Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Michał Pawica

Michał Pawica

Niech ten ostatniego posiłku miąższ
Trwa wciąż: więc nie przykładajmy doń
Wag i miar, niech nie-żona i nie-mąż
Amorowi pod gardło strzał nie


pod--stawiają: tylu kochanków chciało prze-
żyć

stawając..- tego wyroku ostatni takt
I za ten świętokradł uroku fakt
Zapłacili swym szczę-ściem.


Kochana mam ten zaszczyt tak

Nie prosić cię o rękę, na lat sto

Nie grawerujmy imion i dat
U dołu pergaminu stron ...
Niech w wolnym polu śpie-wa ptak,
Oboje dziś będzie-my, jak
Na jedną chwil-ę wolny ptak-


Więźnio-wie na przepustce z,
Warunkowe-j tylko, i...


Do diabła z tym-i, które chcą
przywią-zać serca pod ogon, bo S

zo-rują po ron-dla dnie serc-
Em, trzymając j-e na smycz-y swej.


Kochana mam zaszczy-
t tym być, kto
Nie prosi cię o rę-kę twą
Na sto lat: nie grawe-rujmy imio-'
N i dat pod spod-
Em pergamin-u stron ...


Wenus czę-sto starzeje się
I gubi język, po i prze-d rysunkiem taki-m, co
Liż-e miłości dno...
Za żadną cen-ę nie pozwol-ę nam
Kate-gorycznie odma-wia
M wam z stokrotki płatków wróżyć, gdzieLos mnie gna, w tej sztuc-e. Mięs!


Kochan-a mam ten zaszcz-t tak

Nie pro-sić o twoją rękę.
Prosz-ę, spraw żebyśmy nie gra-

Werowali nas-zych imion na pergaminu cyfr-
graf- i-ce...odbiera-my im

 

uroku wie-le zbyt
Ujawnia-jąc nadmiar sek-retów Meluzy-
Ny; miłosny alfa-bet blaknie wnet
Włożony w stron-y domowej medycy-


Ny. Kochana, mam więc zas-zczyt nie
Prosić o rękę cię - niech nasz pię-
Kny sen Trwa!
Nie grawer-ujmy imion i da-t
W pergamin-u takt ...


Może ci się wyda-wać, że
Łatwo ta-k ją zepchnąć w cień,
Na słoi-ka dno.
Ko-nfitury lat cno.


Piękne zakaza-ne jabłko jest
Ale gdy ty-lko usmażysz je,
Ry-chło poczujesz, że mu cze-goś brak -
Bo bez re-szty zatra-ci tak - swój na-turalny smak


Kochana mam ten zaszczyt naSto lat nie prosić cię o r-ękę, na lat
Sto! Nie graweruj-my imio
N i da-t u spod-u pergaminu stro-n ...
Nie potrze-buję służącej, bo
Pra-ce odrabia+m sam i Ich trosk


O-szczędzę ci
Nie-ch wieczne narzeczeństwo wiecznie trw-a,
A ty - wiecznie niewinn+a nie-żon-a ma,
Królo-wa myśli mych


Zawsze marzę, by...
Kochana uczyń te-n zaszczyt mi:
Nie prosić cię o ręk+ę na lat sto
Nie grawe-rować lat i dniU spodu pergaminu sto...S....10:46.


W mieście jestem mistrz-em złej Reputacji.
Nic nie mogę nato porad-zić:je-S

tem uważa-ny za kogoś, kogo

Na-leży unikać.wka-żdej sytua-cji


A jednak nik-omu nie robię krzy-wdy,
Jeśli po-dążam ście-żką, która mi
Wy -daje mi się mnie-ciężk-
ą.

 

Nie, nigdy nie tolerują nikogo, kto nie chce
Być taki jak oni.
Nie, nigdy nie tolerują nikogo,
Kto nie chce być taki jak oni.


Miasto źle o mnie znów mów-i... A

le to nie-mi nie jak zły se- nI jest ku te,-mu
Powód!A po-W

ód jest te-n:


Kiedy jest święt-o narod- owe, zostaj-ę w łóżk-u,
Przy-chodzi mi t-o z łatwością:
Fan-fary, któr-e prze-pływają obo-k,
Nie pobud-zają moje-j ciekawo-ści.


A jednak ni-komu nie rob-ię krzyw dy-duż-ej
Jeśli nie śpie-wam hymn-u
Narodow-ego w chór-ze.
Nie, nigdy nie tol-erują nikogo, k-
to nie chce być tak-i jak oni.


Nie, nigdy nie tolerują nikogo, kto nie chce być taki jak oni.
Miasto wskazuje tylko na mnie... Ale to nie-mi nie.
I jest ku te-mu powód!
A po-Wódb jest t-En:Jeśli

 

zoba-czę drobne-
go złodziej-aszka ucieka-jącego przed
Strażn-ikiem, który zara-z nade-jdzie, podepczę go,


Astrażnik pad-nie na zie-mię.
Zastana-wiam się, ko-mu mo-gę zrobi-ć
Krzyw-dę, jeśli złodziej jabłek
Uciek-nie przed sąd-em.


Ład-Nie!Nie, nigdy nie będą tole-rować
Nik+ogo, kto nie chc-e być tak-i jak oni.
Nie, nigdy nie b-ędą tole-rować ni-kogo,
Kto n-ie chce być taki jak oni.


