Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Michał Pawica

Michał Pawica

stoisz ze swoim 

 

plakatem „No War!!!” -  

 

usprawiedliwieniem tego, czego

 

uniknąć się już nie da.

 

wojnie nie można postawić tamy: 

 

jak jaskrawa krew cieknąca z tętnicy rozerwanej - 

 

płynie wartko, pozbawia

sił i życia, 

 

wkracza do naszych miast

 

zbrojnymi grupami,

 

które rozprasza po ogródkach ogień wroga,

 

jak zabójcze kulki rtęci, których już nie można 

 

pozbierać ani zwrócić, tylko 

 

zlokalizować i zneutralizować,

 

jak tych cywili: menedżerów, urzędników, informatyków, studentów, których 

 

nic nie przygotowało do walk miejskich; ale wojna uczy

 

na gorąco, na boleśnie

 

znajomym terenie: najpierw 

 

do WOT idą ci z wojskowym przeszkoleniem, potem nawet

 

ci, którzy bili się tylko w Hearts of Iron czy World of Tanks, a na koniec

 

krótki kurs przygotowywania wybuchowych koktajli 

 

prowadzony przez zaprzyjaźnionego barmana.
w klubie obok

 

śpią dzieci, dzieci płaczą, rodzą się dzieci, w świecie

 

chwilowo niezdatnym do spożycia, 

 

na podwórku, placu zabaw

 

gotują przeciwpancerne jeże i

 

nalewają zabójcze „koktajle”
według starej rodzinnej receptury

 

całe rodziny, które na nowo odkryły uroki

 

rodzinnej rozmowy i

skoordynowanej pracy zbiorowej –

 

wojna skraca dystans - między

 

jednym człowiekiem a drugim, narodzinami i śmiercią, 

 

tym, czego nigdy nie chcieliśmy – i tym,

 

do czego okazaliśmy się 

zdolni –

 

 

mamo, odbierz – prosi

 

dziewczyna, o drugiej w nocy,

 

w piwnicy wieżowca, 

 

uparcie i głucho, wciąż nie chcąc uwierzyć, że
 
mama jest poza zasięgiem, w dzielnicy, gdzie wielka płyta

 

złożyła się jak domek z kart
po zmasowanych nalotach, 

 

gdzie dopiero wczoraj

telekomunikacyjne wieże

 

przestały się komunikować, 
gdzie świat się rozdarł

 

na przed wojną i po.

 

 

wzdłuż nierównych krawędzi
twojego plakatu 

 

krzyczącego „No War!!!”, 
który 

 

zaraz wyrzucisz do
  
kosza na śmieci, 

 

w drodze do 

 

domu z protestu, rosyjski poeto:

 

wojna zabija rękami obojętnych,

 

a nawet 

 

letnich zwolenników.

Michał Pawica

Michał Pawica

stoisz ze swoim 

 

plakatem „No War!!!” -  

 

usprawiedliwiającym to, czego

 

 

uniknąć się już nie da.

 

wojnie nie można postawić tamy: 

 

 

jak jaskrawa krew cieknąca z tętnicy rozerwanej,

 

płynie wartko, pozbawia

sił i życia, 

 

wkracza do miast zbrojnymi grupami,

 

które rozprasza po ogródkach ogień wroga,

 

jak zabójcze kulki rtęci, których już nie można 

 

zebrać ani zwrócić, tylko  zlokalizować i zneutralizować,

 

 

jak tych cywili: menedżerów, urzędników, informatyków, studentów, których 

 

nic nie przygotowało do walk miejskich; ale wojna uczy

 

na gorąco, na boleśnie znajomym terenie: najpierw 

 

do WOT idą ci z wojskowym przeszkoleniem, potem nawet

 

ci, którzy bili się tylko w Hearts of Iron czy World of Tanks, a na koniec

 

krótki kurs przygotowywania wybuchowych koktajli 

 

prowadzony przez zaprzyjaźnionego barmana.
w klubie obok

 

