Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena






wszystko zaczyna się od tego że człowiek dostaje numer
i od tej chwili nie ma już imienia tylko logowanie do cierpienia

leży na łóżku które pamięta więcej niż on
i skrzypi jakby chciało powiedzieć że też ma dość tej pracy
i że chętnie połamałoby mu gnaty żeby wreszcie zwolnić etat


ciało staje się wnioskiem o dofinansowanie trumny
podpisanym niewyraźnie przez lekarza dyżurnego

obok ściana oddycha farbą z czasów kiedy ból był jeszcze analogowy
odpada płatami jak skóra ze starca
odsłaniając przedpotopowe tynki pełne cudzych zarazków


przychodzi pielęgniarka i przechodzi obok
tak szybko jakby pacjent był meblem który udaje że choruje

dostaje jedzenie które ma kolor kompromisu
kawałek margaryny który wygląda jak wspomnienie po maśle
mielonkę koloru papieru toaletowego z domieszką urzędowego kurzu
i kawałek jajka składający się głównie ze skorupki i wyrzutów sumienia

chleb który pamięta lepsze czasy ale nie chce o nich rozmawiać

w sali ktoś namiętnie  kaszle
jakby próbował wydostać z siebie całe archiwum płuc

jęki chorych niosą się po ścianach jak darmowy marketing dla zaświatów
i zwabiają księdza który krąży po korytarzu z ostatnim namaszczeniem
jak przedstawiciel handlowy wieczności zbierający podpisy pod ostateczną umową

lekarze przechodzą jak meteorologia

stojąc osłuchuje go przez stetoskop podłączony do centrali
i marszczy brwi bo w klatce piersiowej ledwo żywego gościa gra muzyka na czekanie

jedni zapowiadają poprawę inni tylko zmianę ciśnienia

patrzą na pacjenta jak na baner reklamowy w internetach
którego wzrok podświadomie unika żeby nie złapać wirusa

żądza kurczy się tu szybciej niż budżet na onkologię
zamieniona w twardy jak kamień krochmal na prześcieradle
którego szorstkość jest jedynym substytutem dotyku na jaki NFZ ma akurat licencję


albo jakby był psem który szczeka po łacinie więc i tak nikt go nie rozumie

jego płacz ma tu taką samą siłę przebicia jak reklamacja na brak znieczulenia
złożona w okienku które zamknięto w ubiegłym stuleciu

pacjent próbuje zapytać co mu jest
ale odpowiedź utknęła w systemie i ma status w trakcie rozpatrywania od zawsze

na korytarzu słychać wózek który jedzie jakby niósł czyjeś dalsze życie na reklamacji

cisza ma tu zapach formaliny i przeterminowanych nadziei
a sufit jest ekranem na którym wyświetlają wygaszacz życia

siostry mówią że trzeba leżeć spokojnie
bo spokój jest najtańszą formą leczenia i najłatwiejszą do rozliczenia

pacjent leży więc spokojnie
coraz bardziej jak rzecz która nie chce robić problemów

aparatura medyczna pika z taką częstotliwością
jakby próbowała wystukać alfabetem morse’a skargę do państwowej inspekcji pracy

o trzeciej nad ranem budzi go kroplówka
która dawkuje egzystencję na raty
jakby pan Bóg brał człowieka w leasing a bank właśnie żądał zwrotu

kapie jak zegar który nie wie czy jeszcze mierzy czas życia czy już tylko czas pobytu

pacjent bez nóg mówi że trzeba być cierpliwym
więc on staje się cierpliwością w wersji testowej

rano dostaje nowy numer posiłku
i kawałek margaryny który już nawet nie udaje że jest jedzeniem

lekarz patrzy w kartę
i przez sekundę widzi człowieka

ale szybko wraca do dokumentacji bo tam wszystko się zgadza


system uznaje że pacjent nadal żyje, ale tylko dlatego, że śmierć nie zdążyła jeszcze złożyć wniosku o jego przejęcie.

ordynator przechodzi obok i patrzy na łóżko wzrokiem mechanika samochodowego
który wie że naprawa przewyższa już wartość wraku

pacjent zostaje na miejscu
jak błąd który system postanowił zostawić na później

salowa przeciera podłogę mopem nasączonym święconą wodą
żeby ewentualny zgon nie zostawił smug na nowym linoleum
szoruje wściekle, zamazując ślady stóp
które kiedyś miały dokądś pójść


i tylko czasem kiedy korytarz cichnie
w środku nocy z końca sali słychać coraz bardziej ciche zwierzęce wołanie :
siostro basen
siostro basen
siostra basen

można usłyszeć jak ktoś jeszcze próbuje być sobą


ale nikt nie ma już uprawnień żeby to zatwierdzić


 

 

 

 

 

