Równowaga
pierwotny instynkt satyra scala obie formy
falą burząc ich troski codzienne
harce flirtu uwalniając
czarne kleszcze Yang obejmują uda Yin
otwórz uszy
cień omiata ciasny kąt
słychać uczty ciał krzątanie i niemocy głuchy cios
unisono nut tykanie!
jadu nie szczędź
lecz nie w treści tkwi przesłanie…
GRAHAMOZA
do dziupli zajrzał ptaszek
oj ścianki tu wilgotne
szybciutko trzeba zwiewać
bo mam już piórka mokre
lecz zwierzak to ciekawy
zagląda coraz śmielej
uczciwie trzeba przyznać
tych zajrzeń ma już wiele
zmęczony jest biedaczek
facjatę ma niepewną
bo właśnie zauważył
raz jasno a raz ciemno
choć z drugiej strony ćwierka
szczęśliwość go rozpiera
on zmężniał wydoroślał
już nie jest mały teraz
ponadto słyszy z dali
mruczenie i wzdychania
to pewnie las w euforii
ptaszkami śpiewa z rana
wtem wewnątrz coś buzuje
powstrzymać może ledwo
aż nagle sru trysnęło
mu z dziobka ptasie mleczko