Niech ten ostatniego posiłku miąższ
Trwa wciąż: więc nie przykładajmy doń
Wag i miar, niech nie-żona i nie-mąż
Amorowi pod gardło strzał nie
pod--stawiają: tylu kochanków chciało prze-
żyć
stawając..- tego wyroku ostatni takt
I za ten świętokradł uroku fakt
Zapłacili swym szczę-ściem.
Kochana mam ten zaszczyt tak
Nie prosić cię o rękę, na lat sto
Nie grawerujmy imion i dat
U dołu pergaminu stron ...
Niech w wolnym polu śpie-wa ptak,
Oboje dziś będzie-my, jak
Na jedną chwil-ę wolny ptak-
Więźnio-wie na przepustce z,
Warunkowe-j tylko, i...
Do diabła z tym-i, które chcą
przywią-zać serca pod ogon, bo S
zo-rują po ron-dla dnie serc-
Em, trzymając j-e na smycz-y swej.
Kochana mam zaszczy-
t tym być, kto
Nie prosi cię o rę-kę twą
Na sto lat: nie grawe-rujmy imio-'
N i dat pod spod-
Em pergamin-u stron ...
Wenus czę-sto starzeje się
I gubi język, po i prze-d rysunkiem taki-m, co
Liż-e miłości dno...
Za żadną cen-ę nie pozwol-ę nam
Kate-gorycznie odma-wia
M wam z stokrotki płatków wróżyć, gdzieLos mnie gna, w tej sztuc-e. Mięs!
Kochan-a mam ten zaszcz-t tak
Nie pro-sić o twoją rękę.
Prosz-ę, spraw żebyśmy nie gra-
Werowali nas-zych imion na pergaminu cyfr-
graf- i-ce...odbiera-my im
uroku wie-le zbyt
Ujawnia-jąc nadmiar sek-retów Meluzy-
Ny; miłosny alfa-bet blaknie wnet
Włożony w stron-y domowej medycy-
Ny. Kochana, mam więc zas-zczyt nie
Prosić o rękę cię - niech nasz pię-
Kny sen Trwa!
Nie grawer-ujmy imion i da-t
W pergamin-u takt ...
Może ci się wyda-wać, że
Łatwo ta-k ją zepchnąć w cień,
Na słoi-ka dno.
Ko-nfitury lat cno.
Piękne zakaza-ne jabłko jest
Ale gdy ty-lko usmażysz je,
Ry-chło poczujesz, że mu cze-goś brak -
Bo bez re-szty zatra-ci tak - swój na-turalny smak
Kochana mam ten zaszczyt naSto lat nie prosić cię o r-ękę, na lat
Sto! Nie graweruj-my imio
N i da-t u spod-u pergaminu stro-n ...
Nie potrze-buję służącej, bo
Pra-ce odrabia+m sam i Ich trosk
O-szczędzę ci
Nie-ch wieczne narzeczeństwo wiecznie trw-a,
A ty - wiecznie niewinn+a nie-żon-a ma,
Królo-wa myśli mych
Zawsze marzę, by...
Kochana uczyń te-n zaszczyt mi:
Nie prosić cię o ręk+ę na lat sto
Nie grawe-rować lat i dniU spodu pergaminu sto...S....10:46.
W mieście jestem mistrz-em złej Reputacji.
Nic nie mogę nato porad-zić:je-S
tem uważa-ny za kogoś, kogo
Na-leży unikać.wka-żdej sytua-cji
A jednak nik-omu nie robię krzy-wdy,
Jeśli po-dążam ście-żką, która mi
Wy -daje mi się mnie-ciężk-
ą.
Nie, nigdy nie tolerują nikogo, kto nie chce
Być taki jak oni.
Nie, nigdy nie tolerują nikogo,
Kto nie chce być taki jak oni.
