Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest piękny słoneczny dzień... 

Na spacerze w parku, w którym owocują jabłonie

wypatruję psów – charty to te moje ulubione 

Aż tu nagle... Wdech...  Wydech

– Znowu się zaczyna... Pocą mi się dłonie...

 

Następuje losowanie wspomnień

Hiperwentylacja, nagły ucisk w klatce

Duszę się, gdy myślę o sobie

Duszę się, gdy myślę o matce

może to wszystko zaczęło się w jej łonie

 

Gdyby ona była hieną....  

– pływałabym w brzuchu w testosteronie 

byłabym silna, drapieżna

zapewne zabiłabym połowę rodzeństwa ale

byłoby mi łatwiej nie potykać się 

o własne przekleństwa 

 

Ale moja matka była samicą człowieka

i to tak starą, 

że już za życia zdawała się martwą,

– a przynajmniej 

wszystko na to wskazywało

gdy nazywała mnie gwoździem w swojej trumnie.

 

Na spacerze w parku

pierś pożycza od brzucha siatkę na motyle 

łapczywie łapie nią dech;

od nieba dzieli mnie tylko i aż tyle:

dwanaście pięter zgniłych jabłek

i wyrosły na nich mech. 

 

Zastanawiam się, 

gdzie są teraz ci ludzie, co mówili, 

że wyjście na spacer pomaga?

Siedziałam w domu – było mi dobrze,

wyszłam – i się rozkładam...

 

Pogrążona w niedzielnym melodramacie 

wlokę za sobą odór kadaweryny

hybryda odpada jak lakier w pasacie

mój blond oddala się od platyny

Moje ciało chowa mnie żywcem!

 

A może by tak oddać swoje życie

na cel charytatywny? 

Żeby ktoś inny mógł za mnie żyć? 

To jak ustąpić miejsca w autobusie,

jak podzielić się jedzeniem  

zanim to zdąży zgnić. 

 

A to co?! Trzymam rękę na pulsie... 

Nie wierzę. Co za fart!

To jest piesek! 

Nie – więcej! To jest chart!

Podchodzę i pytam, czy mogę pogłaskać. 

 

Mężczyzna z parasolem 

odpowiada skinieniem.

Zapłakana mówię do psa:  

– Piesiu, ale jesteś piękny!

Pan patrzy ze zdziwieniem:

– Pani to musi kochać charty…

 

– Ach, nawet pan nie wie. 

Od lat zachwycam się tą rasą.

– odpowiadam, dziwiąc się

“Na co mężczyźnie w ten piękny, 

słoneczny dzień parasol?”

 

Już mamy się rozchodzić w swoje strony

Lecz pies szczeka za mną 

– Oddychaj! Jesteś piękna!

Czy to w głowie biją mi dzwony?

– Ten pies gada! – krzyczę, 

a mężczyzna stoi niewzruszony.

 

Od paliczków po szyszynkę 

paraliżują mnie dreszcze,

on rozkłada parasol, 

rzeczywistość się przechyla,

rozlewa wyimaginowanym 

deszczem.

 

Na parkowej alejce

stoję przemoczona do ostatniego kwarka.

Oddycham spokojnie,

niepewnie sięgam po jabłka,

jest piękny słoneczny dzień... 

 

Jestem wdzięczna, że go doświadczam

właśnie tutaj – na spacerze w parku, 

w którym owocują jabłonie, 

wypatruję psów – już wiecie, 

dlaczego charty to te moje ulubione.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...