Migrena

Migrena






wszystko zaczyna się od tego że człowiek dostaje numer
i od tej chwili nie ma już imienia tylko logowanie do cierpienia

leży na łóżku które pamięta więcej niż on
i skrzypi jakby chciało powiedzieć że też ma dość tej pracy
i że chętnie połamałoby mu gnaty żeby wreszcie zwolnić etat


ciało staje się wnioskiem o dofinansowanie trumny
podpisanym niewyraźnie przez lekarza dyżurnego

obok ściana oddycha farbą z czasów kiedy ból był jeszcze analogowy
odpada płatami jak skóra ze starca
odsłaniając przedpotopowe tynki pełne cudzych zarazków


przychodzi pielęgniarka i przechodzi obok
tak szybko jakby pacjent był meblem który udaje że choruje

mówią do niego proszę pana niech pan nie przeszkadza w procedurze
a on nie wie czy on jeszcze jest panem czy już tylko przypadkiem medycznym

dostaje jedzenie które ma kolor kompromisu
kawałek margaryny który wygląda jak wspomnienie po maśle
mielonkę koloru papieru toaletowego z domieszką urzędowego kurzu
i kawałek jajka składający się głównie ze skorupki i wyrzutów sumienia

chleb który pamięta lepsze czasy ale nie chce o nich rozmawiać

w sali ktoś namiętnie  kaszle
jakby próbował wydostać z siebie całe archiwum płuc

jęki chorych niosą się po ścianach jak darmowy marketing dla zaświatów
i zwabiają księdza który krąży po korytarzu z ostatnim namaszczeniem
jak przedstawiciel handlowy wieczności zbierający podpisy pod ostateczną umową

lekarze przechodzą jak meteorologia

stojąc osłuchuje go przez stetoskop podłączony do centrali
i marszczy brwi bo w klatce piersiowej ledwo żywego gościa gra muzyka na czekanie

jedni zapowiadają poprawę inni tylko zmianę ciśnienia

patrzą na pacjenta jak na baner reklamowy w internetach
którego wzrok podświadomie unika żeby nie złapać wirusa

żądza kurczy się tu szybciej niż budżet na onkologię
zamieniona w twardy jak kamień krochmal na prześcieradle
którego szorstkość jest jedynym substytutem dotyku na jaki NFZ ma akurat licencję


albo jakby był psem który szczeka po łacinie więc i tak nikt go nie rozumie

jego płacz ma tu taką samą siłę przebicia jak reklamacja na brak znieczulenia
złożona w okienku które zamknięto w ubiegłym stuleciu

pacjent próbuje zapytać co mu jest
ale odpowiedź utknęła w systemie i ma status w trakcie rozpatrywania od zawsze

na korytarzu słychać wózek który jedzie jakby niósł czyjeś dalsze życie na reklamacji

cisza ma tu zapach formaliny i przeterminowanych nadziei
a sufit jest ekranem na którym wyświetlają wygaszacz życia

siostry mówią że trzeba leżeć spokojnie
bo spokój jest najtańszą formą leczenia i najłatwiejszą do rozliczenia

pacjent leży więc spokojnie
coraz bardziej jak rzecz która nie chce robić problemów

noc w szpitalu nie jest ciemna
ona jest po prostu administracyjna
światło w sali nie gaśnie
ono tylko zmienia tryb oszczędny

aparatura medyczna pika z taką częstotliwością
jakby próbowała wystukać alfabetem morse’a skargę do państwowej inspekcji pracy

o trzeciej nad ranem budzi go kroplówka
która dawkuje egzystencję na raty
jakby pan Bóg brał człowieka w leasing a bank właśnie żądał zwrotu

kapie jak zegar który nie wie czy jeszcze mierzy czas życia czy już tylko czas pobytu

pacjent bez nóg mówi że trzeba być cierpliwym
więc on staje się cierpliwością w wersji testowej

rano dostaje nowy numer posiłku
i kawałek margaryny który już nawet nie udaje że jest jedzeniem

lekarz patrzy w kartę
i przez sekundę widzi człowieka

ale szybko wraca do dokumentacji bo tam wszystko się zgadza


system uznaje że pacjent nadal żyje, ale tylko dlatego, że śmierć nie zdążyła jeszcze złożyć wniosku o jego przejęcie.

ordynator przechodzi obok i patrzy na łóżko wzrokiem mechanika samochodowego
który wie że naprawa przewyższa już wartość wraku

pacjent zostaje na miejscu
jak błąd który system postanowił zostawić na później

salowa przeciera podłogę mopem nasączonym święconą wodą
żeby ewentualny zgon nie zostawił smug na nowym linoleum
szoruje wściekle, zamazując ślady stóp
które kiedyś miały dokądś pójść


i tylko czasem kiedy korytarz cichnie
w środku nocy z końca sali słychać coraz bardziej ciche zwierzęce wołanie :
siostro basen
siostro basen
siostra basen

można usłyszeć jak ktoś jeszcze próbuje być sobą
ale nikt nie ma już uprawnień żeby to zatwierdzić


 

 

 

 

 