Miasto źle o mnie znów mów-i... A
le to nie-mi nie jak zły se- nI jest ku te,-mu
Powód!A po-W
ód jest te-n:
Kiedy jest święt-o narod- owe, zostaj-ę w łóżk-u,
Przy-chodzi mi t-o z łatwością:
Fan-fary, któr-e prze-pływają obo-k,
Nie pobud-zają moje-j ciekawo-ści.
A jednak ni-komu nie rob-ię krzyw dy-duż-ej
Jeśli nie śpie-wam hymn-u
Narodow-ego w chór-ze.
Nie, nigdy nie tol-erują nikogo, k-
to nie chce być tak-i jak oni.
Nie, nigdy nie tolerują nikogo, kto nie chce być taki jak oni.
Miasto wskazuje tylko na mnie... Ale to nie-mi nie.
I jest ku te-mu powód!
A po-Wódb jest t-En:Jeśli
zoba-czę drobne-
go złodziej-aszka ucieka-jącego przed
Strażn-ikiem, który zara-z nade-jdzie, podepczę go,
Astrażnik pad-nie na zie-mię.
Zastana-wiam się, ko-mu mo-gę zrobi-ć
Krzyw-dę, jeśli złodziej jabłek
Uciek-nie przed sąd-em.
Ład-Nie!Nie, nigdy nie będą tole-rować
Nik+ogo, kto nie chc-e być tak-i jak oni.
Nie, nigdy nie b-ędą tole-rować ni-kogo,
Kto n-ie chce być taki jak oni.
Miasto ści-ga tyl-ko mnie.
Nie kalek- i.
I jest ku temu powód.
A pow-ód jest te-
N:Nietrud-no mi przewidzie-ć,
Jaki los chc-ą mi got-uje pech.
W dniu, w któr-ym znaj-dą dla mni-e lin-ę,
Nie policzę na-we-t do trz-ech
.Ale dlacze-go chce-cie dla mnie
Kęs-im-u, skoro podąża-m drogam-i,
Które nie prowadz-ą do Rzymu?N
ie, nigdy nie będą tolerowa-ć nikogo, kto nl
N-ie chce by,-
ć tak,-i jak on-
i.
Nie, ni- gdy nie bę
-dą to-lerowa
-ć kogo-ś, kto nie
ch-ce być ta
-kij-a k
oni.------------------------------Patrzą-c przez szer-okie ramy krat,
Kobie-ty z całej naszej dzie-lnicy
Przyglądały się, jak pot-ężny goryl spał – klat-a klat
!Nie przejmuj-ąc się tym, co po-wie świat..
To Bezwstydnice!
Nie pokazuj-ąc palcem nikogo, lecz
Zer-kały nawet na to miejsce to, gdzie...
Lecz matka zabroniła mi nazwać tu tę... rzecz.
Strzeż się goryla!N
agle więzieni-e na kłódkę zamk-nięte te,
Gdzie żyło to so-bie piękne zwierzę,
Otwiera się, i dziwny-m spraw splotem(
mu-siało być niep-rawidłowo zawa-rte, ten);
Małp-a wychodzi, ja ocz-om już nie wierzę
I mówi: „Dziś (alb-o nigdy) strac-ę cnotę!”[Ciąg dalsz-y nastąpi po przerw-
ie reklamowej]I mó-wi nam o
swoim bezw-stydnym dziewictwie,
I: mam nadzie-ję, że już odgadliśc-ie!
Strzeż s-ię goryla!...
Właśc-iciel menaż-erii wykrzyk-nął w panice:„
O Boże! To klops, bo gor-yl nigdy nie zazn-ał samicy!”
A gdy sami-ca dowiedziała się, że go-ryl to dziewica,
Zami-ast skorzystać z ok-azji prawdziwej,
Prze-szła nagle do ofe-nsywy!Strzeż si-ę goryla!...
Kobie-ty, które jeszcze ch-wilę wstecz
Go pod-ziwiały, głowy cho-wają w piach,
Dowodz-ąc, że im brak jasn-ości myślenia;
Tym bard-ziej daremny był ich strus-i strach,
Że goryl w m-ałp był stowarzysz-eniu!