Miasto ści-ga tyl-ko mnie.
Nie kalek- i.
I jest ku temu powód.
A pow-ód jest te-


N:Nietrud-no mi przewidzie-ć,
Jaki los chc-ą mi got-uje pech.
W dniu, w któr-ym znaj-dą dla mni-e lin-ę,
Nie policzę na-we-t do trz-ech


.Ale dlacze-go chce-cie dla mnie
Kęs-im-u, skoro podąża-m drogam-i,
Które nie prowadz-ą do Rzymu?N

 

ie, nigdy nie będą tolerowa-ć nikogo, kto nl
N-ie chce by,-
ć tak,-i jak on-
i.


Nie, ni- gdy nie bę
-dą to-lerowa
-ć kogo-ś, kto nie
ch-ce być ta
-kij-a k
oni.------------------------------Patrzą-c przez szer-okie ramy krat,
Kobie-ty z całej naszej dzie-lnicy
Przyglądały się, jak pot-ężny goryl spał – klat-a klat
!Nie przejmuj-ąc się tym, co po-wie świat..
To Bezwstydnice!
Nie pokazuj-ąc palcem nikogo, lecz
Zer-kały nawet na to miejsce to, gdzie...
Lecz matka zabroniła mi nazwać tu tę... rzecz.
Strzeż się goryla!N


agle więzieni-e na kłódkę zamk-nięte te,
Gdzie żyło to so-bie piękne zwierzę,
Otwiera się, i dziwny-m spraw splotem(
mu-siało być niep-rawidłowo zawa-rte, ten);


Małp-a wychodzi, ja ocz-om już nie wierzę
I mówi: „Dziś (alb-o nigdy) strac-ę cnotę!”[Ciąg dalsz-y nastąpi po przerw-
ie reklamowej]I mó-wi nam o

 

swoim bezw-stydnym dziewictwie,
I: mam nadzie-ję, że już odgadliśc-ie!
Strzeż s-ię goryla!...


Właśc-iciel menaż-erii wykrzyk-nął w panice:„
O Boże! To klops, bo gor-yl nigdy nie zazn-ał samicy!”


A gdy sami-ca dowiedziała się, że go-ryl to dziewica,
Zami-ast skorzystać z ok-azji prawdziwej,
Prze-szła nagle do ofe-nsywy!Strzeż si-ę goryla!...


Kobie-ty, które jeszcze ch-wilę wstecz
Go pod-ziwiały, głowy cho-wają w piach,
Dowodz-ąc, że im brak jasn-ości myślenia;
Tym bard-ziej daremny był ich strus-i strach,
Że goryl w m-ałp był stowarzysz-eniu!


Wyższym od mężc-zyzn w sprawie po ty-m słowie,
Wiele kobie-t to samo ci p-owie!Strzeż się gory-la!...


Wszyscy pę-dzą, by poza zas-ięg małpy zbiec,Z
wyjątk-iem zgrzybiałej starus-zki
I młodego sęd-ziego zielonego;


Widzą-c, że wszyscy się co-fają precz
,Czworo-nóg przyspies-zył kołysz-ący krok
Skier-ował w stro-nę szat starusz+ki
i tego sędzie-go!
Strzeż się goryl-a!..."Ba!"


westc-hnął stulatek: „Że-by ktoś mógł mnieJ

eszc-
ze tak pragnąć, to by-łby niezwykły traf.
Prawd-ę mówiąc, to był-oby tak niespodz-iane, że..!”A
sęd-zia pomyślał bezn-amiętnie: „Ach,


Z mał-pą mnie pomylili,
To jako-ś podejrzane…
”Lecz małp-a udowodniła mu, że się myli
!Strzeżcie się gor-yli!...Załóż-my,


że Pan, jak mał,-pa ta,
Musiał wyb-ierać: zgwałcić sędz-iego czy krewnego,
Kt-órą opcję by wy-brał pan?

 

Gdyby taka alte-rnatywa przytrafiła mi sięK
tó-regoś dnia,
To podług tego w-zoru
Jestem pew-ien, że brałbym star-uszkę tę;T


o ona był-aby obiektem mo-jego wyboruStrzeżcie się goryl-


a!...Niestety, jeśli gor-yl w te sprawy jest sw-ej ceny wart
,Jednak ob-rócić nie umie w sm-ak, ani w żart.


Więc za-miast brać staruszkę, jak każ-dy inny gość –
Sędzie+go za ucho złapał i zacią,-gnął go w gąszcz!


Strzeż się g-oryla!...Reszta
byłaby cudo-wna, niestety, nie
Mog--ę tego opowiedzieć, to godne ubolewani
Jesta,T-r

ochę by nas rozbawiła; b-o
Sędzia wybrał akur-at moment ten
,By zawołać: „Ma-tko ma!”,
i gorzko zapłakać, jakC
zło-wiek, który tego samego
dniaPo-dciął gardło drug-iemu...("Nie czyń sw-emu

 

bliźniemu...")Strzeż się g-oryla!...Stary nawyk ka-w


alera mam: Nabr-ałem zwyczaju, be ru-czaju, sam
!Mej samotno-ści lęków rozdźwiękówD
źwięka+mi tej pio-senki:------------------------------Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,
Mam erekcję, mam erekcję!
A kiedy myś-lę:
Edy-taTeż zak-witamK
iedy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąA
le kie-dy se przy-- pomnę Ô Ma-ji!
Wtedy już mi prze-stawaćStajeTa,-,to
Niemożesznią ste-r
ować-erekcja to nie ko-
bita, Twój wuj to nie kap-
itan: Nie pój,,dzie w bój
jak sw-ój!To ten mę-ski


refrenTen męs-ki hymn
Który rozbrzmiewa w budce sto-jàce-go na wa rcieWa-rtownikaWa-
lecznego w-artownika.


Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,M

am erekcję, mam er

ekcję!A kiedy myś-lę:Edy-


taTeż zak-witamKie

dy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąAl

e kie-dy se przy-- pomnę Ô Ma-ji! Wtedy już mi prze-
stawaćStajeTa,-,toN

 

iemożesznią ste-rować-erekcja to nie ko-bita, Twój wuj to nie kap-itan: Nie pój,,dzie  w bój jak sw-ój!I po--


łożę ostatn-ią kropkę
Nad tej zbawien-nnej er-lekcji.
Gdy Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,


Mam erekcję, mam ere

kcję!A kiedy myś-lę:Edy-taTeż zak-witam
iedy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąAle kiedy

 

myślę o Ma-
Ji.Wtedy już mi prze-stawać
StajeTa,-,to
Niemożesznią ste-rować-erekcja to nie ko-bita, T

 

o
wój wuj to nie kap-itan: Nie pój,,dzie w bój jak sw-ój!
Kiedyś, gdy byłem chłopcem

 

ze snów,
Bałem się wulgarnych słów
I jeśli pomyślałem cicho „buc”
,Nie powiedziałem, lecz teraz tłuc
Je mogę, gdy cała kariera m
aT

o na krzyż zbite słowa dwa:
Już nie myślę „buc to móc”, jak Jowisz mój wódz:K
rzyczę to z całych płuc!J


estem pornografem
Tej fonografiiPieśń ma to stłuc!


Aby uciszyć widzów szum
Wypluwam sprośnych żartów tłum:
Z ustami pełnymi wulgarnych słówZ
ust mych prosto do waszych głów:
Wyraźnie nie z wyraźnych mów,Ale


Kiedy znajduję w końcu nad głową dach,
W myślach robię z siebie strachI wołam: "


Idź ty, nieskalany człek,
Ó'Niech cię siedem razy obraca Grek”!


Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to na wiek lek!W


każdą sobotę do spowiedzi gnamI się biczuję za wymówienie słów nie dla damI
Klnę się, a marabut to wie, że to próżny trud
:Wziąć język pod brud!
LeczJeśli nie będę wam już uszu truł
,Boję się skończyć wśród Armii Zbawienia kółJ


uż marzę, by znów na tapetę wziąć
Pośladki bezbożne, i kląć jak ksiądz
!Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to chór prąć!Żonka ma, mówiąc

 

mimo
chodemMa pożądliwą naturęT
ndencję ma, by się nago kłaść
Pod pierwszym, co zechce jej wdzięki kraść!


AleCzy wolno mi, przyznajmy, czy to nie wstydM
ówić o tym na konkursie audio,
Po którym zaginął słuch i wid?


Nie wspominając, że ją wprawia w błądW
pośladkach ten swąd niby

 

trąd?Jestem pornografemTej
fonografiiPieśń ma to niezły wojów chór, i stąd ..!Być

 

może
znalazłbym szczęście w mig,A
morze i Legię Honorowych LigG
dybym Ars śpiewał amantich, jak Zeus
BógPrzykazał - Miłość, co


prowadzi aż do Rzymu ołtarzy /dróg ...
AleMój anioł powiedział mi: „Na kranNa śpiewanie o miłości masz szlaban, jak na Autobahn!Jeśli nie rozkwitnie

 

w locie wszystkich nacii nać!N
ać twoja bana na ma brać.”J


estem pornografemTej fonografiiPieśń ma to kur wam stać!A gdy śpiewam,


wiadomo,Kabaret Domo-Wy zielsko piosnkę, co ją wziąłem od Byt,
Się staje cię melancholij, ni zbyt


IMówi, cię do mnie, głosem zdławionym przez łzy:
„Proszę, śpiewaj, jak kwiat-TyRosną przynajmniej prz
yW alei RóżW burdelu-

 

tuObok,
tuż. .....”Jestem pornografemTej fonografiiMa pieśń ma to "je ne sais cóż"!

 

Każdego wieczoru
przed kolacją, sne
mNa moim ganku, patrząc nim zjem


Obserwuję dobrych ludzi tłum,A -
zachodzącym słońcu - szum...Ale
Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, na raz


Czasy słyszą tutaj uszy
. I czas...Bo lubię oglądać z
mojego stryj, chu...jakGłupcy
przechodnie się ją ci szę j a k m a k . . .J


estem pornografemTej tu fonografiiPieśń ma to być b r a k !Dobre dusze tu, tu silnie


oczekujcie, że po mojej śmierci, brak -
Szatan przyjdzie i dźgnie mnie w ten mowy wrak,


Ale -Ale, czy - wielki Manitu
Ale już! - bez mitu; słowa do kitu
Ale - nie mają żadnej pad linyCz
y - w puścił by-m


yDo Jerozoli-my
Tej bladej Godzi my?J
estem pornografemTej fonografiiPieśń ma to: widzi-my....Zad siędmioma


ur'wiskami, gdy byłem ur'zwisł,(Panu'jąc wsze'm Orbi et! Chór'bis)
Panicznie bałem się, że mię pó'rvi-szon,
jeśli na głos wy/powiem verb'lum „dziurwA”,


Więc myślałem tak:sobie ff dószy wychłódku,
asch mi'się ur'wałTen wątłek, odtk'ąd przeklnę'ństwem zarabiam na chleb:


Na począ'tek: już'tnie myśl'ę; „bjórw wał”, lecz
Wykrzy'kuję wam to ftfaż!
No'i gleb'a gleb;


Cały missterny wujów chórwz'iął z obóRur
murmórando w łeb..