Migrena

Migrena






wszystko zaczyna się od tego że człowiek dostaje numer
i od tej chwili nie ma już imienia tylko logowanie do cierpienia

leży na łóżku które pamięta więcej niż on
i skrzypi jakby chciało powiedzieć że też ma dość tej pracy
i że chętnie połamałoby mu gnaty żeby wreszcie zwolnić etat


ciało staje się wnioskiem o dofinansowanie trumny
podpisanym niewyraźnie przez lekarza dyżurnego

obok ściana oddycha farbą z czasów kiedy ból był jeszcze analogowy
odpada płatami jak skóra ze starca
odsłaniając przedpotopowe tynki pełne cudzych zarazków


przychodzi pielęgniarka i przechodzi obok
tak szybko jakby pacjent był meblem który udaje że choruje

mówią do niego proszę pana niech pan nie przeszkadza w procedurze
a on nie wie czy on jeszcze jest panem czy już tylko przypadkiem medycznym

dostaje jedzenie które ma kolor kompromisu
kawałek margaryny który wygląda jak wspomnienie po maśle
mielonkę koloru papieru toaletowego z domieszką urzędowego kurzu
i kawałek jajka składający się głównie ze skorupki i wyrzutów sumienia

chleb który pamięta lepsze czasy ale nie chce o nich rozmawiać

w sali ktoś namiętnie  kaszle
jakby próbował wydostać z siebie całe archiwum płuc

jęki chorych niosą się po ścianach jak darmowy marketing dla zaświatów
i zwabiają księdza który krąży po korytarzu z ostatnim namaszczeniem
jak przedstawiciel handlowy wieczności zbierający podpisy pod ostateczną umową

lekarze przechodzą jak meteorologia

stojąc osłuchuje go przez stetoskop podłączony do centrali
i marszczy brwi bo w klatce piersiowej ledwo żywego gościa gra muzyka na czekanie

jedni zapowiadają poprawę inni tylko zmianę ciśnienia

patrzą na pacjenta jak na baner reklamowy w internetach
którego wzrok podświadomie unika żeby nie złapać wirusa

żądza kurczy się tu szybciej niż budżet na onkologię
zamieniona w twardy jak kamień krochmal na prześcieradle
którego szorstkość jest jedynym substytutem dotyku na jaki NFZ ma akurat licencję


albo jakby był psem który szczeka po łacinie więc i tak nikt go nie rozumie

jego płacz ma tu taką samą siłę przebicia jak reklamacja na brak znieczulenia
złożona w okienku które zamknięto w ubiegłym stuleciu

pacjent próbuje zapytać co mu jest
ale odpowiedź utknęła w systemie i ma status w trakcie rozpatrywania od zawsze

na korytarzu słychać wózek który jedzie jakby niósł czyjeś dalsze życie na reklamacji

cisza ma tu zapach formaliny i przeterminowanych nadziei
a sufit jest ekranem na którym wyświetlają wygaszacz życia

siostry mówią że trzeba leżeć spokojnie
bo spokój jest najtańszą formą leczenia i najłatwiejszą do rozliczenia

pacjent leży więc spokojnie
coraz bardziej jak rzecz która nie chce robić problemów

noc w szpitalu nie jest ciemna
ona jest po prostu administracyjna
światło w sali nie gaśnie
ono tylko zmienia tryb oszczędny

aparatura medyczna pika z taką częstotliwością
jakby próbowała wystukać alfabetem morse’a skargę do państwowej inspekcji pracy

o trzeciej nad ranem budzi go kroplówka
która dawkuje egzystencję na raty
jakby pan Bóg brał człowieka w leasing a bank właśnie żądał zwrotu

kapie jak zegar który nie wie czy jeszcze mierzy czas życia czy już tylko czas pobytu

pacjent bez nóg mówi że trzeba być cierpliwym
więc on staje się cierpliwością w wersji testowej

rano dostaje nowy numer posiłku
i kawałek margaryny który już nawet nie udaje że jest jedzeniem

lekarz patrzy w kartę
i przez sekundę widzi człowieka

ale szybko wraca do dokumentacji bo tam wszystko się zgadza


system uznaje że pacjent nadal żyje, ale tylko dlatego, że śmierć nie zdążyła jeszcze złożyć wniosku o jego przejęcie.

ordynator przechodzi obok i patrzy na łóżko wzrokiem mechanika samochodowego
który wie że naprawa przewyższa już wartość wraku

pacjent zostaje na miejscu
jak błąd który system postanowił zostawić na później

salowa przeciera podłogę mopem nasączonym święconą wodą
żeby ewentualny zgon nie zostawił smug na nowym linoleum
szoruje wściekle, zamazując ślady stóp
które kiedyś miały dokądś pójść


i tylko czasem kiedy korytarz cichnie
w środku nocy z końca sali słychać coraz bardziej ciche zwierzęce wołanie :
siostro basen
siostro basen
siostra basen

można usłyszeć jak ktoś jeszcze próbuje być sobą
ale nikt nie ma już uprawnień żeby to zatwierdzić





×
×
  • Dodaj nową pozycję...