Wyższym od mężc-zyzn w sprawie po ty-m słowie,
Wiele kobie-t to samo ci p-owie!Strzeż się gory-la!...
Wszyscy pę-dzą, by poza zas-ięg małpy zbiec,Z
wyjątk-iem zgrzybiałej starus-zki
I młodego sęd-ziego zielonego;
Widzą-c, że wszyscy się co-fają precz
,Czworo-nóg przyspies-zył kołysz-ący krok
Skier-ował w stro-nę szat starusz+ki
i tego sędzie-go!
Strzeż się goryl-a!..."Ba!"
westc-hnął stulatek: „Że-by ktoś mógł mnieJ
eszc-
ze tak pragnąć, to by-łby niezwykły traf.
Prawd-ę mówiąc, to był-oby tak niespodz-iane, że..!”A
sęd-zia pomyślał bezn-amiętnie: „Ach,
Z mał-pą mnie pomylili,
To jako-ś podejrzane…
”Lecz małp-a udowodniła mu, że się myli
!Strzeżcie się gor-yli!...Załóż-my,
że Pan, jak mał,-pa ta,
Musiał wyb-ierać: zgwałcić sędz-iego czy krewnego,
Kt-órą opcję by wy-brał pan?
Gdyby taka alte-rnatywa przytrafiła mi sięK
tó-regoś dnia,
To podług tego w-zoru
Jestem pew-ien, że brałbym star-uszkę tę;T
o ona był-aby obiektem mo-jego wyboruStrzeżcie się goryl-
a!...Niestety, jeśli gor-yl w te sprawy jest sw-ej ceny wart
,Jednak ob-rócić nie umie w sm-ak, ani w żart.
Więc za-miast brać staruszkę, jak każ-dy inny gość –
Sędzie+go za ucho złapał i zacią,-gnął go w gąszcz!
Strzeż się g-oryla!...Reszta
byłaby cudo-wna, niestety, nie
Mog--ę tego opowiedzieć, to godne ubolewani
Jesta,T-r
ochę by nas rozbawiła; b-o
Sędzia wybrał akur-at moment ten
,By zawołać: „Ma-tko ma!”,
i gorzko zapłakać, jakC
zło-wiek, który tego samego
dniaPo-dciął gardło drug-iemu...("Nie czyń sw-emu
bliźniemu...")Strzeż się g-oryla!...Stary nawyk ka-w
alera mam: Nabr-ałem zwyczaju, be ru-czaju, sam
!Mej samotno-ści lęków rozdźwiękówD
źwięka+mi tej pio-senki:------------------------------Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,
Mam erekcję, mam erekcję!
A kiedy myś-lę:
Edy-taTeż zak-witamK
iedy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąA
le kie-dy se przy-- pomnę Ô Ma-ji!
Wtedy już mi prze-stawaćStajeTa,-,to
Niemożesznią ste-r
ować-erekcja to nie ko-
bita, Twój wuj to nie kap-
itan: Nie pój,,dzie w bój
jak sw-ój!To ten mę-ski
refrenTen męs-ki hymn
Który rozbrzmiewa w budce sto-jàce-go na wa rcieWa-rtownikaWa-
lecznego w-artownika.
Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,M
am erekcję, mam er
ekcję!A kiedy myś-lę:Edy-
taTeż zak-witamKie
dy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąAl
e kie-dy se przy-- pomnę Ô Ma-ji! Wtedy już mi prze-
stawaćStajeTa,-,toN
iemożesznią ste-rować-erekcja to nie ko-bita, Twój wuj to nie kap-itan: Nie pój,,dzie w bój jak sw-ój!I po--
łożę ostatn-ią kropkę
Nad tej zbawien-nnej er-lekcji.
