Idę po równinie bez sensu, bez celu
deptam własną drogę, nic nie mam w portfelu
nie mam postanowień, planów, oczekiwań
krok za krokiem stawiam i jestem szczęśliwa.
Wokół trawy, kwiaty, Bogu się kłaniają
w górze wdzięczne ptaki, na chwałę śpiewają
równy, mocny oddech, serce pełne wiary
nic wiecej nie trzeba, w tym świecie wspaniałym.
Idę po równinie, nie zdobywam szczytów
szczyty noszę w sobie - miłości, zachwytów
pewne kroki stawiam, życia się nie boję
z losem się nie szarpię, tańczę ze spokojem.
Niech się dzieje co chce, skoro Bóg jest ze mną
światło noszę w sobie, noc rozpalę ciemną
przyniosę pogodę, tam gdzie ciemne chmury
nie pozwolę sobie w całym szukać dziury.
Idę po równinie, proste wiersze składam
piszę na kolanie, nie za wiele gadam
milczę i podziwiam, śpiewam Matce Bożej
nigdzie mi nie spieszno, a ze wszystkim zdążę.
* z cyklu "Pisanie na kolanie"