Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Duch7millenium

Użytkownicy
  • Postów

    576
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    3

Treść opublikowana przez Duch7millenium

  1. To nie fraszka, To koniec. To naruszenie swiętości, a ten, który tę, której to odebrał - opuszcza. Winien wiecznego potępienia. W jeziorze ognia, gdzie jego ciało cierpi żar nieustanny. Płonąc przez wieczność.
  2. Gehenna, Gehenna Lemme be te de.. Gehenna, Gehenna Lemme be te hape.. Szafir, Szatan, Diabeł kołata, Nogi miękną jak z babiego lata. Havir, duchu zły, niech Cię obskoczą czarnownice, pchły Człowieku pyszny, trupie przyszły... Ćwiartować i jeść... Bez krwi nie treść.. Zbierzmy się w namocie.. my wiedźmy, po płonącym krzewem, nad zniłego od zółci okien domu, gdzie świecą się zółte światła, na znak ginącej nadziei. W świńskim padole żyjmy, opodal gdzie dom świętego obchodzili w pochodzie nasi bracia. Niech pośrodku stanie stos ludzkich odchodów, byśmy mogły do upadłego się ku niemu masturbować, gromadząc w znak 100 ramiennej gwiazdy bólu. Tam gdzie latające krematoria wznoszą się na antygrwitacyjnych silnikach projektanta śmierci. Ma cyrkiel i ekierkę, włada gromem by w wiatrak kłamstw uderzyć, Katarzynę zniszczyć. On nie boi się zapomnieć, lecz biada, kiedy się mu wspomni, to diabeł, który krzyczy, lecąc jak anioł: BIADA, BIADA, BIADA, oto lud nie poznał Boga, a ja jego sługom! Strącony w czeluść waszego zła, przyszedłem dać wam płacz i zgrzytanie zębów. Gehenna, Gehenna Lemme be te de.. Gehenna, Gehenna Lemme be te hape.. Tragedia zbawieniem - "TRAgaż GĘsi Dia" Rozbijmy słowa, niech nowa nastąpi mowa. Niech tańczą w nas litery, niech kłuje K, niech S ssa, a C bierze się za cuda. W numerologii sens, weź do ust cyfr kęs. Niech w tango pójdą, na objawienie czekaj. Ze swym nikczemnym nosem na miłość zaczekaj. Miłości lecz nie ma, bo miłość to ściema, skomplikowana jest, jaki wykonać na niej test? Test życia i śmierci, spaceru przez uschnięte lasy, Gdzie za końcem świata przemawiają dryblasy. W Mickiewiczowskim świecie cudzołóstwa i oszustwa, W lesie lepiej, bo nie ma żywej duszy, lecz duch szuka, duch stuka, demon wchodzi, świat przechodzi Gehenna, Gehenna Lemme be te de.. Gehenna, Gehenna Lemme be te hape.. I w tańcu i w tańcu znów zgromadźmy się W rytm melodii, ciemno wystukiwanych ciem, Niech się ciemność dzieje, niech świat śniedzieje, Niech wszyscy tutaj w koncu stracą nadzieje. A to ból - jego apogeum.
  3. @EsKalisiaChyba, że budujesz maszynę śmierci.
  4. Logika jest w kolejności, a porządek w strukturze.
  5. @.KOBIETA. Zielone śniegi Kobieto, gdzież Twoje myśli zagubione wśród stosów wysokich wzrastających w samotności, gdzie czyny wiadome mężczyźnie i słowa mu nieznane. Będziesz tak łudzić nas, swoim okiem, ja Ci pokażę, że jestem Balrogiem! Nie chwiej się, stój prosto, zmienna jesteś, bądź bystra, mowa ciała Ci nie obca, mi obca, mi obojętna, możesz być niechętna. Tam gdzie sanie, tam i latawiec i dmuchawiec, jaskrawe słońce, odbija się od mrozu Twojej osoby, nie pozwól swym chłopcom popadać w stan żałoby. Bądź tu, bądź tam, niech nikt nie będzie sam, niech przyjdą te dni, kiedy ...
  6. Wśród steku bzdur, jest zlepek piór, o którym śpiewał, chór, który urojenia miewał. Wymyślili, wybzdurzyli, chuja mujem nawrócili.
