Krakoski givre m'enchante
───
„Ah ! Comme la neige m'a délaissé,
Lavé mon cœur de sa pluie...
Parmi les jours engivrés,
Je m'enivre de mon ennui...
Je m'engivre de mon destin..."
[Hors d']
Nad moim półmiastem niebo mrozem zamarło,
Jak ta na szybie łza,
Nad moim niekrajem śnieg śnieży tak,
Że świata okno mgłą szron skrył, jak moje ciało,
Jak szybę życia, w mrozu ogród spopielił w białość...
[Res medium]
Nad moim niemiastem niebo tętni niczym czerwca odpust.
Niebo delikatne jak najnowszy nów,
A o zachodzie rzeka szara hymn śpiewa w słońca blues –
Tam śpiewa „Alleluja” even bruk.
A ja chwytam je szczytem serca…
Szukaj spokoju tam, gdzie są ci ofiarowani:
Ten czerwiec, Miłosz, Mrożek, Lem, i…
To niebo ołowiane…
Ono ci Ojcem, a synem samotrzecim – ty…
O, niemiasto me! Sponiewierałem cię w rozterce...
Jest tam na zachodzie – żelaznych ptaków port,
Na północy – łuna Kombinatu Toksycznych Zórz.
Na południu – aluminium płonący kort,
Na wschodzie – matecznik, puszcza puszcz,
A pod stopami, zwiędłycu map gorszy sort...
A tu – północnych zorzy łuna łun,
Tu – zachodniego wiatru arktyczny szkwał,
O wschodzie, rzeki rzek szał –
Na południu – jezior, jezior, jezior szum,
A ponad mną ptaków powrotny klucz…
Szukam podniety tu, gdzie śnią niemożliwy sen:
Wciąż luty, Atwood, Cohen i Arcand…
Śnieg, śnieg, w śniegu świat, po świata kres…
Ona dobrą macochą mi, ma compagnonne, ma femme,
Ta ćwierćojczyzna ma.
Ô mal adresse!
Grzeszysz absencją co dzień,
(Ja, je manque à l'appel)…,
Tu, w inazylu mym, w abstraktu zastygły chłód:
Fale, co w stalaktyty roztrzaskują się o Saint Laurent,
Niebo ponuro zwisłe (comme chez Arcand),
Tu, w nienowym Brest, słońca blask krwawy jak Cronenberg,
Jak fleuve, co rozbija się o brzegu głód,
Jak nadzieje na Saint-Jean, co rozbijają się o świtu brzeg…
„Znajdziesz w końcu ujście”, szeleści mego serca prąd…
"Gdziekolwiek jestem, na jakimkolwiek miejscu na ziemi, ukrywam przed ludźmi przekonanie, że n i e j e s t e m s t ą d.”
Tam, w Laskach mych, lawą tryska żar:
Wisły fal, co w czerwca skwar lgną do Ojcowskich skał,
Nieba płonącego jak tańczący w Czar Par,
Słońca, co zacina się jak album Lady Pank,
Jak anioł stróż o Pod Aniołem budy bar,
Jak Smok, co od wieków nie przestaje ziać,
Jak ci, co pod Adasiem zimnym wzrokiem będą wciąż z bukiecikiem stać…
[Ars carnae]
"Nigdy nie znajdziesz spokoju”, mówi Pismo.
A Słowo odpowie: „Nic się już nie zmieni”,
Więc wybacz swym demonom, że im coś nie wyszło,
Że twoje przywary są z tej tu ziemi,
Że Omnia Tua – to duszy letniość,
Bo dzwon Zygmunta zagrzmi w te tony:
„Chwileczkę, proszę, będzie pochwalony…
Nie wiś u diabła rękawa wciąż, dbaj o duszy higienę,
Ta historia z szewczykiem poszła… w zapomnienie"...
Masz tu port-aero na Zachodzie (na życia uciechy),
Na Wschodzie – kołyskę (choć wątpliwego…),
Na Północy – mumię tego (wiecznie żywego),
Na Południu – góry z góry (to za grzechy…)!
I choć niebo skwarne to jak u Chełmońskiego,
W Mieście Krakuff wszystko jest tak niezmienne,
Jak fale opływające Most Piłsudskiego…
„Wszędzie znajdziesz jakąś miłość, niby ukojenie” –
Tak szepce wzruszeniem nad sztuk sztuką Ułamek-Ławica,
„Wracaj do źródeł”, krzyczy rozumu Labrador…
"Jesteś, skąd jesteś, nie ma dla ciebie miejsca na tej zmieni;”
I arktycznym prądem przeszywa cię jak matador
Świadomość ta, dotąd skryta w dni cieniu:
"N i e j e s t e m s t ą d.” -
Kerouac z Księżyca.