śpią dzieci, dzieci płaczą, rodzą się dzieci, w świecie

 

chwilowo niezdatnym do spożycia, 

 

na podwórku, placu zabaw gotują przeciwpancerne jeże i

 

nalewają zabójcze „koktajle”
według starej rodzinnej receptury

 

całe rodziny, które na nowo odkryły uroki

rodzinnej rozmowy i

 

skoordynowanej pracy zbiorowej –

 

 

wojna skraca dystans - między

 

jednym człowiekiem a drugim, narodzinami i śmiercią, 

 

tym, czego nigdy nie chcieliśmy – i tym,

 

do czego okazaliśmy się 

być zdolni –

 

mamo, odbierz – prosi

dziewczyna,

 

o drugiej w nocy, 
w piwnicy wieżowca, 

 

uparcie i głucho, wciąż nie chcąc uwierzyć, że
 
mama jest poza zasięgiem, w dzielnicy, gdzie

 

wielka płyta

złożyła się jak domek z kart

 

po zmasowanych nalotach, 

gdzie dopiero wczoraj

 

telekomunikacyjne wieże przestały się komunikować, 


gdzie świat się rozdarł

na przed wojną i po.

 

 

wzdłuż nierównych krawędzi
twojego plakatu 

 

krzyczącego „No War!!!”, 


który zaraz wyrzucisz do
  
kosza na śmieci, 

w drodze do 

 

domu z protestu, rosyjski poeto:

 

wojna zabija rękami obojętnych, a nawet 

 

letnich zwolenników.

Michał Pawica

Michał Pawica

stoisz ze swoim 

 

plakatem „No War!!!” -  

 

usprawiedliwiającym to, czego

 

 

uniknąć się już nie da.

 

wojnie nie można postawić tamy: 

 

jak jaskrawa krew cieknąca z tętnicy rozerwanej,

 

płynie wartko, pozbawia

sił i życia, 

 

wkracza do miast zbrojnymi grupami,

 

które rozprasza po ogródkach ogień wroga,

 

jak zabójcze kulki rtęci, których już nie można 

 

zebrać ani zwrócić, tylko  zlokalizować i zneutralizować,

 

jak tych cywili: menedżerów, urzędników, informatyków, studentów, których 

 

nic nie przygotowało do walk miejskich; ale wojna uczy

 

na gorąco, na boleśnie znajomym terenie: najpierw 

 

do WOT idą ci z wojskowym przeszkoleniem, potem nawet

 

ci, którzy bili się tylko w Hearts of Iron czy World of Tanks, a na koniec

 

krótki kurs przygotowywania wybuchowych koktajli 

 

prowadzony przez zaprzyjaźnionego barmana.
w klubie obok

 

śpią dzieci, dzieci płaczą, rodzą się dzieci, w świecie

 

chwilowo niezdatnym do spożycia, 

 

na podwórku, placu zabaw gotują przeciwpancerne jeże i

 

nalewają zabójcze „koktajle”
według starej rodzinnej receptury

 

całe rodziny, które na nowo odkryły uroki

rodzinnej rozmowy i

 

skoordynowanej pracy zbiorowej –

 

wojna skraca dystans - między

 

jednym człowiekiem a drugim, narodzinami i śmiercią, 

 

tym, czego nigdy nie chcieliśmy – i tym,

 

do czego okazaliśmy się 

być zdolni –

 

mamo, odbierz – prosi

dziewczyna,

 

o drugiej w nocy, 
w piwnicy wieżowca, 

 

uparcie i głucho, wciąż nie chcąc uwierzyć, że
 
mama jest poza zasięgiem, w dzielnicy, gdzie

 

wielka płyta

złożyła się jak domek z kart

 

po zmasowanych nalotach, 

gdzie dopiero wczoraj

 

telekomunikacyjne wieże przestały się komunikować, 


gdzie świat się rozdarł

na przed wojną i po.

 

wzdłuż nierównych krawędzi
twojego plakatu 

 

krzyczącego „No War!!!”, 


który zaraz wyrzucisz do
  
kosza na śmieci, 

w drodze do 

 

domu z protestu, rosyjski poeto:

 

wojna zabija rękami obojętnych, a nawet 

 

letnich zwolenników.

