Jeden jest Allah - i jeden Jego bliźniak Szatan,
Z nim zrodzony w niemal równej chwili,
Ale posiadający moc stwórczą niedostępną tamtemu,
Trwającemu przy pełnej niemocy i w bezruchu.
Wyleczenie Go z choroby i uczynienie żywotnym
Jest wpisane we wszechwładzę Syna Bożego,
A Ten dawno już zawyrokował - wyzdrowieje wuj, brat ojca.
Nieszkodliwy był od początku i nikt nie spojrzy na to,
Że w swym zgorzknieniu rozgorzałym przez przygniecenie w punkt
Dopuszczał się bluźnierstw, wyzwisk i pograżania.
Bo ileż warte są pogróżki bóstwa sparaliżowanego
Kierowane w stronę cieszącego się wiecznym zdrowiem
I niebywałą żywotnością bliźniaka z jednej matki?
Radość Szatana rozbrzmi we wszechświecie,
Bo samodzielnie zrobi, co zapragnie.
Ognia!
Armaty, wystrzelcie! Huk i trzask!
Krzyki — na raz.
Lament — na dwa.
Teraz powoli, stopniowo: jęki.
Skowyty! Głośniej! Jak oznaki udręki.
Teraz cichutko — niech zacznie się płacz.
Postrzał w głowę… i krwawa łza.
Dzwony kościelne — niech żałobna pieśń trwa.
Lament rodziny, skowyty psa.
Dołączcie do nich!
No dalej — raz, dwa!
Jęki w okopach, kości trzask.
Niech zaczną się teraz gazów syczenie —
powoli… nie głośno…
jak śmierci westchnienie.
Wybornie… wybornie!
Piękna ta gra.
Teraz hop-siup — żałosny wrzask!
Łamcie się, walcie — niech pieśń ta trwa.
Kolęda Szatana — już prawie skończona.
Przedstawiam, autorów!
przez ludzi stworzona.