Tu, w szpitalnego korytarza półmrok wpadł lodowaty Iqualuut wwiew:
Fali Saint Laurent, co w grudniową noc lasi się do bazaltów Ex Machina,
Nieba zamarłego jak więźniarki w Unité 9,
Słońca, co jest puste jak poczta głosowa Dédé Fortin'a,
Jak bar przy boulevard Hamel, gdzie diabeł się sam upija,
Jak wieloryby w Tadoussac, którym w płetwach zaparło śpiew,
Jak Sacrilège'u ostatni zew…
[Ars carnae]
"Wciąż tylko wiatru niepełny niepokój”, mówi człowiek.
A świat odpowiada: „Za późno”,
Więc nie daj diabłu zapomnieć, że zrobił za dobrą robotę,
Że twoje przedmioty stoją po złej oceanu stronie,
Że your słowiańska krew – tutaj żebrze na próżno,
A Notre Dame des Âmes Perdus ten tekst wydzwoni:
„Proszę nie czekać, ten kraj jest zastrzeżony…
Uprasza się nie wydzwaniać po Anioła Stróża,
Ten numer z Winnetou się zajął, jak w lesie róża."
Mam tu autoport na Zachodzie (po przebiegu),
Na Wschodzie – Atlantyk (ten od Atlantydy…),
Na Północy – las les Laurentides (wiecznie w śniegu),
Na Południu – Stany (zastane w dyby)…
I choć niebo tu twarde tel un Riopelle,
W Citadelle wszystko wciąż płynie w kierunku,
Jak fale, co Pierre Laporte wzięły na cel,
Jak niestała stal Pont de Québec (ciągle w obstalunku)...
„Niby znajdziesz miłostkę, pół-upojenie tu” –
Tak dyszy pełną piersią chóru z Baru Fou ostatnie westchnienie…
„Wracaj do źródeł”, wonieje morału swąd…
"Gdziekolwiek byle nie tu, w każdym innym kącie ziemi, nie kryję, że nie mam do ciebie przekonania, nie rozumiesz, w y m i s t ą d!"
[Pièce de résistance]
„Religia to pokój Boży” – głosi Księga… chyba na Początek,
Lecz czasopismo prawdę powie ci: „Nic się nie zmieni,
Bo twoje pragnienia i cały tlen na ziemi,
Wszystko, co nosisz – nie jest warte twej kieszeni”…
A co ze spokojem? Pytia spokojnie odpowie…
I ma rację ona, nie Kasandra:
Czy tu czy tam, będziesz tracił zdrowie,
To po co ci za każdym razem stłuczona filiżanka?
Szukaj więc miejsca, gdzie uwierzysz chyba,
Że ten luty to nie twoja Kasandra,
Lecz wiecznie ci obiecywana Aleksandria,
A tamten czerwiec – nie liczy się w rejestr, jak Atlantyda...
Choć niebo i tu, i tam, i u Ubu,
Jest jak diament ogniste, twarde niczym płomień,
A o zachodzie, Popiół-Dni cię wita: „Zapraszamy do klubu!”,
A zaschły atrament parkietu telegrafuje: „Wolny pokój tobie...”,
I nawet twój pokój ci powie: „Daj pokój”,
A coraz pustsze mieszkanie odrzeknie: „Tak z boku!”
[Dés serres]
Ach! Jak pada śnieg!
Me okno w szronu sad rozkwitło...
Ach! Wątek dni się rozsnuwa!
Nad niemoim miastem niebo martwe jest,
Jak ta łza, co uniknęła mego pokoju świetlikiem.
Ach! Osnowa nocy światłu sztabę zasuwa...
Ach! Ciemność widzę!
Skąd przyjechałem? Dokąd jadę?
Mróz ściął me nadzieje wszystkie:
Jestem Południowym Krzyżem –
Porzucony przez Polarną Gwiazdę...
Ach! Gdzież smak poutine?
Tak tęskno, tęskno mi...
Ach! Jak śnieży śnieg!
Wśród mrozem skutych dni,
Ach! Ściął się życia ścieg...
Nie tak..
A mad moim Uhr sierpień w śpiew jak w śnieg brnie,
W śmiech, co strzaskał Hadesu drzwi!
Ach! Wątek snów światło otworzyło mi!
Ach! Widzę jasno:
Skąd przybywam, gdzie gnam!
Żar rozjaśnił duszę mą:
Jestem jak lipca skwar –
A tyś – moją ciemną Gwiazdą...
Ach! Ten Cracovii smak!
Ach! To mój gwiezdny czas...
Wśród nocy, szalony bieg
Ach! Spiął się życia ścieg...
Ach! Jaki słońca blask!
Tak..
[Ars carnae]
I choć w Neverland „Wszystko, co masz, wciąż przekwita”
(Tak mówi ci do ucha fala, która rozbija się po porcie Οὐτοπία)...
To: „W Śródmorzu nie Mieć, lecz Być Różą zakwita”;
Tak śpiewa ci rozbitek tysiąca nocy Acquae Vitae:
"سقطت في هاوية التعاسة"
───