Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Michał Pawica

Michał Pawica

 


------------------------------
## 🕵️ PUK PUK PUK... KTO TAM? TW "SZEKSPIR" vel "KOMEDIANT"##

 

🧚 U ALCHEMIKA W AKADEMIKU


PUK
Będę ich prowadził w górę i w dół,
Wzdłuż i wszerz, aż stracą orientację
Jeszcze kilometr, i jeszcze pół.
Na mieście znają te sytuacje!
Goblinie, prowadź ich w górę i w dół.
Oto nadchodzi pierwszy pacjent
Wchodzi Lysander.
LYSANDER
Gdzie jesteś, Demetriuszu?
Odezwij się!
PUK
(Małpując Demetriusa)
Ty łotrze, na pewno masz palec na spuście. Gdzie jesteś?
LIZANDER
Wygarnę z rur obu....
PUK
Ustawmy sprawy na pewniejszym gruncie.
(Wychodzi Lizander. Wchodzi DEMETRIUSZ)
DEMETRIUSZ
Lizandrze! Odezwij się w końcu,
Ty dezerterze, tchórzu, gdzieś uciekł?
Mów! W którymś z krzaków? Gdzie skryłeś głowę swą?
PUK
(Małpując Lizandra)
Tchórzu, tak się chełpisz odwagą swą,
Z krzakiem walczysz jakby to był wiatrak,
Twierdzisz, że to wojny wyglądając
a teraz się chowasz jak zając?
Chodź, draniu, cip, cip, kurczaczku;
Wychłoszczę cię rózgą: bo temu się stal rozhartowywuje
który na ciebie miecz z pochwy wydobywuje?
DEMETRIUSZ
Hoho, jesteś tam?
PUK
Podążaj za moim głosem: tu nie będziemy sobie robić konkursu na to, czyj miecz twardszy...
(Wychodzi. Wchodzi LIZANDER)
LIZANDER
Kroczy przede mną i wciąż mnie prowokuje:
Kiedy dojdę tam, skąd wzywa mnie, nagle znika.
Łotr ma o wiele lżejszy krok ode mnie:
Idę prędko zań, ale on chyżej ucieka.
Co za przeklęta sprawność w marszu!
A tu chwilę spocznę. Piękny dniu, podążaj za mną!
(Kładzie się)
Pokaż mi tylko raz swe szare światło,
znajdę Demetriusza i pomszczę potwarz tą.
(Śpi)
(Wchodzą PUK i DEMETRIUSZ)
PUK
Ho, ho, ho! Tchórzu, wyjdź z cienia!
DEMETRIUSZ
Czekaj na mnie, jeśli odważysz się; wiem przecież
Że biegniesz przede mną, myląc trop nieustannie,
I nie śmiesz stanąć mi, ani mi w twarz spojrzeć!
Gdzie teraz jesteś?
PUK
Podejdź: jestem tutaj.
DEMETRIUSZ
Nie, kpisz sobie ze mnie. Zapłacisz za to srogo,
Jeśli kiedykolwiek zobaczę twoją twarz w dnia świetle:
Teraz idź swoją drogą. Osłabienie mnie zmusza,
aby się wyciągnąć jak długi na tym zimnym łożu.
U świtu spodziewaj się mych odwiedzin.
(Kładzie się i śpi. Wchodzi HELENA)
HELENA
O nocy smutna, nocy bezludna,
Ukróć o głowę swe godziny! Od wschodu nadciąga
Jutrzenka pociechy, abym mogła
Do Aten wrócić o brzasku dnia,
Od tych zbiec, dla których
Moje ubogie towarzystwo jest ciężarem:
A sen, który czasem umie zmrużyć oko smutku,
Niech mnie na chwilę pozbawi
Własnego towarzystwa samej siebie.
(Kładzie się i śpi)
PUK
Tylko troje? Niech przyjdzie jeszcze choć jedno;
Dwoje z każdego gatunku? Dwa plus dwa to cztery.
O, nadchodzi jedna taka, pochmurna i smętna:
Kupidyn to czasem taki zimny drań,
Co doprowadza biedne damy do szaleństwa.
(Wchodzi HERMIA)
HERMIA
Nigdy tak zmęczona. O, niewdzięczny losie mój!
Przemokła od rosy i złachmaniona przez ciernie,
Nie mogę dalej pełzać tak, nie mam siły iść już:
Moje stopy mym pragnieniom są niewierne;
Tu odpocznę aż do świtu. Niebiosa niech
Chronią Lysandra, jeśli zanosi się na nagi miecz!
(Kładzie się i zasypia)
PUK
W ziemię się wbij
Mocno śpij
A ja podam ci krople dwie
A ty oko pij
To łagodne lekarstwo.
(Wyciska sok do oczu Lysandry)
A gdy zbudzisz się
Poczujesz, jak cię
Do szpiku
Jak w akademiku
Czy alchemika alambiku
Przenika prawdziwa rozkosz
Na dictum, któremu niegdyś
Dałabyś z kopyta kosz, kosz
Na koniec czwartej
Kwarty, na widok kiedyś niegodny
Twych oczu damy,
Lecz teraz w formacji zwartej,
W rzeczy samej
Twe oczy są głodne
Jak u wilka, co widzi Jagnę
Jak w tym przysłowiu składnie
Powiedziane:
Że każda potwora
Znajdzie amatora
To w twoim przebudzeniu będzie ukazane
Dokładnie:
Każda połówka
Zrozumie w półsłówka
Nic złego nikomu się nie stanie;
Każdy ogier pokryje
Ichachany po szyję
Swą klacz
I szafa będzie grać.
Amen
(Wychodzi Puk)