.Jestem porno! Grafem audio biografii,Pollinatorem Poe źji!

 

By gawie'dzi gęby'roz dzi)a(wić i żartu-oś'cią ich żądtlić, źza-
Dławić, w ich kibić:wić wbićwą'tłą, ob'staluję do, w
Cip, abstrachu'jacy A


ODłać)i(ny kuj -chennej,
tej moreny bez den, ej! z wkład'ką mięs-ną:mięsiste kęsy mięsa


, Ø wuj'garnych, nie spój-nich zadnich zdań, a
le o'kraszam je po'o, kruszę, k...!Gęsto pi! kant nim sos'em muszę.


Lecz częñ'sto
,Kiedy znajdę się sam pod swoim właz'nymcja'snem da chem--
z'morzony! moć nim:tym od...
Bytu: za pachę,W skaj

 

zzuję;na (szcze żuję) siębnię pa!)da(lcemI krzyk?czczę, jak ten grę'cki człęk:„J
idź dod(i) Abla, tak:ino'nie-Po, -Ka!lany Ma'ryją...N
iech ciwci śnie,Y'Grek!”J


estem fonOgrafem tej pornoGrafíi-ti pleśni Ło'trż...W każ'dąć nie:dzielę

 

do spowiedźi
idę jak dłupek,B
y wyspowjadać się z p'wieprzenia o Ka!-
Mieni kupię, i kaj'am

 

ssię:przed mono:chromo... Temata'tycznym plingwinem, i
za'żekam się,rżę
Z pocztciwości prze'stanę ro'bić kpi'nę, l'eczB


oję,się, że bezgklnienia, zkgończę w Armji Zbaw'jenia, więc:a
Zaraz z'nowju po:ruszam tęmat: bez'zbożny -O
dw'złok, w okumgnienia mknę


Phono'graficznie, pørnograśf'licznąW
pleśń z'mieniam pieś'
Ń(A tak apropos, moja żona

 

jest, jak opos: łatwa z natury -Podkłada się bez partytury, pod pierwszym chłopem napotkanym, aleT


o temat do auto cenzury, temat niewysławiany na taki szczyt kultury w tym tu domu twórczej chałtury


Powiedzmy więc oględnie, że najchętniej widzi drapanie, gdzie ją swędzi...w rzeczy samej!


Ja po)r(no'Graffiñ forno'graf'wińPierś'śnią wot fk'szyk że'brałem groß!


Zna'lazłbym łatkwię'j fruK'tti, a możrę nah'wet Virtuti,,Ś
piewając z k'lasą cał'Ą!
m'iłzość
Ô wzs'spaniałĄ która prowadzi do na oł!$tarze,

 

lecz an'joł
Powjedźiał mi, star'lżej: „Allora â'cor da tuttiśpiewanie o miłości jest ci zakazane
Jeśli się:nie wy'klóje na lossie dzi)E(wki marŻeń”.Jam


woŃiografTem jest pór'n'odrafTymŁo'strzykiem pieśñMiA kiedy zanuDcę


właścicielowi kabaretu ssiełąnkową mąlo'doljè
On popada w melanż)alko(holię iMówi mi żygolaku: „jak masz śpiewać dla kwiatu, ś


Śpiewaj o taaakim ptaku,
Co wyrósł na pigakaku przy pub-licznym szlaGku”


.Nie:zły zemnie pornok'sztach fonografotraf
Pieśćni tej kaht!C


o wiLczur przedsZ
kolracją na m'ym bayko:nie ob'servvuję jakK
wałkoñje som wszechładza'jącyFff
słoñie,cu, za:chodzącymc,ale


Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, jeśli boisz się tu usłyszeć quoñetsssÓ'


wielbiam ob'serwujeĆ z moje:go ba'łkonu-dZ
gonu na space'rująt:se móje'wójeCo khcesz? Yam)b(


pono, phono:grafu-grafDobre dusze tu wierzą głęb:oko, że tak ja'kość w oko-Lica'ch m'ego


z'gonu, Sza!tan,sam przyjGdzie, by:prze -bić to;wól'garnIe ciało, al
eAle niech wie'lkci:szale!niec)


H( dlAktór:egoZsłowa nic:niezna czą,puści go:do
swojej Jeróżoliwmy o,blad!ej godzi - nieK


iedyś, będąc chłopcem, w moich snach,B

ałem się wulgarnych słów,A

jeśli po cichu pomyślałem „bach!”,N
ie wymawiałem go, ale teraz mogę użyć kłów,


By je złamać. Mogę, bo przez całe me życie świadome,
Te dwa słowa są zawsze ze sobą połączone:Już
nie myślę „bżuh”, jak Jowisz, mój przywódca:


Krzyczę z całych sił! Jak po wódce.Jestem

 

pornografemTen fonografPieśń jest przeznaczona, by go złamać!


