wszystko zaczyna się od tego że człowiek dostaje numer
i od tej chwili nie ma już imienia tylko logowanie do cierpienia
leży na łóżku które pamięta więcej niż on
i skrzypi jakby chciało powiedzieć że też ma dość tej pracy
i że chętnie połamałoby mu gnaty żeby wreszcie zwolnić etat
ciało staje się wnioskiem o dofinansowanie trumny
podpisanym niewyraźnie przez lekarza dyżurnego
obok ściana oddycha farbą z czasów kiedy ból był jeszcze analogowy
odpada płatami jak skóra ze starca
odsłaniając przedpotopowe tynki pełne cudzych zarazków
przychodzi pielęgniarka i przechodzi obok
tak szybko jakby pacjent był meblem który udaje że choruje
dostaje jedzenie które ma kolor kompromisu
kawałek margaryny który wygląda jak wspomnienie po maśle
mielonkę koloru papieru toaletowego z domieszką urzędowego kurzu
i kawałek jajka składający się głównie ze skorupki i wyrzutów sumienia
chleb który pamięta lepsze czasy ale nie chce o nich rozmawiać
w sali ktoś namiętnie kaszle
jakby próbował wydostać z siebie całe archiwum płuc
jęki chorych niosą się po ścianach jak darmowy marketing dla zaświatów
i zwabiają księdza który krąży po korytarzu z ostatnim namaszczeniem
jak przedstawiciel handlowy wieczności zbierający podpisy pod ostateczną umową
lekarze przechodzą jak meteorologia
stojąc osłuchuje go przez stetoskop podłączony do centrali
i marszczy brwi bo w klatce piersiowej ledwo żywego gościa gra muzyka na czekanie
jedni zapowiadają poprawę inni tylko zmianę ciśnienia
patrzą na pacjenta jak na baner reklamowy w internetach
którego wzrok podświadomie unika żeby nie złapać wirusa
żądza kurczy się tu szybciej niż budżet na onkologię
zamieniona w twardy jak kamień krochmal na prześcieradle
którego szorstkość jest jedynym substytutem dotyku na jaki NFZ ma akurat licencję
albo jakby był psem który szczeka po łacinie więc i tak nikt go nie rozumie
jego płacz ma tu taką samą siłę przebicia jak reklamacja na brak znieczulenia
złożona w okienku które zamknięto w ubiegłym stuleciu
pacjent próbuje zapytać co mu jest
ale odpowiedź utknęła w systemie i ma status w trakcie rozpatrywania od zawsze
na korytarzu słychać wózek który jedzie jakby niósł czyjeś dalsze życie na reklamacji
cisza ma tu zapach formaliny i przeterminowanych nadziei
a sufit jest ekranem na którym wyświetlają wygaszacz życia
siostry mówią że trzeba leżeć spokojnie
bo spokój jest najtańszą formą leczenia i najłatwiejszą do rozliczenia
pacjent leży więc spokojnie
coraz bardziej jak rzecz która nie chce robić problemów
aparatura medyczna pika z taką częstotliwością
jakby próbowała wystukać alfabetem morse’a skargę do państwowej inspekcji pracy
o trzeciej nad ranem budzi go kroplówka
która dawkuje egzystencję na raty
jakby pan Bóg brał człowieka w leasing a bank właśnie żądał zwrotu
kapie jak zegar który nie wie czy jeszcze mierzy czas życia czy już tylko czas pobytu
pacjent bez nóg mówi że trzeba być cierpliwym
więc on staje się cierpliwością w wersji testowej
rano dostaje nowy numer posiłku
i kawałek margaryny który już nawet nie udaje że jest jedzeniem
lekarz patrzy w kartę
i przez sekundę widzi człowieka
ale szybko wraca do dokumentacji bo tam wszystko się zgadza
system uznaje że pacjent nadal żyje, ale tylko dlatego, że śmierć nie zdążyła jeszcze złożyć wniosku o jego przejęcie.
ordynator przechodzi obok i patrzy na łóżko wzrokiem mechanika samochodowego
który wie że naprawa przewyższa już wartość wraku
pacjent zostaje na miejscu
jak błąd który system postanowił zostawić na później
salowa przeciera podłogę mopem nasączonym święconą wodą
żeby ewentualny zgon nie zostawił smug na nowym linoleum
szoruje wściekle, zamazując ślady stóp
które kiedyś miały dokądś pójść
i tylko czasem kiedy korytarz cichnie
w środku nocy z końca sali słychać coraz bardziej ciche zwierzęce wołanie :
siostro basen
siostro basen
siostra basen
można usłyszeć jak ktoś jeszcze próbuje być sobą
ale nikt nie ma już uprawnień żeby to zatwierdzić