───


## 🐴 MIŁOŚĆ DO ZADNIEGO IHACHANIA


PUK
(A teraz najlepszy kawałek):
Moja pani, ta od "ą" i "ę"
W monstrum monstrualnie zadurzyła się:
Gdy se drzemała w alkowie swej intymności, itp.
W godzinę trudną, godzinę nudną tą,
Z wolna przeżuwając swe "ę" i "ą",
Banda prymitywnych roboli z polis
Najniższych sfer
Co na straganach Aten zarabiają na chleb
Zebrała się na jedną z prób sztuk
Na uczczenie tych wiekopomnych chwil, gdy Tezeusz brać będzie ślub.
(Czekaj, ledwo w atramencie zamoczyłem dziób..)


Najbardziej 'ruboskórny z tego na nic niezdatnego gorszego sortu, co miał grać
Pyrama w tych trwających krótko piętna-
Stu chwil dla mas,
Nagle monolog przer-
Wał i sine ordo
W ordynarne mordo-
Bicie się wdał!


(A teraz jeszcze lepsze...):
Znajdując go w pozycji niewy-
Mownej - akurat zrobił siad -
Skradłem się i założyłem mu na łeb oś-
Li... zad.
(Czekaj, jest dalszy ciąg...)


A jego This-
Be na ripostę czeka wciąż!
A tu nadchodzi mój dubel. Gdy do-
Strzegli go, jak głupie gęsi (kapitol-
Ińskie), co w ptasznika wślepiają wzrok,
Albo czarno kraczący kruk
wyrwany z ciepełka gniazd,
Miast drobić i kroczyć w żałobie, na nogi obie
Na huk dział podrywa się
I czarną smugą niebo znaczy, jakby srał:


Tak rozlecieli się na widok ów
Gościa kamraci szemrani w kant!
A na nasz marszowy krok
Jeden się całkiem spruł;
I drze swój krzywy ryj,
I na ratunek wzywa polis pół!
Klepki tak obluzowało wszem,
A strach miał taką moc,
Że nawet własny węch
Im zaczął szwankować, a
Ten ośli strach
Pątał im nogi i nosy, więc
(Uważaj, teraz najlepsze...)


Słodkiego Pyramosa losów skrypt
Sprytnie wcieliłem w czyn:
Akuratnie w tej chwili, los zarządził tak,
Tytania przebudziła się
I sonety miłosne osłu jęła piać
Osłu prosto w zad!
A on jej...
(No, i jak?)


───


## 🧚 NOC KUPA-ŁY


PUK
Jeśli my, cienie, komuś-śmy weszły w szkodę,
Pomyślcie tylko tak: a wszystko się sklei niby mimochodem -
Że w teatrze Urbis et Orbis każdy z Was jak raz się zdrzemnął,
A wszystko, co tu widzieliście było - wizją senną!