Pokrótce;Ku uciesze słuchaczy, wypluwam hałaśli-wyT
łum wulgarnych żartów (w stylu popart:T
u):Z ustami pełnymi wulgarnych słów


Z moich ust prosto do waszych główO
czywiście nie z przezornych przemówień(C


zuję tak, jak mówię),Ale:K
iedy w końcu znajdę dach nad głową, głównieW
myślach boję się siebie;

 

pozwólcie, że tył się zwróciM
oja metafora: krzyczę: „Idź, ty, czysty człowieku, równie...
Niech cię Grek siedem razy obróci”!Je


stem pornografemTen fonografPieśń ma to od wieków (żółci).W każdą

 

sobotę spieszę
się do spowiedziI karcę się za wypowiadanie słów nie- przeznaczonych dla kobiet i gawiedzi,I


przysięgam, a marabut wie, że to daremna próba:U
kryć język pod prochem(a pod prochem śruba)!Al


eJeśli nie będę już zatruwał twych uszu,
Boję się, że skończę w kręgach Armii Zbawienia kuracjuszów;T


eraz marzę, żeby znów poruszyć ten temat:Ws
trętne pośladki i przeklinać jak ksiądz! T
ertium nie ma.Jestem

 

pornografemTen gramofonPiosenka powinna być refrena - penisa golema.Moja


żona, mówiąc swobodni
eMa pożądliwą naturę.
Palą się na niej spodnie.
Jest przyzwyczajona do leżenia nago jak kłoda

 

mimośrodemPo
d pierwszym lepszym mężczyzną,
Który próbuje ukraść jej wuje...k'urodę!AleCzy


wolno mi, przyznajmy się, czy to nie wstyd sromotny
Mówić o tym na konkursie,

 

po którym straciłem
Wzronk i i_irs'wzwiąd? Istotnie, bezpowrotnie...N


ie wspominając o tym, że ją to zwodzi swąd -Swędzenia na pośladkach jak trąd?

 

Jestem
pornografemTen gramofonPiosenka cuchnie na kilometr stąd!Może za

 

chwilę
odnajdę szczęście,A morze i Legię, doszczętniej.
Gdybym miał śpiewać Sztukę Miłości, jak Bóg ZeusN


akazał – Miłość, która prowadzi
aż do Rzymu... P
rzez Pireus.Ale


Mój anioł powiedział mi:
„Przez ruręZabronione jest śpiewać o miłości! Tw
e pleśni - po wtóre, k....!J


eśli nie rozkwitną w locie, o, ty, mój kocie,wszystkie twoje kwiaty...!T
wój zakaz przeminął”. Dzień
zapłaty.Jestem

 

pornografem.Ten gramofonPiosenka ma to, na co ma bogaty!A kiedy śpiewam,


wiesz, Kabaret Demo-Licja. Herb, piosenkę, którą wziąłem Cjonalnych sfer!
Stajesz się melancholijny, za bardzoI mówi do mnie

 

głosem zdławionym ba-N
alnie bard rdzą:„Proszę, śpiewaj, jak kwiat-
TyRośnij przynajmniej wzdłuż

 

chaty stacca-ty:Via del Rosario nie dla dam: W
burdelu - tutaj,A następnie,
tam. .....”Jestem

 

pornografemTego gramofonuMoja piosenka ma to „czyż nie znasz
Bogodram?”Każdego

 

wieczoru
przed kolacją, przed snem
na moim ka-ganku,
Obserwując przed jędze z ban-ku, rwem:O


bserwuję tłum dobrych ludzi, jak znalazłI - z
achodzące słońce - hałas...AleNie


proś mnie, żebym to zaśpiewał, wszystko narazCzasy tutaj słyszą moje uszy. I czas. Wyraz...Bo

 

uwielbiam patrzeć z
mojego wujka, brata...Jak przechodzący głupcy czynią ciszę jak ma...k...k... trata... tata!


Jestem pornografemTen gramofon tutajTa piosenka musi zaginąć. Bez powrata!


Dobre dusze tutaj, tutaj, z niecierpliwością czekają, że
po mojej śmierci nie będzie - ością -S
zatana, który przyjdzie i

 

dźgnie mnie, tego owego
Wraku modlitwy, to do ciebie, kolego!A


le -Ale, czy to - wielki Manitou
Ale teraz! - bez mitu; słowa są głupie bez zbytu
Ale - nie mają liny
Czy my - wpuściliby-my ten dym sinyD
o Jerozoli'minyO tej bladej

 

d....godziny?Jestem
pornografemTen gramofonTa piosenka ma: widzimyśliny!


Żył'em z dala od rżycia publik' miejskich,
Wolny, zamyśl'wolny, pon'ury, i ssię'lski....
Odmawiając płacenia ceny sławy o'kup
aNa mojej gałązce l-laurączce spałem jak nutrizupa.
Ci, którzy nie/śli dobrą:ra'ddę, dali mi+do ,Że
moje racje ze zwykłym człowiekiem są do roz:strzyg'nienia,I :
{pod groźbą całkow)ite...(go zapomnie[mie]nia}
,Wszy'stkie moje małe sekr)ci(ety wy'maga:ją natych)miasto(wego ujawniEnia!