  7. W ostatecznym planie eksterminacji ludzkości, nie ma już miejsca na kaleczone myśli, ułomnymi głowami tych, którzy wylecieli zbyt wysoko ponad swe jestestwo. Są dni, które przeminą, a chwila jest chwałą dnia, by móc zobaczyć jak w stratę popada to, co jest zyskiem dla duszy strudzonej. Smaganej wiatrem nieosiągalnej miłości, by miłość ostatecznie osiągnąć. Okalanej szczerą nienawiścią, pomstą motywowaną z głębi serca żywioną, ku tym, którzy wciąż jeszcze dmuchają. Ich oddech musi przepaść, ku studniom ciszy, by wezbrał nowy głos, nowe spojrzenie, nowy dotyk, nowa ziemia, nowe potomstwo, nowa era, nowy porządek świata.
  8. Chodzą wytatuowani, własnym ego obsrani, mają w głowie swoje małe sprawy, żłopaliby i jarali, hektolitrami zbiory kawy, myślą tylko o sobie, już na samym żłobie mają mordy krzywe, ich uśmiechy są fałszywe, śmieją, chwalą swoje czyny, a ich życie to dno, nie wyżyny ich paluchy wszędzie cisną, żadnej prawdy na serce nie lizną są skazani, są wygnani, z raju na śmierć pojmani niszczą drzewa, niszczą zwierzynę a sami nie wiedzą, że powinni mieć się za szczynę i wiedzieć nie mogą, z ich banią złowrogą, ich intencje jak piekło wybrukowane już dawno pękło okradło z życia wszelkie stworzenie, tak oto chodzi po ziemi to schorzenie dwulicowi, a pysk krowi krowa piękniejsza, są bezsłowi do widzenia jak się opłaca, nie powie nawet śmierdzący baca, wzdychają i podrywają, wrzeszczą w głowach jedynie wybryki mają nikczemni, przyziemni, śmieszni, pocieszni, paradoksy oskymorony koksy ancymony całe noce spędzają jak ćmy przy świetle mają schorzenia przewlekłe i siedzą na mietle ich potomstwo skażone ich myśli powinny zostać spotwarzone i będą i zrzędną o nienawiści niezbędną, o ludzkości bezwzględną pomarzyć nie muszą bo już od dawna w niej się duszą i będą i zrzędną i znajda dla siebie kurwę se chętną dostana se HiVa i odejdzie se diva ta dziwa ta niwa ten miraż, śliwa na czole ich trwać będzie jak stara Niniwa ta śliwa, ta niwa, się ich nie wyzbywa to taniec to taniec, to jest ich różaniec to śpiew, to śpiew, to jest ich już chlew tak tańczę, tak tańczę, nienawiść w się niańczę, to czarna jest msza, zabili mi kota to koniec jest mojego tu dla was złota, bo macie, bo macie, obsrane chamstwem gacie, bo chcecie, bo chcecie, zamienić się w śmiecie we śmierci, we śmierci szukacie zbawienia lecz tam dla was, tam dla was nie ma wytchnienia Tamara pyłek przemieni was w pył, i już zawsze każdy z was nie będzie tu żył. Amen.
  9. Raz tak, raz tak, mówisz, mówię ja, mała, nie jesteś doskonała ni ja, nie jesteśmy wspaniali Wrzask czy spokój - incepcja Bas czy złój - koncepcja
  10. @Waldemar_Talar_Talar Cisza to śmierć, Cisza to odejście, Cisza to przejście Na drugą stronę Strata za cudu koronę Cisza bywa podła, Nieuchwytliwa, Wstydliwa i złośliwa Cisza w samotności jest jak błąd w wieczności Cisza jest jak myśli nisza, W ciszy rodzą się demony, w ciszy nie ma osłony Cisza nudą wieje Cisza życiem chwieje