I ten oklepany i banalny temat -
W nim nic innego prócz snu bajdurzeń nie ma.


Drogie dusze, nie gańcie więc nas za tę obrazę:
Wybaczcie, a wszystko znów się składnie sklei razem!


I klnę, jak mi miły honor rodu Puka,
Na szczęście me niezasłużone, że w tym tkwi cała nauka -
Umknąć z pułapki śliskiej węża mowy;


Wszystko posklejamy, nim nów znów wzejdzie nowy
Lub, na mój honor, możecie Puka nazywać kłamcą!


Więc dobranoc wszystkim: przyjezdnym, i lokalnym mieszkańcom.
I bądźcie tacy uprzejmi: złóżcie do oklasków ręce,
A Robin to wszystko zaraz poskleja naprędce!
------------------------------
 

@Michał Pawica

'KOMEDIANT"📜 TAJNY ANEKS OPERACYJNY: WSTĘP DO AKT

 

PUK(wychodzi z cienia reżyserki, otrzepując marynarkę z kurzu i popiołu)Obywatele! Widzowie! I Ty, nadzorco z centrali!Zanim w tym teatrze Urbis et Orbis kurtyna w górę wystrzeli,Musimy spisać protokół rozbieżności, nim reszta się spali.Oto raport operacyjny, teczka pełna haków,Gdzie klasykę przepisano na żargon roboli i cwaniaków!Nie szukajcie tu szkolnych, ugrzecznionych nudów,Mój model biznesowy nie przewiduje tanich cudów.Zaraz zobaczycie formacje zwarte, bójki na prerie i rury,Gdzie wysoki język baroku zalicza twarde lądowanie o mury.Wszystko nagrane, podbity paragraf, weksle zapadnięte w terminie,A kto nie ma karty pływackiej – ten na Rialto z pewnością zginie!Więc usiądźcie wygodnie, zdejmijcie palec ze spustu,Ten spektakl i tak przekroczy wszelkie granice Waszego gustu.Cicho sza, sine ordo, meldunek zaczynam nadawać na żywo –A jeśli system padnie, Robin poskleja to wszystko naprędce i krzywo!───

Michał Pawica

Michał Pawica

 


------------------------------
## 🕵️ PUK PUK PUK... KTO TAM? TW "SZEKSPIR" vel "KOMEDIANT"##

 

