Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

 


od wewnątrz

 

 

 




krzesło stało tam gdzie zawsze
a jednak każdego ranka
trzymało w sobie odciśnięty kształt kogoś
kto nigdy na nim nie usiadł

drzwi otwierały się normalnie
tylko za każdym razem
po drugiej stronie
ktoś właśnie zdążył odejść
o pół kroku
zostawiając zapach snu
który zapomniał swojego
człowieka

za późno żeby go zobaczyć
za wcześnie żeby uwierzyć

najdłużej trwa właśnie
to pół kroku

lustro nie pokazywało obcej twarzy
i właśnie dlatego
było najokrutniejsze

znałem każdy szczegół
każdego ranka
widziałem siebie
jak spóźniony refleks
zastanawiając się
czyje rysy
właśnie imituję

moje życie leżało na mnie fałdami
za duże
jakby pamiętało inne ciało

wtedy próbowałem przełknąć własny strach
jak coś, co ma kształt i krawędzie
szukałem pod językiem dawnego tętna
zanim powietrze we mnie
ostatecznie zastygnie w szkło

i światło miało krawędź szkła
którym ktoś powoli odcinał mnie
od mojego cienia

przestałem dzwonić
głosy z tamtej strony miały zawsze
niewłaściwą temperaturę
jakby zanim dotarły do mojego ucha
musiały przejść przez śmierć

wiedziałem już
że nie znika się nagle
że na końcu zostaje ktoś
kto reaguje kiedy go wołają

ale nie wie
kogo

pewnej nocy obudził mnie oddech na karku
powietrze miało kształt ust
ten dotyk parzył

ciało szukało w pościeli ciężaru
który mógłby mnie zatrzymać
przybić z powrotem do świata

bałem się odwrócić
pustka pamiętała kształt człowieka
dokładniej niż ja


leżała obok
zostawiając wgłębienie
tam gdzie nikogo nie było

od tamtej chwili zasypiałem ostrożnie
żeby nie spłoszyć tego
co oddychało we mnie
zanim pojawiłem się ja

teraz czasem budzę się
i przez krótką chwilę
nie pamiętam jeszcze że coś jest nie tak
najpierw wracają objawy
dopiero później ja
wszystko jest dokładnie na swoim miejscu
ściana
okno
stół
moje ręce

dopiero wtedy przypominam sobie
że wnętrze zdążyło
zamienić się miejscami z zewnątrz

dotykam ich

od wewnątrz

 

 



 

Edytowane przez Migrena (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

@Migrena

Super, bardzo 

...

często 

zbyt często 

gubimy siebie  

 

zapatrzeni w myśli 

zostawiamy 

nie swoje ślady 

w pustej przestrzeni 

pozbawionej ciała 

 

dziwimy się że wczoraj 

nie smakuje

jak ulubiony deser 

 

próbujemy spojrzeć 

w puste lustro 

 

kiedyś 

spotykaliśmy się 

 

dziś niestety 

ten czas pozostał 

na zewnątrz 

...

Pozdrawiam serdecznie 

Miłego dnia 

Edytowane przez andrew
Zmiana wiersza (wyświetl historię edycji)
  • Migrena zmienił(a) tytuł na od wewnątrz

