Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
Rama mnie bach, spodnie w piach,
Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!
Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…
Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!
Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!
Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
Grób!
III.
[...]
„To minie, jak nad Moskwą majowa burza”
Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
Jak korytarze ponure Łubianki,
Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
Jak niesforna sfora federalnych majorów,
Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...
To na pewno minie,
Minie jak zły sen!
Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!
W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...
Uwierz mi, to też minie!
Jak swastyka Ruskiego Mira,
I dym pożarów niesiony przez wiatr,
Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
I policyjna suka nabita dziećmi po dach!
I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
Paragraf 228 i kocioł o piątej,
I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
Gazując kobiety, chłopców i brzdące...
To wszystko minie jak inne miesiące:
Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
Minie, bez wątpienia minie!
Na razie w to im graj
Ale to ich już ostatnie pląsy!
Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!
Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
A dziś milczy jak grób:
Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
Wszystko kiedyś minie!
I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…
W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!
Uwierz mi, to też minie!
To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
Za godzinę, za chwilę…
To wszystko minie!
IV.
Hm H7
Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
Em F♯7
Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
Hm A7 G
Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
Em in Hm/F♯ F♯7 Hm
Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.
Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw
Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –
Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
w odłamkach zwierciadła
łąkę zrodziłeś
ziemia czarna i strumyk płonie
że niby co
że to już koniec
kwiaty zwiędłe i złote kłosy
białe motyle złem nieskalane
trup skowronka
lecz pieśń została
czy miłość powróci
przez lustro całe
@Poet Ka ja żyłem w Arkadii” lub „Nawet w Arkadii jestem ja.
Memento mori- pamiętaj o śmierci.
I Ekfraza do obrazów Nicolasa Poussina.
Czas przewyższa przestrzeń.
Przestrzeń to to co jest, to życie- od do.
Rodzimy się wszyscy, wszystkie zwierzęta też z dwoma datami:
narodzin i śmierci.
Czas to nieskończoność to wieczność.
Non omnis moriar"- chcę w to wierzyć. Bo człowiek nie wszystek umiera.
@Czarek Płatak poezja i sztuka rodzi się w najbardziej zaskakujących momentach takich profanicznych,
nawet w oparach dymu
Mistycyzm i przyziemność- tak! I domieszka ironii Czarek.
Dobry wiersz. Taki Twój