plaża
morze oddycha ciężko
jak zwierzę które przez cały dzień
niosło na grzbiecie świat
piasek wciąż pamięta słońce
ale noc wsypuje między ziarenka
swój wilgotny oddech
idziemy boso
dłoń w dłoni
jakbyśmy nieśli między palcami
resztki dnia i ciepła przed świtem
fala
fala
fala
każda bliżej niż poprzednia
cierpliwa
zabiera kawałek brzegu
jak czas zabiera wszystko
czego nie odważyliśmy się wypowiedzieć
twoje włosy
sól
wiatr
na mojej twarzy
noc zapomina własne imię
patrzysz na mnie tak długo
że skóra zaczyna pamiętać zanim dotyk jeszcze się wydarzy
i nagle tracę krawędzie
skóra chłonie twoje spojrzenie
nasze ciała wiedziały pierwsze
zanim zdążyliśmy pomyśleć
wessały się w jeden przypływ
wiatr rozpina noc na naszych ramionach
księżyc rozciera srebro po mokrej skórze fal
i po twoich policzkach
morze nie zna wstydu
bije o brzeg całym sobą
i uczy jak odsłaniać się bez obrony
stoimy blisko
tak blisko
że między oddechami
nie mieści się już powietrze tylko drżenie
twoje usta są gęstością zanim staną się dotykiem
każde milczenie
przesuwa się po mnie
jak fala która zna drogę zanim ją zobaczy
oczy opierają się o moje
palce wbijają się mocniej
świat odpływa
zostaje tylko ciężar ciemności i sól
krew pulsuje na zmianę
fala po fali
aż nurty w ciele gubią swój kierunek
kto bierze powietrze
kto drży
biodra szukają w ciemności środka ciężkości jakby cała plaża osuwała się pod nami
jakby pod skórą zaczynało się
jedno wspólne miejsce
w którym oddech nie ma już właściciela
wdzieramy się w siebie głęboko i cicho
jak fala która w końcu odnajduje
swój głodny piasek
a morze stare jak pierwsza miłość
zamyka nas w swoim
niebiesko-czarnym oddechu
i nie ma już brzegu ani początku
tylko powolne zbliżanie się wszystkiego do wszystkiego
aż najprawdziwszym językiem zostaje dotyk
który trwa dłużej niż nasze ciała
i jeszcze długo oddycha nami