  11. Życie pierwsze Pierwsza miłość - Bóg opuszczony, w krzakach, w miłości, stwierdzili "Mam go w dupie". Zjedli owoc z zakazanego drzewa i zmarli, zabijając się w nienawiści. Życie drugie Dali ciała - wszystkim wszędzie oddawali się, by odmienić los ludzkości Życie trzecie - w technologię poszli - dali cały swój wysiłek intelektualny całej cywilizacji, zginęli w kosmosie na kołowrocie śmierci Życie czwarte - cezar i jego żona - poszli po władzę, zginęli otruci Życie piąte - przyszedł Jezus - i dał im do zrozumienia, że jest Panem, a oni nie oddali mu czci zginęli zabici przez Apostolstwo Życie szóste - dali ludziom siły - on był budowlańcem, ona prostytutką, zginęli zgniecieni przez taran Życie siódme - żyli w skrajnej biedzie, herlawi i umęczeni. Byli męczennikami, nie dostali nawet kromki chleba Życie ósme - kastracja - zostali wykastrowani i przez 30 lat swojego życia nie odczuwali żadnego pociągu seksualnego. Życie dziewiąte - wszechobecna śmierć i umór, syf, kiła i mogiła - nie osiągnęli nic, zginęli na dżumę. Życie dziesiąte - mordercy - chodzili i zabijali wszystkich i wszędzie, zginęli unicestwieni kosmicznym laserem Życie jedenaste - oświecenie - doznali oświecenia podczas którego zmarli Życie dwunaste - zmartwychwstanie - wszyscy ich prześladowcy zmartwychwstali i rzucili się na ich pierwszą miłość, zabijając ich, kiedy odczuwali ekstremalne szczęście Życie trzynaste - zlodowacenie - epoka lodowcowa - oni dając ludziom chłód serc i nienawiść przestali mówić i tylko jedli, nienawidząc się wzajemnie - umarli z wyziębienia. Życie czternaste - kamienie - jak Syzyf zostali zmuszeni do wnoszenia kamieni na najwyższy szczyt Życie piętnaste - osierocenie - zostali osieroceni, porzuceni i zginęli bez środków do życia. Życie szesnaste - przejścia - przechodzili każdy rodzaj cierpienia - umarli jako Dawid i Katarzyna. Życie siedemnaste - tożsamość - poznali swoją tożsamość, przypominając sobie wszystkie poprzednie życia i zmarli. Życie osiemnaste - dorosłość - stając się dorosłymi popadli w kłótnie naprzemian ze zdziczeniem i manią na punkcie ciała. Spiralą w dół stoczyli się w rozpacz i zginęli pod mostem. Życie dziewiętnaste - przeistoczeni - przeistoczyli się w aniołów, po czym odpadły im skrzydła i upadli z nieba na zięmię. Życie dwudzieste - zniszczenie - w ziemię, gdy byli szczęśliwi uderzyły płomienie supernowy i spałiły doszczętnie ziemię przemieniając ją całą w popiół Życie dwudzieste pierwsze - nowa ziemia - na nowej ziemi szukali siebie we dwójkę i nigdy nie znaleźli, zginęli z rozpaczy. Życie dwudzieste drugie - odnalezienie - na nowej ziemi odnaleźli się od razu i ich dzieci odbudowały cywilizację, gdy oni popadli w nienawiść - zostali rozdzieleni, zginęli z braku miłości - uschnęli. Życie dwudzieste trzecie - przeciąg - poznali życie poprzednie i życie następne - zginęli ze starości całkowicie je poznając. Życie dwudzieste czwarte - Konstantynopol - żyli w szczęściu i miłości wraz z innymi ludźmi - Jego imię to Łukasz, jej - Katarzyna. Konstantynopol miastem miłości. Wszystko było dobrze. Ale pewnego dnia najechali miasto Turcy i zgładzili wszystkich. Ona została w wiatraczku i domku pełnym miłości zgwałcona na jego oczach. Kara! Przewymiarowani - wszystkie życia przeżywali w nieskończoność od 1. do 24.