Trąby Sła'wy, jesteście w cał}kowity{m konteks'tflikcie!Z
brakiem pudorów ów w pudrze naj:bardziej

 

elementarn'litarystycznym
,Mam dla Sprawy publiKACJOstycznejRozdziA
Wiać z kim i w jakiej poz(LOKAL(ycji?


Mam dla sław:y! od'grążać się w )p(otępieñ'ju i roz'puście?J
eśli 'ujawnię imi:jona, ile Penne'løp o'dwinę w Ma:rty chu!ście?


le d:am czcigod'nych gęsto-często ô'każe się dąñć w ork'iestrę męsżką??Ilu dobrych przyjaci'óSł


spojrzy na mnie z ó'kòsa?!x
Ile strzałów z rewolweru dostanę!T


rąby SłaVVy, gracjie se sam'e!Moja natøra brzyd'zi się


wsze'lką óstętacją,Cierp'jąc na nie/mal w'styd tak'ą patologizRacją ,


Nie é'patuję swoi: mi genitalJA:mi
Ni;kogu Pozza moj:imi żon:ami i lekarz'żami.A:ter'az, by

 

wy:wołać skądal,
M'am bić w bę'ben jak ff svoje genit' et.alia?C
zyżb'ym je po'kaziywał je je;szcze bardzie'j

 

DemonstrNacjostentacyjnie,Jak
mini'strant niosą:cy Najświętszy Sakrament?Na
z:amenT...Tromby S'ławy,

 

zmień:cie atramĘt!Kobietaz


pełnego świata, która często mi pozwala Od:dawać się czworga rozkoszom w swoich kwarterokomnatach,
zodd'ałaPodWstępnie ot!dała mi, na jeb'dwabnym tapcz:anie,S


tworzenia najniższego sortu/étarzU...P
od pretekstem/pozorem proklamacji! R
ozgłosu- blama'żu?C


zyżma'm prawo ob'rażać honór tej dam:,K
rzycząc z dachów, przy dźwięku latarni:AMI:„


MaMarkiza narobwiła mi aft!”? Cóż za pjękny landszaft!Trąby


Sławy, jesteście nieod;powiednie!Trąbkij Sław'y, co za bred!nie!!Dzięki bogą,


rzyję w charmoniiZ ojcem Duvalem, śpie'zwającym kap'łanem w agonji- woñij:
On, katechu:men, i ja, szalenie'c,j alja pozwala mi mUwić „amen”,


A łon pozw'ala mi móvvić „merd”
!Zgadzając się z nim, pisałbym w gazetach, wie)r(szKtórego wieczoru,

 

proszę ma:my
Za:stałem go na'gkolanach mej p;ani,
Śpiewające:go melodyjię szeptĘgłosu
Pod'czas gdy ona wyry:wała wsze w'szy z włosUw?T


rąby Sławy, nie mogę słóhać tego odg'łosU!Z kim, na Jowisza!


muszę spa(sś(ć,
Abby bog'ini stu/ust troch'ę prze:mówiła, moja mać?
Jasna kobietÁ, gwiaz'da, celebrzytka,
Ma przyjść i zająć miejsce mojej liry w moich skrzyp'ka,ch?


Aby poruszyć lud i chłopów,
Kto chce pożyczyć mi swoje popularne pośladki,K
to po'zwala mi uprawi:ać... na przy/rody łoni'e,Trochę

 

alpiniz:mu na ich
Wenuś )ciemnej( stronie?


Trąby Sławy, graJcie bardzo'o źle! ło,ni'e!!Czy te

 

bosz'kie trąb:y brzmiały'by głośniej, FF
andan'ti,Gdybym, jak wszyscy inni, był trochu ped'anti,G


dybym koł:ysał się jak dziew:czynaw pościęliI nagl'e przyb'rał wygl:ąd gazeli?


Lecz nie wi,dzę, żeby opła:cało się tym bez'SZczelnym gościomB
awi:ć się w grEM z miłoścOM, odwracaj'ąc ,)ch(ciałoŻ


eby dodać uncję wartości do mojej ch'wały,Z
:brodnia peder'astii, dziś, już się nie opłacaŁY,!TrO


M'by Sławy, gracie jak prze[r]wały?!Po tym tysiącu i jednej metodzie

 

gotowania,Która z pewnością
przyniesie wam poch'wały, wte vashe anaŁY, bania-Ł


uki:wolę trwać przy zmysłACH, kontem plując (w)dzwięki


I drap:ać się po bżuchu, śpziewając piossenky


Jeśli pulb'liczność ich zećhce, natych/miast od/ciągnę, J


e:śli ich nie zechc'e, położę je zpowro'tem namej niem)i(ej liże, do ktUrej

 

po\ciągie,mP
onę, od;mawiając (jak pa:ciorek)zapłaty ceny zsławy,


Na ga'łęzi mojego la'uru śpięjak kómar. Słabe...


Trąby Sławy, gracie jak bezKaina Abel! Szkieletis.Tubae Famae, carmen vestrum male agitetis!

Michał Pawica

Michał Pawica


Który już raz lecę z Moskwy do Odessy -
Ale znów nie złapali mnie w lot.
Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
Niezawodna niby Volkswagen wszystkich flot.

