Przyszedł maj
cicho, bez zapowiedzi
w dłoniach niósł zapach
i światło nadziei
Jedną ręką odgarnął
włosy z mojej twarzy
a drugą rozsypał
kwiaty starych marzeń
Przyszedł maj
i coś we mnie drgnęło
jakby zimno
straciło znaczenie
Gdy wypuścił
ptaki z ukrytej kieszeni
cicho szepnął
„te ptaki spełniają marzenia”
Kika snów
na ziemi rozłożył
takich zwyczajnych,
aż byłem zdziwiony
„Weź je ze sobą
nie bój się tych dróg,
na końcu jednej
odnajdziesz swój dom”
Potem się uśmiechnął
jak złodziej
co jednym spojrzeniem
okrada duszę
Maj pachnący nadzieją i bzem
i szaleństwem
i cichym
„że muszę”