Michał Pawica

Michał Pawica

stoisz ze swoim 

 

plakatem „No War!!!” -  

 

usprawiedliwiającym to, czego

 

uniknąć się już nie da.

 

wojnie nie można postawić tamy: 

 

jak jaskrawa krew cieknąca z tętnicy rozerwanej,

 

płynie wartko, pozbawia

sił i życia, 

 

wkracza do miast zbrojnymi grupami,

 

które rozprasza po ogródkach ogień wroga,

 

jak zabójcze kulki rtęci, których już nie można 

 

zebrać ani zwrócić, tylko  zlokalizować i zneutralizować,

 

jak tych cywili: menedżerów, urzędników, informatyków, studentów, których 

 

nic nie przygotowało do walk miejskich; ale wojna uczy

 

na gorąco, na boleśnie znajomym terenie: najpierw 

 

do WOT idą ci z wojskowym przeszkoleniem, potem nawet

 

ci, którzy bili się tylko w Hearts of Iron czy World of Tanks, a na koniec

 

krótki kurs przygotowywania wybuchowych koktajli 

 

prowadzony przez zaprzyjaźnionego barmana.
w klubie obok

 

śpią dzieci, dzieci płaczą, rodzą się dzieci, w świecie

 

chwilowo niezdatnym do spożycia, 

 

na podwórku, placu zabaw gotują przeciwpancerne jeże i

 

nalewają zabójcze „koktajle”
według starej rodzinnej receptury

 

całe rodziny, które na nowo odkryły uroki

rodzinnej rozmowy i

 

skoordynowanej pracy zbiorowej –

 

wojna skraca dystans - między

 

jednym człowiekiem a drugim, narodzinami i śmiercią, 

 

tym, czego nigdy nie chcieliśmy – i tym,

 

do czego okazaliśmy się 

być zdolni –

 

mamo, odbierz – prosi

dziewczyna,

 

o drugiej w nocy, 
w piwnicy wieżowca, 

 

uparcie i głucho, wciąż nie chcąc uwierzyć, że
 
mama jest poza zasięgiem, w dzielnicy, gdzie

 

wielka płyta

złożyła się jak domek z kart

 

po zmasowanych nalotach, 

gdzie dopiero wczoraj

 

telekomunikacyjne wieże przestały się komunikować, 


gdzie świat się rozdarł

na przed wojną i po.

 

wzdłuż nierównych krawędzi
twojego plakatu 

 

krzyczącego „No War!!!”, 


który zaraz wyrzucisz do
  
kosza na śmieci, 

w drodze do 

 

domu z protestu, rosyjski poeto:

 

wojna zabija rękami obojętnych, a nawet 

 

letnich zwolenników.

Michał Pawica

Michał Pawica

stoisz ze swoim 

 

plakatem „No War!!!” -  

 

usprawiedliwiającym to, czego

 

uniknąć się już nie da.

 

wojnie nie można postawić tamy: 

 

jak jaskrawa krew cieknąca z tętnicy rozerwanej,

 

płynie wartko, pozbawia

sił i życia, 

 

wkracza do miast zbrojnymi grupami,

 

które rozprasza po ogródkach ogień wroga,

 

jak zabójcze kulki rtęci, których już nie można 

 

zebrać ani zwrócić, tylko  zlokalizować i zneutralizować,

 

jak tych cywili: menedżerów, urzędników, informatyków, studentów, których 

 

nic nie przygotowało do walk miejskich; ale wojna uczy

 

na gorąco, na boleśnie znajomym terenie: najpierw 

 

do WOT idą ci z wojskowym przeszkoleniem, potem nawet

 

ci, którzy bili się tylko w Hearts of Iron czy World of Tanks, a na koniec

 

krótki kurs przygotowywania wybuchowych koktajli 

 

prowadzony przez zaprzyjaźnionego barmana.
w klubie obok

 