Gdy Gdy przed ocza-mi mi staje ma wstyd-liwa ma predy-lekcja,
Mam erekcję, mam ere
kcję!A kiedy myś-lę:Edy-taTeż zak-witam
iedy my-ślę o LéonorzeBoże, znowu mam jąAle kiedy
myślę o Ma-
Ji.Wtedy już mi prze-stawać
StajeTa,-,to
Niemożesznią ste-rować-erekcja to nie ko-bita, T
o
wój wuj to nie kap-itan: Nie pój,,dzie w bój jak sw-ój!
Kiedyś, gdy byłem chłopcem
ze snów,
Bałem się wulgarnych słów
I jeśli pomyślałem cicho „buc”
,Nie powiedziałem, lecz teraz tłuc
Je mogę, gdy cała kariera m
aT
o na krzyż zbite słowa dwa:
Już nie myślę „buc to móc”, jak Jowisz mój wódz:K
rzyczę to z całych płuc!J
estem pornografem
Tej fonografiiPieśń ma to stłuc!
Aby uciszyć widzów szum
Wypluwam sprośnych żartów tłum:
Z ustami pełnymi wulgarnych słówZ
ust mych prosto do waszych głów:
Wyraźnie nie z wyraźnych mów,Ale
Kiedy znajduję w końcu nad głową dach,
W myślach robię z siebie strachI wołam: "
Idź ty, nieskalany człek,
Ó'Niech cię siedem razy obraca Grek”!
Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to na wiek lek!W
każdą sobotę do spowiedzi gnamI się biczuję za wymówienie słów nie dla damI
Klnę się, a marabut to wie, że to próżny trud
:Wziąć język pod brud!
LeczJeśli nie będę wam już uszu truł
,Boję się skończyć wśród Armii Zbawienia kółJ
uż marzę, by znów na tapetę wziąć
Pośladki bezbożne, i kląć jak ksiądz
!Jestem pornografemTej fonografiiPieśń ma to chór prąć!Żonka ma, mówiąc
mimo
chodemMa pożądliwą naturęT
ndencję ma, by się nago kłaść
Pod pierwszym, co zechce jej wdzięki kraść!
AleCzy wolno mi, przyznajmy, czy to nie wstydM
ówić o tym na konkursie audio,
Po którym zaginął słuch i wid?
Nie wspominając, że ją wprawia w błądW
pośladkach ten swąd niby
trąd?Jestem pornografemTej
fonografiiPieśń ma to niezły wojów chór, i stąd ..!Być
może
znalazłbym szczęście w mig,A
morze i Legię Honorowych LigG
dybym Ars śpiewał amantich, jak Zeus
BógPrzykazał - Miłość, co
prowadzi aż do Rzymu ołtarzy /dróg ...
AleMój anioł powiedział mi: „Na kranNa śpiewanie o miłości masz szlaban, jak na Autobahn!Jeśli nie rozkwitnie
w locie wszystkich nacii nać!N
ać twoja bana na ma brać.”J
estem pornografemTej fonografiiPieśń ma to kur wam stać!A gdy śpiewam,
wiadomo,Kabaret Domo-Wy zielsko piosnkę, co ją wziąłem od Byt,
Się staje cię melancholij, ni zbyt
IMówi, cię do mnie, głosem zdławionym przez łzy:
„Proszę, śpiewaj, jak kwiat-TyRosną przynajmniej prz
yW alei RóżW burdelu-
tuObok,
tuż. .....”Jestem pornografemTej fonografiiMa pieśń ma to "je ne sais cóż"!
