Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Co prawda górale nie seplenią (po jokiemu jo godom?) ale nigdy nic nie wiadomo ;)

 

Na piknej roz psełęcy (so psełęce w Scytnie?)

cion baca grubom sosnę, ino niezbyt sprytnie.

Bo kiela nikłe pojińcie

tak mocne zbudzi napiyńcie

- wsyskie porazone i ni kaj wies: cy scy, tnie?

Opublikowano

@Poet Ka :D

Koleżanka ma dryg do limeryków :)

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

@jan_komułzykant Górale nie seplenią bo seplenią naturalnie :)

Ale jak jakiś góral ma rozszczep podniebienia to musi szeplenić

i wówczas:

 

Na piknej roż przełęczy (szo przełęcze w Szczytnie?)

czon bacza grubom szoszne

ino nieżbyt szprytnie 

 

itd. 

 

lub coś w tym rodzaju:)

 

 

Opublikowano (edytowane)

@jan_komułzykant

do Jaśkowej córki

po ksienzoskie kurki

do gaździny w swaty 

do ksienznej komnaty 

 

Hej!

Gotowe:

 

baca nie bacy

 

siod górol na smreku

i zastanawiò sie

kaj kulos mie unios

na tatsańskiej trasie

 

ze sobą unioseś

syćkie troski zmory

zaniedługo pudzies

do Kaśki komory

 

do Jaśkowej córki

po ksienzoskie kurki

do gaździny w swaty 

do ksienznej komnaty 

 

Hejze piosnecko, hej!

Edytowane przez Poet Ka (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

 

@Poet Ka

Pod smrekiem siedziol, kruca,

AI i ceguś bucał.

Co loto mu po zwojak?

No miedza, fcioroz moja.

 

Dziękuję :)

 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

oj sie nie gniewo, jo zabyłek. Hej ;)  

PS

bo jedna do gazdy jus pisała:

 

"jo sie nie gniewom, ino wom się gnie" ;)

Opublikowano

@jan_komułzykant

 

mozes poprowić- łostotecno wersjo:

 

 

baca nie bacy

 

siad górol na smreku

i zastanawiò sie

kaj kulos mie unios

na tatsońskiej trosie

 

ze sobą unioseś

syćkie troski zmory

zaniedługo pudzies

do Kośki komory

 

do jaśkowej córki

po ksienzoskie kurki

do gaździny w swaty 

do ksienznej komnaty 

 

siod se na drozynie 

tak se medytuje 

kaj kulos mie unios

na tatsońskim sloku

 

popraw te piosnecke

kaj sie dobze godo 

naukom ja rado

piosnka bedzie śpiewno

 

psydzie juhasów tłum

hejze hej, hejze ho

śpiwo tak smrecyno

piosnecka radość do

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...