jego żona nie zajmuje miejsca
ona się odinstalowuje
jak wadliwy sterownik
seria wycofana
brak części zamiennych
i nikt już nie odbiera zgłoszeń
kawałek po kawałku
wypluwa siebie do zlewu
aż w odpływie zbiera się z niej coś
na kształt człowieka
tylko bez funkcji cofania
bez gwarancji
bez paragonu
który i tak by wyblakł
chodzi po domu ciszej niż szept w kostnicy
przeprasza powietrze
że w ogóle śmie je filtrować
przez te swoje chude płuca
które mają wydajność zepsutego odkurzacza
model który jeszcze udaje że ciągnie
jej ciało się nie rozlewa jak jego bebech
ono się zwija
jak stary paragon z biedronki
wyblakły
nieczytelny
dowód
że kiedyś kupiono w niej coś świeżego
i już nigdy nie oddano na gwarancję
bo nie było gdzie
skóra jej wisi na gnatach
jak brudna ścierka na płocie
zostawiona na promocji
której nikt nie wziął nawet za darmo
to prześcieradło z hospicjum
którego nikt nie zdążył wygotować
obciągnięte na kościach tak ciasno
że słychać jak wapń trzeszczy
pod dotykiem jego wzroku
jakby był tarnikiem do drewna
certyfikat jakości
do użytku domowego
śpi tak płytko
jakby balansowała na krawędzi nocnika
pilnuje
żeby nie wsiąknąć w materac
bo on by ją rano pomylił z plamą po piwie
i próbował zetrzeć
tępą stroną noża
aż zostałby tylko zapach
który nie ma właściciela
jej oddech
to cienki drut kolczasty
ktoś zostawił go pod napięciem
żeby kopała go po kryjomu
w ten spocony kark
kiedy on chrapie
w kilku martwych językach naraz
jak radio które złapało tylko cmentarze
rano zbiera się z podłogi
jak rozsypane gwoździe
najpierw palec
potem rzepka
potem reszta złomu
składa się w coś
co przypomina człowieka
ale nie posiada już instrukcji obsługi
ani obrazka na pudełku
w lustrze nie szuka urody
ona tam robi inwentaryzację
sprawdza
czy szkło jej nie wyrzygało przed świtem
czy jeszcze jest tam jakakolwiek plama
którą można nazwać twarzą
twarz to u niej tylko miejsce po wybuchu
którego nikt nie zgłosił na policję
bo nie było świadków
oprócz niej samej
która nie została dopuszczona do zeznań
w kuchni stoi
jak wyłączona pralka
nic nie wiruje
tylko czas
który się zaciął na jednym programie
czeka aż on ją kopnie w bok
albo ostatecznie spuści wodę
tryb szybki
bez wirowania
dotyka rzeczy tak miękko
jakby miała dłonie z mokrej waty szklanej
która drażni wszystko czego dotknie
i pyli jej prosto w oczy
od samego faktu istnienia
kiedy on mówi
ona nie słucha słów
ona waży ten gruz
który mu wypada z pyska
razem z okruchami chleba
i resztką autorytetu
łyka tę flegmę nienawiści
jak darmową zupę w przytułku
dokładka gratis
do wyczerpania zapasów
i magazynuje ją pod językiem
żeby nie pobrudzić dywanu
który on i tak zadeptuje
brudnymi stopami
i zostawia ją pełną jego
je tak precyzyjnie
jakby rozbrajała bombę zegarową
każdy kęs to ryzyko
że nagle zacznie istnieć za bardzo
a wtedy trzeba by było coś z tym zrobić
a nikt nie ma narzędzi
jej ciało pamięta więcej
niż on ma w jelitach
każde beknięcie
każdy zapach niemytych nóg
zostaje w niej jak rdza na rurach
której nie idzie odszorować
nawet przy użyciu siły wyższej
jakby była instalacją
do przechowywania jego życia
certyfikat szczelności
nie obowiązuje
czasem stoi przy oknie
i gapi się w dal
aż szyba zaczyna pękać z żenowania
mogłaby wyjść
po prostu
trzasnąć drzwiami
ale klamka w niej
jest zamontowana odwrotnie
do wewnątrz
prosto w przełyk
i każde otwarcie
kończy się dławiącym kaszlem
a instrukcja jasno zabrania użycia
nogi ma lekkie
dopóki nie pomyśli o wolności
wtedy robią się ciężkie
jak beton
którym on zalewa ich wspólne dno
jakby była fundamentem
pod coś co już dawno się zawaliło
ale dalej stoi w papierach
kiedy ją dotyka
ona staje się dwuwymiarowa
jest jak naklejka na lodówce
którą on próbuje zdrapać paznokciem
ale ona tylko bardziej wsiąka w emalię
aż staje się częścią urządzenia
bez możliwości odłączenia
po wszystkim leży nieruchomo
i nasłuchuje
czy to co w niej tyka
to jeszcze serce
czy już tylko zapalnik
od bomby
która nigdy nie wybuchnie
bo spóźniła się o całe życie
i teraz czeka na zgodę
i teraz boi się przerwać mu chrapanie
jego żona
to usterka odwrotna
nie wyciek
tylko absolutna próżnia
dziura w instalacji świata
przez którą nic nie leci
bo wszystko co miało wartość
już dawno spieprzyło
jej jedyna modlitwa
syczana prosto w poduszkę
"niech mnie nie będzie
bardziej niż to kurwa konieczne''
wersja robocza
do dalszej redukcji
żeby mógł dalej myśleć
że jest tu sam
ze swoim Bogiem w dresie
z wypchanymi kolanami
drapać się po bebechu
i żreć te zimne resztki
podczas gdy ona
jest już tylko tasiemcem
w jego własnych jelitach
który wyjada mu życie od środka
aż zostanie z niego
tylko pusty dres
i zapach starej parówki z biedronki
a ona dalej czeka
aż to wszystko wreszcie jebnie
bez żadnego protokołu zniszczenia
bez podpisu
bez pieczątki
aż zostanie z niego tylko ten pusty dres
i odbicie w lustrze
które wreszcie rzygnie ich obojgiem
prosto w ten pieprzony zlew
bez prawa do reklamacji