Każdego wieczoru
przed kolacją, sne
mNa moim ganku, patrząc nim zjem
Obserwuję dobrych ludzi tłum,A -
zachodzącym słońcu - szum...Ale
Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, na raz
Czasy słyszą tutaj uszy
. I czas...Bo lubię oglądać z
mojego stryj, chu...jakGłupcy
przechodnie się ją ci szę j a k m a k . . .J
estem pornografemTej tu fonografiiPieśń ma to być b r a k !Dobre dusze tu, tu silnie
oczekujcie, że po mojej śmierci, brak -
Szatan przyjdzie i dźgnie mnie w ten mowy wrak,
Ale -Ale, czy - wielki Manitu
Ale już! - bez mitu; słowa do kitu
Ale - nie mają żadnej pad linyCz
y - w puścił by-m
yDo Jerozoli-my
Tej bladej Godzi my?J
estem pornografemTej fonografiiPieśń ma to: widzi-my....Zad siędmioma
ur'wiskami, gdy byłem ur'zwisł,(Panu'jąc wsze'm Orbi et! Chór'bis)
Panicznie bałem się, że mię pó'rvi-szon,
jeśli na głos wy/powiem verb'lum „dziurwA”,
Więc myślałem tak:sobie ff dószy wychłódku,
asch mi'się ur'wałTen wątłek, odtk'ąd przeklnę'ństwem zarabiam na chleb:
Na począ'tek: już'tnie myśl'ę; „bjórw wał”, lecz
Wykrzy'kuję wam to ftfaż!
No'i gleb'a gleb;
Cały missterny wujów chórwz'iął z obóRur
murmórando w łeb..
.Jestem porno! Grafem audio biografii,Pollinatorem Poe źji!
By gawie'dzi gęby'roz dzi)a(wić i żartu-oś'cią ich żądtlić, źza-
Dławić, w ich kibić:wić wbićwą'tłą, ob'staluję do, w
Cip, abstrachu'jacy A
ODłać)i(ny kuj -chennej,
tej moreny bez den, ej! z wkład'ką mięs-ną:mięsiste kęsy mięsa
, Ø wuj'garnych, nie spój-nich zadnich zdań, a
le o'kraszam je po'o, kruszę, k...!Gęsto pi! kant nim sos'em muszę.
Lecz częñ'sto
,Kiedy znajdę się sam pod swoim właz'nymcja'snem da chem--
z'morzony! moć nim:tym od...
Bytu: za pachę,W skaj
zzuję;na (szcze żuję) siębnię pa!)da(lcemI krzyk?czczę, jak ten grę'cki człęk:„J
idź dod(i) Abla, tak:ino'nie-Po, -Ka!lany Ma'ryją...N
iech ciwci śnie,Y'Grek!”J
estem fonOgrafem tej pornoGrafíi-ti pleśni Ło'trż...W każ'dąć nie:dzielę
do spowiedźi
idę jak dłupek,B
y wyspowjadać się z p'wieprzenia o Ka!-
Mieni kupię, i kaj'am
ssię:przed mono:chromo... Temata'tycznym plingwinem, i
za'żekam się,rżę
Z pocztciwości prze'stanę ro'bić kpi'nę, l'eczB
oję,się, że bezgklnienia, zkgończę w Armji Zbaw'jenia, więc:a
Zaraz z'nowju po:ruszam tęmat: bez'zbożny -O
dw'złok, w okumgnienia mknę
Phono'graficznie, pørnograśf'licznąW
pleśń z'mieniam pieś'
Ń(A tak apropos, moja żona
jest, jak opos: łatwa z natury -Podkłada się bez partytury, pod pierwszym chłopem napotkanym, aleT
o temat do auto cenzury, temat niewysławiany na taki szczyt kultury w tym tu domu twórczej chałtury
Powiedzmy więc oględnie, że najchętniej widzi drapanie, gdzie ją swędzi...w rzeczy samej!
Ja po)r(no'Graffiñ forno'graf'wińPierś'śnią wot fk'szyk że'brałem groß!
Zna'lazłbym łatkwię'j fruK'tti, a możrę nah'wet Virtuti,,Ś
piewając z k'lasą cał'Ą!
