpunkcja kosmetyczna; trzeba oznaczyć wtrącenie (jak to określała) i oddzielić swawole od hulanek.
- pisała jak każdy początkujący do szuflady, ale pisała to się dla niej liczyło - znowu interpunkcja, odrobinę mniej kosmetyczna. Logika wypowiedzi nakazuje zaznaczyć pauzę przed "do szulfady" i wykonać jakiś dłuższy przystanek przed "to się dla niej liczyło"
- całe powyższe zdanie jest obrzydliwie długaśne; niby ma to swoje uzasadnienie, bo oddaje przepływ myśli skacowanej bohaterki, niemniej trzeba by się zdecydować na jakieś jedno rozwiązanie.
- drugi nałóg bardziej odważny - znów wołanie o interpunkcję
- dwa z później od nowa - kosmetyczna literówka i brak interpunkcji
- porządny z wieloma przegródkami - interpunkcja
- Tułała się, więc z kąta w kąt - nadmiar interpunkcji :)
- drugi milion, tych które nigdy - przecinek o jedno oczko w prawo; skoro drugi militon to przy pierwszym milionie trzeba zlikwidować liczbę mnogą, inaczej mamy błąd logiczny.
- agonii bezsilności - ech, ech, ech, nie przedobrzone troszeczkę? manierą zalatuje. Można niby potraktować rzecz prześmiewczo ;) (ciąg dalszy poniżej)
- budziła się z słonym - literówka: ze słonym
- zależy tylko, na czym miała polegać - nadmiar przecinków
- ale całe zdanie jest już mocno upoetyzowane, i wygląda na poważne zakusy upoetyzowania. Za dużo słodkiego w moim odczuciu, a za dużo poetyzowania grozi śmiesznością. No i się pałęta jakiś uśmiech po dziobie czytelnika...
- Jej serce nękane - trzeba doprawić przecinkiem, znowu wtrącenie.
- zmieniła warte z dniem - literówka w warcie
- ma, do czego - nadmiar interpunkcji, podobnie jak tu: prawie, że niedosłyszalnym, i tu: łza ma, co robić.
- nie to napewno nie ból głowy - tu z kolei jej brak. Prawidłowa pisownia to: na pewno.
- tą instytucję - wbrew potocznemu użyciu, poprawną formą jest mimo wszystko: tę. I tej wypadałoby się trzymać w utworze literackim, zwłaszcza że w środkowej części opowiadania narrator aspiruje do wysokiego języka.
- ludzi nazywają - literówka, kosmetyczna dość zresztą ;)
- oszukiwał patrząc - a tu trzeba by zasygnalizować zdanie podrzędne jakimś przecinkiem. Całe zdanie jest dość zamotane i zyskałoby na przejrzystości, gdyby jeszcze fragment: podczas... aż do ...nieuwagi również zepchnąć na niższy szczebel i zrobić z tego wtrącenie.
- Cóż wiara - woła o przecinek; Mówię absolutnie poważnie: ta myśl mi się podoba i jest intrygująca.
- Kochała jak nikt inny samotnosć - gdyby to zdanie odrobinkę przeformułować, byłoby bezpieczniejsze pod względem składniowym; proponuję: Samotność kochała jak nikt inny. Różnica w szyku zasadnicza, w znaczniu niemal żadna, natomiast znacznie bezpieczniejsza logicznie konstrukcja.
- Często nie mogąc sobie z nią poradzić patrzyła - nie mogąc... do ...poradzić przydałoby się wtrącić.
- swych, wyznaczonych celów - interpunkcja w nadmiarze, podobnie jak tu: wraz z końcem, tego uśmiechu; nie wiedząc, czemu; miejscem, dla niektórych; Więc, po co; Stoimy, więc między; już rok, od czasu;
- zwężając jak kot, swoje - przecinek przed "jak"; musisz odrobinę zmniejszyć stężenie formy "będący", zbyt często pojawia się w zbyt małych odległościach od siebie
- "który" nie jest jedynym sposobem wprowadzenia zdania podrzędnego
- od śmierci, jakiej - śmiercią. Współcześniej i mniej pretensjonalnie. Chyba że anioł stróż ma archaizujący język, w sumie niezły chwyt z języka liturgicznego.
- rzuciła krzycząc - tutaj z kolei przydałby się przecinek

3. Tekst jest bardzo niejednorodny, wygląda jak posklejany z trzech różnych pomysłów: część na poły satyryczna, część sentymentalna i część obrazoburcza, doklejona trochę na siłę z braku pomysłu na zakończenie wątku. Oczywiście można pójść na ugodę i uznać, że część cyniczna jest kontrą dla sentymentalnej, aby tym mocniej spuentować utwór. Sentymentalna jest jednak dla tego celu stanowczo za długa i chyba za bardzo serio, jeśli opowiadanie ma być tak niezobowiązujące. No bo czemu ma w takim razie służyć puenta? polemika? za mało argumentów. Zwykły prztyczek w nos? po co tyle zachodu? w tym względzie jest to zatem niejednorodne.
Jak widać powyżej, trzeba włożyć odrobinę pracy w interpunkcję, chwilami masz za dużo dobrych chęci i przecinki dominują w zdaniach, całkiem niepotrzebnie. Poza tym pod wzgędem językowym ładnie, bez większych zarzutów, oprócz powtórzeń.

Podtrzymuję zdanie, że nie jest to jeszcze dopracowany owoc wysiłku. Dobrego pisarza czyni także świadomość językowa i czysto literacka. Tej ci nie brakuje, ale trzeba ją jeszcze rozwijać.

F.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...