Nad Murmańskiem pogoda z że brak słów,
I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, 
albo nawet w Trieście...
Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
Wszystkie otwarte, ale chcę być w Odessie wreszcie...

Mówili mi: „Nie licz na te adresy, 
Na żaden z niebios komunizmu dar”.
A tu mi znów opóźniają lot do Odessy -
Teraz jest oblodzony pas na start!

A w Leningradzie z dachu woda kapie,
Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? 
Tbilisi to jedyny jasny punkt na mapie,
Tam herbata rośnie w sadzie, ale ja Tbilisi mam w zasadzie w zadzie zadów!

Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
To  miło, ale nie tam jechać mnie!

Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę na to nic -
Stewardesa cudnie znudzona, siódme niebo obiecuje nam,
A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
Lecz, by tam lecieć najlepsze słodycze mnie nie skuszą.
Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
I Paryż jest otwarty, ale  tam jechać nie muszę.

No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta pozorów gra!

Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
Tak przystępna, jak ten cały fłot.

Znów mnie przestawiają na ósmą zero dzwąk,
A obywatele pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,
Mam tego dość już, psia kość,
I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
Mam tego dość, już mnie całkiem zżarla złość,
I lecę tam, gdzie mi otwierają!


Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
Ale dziś –  jest jak jutro, i  wczoraj, i potem:
Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem, 
Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

Dwururki schowały się w cień jodły,
Tam myśliwi skryli się sforą całą podłą;
Wilki tarzają się w śniegu mokrym,
Stając się łatwym celem dla strzałów tych potworów,

Refren:
Polowanie na młode wilki trwa, polowanie trwa!
Na szare samce, matki, szczenięta.
Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -
To na śniegu krew i rany czerwonych flag.

W tej walce wilka z łowcami
Nie ma żadnych praw, strzelającym nie  drgnie ręka,
Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
Biją bez litości, a ich kula niezawodnie celu sięga.

Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione 
Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak,
Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

Refren

Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
Gonimy za szczeniakami i  ubijamy je jednym strzałem,
Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

Wilk nie może inaczej. Takie wilcze prawo.
A moje dni już są policzone.
Myśliwy już broń ujął w rękę prawą 
Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczona.

Refren

Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
Chęć życia jest we mnie silniejsza!
I usłyszałem za sobą westchnień wrzask
I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

Szarpię się z całych sił, i każdym ścięgnem biegnę,
Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
Ale gończym nic nie zostanie w ręce!

Refren


Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
Otworzyła się brama hangaru,
A my przecieraliśmy szlak, przez śniegu kopy,
Most chrzęscił pod naszym ciężarem.

A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
A śnieg spadał wolno z gałęzi świerków.
A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
Śmigłowca huk był jak psa warkot.

Refren:
Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
Na wilki szare, uparte i gniewne
Ci, co usiedli u karabinów sterów 
Zapomnieli o litości pewnie—

A kule koszą wszelkie stworzenie.
Biegnę i wdycham mroźne opary,
Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.
Mechaniczne potwory nade mną jak janczary.

A ja biorę oddech jeszcze jeden w pysk wilczy,
Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy.
Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! dalej!”

I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

Refren

Leżę pod drzewem złamanym,  w mchu się schroniłem;
Przegapiłem ten zjazd na tyłku.
I niech mnie szukają na górze o tyle o ile –
Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę,wilku!

A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł tu;
Znów śnieg na bagnach wolno padał;
Wstałem, otrząsnąłem się z tego silnika ryku,
Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!




 

 

Michał Pawica

Michał Pawica


Który już raz lecę z Moskwy do Odessy -
Ale znów nie złapali mnie w lot.
Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
Niezawodna niby Volkswagen wszystkich flot.

Nad Murmańskiem chmurki ani pół
I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, 
albo nawet w Trieście...
Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
Wszystkie otwarte, ale chcę chce być w Odessie wreszcie...

Mówili mi: „Nie licz na te adresy, 
Na żaden z niebios komunizmu dar”.
A tu mi znów opóźniają lot do Odessy -
Teraz jest oblodzony pas na start!

A w Leningradzie z dachu woda kapie,
Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? 
Tbilisi to jedyny jasny punkt na mapie,
Tam herbata rośnie w sadzie, ale ja Tbilisi mam w zasadzie w zadzie zadów!

Słyszałem, że Rostowiczanie idą w kurs!
A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
To  miło, ale nie tam jechać mnie!

Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę na nic -
Stewardesa cudnie znudzona, siódme niebo obiecuje nam,
A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
Lecz, by tam lecieć najlepsze słodycze mnie nie skuszą.
Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
I Paryż jest otwarty, ale  tam jechać nie muszę.

 No, wreszcie! Pogoda, jak drut,  dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta pozorów gra!

Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
Tak przystępna, jak ten cały fłot.

Znów mnie przestawiają na ósmą zero dzwąk,
A obywatele pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,
Mam tego dość już, psia kość,
I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
Mam tego dość, już mnie całkiem zżarla złość,
I lecę tam, gdzie mi otwierają!


Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
Ale dziś –  jest jak jutro, i  wczoraj, i potem
Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem 
Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

Dwururki schowały się w cień jodły,
Tam myśliwi skryli się sforą całą podłą;
Wilki tarzają się w śniegu mokrym,
Stając się łatwym celem dla strzałów tych potworów,

Refren:
Polowanie na młode wilki trwa, polowanie trwa!
Na szare samce, matki, szczenięta.
Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta.
To na śniegu krew i plamy czerwonych flag.

W tej walce wilka z łowcami
Nie ma żadnych praw, strzelającym nie  drgnie ręka,
Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione 
Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

Refren

Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
Gonimy za szczeniakami i  ubijamy je jednym strzałem,
Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

Wilk nie może inaczej. Takie wilcze prawo.
A moje dni już są policzone.
Myśliwy już broń ujął w rękę prawą 
Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

Refren

Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
Chęć życia jest we mnie silniejsza!
I usłyszałem za sobą westchnień wrzask
I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

Szarpię się z całych sił, i każdym ścięgnem biegnę,
Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
Ale gończym nic nie zostanie w ręce!

Refren


Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
Otworzyła się brama hangaru,
A my przecieraliśmy szlak, przez śniegu kopy
Most chrzęscił pod naszym ciężarem.

A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
A śnieg spadał wolno z gałęzi świerków.
A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
Śmigłowca huk był jak psa warkot.

Refren:
Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
Na wilki szare, uparte i gniewne
Ci, co usiedli u karabinów sterów 
Zapomnieli o litości pewnie—

A kule koszą wszelkie stworzenie.
Biegnę i wdycham mroźne opary,
Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.
Mechaniczne potwory nade mną jak janczary.

A ja biorę oddech jeszcze jeden w pysk wilczy 
Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy.
Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! dalej!”

I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

Refren

Leżę pod drzewem złamanym,  w mchu się schroniłem;
Przegapiłem ten zjazd na tyłku.
I niech mnie szukają na górze o tyle o ile –
Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę,wilku!

A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł tu;
Znów śnieg na bagnach wolno padał;
Wstałem, otrząsnąłem się z tego silnika ryku,
Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!




 

 



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym  Michałe, ale skąd mam wiedzieć, co czytasz i czy w ogóle? :) To nie był żaden personalny atak, tylko uniwersalna obserwacja, która spisała mi się w formie fraszki.   Mnie też kiedyś mądrzejsi radzili: „nie publikuj za często”. Wtedy byłam zdziwiona, ale czas pokazał, że mieli po stokroć rację. Jednak każdy ma swój rozum i robi, co uważa.   Ach, i nie skarż się tak publicznie na nieodwzajemnienia – bo jeśli ktoś chce Ci dokuczyć, to właśnie dajesz mu do ręki idealną instrukcję, jak to zrobić. Tymczasem, pa!
    • @Poet Ka                                 Artykuł: 13 - Ustawa Zasadnicza             Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej zakazuje istnienia partii politycznych i różnych organizacji społecznych, które rozpowszechniają totalitarne dogmaty, ideologie i doktryny - faszyzm, komunizm, holokaustanizm, nazizm, syjonizm i banderyzm i dopuszczają mowę nienawiści na tle rasowym, seksualnym i narodowościowym, także: stosowanie wszelkich form przemocy w celu zdobycia władzy i mają utajnione struktury, członkostwo i finanse - w ten sposób ograniczając aktywność społeczną - wolność.           Trybunał Konstytucyjny Trzeciej Rzeczypospolitej Polskiej jak najbardziej - jednoznacznie zapewnia - wyżej wymieniony artykuł wraz z zasadą pluralizmu określa granice działalności politycznej, społecznej i publicznej.   Źródło: Internet (zrobiłem drobną edycję - treść bez zmian)   Pułkownik: Tajnego Ruchu Oporu - Hrabia Łukasz Wiesław Jan Jasiński Herbu Topór                                                      Propozycja             Artykuł Pierwszy Kodeksu Karnego: antypolonizm jako świadoma mowa nienawiści wobec Narodu Polskiego i Państwa Polskiego, polegająca na obrażaniu, gnębieniu i okradaniu Obywateli Polskich, także: fałszowaniu Historii Polskiej i Kultury Polskiej - jest ścigany i karany z urzędu - natychmiastowe pozbawienie wolności: od pięciu do dziesięciu lat, natomiast: w skrajnych przypadkach - odebraniem praw publicznych i obywatelstwa polskiego bez względu na pochodzenie, wyznanie i orientację - seksualną.   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2025)   Tak przy okazji: niedługo będzie Marsz Palestyński, a w listopadzie - Marsz Niepodległości i biorę udział w tych marszach - akceptują mnie, natomiast: w Marszu Równości nie biorę udziału - nie akceptują mnie.   I dziękuję za rozmowę i życzę miłego popołudnia.   Łukasz Wiesław Jan Jasiński Herbu Topór 
    • @andrew Miałem na myśli, że politycy odchodzą co się da,ale o tym nie myślą.  Komuniści obchodzą grudzień ... jakby kto inny zabił.   Pozdrawiam 
    • @Poet Ka :D Koleżanka ma dryg do limeryków :)    

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        @jan_komułzykant Górale nie seplenią bo seplenią naturalnie :) Ale jak jakiś góral ma rozszczep podniebienia to musi szeplenić i wówczas:   Na piknej roż przełęczy (szo przełęcze w Szczytnie?) czon bacza grubom szoszne ino nieżbyt szprytnie    itd.    lub coś w tym rodzaju:)    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...