patrzę na sine niebo
niby upał
jak okiem siegnąć przyblakła zieleń
ciężkie powietrze wdziera się do gardła
wczoraj słyszałam że nie ma much
jaskółki jakoś ociężale latają
tylko te malwy podpierające dom dumnie łypią różowym ślepiem w opłotki
w sadzie zawył wiatr
strącając robaczywe papierówki
karłowate drzewo niczym rosochata baba
rozcapierzyło gałęzie
kalecząc przy tym zwitek powoju
mówisz dobrze że jesteś
chowając dłonie za plecami
raz
dwa
trzy
jestem przed tobą