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka   Bardzo dziękuję!  To naprawdę duże słowa. Zależy mi właśnie na tym, żeby tradycja nie była cytatem doczepionym na siłę, tylko czymś, co naturalnie przenika współczesny język - cieszę się, że to widać. Bardzo dziękuję za tak uważne czytanie. Serdecznie pozdrawiam. :) @Wal   Bardzo dziękuję!    Dziękuję - "nieuniknione" to chyba najtrafniejsze słowo, jakie mogłam usłyszeć o tym wierszu. Cieszę się, że to widać. Serdecznie pozdrawiam. :)
    • @Marek.zak1 Chętnie zobaczę, może gdzieś znajdę na YT. Dziękuję :-)
    • Nastał czas deszczu. I deszcz ten… Łzy w swojej obfitości skapują z wielkich fasad kamienic. Z gzymsów i z liści akantu. I z gałęzi jeszcze. I z tych innych, co są splątane ze sobą na wieki…   Spływają kropliście szemrzące strumyki. Szumiące w swojej niemocy. W milczeniu, w swojej skromności nieuchwytnych drżeń.   Płynę, a wraz ze mną ty. Płyniemy cicho na siny skraj. Za las. Za wszelki czas istnienia.   Choć może to tylko ja płynę. Bez ciebie płynę. Choć może…   Nie było nas wiele ze sobą. Pamiętasz? Wiem, że tak było. Ale ja tylko na chwilę. Zobaczyć jak się masz. Ja tu tylko na chwilę. Przelotnie, jak ten deszcz.   A zaraz po mnie jedynie wiatr. Taki lekki powiew wspomnienia na twarzy. I już. Jakby nigdy nic nie było.   Wiesz, ten deszcz dzwoniący (słyszysz jak łka?) skapuje wciąż kropliście i tkliwie. Deszcz we mnie płynący strumieniem kryształowych tchnień. I deszcz ten. I łzy… I ten deszcz odbijający się echem. Idący tryumfalnie jasnym snopem światła. Idący między nas.   Pamiętasz wtedy, kiedy nie było nas?   I mokre plamy na tynku, kiedy przytulam twarz (tu, tu, i tam, i jeszcze tam…) do chropowatej ściany. A na języku...   Na wystawionym, lśniącym i mokrym… Na języku tym okruchy i pył. I łzy... Kiedy całuję mikroskopijne ziarenka kwarcu, smakując je czule jak usta umarłej dawno kochanki.   Kiedy ty. I ty. I tylko ty… W ten deszcz.   W ten czas ułomny. Chwilowy. Zaprzepaszczony. A, co potem? Nic. Tylko przeszłość. Spokojna jak morze. Jak całe niebo… Jak wieczność… Jak my…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-08-02)      
    • @Stary_Kredens   Bardzo dziękuję!    To prawda - choć tyle już o tym napisano, to wzruszenie wraca za każdym razem na nowo, jakby czas nie miał tu żadnego znaczenia. Pozdrawiam serdecznie. @Leszczym   Dziękuję, że tyle o niej napisałeś - to jest dokładnie ten rodzaj obrazu, którego nie da się znaleźć w żadnym archiwum.  Twoja babcia brzmi jak ktoś naprawdę żywy - z honorem, ale i z fantazją, z wymaganiami, którym mało kto mógł sprostać. To chyba bardzo trudne - dorastać obok kogoś, kto mierzy ludzi miarą wojny, kiedy dookoła jest już pokój. Cieszę się, że mogłam choć trochę dotknąć tej historii.   Co do samego Powstania - to pytanie, które historycy do dziś toczą bez jednoznacznej odpowiedzi- decyzja o wybuchu, moment, rachuby polityczne wobec Zachodu , itp. – to wszystko można analizować na chłodno. Ale masz rację, że to nie umniejsza czystości intencji tych, którzy poszli walczyć. Można uznawać decyzję dowództwa za błąd,   (jesteśmy  mądrzy po faktach)  a jednocześnie oddawać cześć ludziom, którzy zapłacili za nią najwyższą cenę. Bo to jest w tym wszystkim najważniejsze.   Pozdrawiam.  @Migrena   Bardzo dziękuję!    Jestem poruszona tym komentarzem. Ująłeś coś, czego sama nie umiałabym tak nazwać - że to nie dziecko zostaje ocalone, tylko "zakonserwowane" w kształcie przedmiotu. To zdanie zostanie ze mną na długo. Dziękuję za tak głębokie czytanie. Serdecznie pozdrawiam.  @Rafael Marius  @Leszek Piotr Laskowski   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. 
    • @Berenika97 Znalazłaś osobę, świetnie. Ale ona ta moja babcia nigdy nie przestawała być bohaterką, powstańczynią, bywała trudna, niezrozumiała, od śmigła, bywała fantastką, snuła przedziwne i fantazyjne plany, a czasem dziwne kombinacje, a my, młodsi dużo i inaczej doświadczeni w całej rodzinie przez długie, bardzo długie lata nie potrafiliśmy jej zrozumieć. Miała też kłopot z miłością. Ona oczekiwała klasy, fasonu, poziomu, honoru i tych wszystkich okołowojskowych i powstańczych cech, której napotykani mężczyźni nie mieli po prostu w sobie ani grosza. Trudny temat. Jako że dzisiaj już drugi sierpnia, uważam tych ludzi za najprawdziwszych bohaterów, którzy w komunie dodatkowo byli mega prześladowani, ale skłaniam się ku tezie, że powstanie warszawskie nie było konieczne i niezbyt dobrze zaplanowane i podpuszczone zachodnio. Co nie zmienia, że ich działania i intencje uważam za czyste i rozumiem je w 100 %. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...