Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Nie pamiętam chwili, w której cisza zaczęła mieć ciężar.

Najpierw była tylko brakiem dźwięku,

przerwą między jednym oddechem a drugim,

niewinną przestrzenią.

Potem zaczęła rosnąć.

Zajęła ściany,

weszła w szczeliny mebli,

osiadła na książkach jak kurz, którego nie da się strzepnąć,

bo nie jest materią,

tylko decyzją świata, by nic więcej nie mówić.

Siedziałem naprzeciw drzwi,

choć nie pamiętam, dlaczego uznałem je za ważne.

Nie prowadziły nigdzie konkretnie.

Nie oddzielały mnie od nikogo.

A jednak wiedziałem, że jeśli się otworzą,

coś zostanie odebrane — nie dodane.

Nie było pukania.

To jest pierwsza rzecz, którą trzeba zrozumieć.

Nie było żadnego dźwięku,

a mimo to wiedziałem,

że ktoś stoi po drugiej stronie.

Nie „ktoś” w znaczeniu osoby.

Raczej obecność,

która nie potrzebuje ciała,

bo ciało byłoby ograniczeniem.

Czekała.

I w tym czekaniu było coś bardziej niepokojącego

niż jakikolwiek ruch —

jakby czas przestał być linią,

a stał się spojrzeniem,

które nie mruga.

Wstałem dopiero wtedy,

gdy zorientowałem się,

że siedzę tam od zawsze.

Nie pamiętam dzieciństwa.

Nie pamiętam pierwszego dnia w tym pokoju.

Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek był gdzie indziej.

Jakby życie zostało skrócone

do tej jednej sceny,

powtarzanej bez wariacji.

Ręka na klamce nie była moją ręką.

Była gestem,

który musiał się wydarzyć,

bo wszystkie inne możliwości już wygasły.

Kiedy drzwi się otworzyły,

nie zobaczyłem niczego,

co mógłbym opisać.

Nie było ciemności.

Ciemność jest czymś, co można nazwać.

Tam nie było nawet tego.

To było miejsce,

w którym znaczenie jeszcze się nie narodziło

albo już zostało zużyte.

I wtedy zrozumiałem,

że to nie ja patrzę na zewnątrz.

To coś

patrzyło na mnie

od zawsze,

cierpliwie,

bez zamiaru wejścia —

bo nigdy nie było na zewnątrz.

Drzwi nie oddzielały dwóch przestrzeni.

Oddzielały dwa złudzenia.

Zamknąłem je powoli,

z ostrożnością kogoś,

kto nie chce obudzić śpiącego w sobie świadka.

Ale od tamtej chwili

każda powierzchnia

stała się podejrzana.

Ściany nie są już ścianami.

Podłoga nie podtrzymuje — tylko udaje.

A cisza

cisza nie jest już ciszą.

Jest dowodem,

że coś przestało potrzebować dźwięku,

żeby istnieć.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...