m'iłzość
Ô wzs'spaniałĄ która prowadzi do na oł!$tarze,
lecz an'joł
Powjedźiał mi, star'lżej: „Allora â'cor da tuttiśpiewanie o miłości jest ci zakazane
Jeśli się:nie wy'klóje na lossie dzi)E(wki marŻeń”.Jam
woŃiografTem jest pór'n'odrafTymŁo'strzykiem pieśñMiA kiedy zanuDcę
właścicielowi kabaretu ssiełąnkową mąlo'doljè
On popada w melanż)alko(holię iMówi mi żygolaku: „jak masz śpiewać dla kwiatu, ś
Śpiewaj o taaakim ptaku,
Co wyrósł na pigakaku przy pub-licznym szlaGku”
.Nie:zły zemnie pornok'sztach fonografotraf
Pieśćni tej kaht!C
o wiLczur przedsZ
kolracją na m'ym bayko:nie ob'servvuję jakK
wałkoñje som wszechładza'jącyFff
słoñie,cu, za:chodzącymc,ale
Nie proś mnie, żebym to zaśpiewał, jeśli boisz się tu usłyszeć quoñetsssÓ'
wielbiam ob'serwujeĆ z moje:go ba'łkonu-dZ
gonu na space'rująt:se móje'wójeCo khcesz? Yam)b(
pono, phono:grafu-grafDobre dusze tu wierzą głęb:oko, że tak ja'kość w oko-Lica'ch m'ego
z'gonu, Sza!tan,sam przyjGdzie, by:prze -bić to;wól'garnIe ciało, al
eAle niech wie'lkci:szale!niec)
H( dlAktór:egoZsłowa nic:niezna czą,puści go:do
swojej Jeróżoliwmy o,blad!ej godzi - nieK
iedyś, będąc chłopcem, w moich snach,B
ałem się wulgarnych słów,A
jeśli po cichu pomyślałem „bach!”,N
ie wymawiałem go, ale teraz mogę użyć kłów,
By je złamać. Mogę, bo przez całe me życie świadome,
Te dwa słowa są zawsze ze sobą połączone:Już
nie myślę „bżuh”, jak Jowisz, mój przywódca:
Krzyczę z całych sił! Jak po wódce.Jestem
pornografemTen fonografPieśń jest przeznaczona, by go złamać!
Pokrótce;Ku uciesze słuchaczy, wypluwam hałaśli-wyT
łum wulgarnych żartów (w stylu popart:T
u):Z ustami pełnymi wulgarnych słów
Z moich ust prosto do waszych główO
czywiście nie z przezornych przemówień(C
zuję tak, jak mówię),Ale:K
iedy w końcu znajdę dach nad głową, głównieW
myślach boję się siebie;
pozwólcie, że tył się zwróciM
oja metafora: krzyczę: „Idź, ty, czysty człowieku, równie...
Niech cię Grek siedem razy obróci”!Je
stem pornografemTen fonografPieśń ma to od wieków (żółci).W każdą
sobotę spieszę
się do spowiedziI karcę się za wypowiadanie słów nie- przeznaczonych dla kobiet i gawiedzi,I
przysięgam, a marabut wie, że to daremna próba:U
kryć język pod prochem(a pod prochem śruba)!Al
eJeśli nie będę już zatruwał twych uszu,
Boję się, że skończę w kręgach Armii Zbawienia kuracjuszów;T
eraz marzę, żeby znów poruszyć ten temat:Ws
trętne pośladki i przeklinać jak ksiądz! T
ertium nie ma.Jestem
pornografemTen gramofonPiosenka powinna być refrena - penisa golema.Moja
żona, mówiąc swobodni
eMa pożądliwą naturę.
Palą się na niej spodnie.
Jest przyzwyczajona do leżenia nago jak kłoda
mimośrodemPo
d pierwszym lepszym mężczyzną,
Który próbuje ukraść jej wuje...k'urodę!AleCzy
wolno mi, przyznajmy się, czy to nie wstyd sromotny
Mówić o tym na konkursie,
po którym straciłem
Wzronk i i_irs'wzwiąd? Istotnie, bezpowrotnie...N
ie wspominając o tym, że ją to zwodzi swąd -Swędzenia na pośladkach jak trąd?
Jestem
pornografemTen gramofonPiosenka cuchnie na kilometr stąd!Może za
chwilę
odnajdę szczęście,A morze i Legię, doszczętniej.