🧚 U ALCHEMIKA W AKADEMIKU


PUK
Będę ich prowadził w górę i w dół,
Wzdłuż i wszerz, aż stracą orientację
Jeszcze kilometr, i jeszcze pół.
Na mieście znają te sytuacje!
Goblinie, prowadź ich w górę i w dół.
Oto nadchodzi pierwszy pacjent
Wchodzi Lysander.
LYSANDER
Gdzie jesteś, Demetriuszu?
Odezwij się!
PUK
(Małpując Demetriusa)
Ty łotrze, na pewno masz palec na spuście. Gdzie jesteś?
LIZANDER
Wygarnę z rur obu....
PUK
Ustawmy sprawy na pewniejszym gruncie.
(Wychodzi Lizander. Wchodzi DEMETRIUSZ)
DEMETRIUSZ
Lizandrze! Odezwij się w końcu,
Ty dezerterze, tchórzu, gdzieś uciekł?
Mów! W którymś z krzaków? Gdzie skryłeś głowę swą?
PUK
(Małpując Lizandra)
Tchórzu, tak się chełpisz odwagą swą,
Z krzakiem walczysz jakby to był wiatrak,
Twierdzisz, że to wojny wyglądając
a teraz się chowasz jak zając?
Chodź, draniu, cip, cip, kurczaczku;
Wychłoszczę cię rózgą: bo temu się stal rozhartowywuje
który na ciebie miecz z pochwy wydobywuje?
DEMETRIUSZ
Hoho, jesteś tam?
PUK
Podążaj za moim głosem: tu nie będziemy sobie robić konkursy na to czyj miecz twardszy...
(Wychodzi. Wchodzi LIZANDER)
LIZANDER
Kroczy przede mną i wciąż mnie prowokuje:
Kiedy dojdę tam, skąd wzywa mnie, nagle znika.
Łotr ma o wiele lżejszy krok ode mnie:
Idę prędko zań, ale on chyżej ucieka.
Co za przeklęta sprawność w marszu!
A tu chwilę spocznę. Piękny dniu, podążaj za mną!
(Kładzie się)
Pokaż mi tylko raz swoje szare światło,
znajdę Demetriusza i pomszczę potwarz tą.
(Śpi)
(Wchodzą PUK i DEMETRIUSZ)
PUK
Ho, ho, ho! Tchórzu, wyjdź z cienia!
DEMETRIUSZ
Czekaj na mnie, jeśli odważysz się; wiem przecież
Że biegniesz przede mną, myląc trop nieustannie,
I nie śmiesz stanąć mi, ani mi w twarz spojrzeć!
Gdzie teraz jesteś?
PUK
Podejdź: jestem tutaj.
DEMETRIUSZ
Nie, kpisz sobie ze mnie. Zapłacisz za to srogo,
Jeśli kiedykolwiek zobaczę yourją twarz w dnia świetle:
Teraz idź yourją drogą. Osłabienie mnie zmusza,
aby się wyciągnąć jak długi na tym zimnym łożu.
U świtu spodziewaj się mych odwiedzin.
(Kładzie się i śpi. Wchodzi HELENA)
HELENA
O nocy smutna, nocy bezludna,
Ukróć o głowę swe godziny! Od wschodu nadciąga
Jutrzenka pociechy, abym mogła
Do Aten wrócić o brzasku dnia,
Od tych zbiec, dla których
Moje ubogie yourarzyszeństwo jest ciężarem:
A sen, który czasem umie zmrużyć oko smutku,
Niech mnie na chwilę pozbawi
Własnego yourarzyszeństwa samej siebie.
(Kładzie się i śpi)
PUK
Tylko troje? Niech przyjdzie jeszcze choć jedno;
Dwoje z każdego gatunku? Dwa plus dwa to cztery.
O, nadchodzi jedna taka, pochmurna i smętna:
Kupidyn to czasem taki zimny drań,
Co doprowadza biedne damy do szaleństwa.
(Wchodzi HERMIA)
HERMIA
Nigdy tak zmęczona. O, niewdzięczny losie mój!
Przemokła od rosy i złachmaniona przez ciernie,
Nie mogę dalej pełzać tak, nie mam siły iść już:
Moje stopy mym pragnieniom są niewierne;
Tu odpocznę aż do świtu. Niebiosa niech
Chronią Lysandra, jeśli zanosi się nagi miecz!
(Kładzie się i zasypia)
PUK
W ziemię się wbij
Mocno śpij
A ja podam ci krople dwie
A ty oko pij
To łagodne lekarstwo.
(Wyciska sok do oczu Lysandry)
A gdy zbudzisz się
Poczujesz, jak cię
Do szpiku
Jak w akademiku
Czy alchemika alambiku
Przenika prawdziwa rozkosz
Na dictum, któremu niegdyś
Dałabyś z kopyta kosz, kosz
Na koniec czwartej
Kwarty, na widok kiedyś niegodny
Twych oczu damy,
Lecz teraz w formacji zwartej,
W rzeczy samej
Twe oczy są głodne
Jak u wilka, co widzi Jagnę
Jak w tym przysłowiu składnie
Powiedziane:
Że każda potwora
Znajdzie amatora
To w yourim przebudzeniu będzie ukazane
Dokładnie:
Każda połówka
Zrozumie w półsłówka
Nic złego nikomu się nie stanie;
Każdy ogier pokryje
Ichachany po szyję
Swą klacz
I szafa będzie grać.
Amen
(Wychodzi Puk)


