Ból nad wściekłością zmiata rosłe drzewa
płomienne brzozy tańczą żarem nieba
dąb się przewraca grzebiąc ciało moje
ręce umarłe trzepocą pod znojem
Ciężar to spory i trzepot nie zdoła
unieść nad ziemią rozliczne szaleństwa
do głębi pali i kruszy korzenie
tęsknota wielka rozbija znów męstwo
Ostatnie wyjście przychodzi do głowy
i trzyma życie wiekowe zwycięstwo
żem zamknął oczy a w końcu drogi
Bóg mi wyznaczył Hiobowe jestestwo