Gdybym miał śpiewać Sztukę Miłości, jak Bóg ZeusN
akazał – Miłość, która prowadzi
aż do Rzymu... P
rzez Pireus.Ale
Mój anioł powiedział mi:
„Przez ruręZabronione jest śpiewać o miłości! Tw
e pleśni - po wtóre, k....!J
eśli nie rozkwitną w locie, o, ty, mój kocie,wszystkie twoje kwiaty...!T
wój zakaz przeminął”. Dzień
zapłaty.Jestem
pornografem.Ten gramofonPiosenka ma to, na co ma bogaty!A kiedy śpiewam,
wiesz, Kabaret Demo-Licja. Herb, piosenkę, którą wziąłem Cjonalnych sfer!
Stajesz się melancholijny, za bardzoI mówi do mnie
głosem zdławionym ba-N
alnie bard rdzą:„Proszę, śpiewaj, jak kwiat-
TyRośnij przynajmniej wzdłuż
chaty stacca-ty:Via del Rosario nie dla dam: W
burdelu - tutaj,A następnie,
tam. .....”Jestem
pornografemTego gramofonuMoja piosenka ma to „czyż nie znasz
Bogodram?”Każdego
wieczoru
przed kolacją, przed snem
na moim ka-ganku,
Obserwując przed jędze z ban-ku, rwem:O
bserwuję tłum dobrych ludzi, jak znalazłI - z
achodzące słońce - hałas...AleNie
proś mnie, żebym to zaśpiewał, wszystko narazCzasy tutaj słyszą moje uszy. I czas. Wyraz...Bo
uwielbiam patrzeć z
mojego wujka, brata...Jak przechodzący głupcy czynią ciszę jak ma...k...k... trata... tata!
Jestem pornografemTen gramofon tutajTa piosenka musi zaginąć. Bez powrata!
Dobre dusze tutaj, tutaj, z niecierpliwością czekają, że
po mojej śmierci nie będzie - ością -S
zatana, który przyjdzie i
dźgnie mnie, tego owego
Wraku modlitwy, to do ciebie, kolego!A
le -Ale, czy to - wielki Manitou
Ale teraz! - bez mitu; słowa są głupie bez zbytu
Ale - nie mają liny
Czy my - wpuściliby-my ten dym sinyD
o Jerozoli'minyO tej bladej
d....godziny?Jestem
pornografemTen gramofonTa piosenka ma: widzimyśliny!
Żył'em z dala od rżycia publik' miejskich,
Wolny, zamyśl'wolny, pon'ury, i ssię'lski....
Odmawiając płacenia ceny sławy o'kup
aNa mojej gałązce l-laurączce spałem jak nutrizupa.
Ci, którzy nie/śli dobrą:ra'ddę, dali mi+do ,Że
moje racje ze zwykłym człowiekiem są do roz:strzyg'nienia,I :
{pod groźbą całkow)ite...(go zapomnie[mie]nia}
,Wszy'stkie moje małe sekr)ci(ety wy'maga:ją natych)miasto(wego ujawniEnia!
Trąby Sła'wy, jesteście w cał}kowity{m konteks'tflikcie!Z
brakiem pudorów ów w pudrze naj:bardziej
elementarn'litarystycznym
,Mam dla Sprawy publiKACJOstycznejRozdziA
Wiać z kim i w jakiej poz(LOKAL(ycji?
Mam dla sław:y! od'grążać się w )p(otępieñ'ju i roz'puście?J
eśli 'ujawnię imi:jona, ile Penne'løp o'dwinę w Ma:rty chu!ście?