───


## 🐴 MIŁOŚĆ DO ZADNIEGO IHACHANIA


PUK
(A teraz najlepszy kawałek):
Moja pani, ta od "ą" i "ę"
W monstrum monstrualnie zadurzyła się:
Gdy se drzemała w alkowie swej intymności, itp.
W godzinę trudną, godzinę nudną tą,
Z wolna przeżuwając swe "ę" i "ą",
Banda prymitywnych roboli z polis
Najniższych sfer
Co na straganach Aten zarabiają na chleb
Zebrała się na jedną z prób sztuk
Na uczczenie tych wiekopomnych chwil, gdy Tezeusz brać będzie ślub.
(Czekaj, ledwo w atramencie zamoczyłem dziób..)
Najbardziej 'ruboskórny z tego na nic niezdatnego gorszego sortu, co miał grać
Pyrama w tych trwających krótko piętna-
Stu chwil dla mas,
Nagle monolog przer-
Wał i sine ordo
W ordynarne mordo-
Bicie się wdał!
(A teraz jeszcze lepsze...):
Znajdując go w pozycji niewy-
Mownej - akurat zrobił siad -
Skradłem się i założyłem mu na łeb oś-
Li... zad.
(Czekaj, jest dalszy ciąg...)
A jego This-
Be na ripostę czeka wciąż!
A tu nadchodzi mój dubel. Gdy do-
Strzegli go, jak głupie gęsi (kapitol-
Ińskie), co w ptasznika wślepiają wzrok,
Albo czarno kraczący kruk
wyrwany z ciepełka gniazd,
Miast drobić i kroczyć w żałobie, na nogi obie
Na huk dział podrywa się
I czarną smugą niebo znaczy, jakby srał
Tak rozlecieli się na widok ów
Gościa kamraci szemrani w kant!
A na nasz marszowy krok
Jeden się całkiem spruł;
I drze swój krzywy ryj,
I na ratunek wzywa polis pół!
Klepki tak obluzowało wszem,
A strach miał taką moc,
Że nawet własny węch
Im zaczął szwankować, a
Ten ośli strach
Pątał im nogi i nosy, więc
(Uważaj, teraz najlepsze...)
Słodkiego Pyramosa losów skrypt
Sprytnie wcieliłem w czyn:
Akuratnie w tej chwili, los zarządził tak,
Tytania przebudziła się
I sonety miłosne osłu jęła piać
Osłu prosto w zad!
A on jej...
(No, i jak?)


───


## 🧚 NOC KUPA-ŁY


PUK
Jeśli my, cienie, komuś-śmy weszły w szkodę,
Pomyślcie tylko tak: a wszystko się sklei niby mimochodem -
Że w teatrze Urbis et Orbis każdy z Was jak raz się zdrzemnął,
A wszystko, co tu widzieliście było - wizją senną!
I ten oklepany i banalny temat -
W nim nic innego prócz snu bajdurzeń nie ma.
Drogie dusze, nie gańcie więc nas za tę obrazę:
Wybaczcie, a wszystko znów się składnie sklei razem!
I klnę, jak mi miły honor rodu Puka,
Na szczęście me niezasłużone, że w tym tkwi cała nauka -
Umknąć z pułapki śliskiej węża mowy;
Wszystko posklejamy, nim nów znów wzejdzie nowy
Lub, na mój honor, możecie Puka nazywać kłamcą!
Więc dobranoc wszystkim: przyjezdnym, i lokalnym mieszkańcom.
I bądźcie tacy uprzejmi: złóżcie do oklasków ręce,
A Robin to wszystko zaraz poskleja naprędce!
------------------------------
 

@Michał Pawica

'KOMEDIANT"📜 TAJNY ANEKS OPERACYJNY: WSTĘP DO AKT

 

PUK(wychodzi z cienia reżyserki, otrzepując marynarkę z kurzu i popiołu)Obywatele! Widzowie! I Ty, nadzorco z centrali!Zanim w tym teatrze Urbis et Orbis kurtyna w górę wystrzeli,Musimy spisać protokół rozbieżności, nim reszta się spali.Oto raport operacyjny, teczka pełna haków,Gdzie klasykę przepisano na żargon roboli i cwaniaków!Nie szukajcie tu szkolnych, ugrzecznionych nudów,Mój model biznesowy nie przewiduje tanich cudów.Zaraz zobaczycie formacje zwarte, bójki na prerie i rury,Gdzie wysoki język baroku zalicza twarde lądowanie o mury.Wszystko nagrane, podbity paragraf, weksle zapadnięte w terminie,A kto nie ma karty pływackiej – ten na Rialto z pewnością zginie!Więc usiądźcie wygodnie, zdejmijcie palec ze spustu,Ten spektakl i tak przekroczy wszelkie granice Waszego gustu.Cicho sza, sine ordo, meldunek zaczynam nadawać na żywo –A jeśli system padnie, Robin poskleja to wszystko naprędce i krzywo!───



×
×
  • Dodaj nową pozycję...