śpią dzieci, dzieci płaczą, rodzą się dzieci, w świecie

 

chwilowo niezdatnym do spożycia, 

 

na podwórku, placu zabaw gotują przeciwpancerne jeże i

 

nalewają zabójcze „koktajle”
według starej rodzinnej receptury

 

całe rodziny, które na nowo odkryły uroki

rodzinnej rozmowy i

 

skoordynowanej pracy zbiorowej –

 

wojna skraca dystans - między

 

jednym człowiekiem a drugim, narodzinami i śmiercią, 

 

tym, czego nigdy nie chcieliśmy – i tym,

 

do czego okazaliśmy się 

być zdolni –

 

mamo, odbierz – prosi

dziewczyna,

 

o drugiej w nocy, 
w piwnicy wieżowca, 

 

uparcie i głucho, wciąż nie chcąc uwierzyć, że
 
mama jest poza zasięgiem, w dzielnicy, gdzie

 

wielka płyta

złożyła się jak domek z kart

 

po zmasowanych nalotach, 

gdzie dopiero wczoraj

 

telekomunikacyjne wieże przestały się komunikować, 


gdzie świat się rozdarł

na przed wojną i po.

 

wzdłuż nierównych krawędzi
twojego plakatu 

 

krzyczącego „No War!!!”, 


który zaraz wyrzucisz do
  
kosza na śmieci, 

w drodze do 

 

domu z protestu, rosyjski poeto:

 

wojna zabija rękami obojętnych, a nawet 

 

letnich zwolenników.

Michał Pawica

Michał Pawica

stoisz

ze swoim plakatem „No War!!!” 

-  usprawiedliwiającym to, czego

 uniknąć się już nie da:

wojnie nie można postawić tamy:

jak jaskrawa krew cieknąca z tętnicy rozerwanej - 

płynie wartko, odbiera siły i życie, 

wkracza do miast zbrojnymi grupami,

które rozprasza po ogródkach ogień wroga,

jak zabójcze kulki rtęci, których już nie można 

zebrać ani zwrócić, tylko  zlokalizować i zneutralizować,

jak tych cywili: menedżerów, urzędników, informatyków, studentów, 

których nic nie przygotowało do walk miejskich; ale wojna uczy
  
na gorąco, na boleśnie znajomym terenie: najpierw

do WOT idą ci z wojskowym przeszkoleniem, potem nawet

 

ci, którzy bili się tylko w Hearts of Iron czy World of Tanks, a na koniec

krótki kurs przygotowywania wybuchowych koktajli

prowadzony przez zaprzyjaźnionego barmana. w klubie obok

 

śpią dzieci, dzieci płaczą, rodzą się dzieci, w świecie

 

chwilowo  niezdatnym do spożycia, 

na podwórku, placu zabaw gotują przeciwpancerne jeże

i nalewają zabójcze „koktajle”

według starej rodzinnej receptury,

całe rodziny, które na nowo odkryły uroki

 

rodzinnej pogawędki 

i skoordynowanej pracy zbiorowej –

wojna skraca dystans -między

 

jednym człowiekiem a drugim, narodzinami i śmiercią, tym,

 

czego nigdy nie chcieliśmy –

i tym,

 

do czego okazaliśmy się być zdolni – 

mamo, odbierz – prosi

 

dziewczyna, o drugiej w nocy, w piwnicy wieżowca, 

uparcie i głucho, wciąż nie chcąc uwierzyć, 

że mama jest poza zasięgiem, 

w dzielnicy, gdzie wielka płyta

złożyła się jak domek z kart 

po zmasowanych nalotach, 

gdzie dopiero wczoraj

 

telekomunikacyjne wieże przestały się komunikować, 

gdzie świat się rozdarł

 

na przed wojną i po.

wzdłuż nierównych krawędzi

twojego plakatu 

krzyczącego „No War!!!”, 

który zaraz wyrzucisz do  kosza na śmieci, 

w drodze do domu z protestu, rosyjski poeto:

wojna zabija rękami obojętnych

i nawet letnich zwolenników



×
×
  • Dodaj nową pozycję...