Od dawna nic nie czytam – przeczytałem wiele i nic
nie zmieniło się, przynajmniej na lepsze. Opuściły mnie greckie muzy.
Grupami. Pies o imieniu Vena –
każdy mówi, jak pięknie - a to jedynie droga w górę i w dół, zawsze ta sama,
plusk plusk, do serca - i pies kręci się koło drzwi,
stara wylniała suka chce spaceru. Nie mam już dla niej serca
i zachwytu, który leży gdzieś – w środku ludzkich jąder,
w skomplikowanym układzie nagrody – odłogiem,
porasta mchem i turzycą, nikt nie odważy się wejść
na to trzęsawisko. Potrzeba odwagi – wspomniałem ci o tym
wiele razy. Nie mam też żalu – było, minęło,
nie wierzę w znów będzie,
wytarte w łachmany ekspedientki w sklepie,
kiedy pytam – tylko z rozkoszy odmowy – o stare wkłady do papierosa.
Jak ona pięknie przeczy – jak ty. Potrząsa przy tym grzywką. No…,
cała ty. Tak - jej odmowa sprawia mi przyjemność. Było,
minęło, sprzedało się – jak my. Obojgu jest wyjątkowo dobrze.
Pauza.
(można iść zrobić kawę,
podłączyć papieros do sieci elektrycznych ven, potargać psa
za łeb – no już, no już,
siad!).
Kiedyś wrócę,
dopiszę dwa zdania, które niczego nie zmienią. O obrazie –
zawsze warto wspomnieć o malarzach, poetach, reżyserach,
pisarzach – Italo Calvino, który zanieczyścił język dzieci, to bunt
wobec matki, bunt wobec życia, utracone łacińskie nazwy
w ogrodzie, życie karleje i stajemy się dalsi – jakby
wczoraj
znalazłem fotografię w jednej z zapomnianych książek –
roześmiana, śmiesznie wychylona, cała
ty - i nie pamiętam, gdzie ją odłożyłem, na jak długo, skoro od dawna
nic nie czytam. Niczego
sobie.