  12. Są jak ożywienie, raz lśnienie, raz śnienie, mam buraczki w piwnicy i to dodaje mi chcicy
  13. @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
  14. Lato, zima chcę wiatru w polu moli, dni, słońca, swawoli myśleć czy już jesteś gotowa brać Ciebie tu tam wszędzie razem, zawsze nosić wianek twój, mój na plecach Ciebie prać Twoje zmęczone ekonomią życie, swoją miłością, braniem na siebie Twoich ciężarów myślami badając Twoje zamiary zaprogramować Ci na życie szczęścię siebie, oddać Tobie
  15. Szaleństwo, maleństwo, Duże odchyleństwo Są mysli takie i inne Sa wszystkie one słynne Zna je każdy, każda, Lepsze to niż Mazdą jazda. Warkot, wrzask, myśli trzask, Zrzut towaru, i mlask, plask
  16. Wstęp Na drabinie postaci schodzących z nieba, bo nie ma tam już żadnego chleba, zeszły istoty ludzkie, w śmierć wieczności, by pokazać swoje ciała nagie, dwuwolności, trójwolności, czterowolności, pięciowolności... dziesięciowolności Świętości. Na świeczniku płomieni siedmiu, płomieni ośmiu cała ich myśl i cudza spoczywa w stanie pół śniu Talu Gwiazda finałem, pięć ramion ma, ona wszystko znaczy ona świat doprowadzi do skrajnej rozpaczy Kontrola, numery, problemy, afery, W sercu złe myśli i wszystko, co się przyśni Stara Pachnie tu kadzidłem, pachnie tu miejscem świętym budowniczy pracują nad nowym porządkiem dopiętym Samil Sefiroty Tak, mogą, tak chcą, tak zbawienie w czynach znajdą, Tak niech pan ich, architekt wielki Patrzy na ich zapięte szelki W kitlach się brudzą, umysły trudzą Kether Potem w ramię prawe, mahać należy młotkiem uderzenie, stukot, sąd rozchodzi się na każdym płotkiem tu cegła kładziona, tu myśl ostudzona Binah Potem w ramię lewe, rozkaz leci, Palcem władzy wskazując wyrok, na tych, którzy zostali uznani za śmieci Następstwem myśli ogólnej, Ruchami murarki wspólnej. Mekhmah I w serce uderza wszystko, jak historia Izoldy i Trystko sumienie zwolnione, zadanie wypełnione Da'at Da'at Da'at Da'at Da'at Da'at Da'at Da'at Nad biodrem prawa ręka opiera się, On wie, że "ja myślę" No tak! No jak! No idzie to wprzód, no to był trud! Gevurah Nad biodrem lewa ręka opiera się On wie, że "jeszcze pomyślę" No tak? No jak? No idzie to na powrót no to był zawrót Hesed Za pępek łapie się i poranek wzbudza po "chcę" grzebie drapie, i ciężko już sapie, wytchnieniem jego szczęśliwi gapie Tif eret I biodro prawe wykonuje ruch wprzód, by iśc, by minął problemów wrzód, Hod I biodro lewe za nim w taniec kobiecy by nie pozostało wątpliwości najmniejszej świecy Netzah Obowiązek spełniony, czas na stosunek płciowy, by nowy został spłodzony Yesod Poniżej, pomiędzy nogami Na wysokości kolan, pomiędzy kitla schronami Tajemnice wszystkie chowają się Gdzie w drogę, gdzie "mogę", "uczyńmy się" Makhut Menora Więc działa to tak, wyjawię tu mak 7 ramienna Na lewej świecy, czwartej z lewecy, ucho spoczywa, tego, co nieprawdę mówi, do umysłu wzywa Na prawej świecy czwartej z prawecy ucho spoczywa, tego, co prawdę mówi, do umysłu wzywa Na lewej świecy, trzeciej z lewecy, myśl "to nieprawda" niech dalej się wda Na prawej świicy, trzeciej z prawecy, myśl "to prawda" niech dalej się wda Na lewej świecy, drugiej z lewecy, analiza tego artemiza niech da sobie sam liza Na prawej świecy, drugiej z prawecy, synteza tego artemiza niech dam mu ja liza Na lewej świecy, pierwszsej z lewecy, rozkład klamstwa na czynniki pierwsze skomplikowany proces, tak będzie zawsze Na prawej świecy pierwszej z prawecy, łączenie wszystkie z czynników pierwszych prosta to rzecz, nie ma słów złych Na świecy najwyższej Środkowej, najmilszej Decyzja zapada, wyrzuć lewego, słuchaj prawego, niech każdy, co się mu należy, to zjada. Pentagram Najwyższe ramię, mówi o bogu, o mnie, o Panie, nie pojmują tego ci zdrajcy, Ci dranie Ramię lewe z góry, Wyciąga pazury Ramię prawe z góry, Czyni ponury Ramię dolne z lewej to coraz gorzej Ramię dolne z prawej to już koniec Bez rymu to było, tak się skończyło. Było mi miło.
  17. Apokalipsa pierwsza skończona, mej psychiki - serca, rozumu oceniona. Teraz czas na turę drugą, Bom ja, diabeł, Boga sługą. Teraz wpierdalać piach będziecie, teraz na was, już mówię, śmiecie, Teraz mój taniec, ma rozkosz z widłami, Teraz, już nie powiecie mi, że potraficie kochać czasami Ochydy, goje, Mych znojów podwoje. Znieśc już was nie mogę W piekle, którego nie znałem przezywałem tylko trwoge. Teraz wasze serca uwalnianie z wyrzutów sumienia, "dobrymi" uczynkami nazywam gównami, i szczyn promieniami. Jesteście zarazą na tej ziemi, a ja was się zniej pozbędę samymi kłamstwami. Jeseście chlewem, mięso żrycie, więc niech wam będzie niemiłe życie. Macie w głowie nielogiczne rzeczy, bujacie się, każdy z was życie kaleczy, Bez rozumu ni godności, pierdolicie o jakości, Za to wszyscy będziecie się taplać w nicości, Jam Apollo! Jam gwiazdą jaśniejącą. Jam waszą śmiercia z nienacka nadchodzącą. Ja was nienawidze! Ja wam światłem, waszą śmierć uwidze! Będzie się działo, oj cieszę się bardzo, Bo tu para dwóch miłujących się jest wśród tych, co gardzą. Wy teraz cierpieć będziecie, wy teraz gnić jak biodegradowalne smiecie! Wy śmiecie! Wy śmiecie! jak wy śmieć na tym swiecie się śmiecie! Wy macie tańczyć pod moje dyktando! Tańczcie kurwy, tańczcie, ubrani w zalando. Wy pachwiny krowie, wy huhanie, pierdolone, sowie. Niech wiecie, jak wasza śmierc zowie. O ile w ogóle zrozumiecie możecie, bo macie gówno w głowie. Ja w furię wpadam na samą myśl o was, wy błędy, wy farmazony, z gęby. wy macie geny z gehenny! Wy jesteście obczyzną, gojami! Wy jesteście po prostu ochydami. Teraz wam powiem wprost: Wasza śmierć, da nam wzrost. Wy nie pojmujecie ogromu miłosci bo jesteście wspak, w tył, kupą gównianej odwrotności! Wy nie dajecie z serca, wy tylko czerrpiecie, uwalnając swoje nic nie znaczące między piersiami ścierwo w kuwecie! Przyjdzie pora, nie będzie tu nic. Ale póki co, zaoszczędzę wam żyć. Będzie tak, że grzecznie będę wobec przemawiał, będę uprzejmy, miły chętny, będę zawsze rozmawiał. Całym sercem was miłując, dając z intelektu swoje, co tylko zechcecie. Będziecie szczęśliwi, radośni, cudowni, miłośni, będzie miłoświecie. Potem zrobię wam kuku, bo wasz Bóg, którym mnie obwołacie, Zostawi was na stracie. Namiesza w główkach, namiesza w serduszkach, i skończy się uśmiech na buźkach. Będzie kaput, umarł w butach, będziecie szydełkować sobie w główce, jak na drutach. Zobaczycie bajkę piękną o gwałcie na miłości, i będziecie film oglądać w zazdrości, pałając ku niej w sercach wielkości, Będzi piękny finał jak kobieta gwałcona, zostaje zniszczona, kiedy mąż patrzyć musi, przez takich jak zmuszony. W kinach się w wyrzutach sumienia, Utulicie w śmierci ramienia. Ale to nie koniec, bo, żeby diabełek miał wesoło zrobi wam błędne koło, będziecie sobie myśleć, jedząc mięsko, już nie wieprzowinke, że tą całą w waszym umyśle drwinkę w waszym serduszku ma przycznkę. Będziecie psychologicznie wymiecieni! Nie pozostawi po was ta ziemia cieni! A Ci, co seansu nie ujrzą, błask milliarda słońc zobaczą! Megatonowych bomb nuklearnych, bez względu na to czy zwierze, czy człowiek, byście nie otworzyli już powiek, by skończyły się wasze bezskuteczne pacierze. W jeden religii tkwić będziecie, Myśląc, że zbawienie w ten sposób posiądziecie. Trzy szóstki wam wbiję, Jezusa jakiegoś z głowy wypiję, Wy farmazony, kłamcy, oszczercy, wy bluźniercy! Wy chamy, wy kurwy, wy sknercy! Niczego dać nie potraficei, blużniercy! Bluźniercy, bluźniercy, bluźniercy! Niech śpiewam czarną msze, Niech w nienawiście do was tkwie! Bluźniercy, bluźniercy, błuźniercy! W tańcu nienawiści otoczę was darami śmierci! Nananananana! Niech pozna ta chwila chama. Niech cham zerżnie tysiąc dam! Nananananaana! Niech zginie wasz zgnilizna posrana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana! Nananananana..... Teraz ja, szmaty! Teraz ja, krawaty! Teraz moje dzieło! Dzieło zniszczenia, Bom ja niszyciel! Bom drwiciel! Bom ja diabeł! Bom ja... Wasz koniec, Wasz stroniec. Apokalipsa nadchodzi, Bedą na ziemi cuda, Będzie strachm, Będą na ziemi wojny! Będą na niebie demony! Będą istoty niestworzone, Będą cierpienia tak słone! Że zerwiecie sobie życia zasłone! Będzie Konstatynopol, nowy Konstantynopol, bowiem żeście zabili ich rzeczywiście, i jesteście winni! Miasto miłości potraktowaliście Turecki najzdem! W skurwysyny, tam zawisła wasz ciemność! Wy pchły, wy zasrane, wieczne nasze łzy! Wy padalce, wy cholery, wy "maniery"! Jak wy sobie wyobrażacie teraz ciąg dalszy? Kiedy ja jestem najwytrwałszy! I jestem najwyższy! Ja was sponiewieram za to, co jej uczyniliście, wy gówna, śmierdząca obsraną wanną! Spermołazy, zakwasy, kutasy. Ja tu zyję raz pierwszy, a przez w schizofrenii uroiłem jakieś 24 lecie! Ochydni jesteście! Żyjąc w nienawiści swojej mieście! Teraz kończę, diabeł odstawia słuchawkę i dowidzenia, a własciwie, żegnam! Do blasku! Za mojego pana, Jezu, wy śmiecie, zginiecie. Podpisane moją krwią Apollo Łukasz Michalczyk Diabeł Za zmianę mojej tożsamości na pierdolonej katolickiej chrzcielnicy. Was zabiję. Prędzej czy później. Nie znacie dnia, ani godziny. Lecz czas nadszedł Czas apokalipsy. Miłego dnia. "Zapieczętuj to, co powiedziało 7 gromów i nie zapisuj tego" "I porodziła syna - mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną"
  18. @obywatel Że jeszcze tak wtrącę - nie ma sensu merytoryczna wymiana, kiedy jedna ze stron pomija meritum. Ja również życzę powodzenia w dalszym pisaniu.
  19. Zatruj mnie, zabij mnie Weź mnie martwego, skoro już żywy kaleczę każde słowo i myśl Weź ode mnie dar swój, Niech zginę resztką Twojego ciepła Zjedz mnie i wybacz, teraz wybacz. Niech żyję, daj żyć proszę, Zabierz mnie na pola i łąki, powiedz znów, żem się domyślił, Pogrzeb mnie wśród robactwa, daj policzek, proszę, zeżryj mnie A seks będzie boski. Wyleję na Ciebe łez deszcz, Ty na mnie też by znów w kłótnię wdać się, kiedy Twoje stopy odarte z skarpet zbędnej cierpliwości mnożą we mnie myśli o obojętności Rozejdźmy się, bo nie mogę znieść Twojego zapachu lubie tę pustkę pustych korytarzy w hotelu, gdzie mam Twoje souveniry. Lubę tak być, tak trwać Bez myśli o tym, że kiedyś wrócisz. Z lampką arszeniku rozbitą o kant kuli,
  20. @obywatel Głębię należy dostrzec i jest to często kwestia ciężkiej pracy intelektualnej, ja natomiast nie będę brał na swoje ramiona narzuconej mi odpowiedzialności, by tłumaczyć, w kontekście kontaktu z osobą oceniającą dzieło po łbach, tego co zostało wypracowane na kanwie wieloletnich doświadczeń. Jeżeli natomiast moja deklaracja uznana zostaje za nieprawdziwą (a jest to bariera nieprzekraczalna), nonsensem jest deklarowanie czegokolwiek dalej, bowiem godzi to w moją wiarygodność a tym samym wszelką celowość dalszej konwersacji. W taki sposób rozmawiał nie będę. Nie będę także kompromitował swojego talentu artystycznego oraz pracy poprzez podawane właściwej interpretacji. Nie będę udzielał żadnych wskazówek, nie mam zamiaru już więcej z Panem rozmawiać. Żegnam.
  21. @obywatel Jeżeli autor utożsamia się z podmiotem lirycznym poprzez opis własnych przeżyć wewnętrznych, może to być oznaką pierwszych objawów schzofrenii. W takim przypadku zalecam wizytę u psychiatry.
  22. @obywatel Patrząc na Pana poprzednią wypowiedź, wcale nie musi Pan tego pisać.
  23. @obywatel Wygląda na to, że Pan jest intelektualistą o intelekcie wyższym niż ja,, więc myślę, że może Pan spokojnie sam dojść do sedna sprawy.
  24. @obywatel Umiejętność czytania między wierszami i wnioskowania mile widziana. Pozdrawiam.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...