A ja tęsknię.!
I w lepkiej ślinie rozpuszczam
prażone ziarenka tęsknoty,
w spękanych ustach.
A ja tęsknię.!
Odwodnione ciało i dreszcze.
Nienasycona jak ziemia,
spragniona deszczem.
A ja tęsknię.!
I w lepkiej ślinie rozpuszczam
prażone ziarenka tęsknoty,
w spękanych ustach.
A ja tęsknię.!
Odwodnione ciało i dreszcze.
Nienasycona jak ziemia,
spragniona deszczem.
A ja tęsknię.!
I w lepkiej ślinie rozpuszczam
prażone ziarenka tęsknoty,
w spękanych ustach.
A ja tęsknię.!
Odwodnione ciało i dreszcze.
Nienasycona jak ziemia,
która tęskni za deszczem.
Pięknie ujęte - te trzy słowa dźwigają tyle nadziei i tyle rozczarowań jednocześnie. Ta iskierka na końcu ratuje wiersz od pesymizmu, i chyba właśnie o to chodzi. Pozdrawiam. :)
Waldemarze - zamiast "kobiety", pasować tu bardziej będzie - "mężczyzna,uważający się za błyskotliwego". :)