le d:am czcigod'nych gęsto-często ô'każe się dąñć w ork'iestrę męsżką??Ilu dobrych przyjaci'óSł
spojrzy na mnie z ó'kòsa?!x
Ile strzałów z rewolweru dostanę!T
rąby SłaVVy, gracjie se sam'e!Moja natøra brzyd'zi się
wsze'lką óstętacją,Cierp'jąc na nie/mal w'styd tak'ą patologizRacją ,
Nie é'patuję swoi: mi genitalJA:mi
Ni;kogu Pozza moj:imi żon:ami i lekarz'żami.A:ter'az, by
wy:wołać skądal,
M'am bić w bę'ben jak ff svoje genit' et.alia?C
zyżb'ym je po'kaziywał je je;szcze bardzie'j
DemonstrNacjostentacyjnie,Jak
mini'strant niosą:cy Najświętszy Sakrament?Na
z:amenT...Tromby S'ławy,
zmień:cie atramĘt!Kobietaz
pełnego świata, która często mi pozwala Od:dawać się czworga rozkoszom w swoich kwarterokomnatach,
zodd'ałaPodWstępnie ot!dała mi, na jeb'dwabnym tapcz:anie,S
tworzenia najniższego sortu/étarzU...P
od pretekstem/pozorem proklamacji! R
ozgłosu- blama'żu?C
zyżma'm prawo ob'rażać honór tej dam:,K
rzycząc z dachów, przy dźwięku latarni:AMI:„
MaMarkiza narobwiła mi aft!”? Cóż za pjękny landszaft!Trąby
Sławy, jesteście nieod;powiednie!Trąbkij Sław'y, co za bred!nie!!Dzięki bogą,
rzyję w charmoniiZ ojcem Duvalem, śpie'zwającym kap'łanem w agonji- woñij:
On, katechu:men, i ja, szalenie'c,j alja pozwala mi mUwić „amen”,
A łon pozw'ala mi móvvić „merd”
!Zgadzając się z nim, pisałbym w gazetach, wie)r(szKtórego wieczoru,
proszę ma:my
Za:stałem go na'gkolanach mej p;ani,
Śpiewające:go melodyjię szeptĘgłosu
Pod'czas gdy ona wyry:wała wsze w'szy z włosUw?T
rąby Sławy, nie mogę słóhać tego odg'łosU!Z kim, na Jowisza!
muszę spa(sś(ć,
Abby bog'ini stu/ust troch'ę prze:mówiła, moja mać?
Jasna kobietÁ, gwiaz'da, celebrzytka,
Ma przyjść i zająć miejsce mojej liry w moich skrzyp'ka,ch?
Aby poruszyć lud i chłopów,
Kto chce pożyczyć mi swoje popularne pośladki,K
to po'zwala mi uprawi:ać... na przy/rody łoni'e,Trochę
alpiniz:mu na ich
Wenuś )ciemnej( stronie?
Trąby Sławy, graJcie bardzo'o źle! ło,ni'e!!Czy te
bosz'kie trąb:y brzmiały'by głośniej, FF
andan'ti,Gdybym, jak wszyscy inni, był trochu ped'anti,G
dybym koł:ysał się jak dziew:czynaw pościęliI nagl'e przyb'rał wygl:ąd gazeli?
Lecz nie wi,dzę, żeby opła:cało się tym bez'SZczelnym gościomB
awi:ć się w grEM z miłoścOM, odwracaj'ąc ,)ch(ciałoŻ
eby dodać uncję wartości do mojej ch'wały,Z
:brodnia peder'astii, dziś, już się nie opłacaŁY,!TrO
M'by Sławy, gracie jak prze[r]wały?!Po tym tysiącu i jednej metodzie
gotowania,Która z pewnością
przyniesie wam poch'wały, wte vashe anaŁY, bania-Ł
uki:wolę trwać przy zmysłACH, kontem plując (w)dzwięki
I drap:ać się po bżuchu, śpziewając piossenky
Jeśli pulb'liczność ich zećhce, natych/miast od/ciągnę, J
e:śli ich nie zechc'e, położę je zpowro'tem namej niem)i(ej liże, do ktUrej
po\ciągie,mP
onę, od;mawiając (jak pa:ciorek)zapłaty ceny zsławy,
Na ga'łęzi mojego la'uru śpięjak kómar. Słabe...
Trąby Sławy, gracie jak bezKaina Abel! Szkieletis.Tubae Famae, carmen vestrum male agitetis!