Apokalipsa pierwsza skończona,
mej psychiki - serca, rozumu oceniona.
Teraz czas na turę drugą,
Bom ja, diabeł, Boga sługą.
Teraz wpierdalać piach będziecie,
teraz na was, już mówię, śmiecie,
Teraz mój taniec, ma rozkosz z widłami,
Teraz, już nie powiecie mi, że potraficie kochać czasami
Ochydy, goje,
Mych znojów podwoje.
Znieśc już was nie mogę
W piekle, którego nie znałem przezywałem tylko trwoge.
Teraz wasze serca uwalnianie z wyrzutów sumienia,
"dobrymi" uczynkami nazywam gównami, i szczyn promieniami.
Jesteście zarazą na tej ziemi, a ja was się zniej pozbędę samymi kłamstwami.
Jeseście chlewem, mięso żrycie,
więc niech wam będzie niemiłe życie.
Macie w głowie nielogiczne rzeczy,
bujacie się, każdy z was życie kaleczy,
Bez rozumu ni godności, pierdolicie o jakości,
Za to wszyscy będziecie się taplać w nicości,
Jam Apollo! Jam gwiazdą jaśniejącą.
Jam waszą śmiercia z nienacka nadchodzącą.
Ja was nienawidze!
Ja wam światłem, waszą śmierć uwidze!
Będzie się działo, oj cieszę się bardzo,
Bo tu para dwóch miłujących się jest wśród tych, co gardzą.
Wy teraz cierpieć będziecie,
wy teraz gnić jak biodegradowalne smiecie!
Wy śmiecie!
Wy śmiecie!
jak wy śmieć na tym swiecie się śmiecie!
Wy macie tańczyć pod moje dyktando!
Tańczcie kurwy, tańczcie, ubrani w zalando.
Wy pachwiny krowie, wy huhanie, pierdolone, sowie.
Niech wiecie, jak wasza śmierc zowie.
O ile w ogóle zrozumiecie możecie, bo macie gówno w głowie.
Ja w furię wpadam na samą myśl o was, wy błędy,
wy farmazony, z gęby.
wy macie geny z gehenny!
Wy jesteście obczyzną, gojami!
Wy jesteście po prostu ochydami.
Teraz wam powiem wprost:
Wasza śmierć, da nam wzrost.
Wy nie pojmujecie ogromu miłosci
bo jesteście wspak, w tył, kupą gównianej odwrotności!
Wy nie dajecie z serca, wy tylko czerrpiecie,
uwalnając swoje nic nie znaczące między piersiami ścierwo w kuwecie!
Przyjdzie pora, nie będzie tu nic.
Ale póki co, zaoszczędzę wam żyć.
Będzie tak, że grzecznie będę wobec przemawiał,
będę uprzejmy, miły chętny, będę zawsze rozmawiał.
Całym sercem was miłując, dając z intelektu swoje, co tylko zechcecie.
Będziecie szczęśliwi, radośni, cudowni, miłośni, będzie miłoświecie.
Potem zrobię wam kuku, bo wasz Bóg, którym mnie obwołacie,
Zostawi was na stracie.
Namiesza w główkach, namiesza w serduszkach,
i skończy się uśmiech na buźkach.
Będzie kaput, umarł w butach,
będziecie szydełkować sobie w główce, jak na drutach.
Zobaczycie bajkę piękną o gwałcie na miłości,
i będziecie film oglądać w zazdrości, pałając ku niej w sercach wielkości,
Będzi piękny finał jak kobieta gwałcona, zostaje zniszczona,
kiedy mąż patrzyć musi, przez takich jak zmuszony.
W kinach się w wyrzutach sumienia,
Utulicie w śmierci ramienia.
Ale to nie koniec, bo, żeby diabełek miał wesoło
zrobi wam błędne koło,
będziecie sobie myśleć, jedząc mięsko, już nie wieprzowinke,
że tą całą w waszym umyśle drwinkę w waszym serduszku ma przycznkę.
Będziecie psychologicznie wymiecieni!
Nie pozostawi po was ta ziemia cieni!
A Ci, co seansu nie ujrzą, błask milliarda słońc zobaczą!
Megatonowych bomb nuklearnych, bez względu na to czy zwierze,
czy człowiek, byście nie otworzyli już powiek, by skończyły się wasze bezskuteczne pacierze.
W jeden religii tkwić będziecie,
Myśląc, że zbawienie w ten sposób posiądziecie.
Trzy szóstki wam wbiję,
Jezusa jakiegoś z głowy wypiję,
Wy farmazony, kłamcy, oszczercy,
wy bluźniercy!
Wy chamy, wy kurwy, wy sknercy!
Niczego dać nie potraficei, blużniercy!
Bluźniercy, bluźniercy, bluźniercy!
Niech śpiewam czarną msze,
Niech w nienawiście do was tkwie!
Bluźniercy, bluźniercy, błuźniercy!
W tańcu nienawiści otoczę was darami śmierci!
Nananananana! Niech pozna ta chwila chama.
Niech cham zerżnie tysiąc dam!
Nananananaana!
Niech zginie wasz zgnilizna posrana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana!
Nananananana.....
Teraz ja, szmaty!
Teraz ja, krawaty!
Teraz moje dzieło!
Dzieło zniszczenia,
Bom ja niszyciel!
Bom drwiciel!
Bom ja diabeł!
Bom ja...
Wasz koniec,
Wasz stroniec.
Apokalipsa nadchodzi,
Bedą na ziemi cuda,
Będzie strachm,
Będą na ziemi wojny!
Będą na niebie demony!
Będą istoty niestworzone,
Będą cierpienia tak słone!
Że zerwiecie sobie życia zasłone!
Będzie Konstatynopol, nowy Konstantynopol,
bowiem żeście zabili ich rzeczywiście, i jesteście winni!
Miasto miłości potraktowaliście Turecki najzdem!
W skurwysyny, tam zawisła wasz ciemność!
Wy pchły, wy zasrane, wieczne nasze łzy!
Wy padalce, wy cholery, wy "maniery"!
Jak wy sobie wyobrażacie teraz ciąg dalszy?
Kiedy ja jestem najwytrwałszy!
I jestem najwyższy!
Ja was sponiewieram za to, co jej uczyniliście, wy gówna, śmierdząca obsraną wanną!
Spermołazy, zakwasy, kutasy.
Ja tu zyję raz pierwszy, a przez w schizofrenii uroiłem jakieś 24 lecie!
Ochydni jesteście! Żyjąc w nienawiści swojej mieście!
Teraz kończę,
diabeł odstawia słuchawkę i dowidzenia, a własciwie, żegnam!
Do blasku!
Za mojego pana, Jezu, wy śmiecie,
zginiecie.
Podpisane moją krwią
Apollo Łukasz Michalczyk
Diabeł
Za zmianę mojej tożsamości na pierdolonej katolickiej chrzcielnicy.
Was zabiję.
Prędzej czy później.
Nie znacie dnia, ani godziny.
Lecz czas nadszedł
Czas apokalipsy.
Miłego dnia.
"Zapieczętuj to, co powiedziało 7 gromów i nie zapisuj tego"
"I porodziła syna - mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną"