Unosiłam się błogo w pradawnej zupie,
odbijałam gwiazd konstelacje,
płynęliśmy razem, w jednej grupie
– ja i inne bakterie.
Wtem ocean zarzucił sieci rybackie:
nieliniowe funkcje i inne rewelacje
To ostatni raz, gdy widziałam formację
– kolonię, w której płynęłam.
Prawie utonęłam i ugrzęzłam w piasku –
mieliła mnie fala prawdopodobieństwa
a gdy doszło do jej kolapsu,
miałam już mózg, kończyny
i pięć minut do odjazdu autobusu.
Morze wyrzuciło mnie na egzystencję
– nie wiedziałam, gdzie to jest,
ani czy znaczy cokolwiek więcej.
Rozbitek na przeludnionej wyspie.
Na plaży przyszło mi się błąkać
kwantem wyobraźni wyznaczać
trajektorie świateł, którym nigdy
bądź zawsze było dane się spotkać.
W tunelu ławic, w splątanych włosach,
w nostalgii i wśród wydm kurhanów
tęsknię za czasami, kiedy żadne z nas
nie miało jeszcze organów.
Nie mogliśmy ich przecież mieć,
tak właśnie nam wypadło,
sama pamiętam, że to pramorze
bakteriom serca skradło.